19 października 2019

Cygańska królowa października



Melancholijne dni! Oczarowanie oczu!
Lubię przyrody pożegnalny strój,
Gdy się wspaniale krasy jej roztoczą.
W purpurze, w złocie więdniesz, lesie mój...
W gałęziach wiatr i świeży dech w przeźroczu,
I mgieł na niebie białopłynny zwój,
I rzadki słońca blask, i pierwszy podmuch mroźny,
I oddalonej Siwej Zimy groźby.

Puszkin

Całe szczęście, że istnieje październik. Jeszcze ciągle odchorowuję trochę niespodziewany koniec lata, ale te kolory, splendor ogrodu, cała leśna bajka i powolne przechodzenie w chłód jakoś mnie przyzwyczajają do myśli, że lato minęło, naprawdę, nieodwołalnie, absolutnie i teraz jesteśmy w innym królestwie, pod innymi rządami, niż Jaśminowa Królowa.

Dni się kończą szybciej i zaczynają w powolnym rozwidnianiu. Trawa jest sztywna i zimna, codziennie mniej liści, a grzyby szaleją. Mały zaliczył pierwsze jesienne, kaszlące przeziębienie, a ja wyciągnęłam wełniany szalik. Ale kolory wynagradzają wszystko. Nie umiem tego opisać, a zdjęcia nie oddają nawet w połowie tych tysięcy półtonów, odcieni, jak najpiękniej haftowany złotogłów, każda tkanka liścia to cud malarskiej palety. No i mam czarcie kręgi w ogrodzie, grzyby za grzybami.






Pomidory nadal owocują, pełno zielonych w szklarni. Oby zdążyły dojrzeć przed nadejściem przymrozków - nawet znicze wtedy nie pomogą, rozpalane na noc.  Chłód przychodzi do nas nagle, mocno i długo. Zimy mamy wczesniej a wiosny później - taki to skrawek kresów.



 Muchomorów pełno, są nawet pod ławką do siedzenia, przy kompoście, koło szklarni. Lubię ich wesołe kapelusze - zawadiacka gwardia jesieni:)






To już liściowa pora. Szeleści wszystko, brodzimy w tym po kostki.



 I tak powoli, uroczyście, w tym haftowanym płaszczu wkraczamy w listopad. melancholijną porę, otulenie kocami, gorące herbaty, szale, siwe ugory i drzewa bez liści. To przed nami, gdy przywlecze się listopadowa Buka - a na razie jeszcze splendor. I Cygańska Królowa października.





04 października 2019

Duży i nauki, chłopaki i urodzinki


Duży zaczyna Szkołę Doktorską Nauk Społecznych. My są takie dumne! Elf, mama, tata, babcie, bracia, cała rodzina. Jak coś, to ten sam chłopiec:))


Rok 2008

Duży rozwiązał problem egzystencjalny: komputer jest na piętrze, kuchnia na parterze.
Windy łączącej oba pomieszczenia nie ma,
trzeba:
 podnieść się z fotela,
zejść na dół,
zrobić coś do jedzenia,
wejść na górę….
Tak więc Duży zainstalował sobie toster na biurku obok komputera,
zwinął masło i chleb tostowy,
jako młodzieniec kulturalny również nóż i talerz.
I oto - voila! - tadam! -
Duży ma jedzenie, nie wstając z fotela!


 Sukcesów, Duży Synku! A Średniemu i Małemu, którzy właśnie rozjaśnili trochę bardziej świat kolejnymi urodzinami, bo obaj są jesienni, wszystkiego najprzygodowszego, najweselszego, najbardziej pięknego, co wam się wymyśli! Rośnijcie w górę, chłopaki:)