Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeka. Pokaż wszystkie posty

15 maja 2022

Pierwsze wiosenne pływanie i ciepła Zimna Zośka.

 W tym roku zimna Zośka przyszła bez przymrozków, Serwacy, Bonifacy i Pankracy też. W nocy mieliśmy plus cztery, a dzień słońce wyzłociło i osłoneczniło pięknie, do 22 stopni. Więc wyciągnęliśmy łódkę na pierwsze, wiosenne pływanie.

W zasadzie to był łódkowy kulig; jedna łódź z silniczkiem ciągnęła drugą, a pogoda była bajeczna, nad głowami łabędzie, wszędzie zielono, błękitnie, obłoki piękniejsze, niż u Mickiewicza, na polach świerzop bursztynowy...

No i co tu dużo mówić, zdjęcia opowiedzą resztę. I Czesław Miłosz

 

Czesław Miłosz, Rzeki

Na słońce wystawiałem twarz, sterujący z rzadka zanurzeniem wiosła,
I mknęły dębowe lasy, łąki, sosnowy bór,
Za każdym zakrętem otwierała się przede mną ziemia obietnicy,
Dymy wiosek, senne stada, loty jaskółek-brzegówek, piaskowe obrywy.
Powoli, krok za krokiem, wstępowałem w wasze wody
I nurt mnie podejmował milcząco za kolana,
Aż powierzyłem się, i uniósł mnie, i płynąłem
Przez wielkie odbite niebo triumfalnego południa.
I byłem na waszych brzegach o zaczęciu letniej nocy,
Kiedy wytacza się pełnia i łączą się usta w obrzędzie.
I szum wasz koło przystani, jak wtedy w sobie słyszę
Na przywołanie, objęcie, i na ukojenie.
Z biciem we wszystkie dzwony zatopionych miast odchodzimy
Zapominanych witają poselstwa dawnych pokoleń.
A pęd wasz nieustający zabiera dalej i dalej.
I ani jest ani było. Tylko trwa wieczna chwila.


 

 

 

 












20 marca 2022

Niedzielny spacer


 Serce roście patrząc na te czasy!

Mało przed tym gołe były lasy,

Śnieg na ziemi wysszej łokcia leżał

A po rzekach wóz nacięższy zbieżał

 

Teraz drzewa liście na się wzięły,

Polne łąki pięknie zakwitnęły;

Lody zeszły, a po czystej wodzie

Idą statki i ciosane łodzie.

 


 

Kwitną w ogródku, niestrudzenie. Kwiatuszki z alabastru, z zieloną, pistacjową obwódką. Jedne z moich ukochanych, pierwszowiosennych, przebiśniegi. Czy można bez nich wyobrazić sobie pierwsze dni wiosny? To już jutro. Dzień dobry, dzwoneczki śnieżyczek, dzień dobry, bazie kotki. Znowu przeżylismy zimę, znowu obróciło się kolo roku, w cyklu starym jak świat. Wybraliśmy się z Miłym na niedzielny spacer, uczcić nadejście wiosny. 



 
 
Jasnota purpurowa. Pierwsze jedzonko dla pszczół. Nie wiedziałam, że jej nasiona przenoszą mrówki. Jedna z pierwszych na ugorach i łąkach, jak kurdybanek, mlecze, jastrzębce. Całą roślinkę można jeść, na surowo, parzyć w herbatce, listki i kwiatki, ma żelazo, witaminę C, jest przeciwzapalna, regenerująca, wspaniała na wiosenną herbatkę.



 
 I kolejny wiosenny rarytas do herbatki, podbiał. Kuzyn stokrotki, ma kwasy fenolowe, dobry na kaszel, drogi oddechowe w ogóle. Już kwitnie, tylko zbierać:)

 
A rzeka rozlała niewiele, jeszcze cicho, żab nie ma, ale dzwonią skowronki. Miły widział pierwszego bociana, a do nas wróciły nasze kalinowe szpaki.

 
Uspokajający błękit.

 
Kot w smudze słońca, przebiśniegi w filiżance. Witaj w domu, wiosenko.

 

01 sierpnia 2021

Sierpniu, dzień dobry


 "Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam."

Tove Jansson 


 Jerozolimki dojrzewają. Lubię tę mgiełkę na owocach, na śliwkach, na winogronie, można ją ścierać palcem i to jest tak, jakby się nagle poczuło zapach magdalenek Prousta, albo spiżarni Dziadziusiów, albo liści porzeczek w rozgrzanym sadzie. Zaczął się sierpień, lato już dorosło, dojrzało, nabrało koloru w słoju roku. I hojnie oddaje swoje czary. W ogrodzie jest teraz tak:




 





Sierpniowe róże są inne, spokojniejsze, pojawiają się rzadziej, ale są świadome swego uroku, jak madame Pompadour w jedwabiach. To ciągle królowe ogrodu. Ale rudością i złotem pysznią się rudbekie i słoneczniki, a pstrokatymi kolorami floksy. Za to na ugorach i łąkach, na rozlewiskach nad rzeką fiolety wierzbówek, krwawnic i skoszone siano. Puchate osty i baldachy dzikich marchwi.





 
Tak wygląda nasza rzeka obecnie:



..a tak kilkadziesiąt lat temu. Na zdjęciu pierwszym jeszcze stary, drewniany most, potem przebudowany na nowszy, betonowy. Teraz buduje się trzeci, już prawie gotowy, mają oddać na jesieni. Pobiegnie nad rozlewiskami i zatokami. Rzeka skurczyła się, zmalała, zarosła; wodę zabrał zalew Siemianówka. O historii powstania zalewu można przeczytać tu.  Dawnej rzeki już chyba nic nie wróci, a pamiętam, jak wylewała wiosną aż pod cmentarz...


Fotografie stąd.

A poza tym, kolorowy, pachnący sianem, latem, deszczami, pierwszymi grzybami, wrzosami i jabłkami  czas.. Pielę, koszę, robię ogórki, nastawiam ser z czarnuszką i rysuję. Dzień dobry, witaj sierpniu.


Ser z czarnuszką. Niżej wodnik Mokraczek.


08 sierpnia 2020

Co się stało z naszą rzeką? I przegląd warzywno - sierpniowy.

 Od kilku dni pogoda nam sie ustaliła, mamy dzwoniącą świerszczami i upałem kanikułę, tylko wieczorem i o świcie lżej oddychać - głosy kosów, rosa, a potem przychodzi południowa godzina i tak do zmierzchu żar. Wczoraj skala na termometrze w słońcu nam się skończyła.

Cisza sierpniowa nad rzeką jest jeszcze cichsza. Węższa teraz nasza rzeka, zarośnięta, znikły plaże, można przejść brodem na drugą stronę w zasadzie wszędzie. Każdy wie, że to przez Siemianówkę, odkąd zrobiono zalew, nigdy już roztopów nie było, nie wylewało na wiosnę pod kościół, nie było ślizgawek zimą na łąkach. Taka struga niewielka z naszej Narwi teraz. a kiedyś było tak - archiwalne zdjęcie, zobaczcie. To jest ta sama rzeka...


I Tuwim mi się przypomina, choć to rzeka, nie staw, i nie chłopięce smutki, lecz dziewczę moje, ale to samo sitowie:

Won­na mię­ta nad wodą pach­nia­ła,
Ko­ły­sa­ły się kęp­ki si­to­wia,
Brzask ró­żo­wiał i woda wia­ła,
Wiew si­to­wie i mię­tę owiał.

Nie wie­dzia­łem wte­dy, że te zio­ła
Będą w wier­szach sło­wa­mi po la­tach
I że kwia­ty z da­le­ka po imie­niu przy­wo­łam
Za­miast le­żeć zwy­czaj­nie nad wodą na kwia­tach.

Nie wie­dzia­łem, że się będę tak mę­czył,
Słów szu­ka­jąc dla ży­we­go świa­ta,
Nie wie­dzia­łem, że gdy się tak nad wodą klę­czy,
To po­tem trze­ba cier­pieć dłu­gie lata.

Boże do­bry mo­ich lat chło­pię­cych,
Mo­ich ja­snych świ­tów Boże świę­ty!
Czy już w ży­ciu nie bę­dzie wię­cej
Pach­ną­cej nad sta­wem mię­ty?

A wracając znad rzeki, to nadszedł czas śliwek. Lato sie przełamuje, wiśnie, kto nie zebrał, oddane słońcu i szpakom, a na ałyczach złoto, mirabelki zaczynają pierwsze:
No i oczywiście, pomidory, ukochane. Chtney pachnie w całym domy, trzy razy dziennie talerz na stół, posypane pieprzem i solą, z cebulką lub bez. Dzisiejszy poranny zbiór:

Marchewka już całkiem spora. Papryki też już swoje.

Uzupełniam zasiewy, koper, młode selery naciowe raz jeszcze, ale rzodkiewka buja, sałata też drobne listki, długie, za gorąco. Gdyby nie automatyczne podlewanie ze studni, na zagonkach byłaby pustynia, a tak to zrasza się ładnie wszystko dwa razy na dzień, więc będę podsiewać jeszcze dalej, w miare opróżniania zagonków. Na popieczarkowych, podwyższonych grządkach ziele niemal nie rośnie, więc pracy nie ma wiele. Tylko zbiory teraz:)
Buraczyska są dorodne jak nigdy
Karczoch - kocham patrzeć. Zjeść się boję, tylko dwa mam, szkoda,  będę tylko obserwować, aż zakwitnie.
Papryczki pikantne też już owocują
Botwina weszła w fazę ekspansji i zdecydowanie przejęła władzę w warzywniku. Taka jest wielkość liści:
Kocham te letnie zmiany kolorów, rozkwita słonecznik, migoczą gwiazdki kosmosów, jarmuż i cykoria z palety zieleni, a światło bawi się z nimi, przemieniając zwykłe jarzynowe poletko w wielką, cudną baśń. O taką.



I tak do kolejnego przeglądu ogrodowego, na szczęście codziennie coś nowego i pięknego się zdarza:)