Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty

01 sierpnia 2022

Dzień dobry, sierpniu. O płochliwym rudziku, kwiatowych oskomach i letnim fado.

 I nadszedł sierpień. Dzień dobry, miesiącu mgieł, zimniejszych ranków, sytości, śliwek, opadłych jabłek w wysokiej trawie i muśnięć nostalgii. Bardzo, bardzo lubimy sierpień w Kalinowie. Anna Ciarkowska, Dewocje:

"W sierpniu mamy wszystkiego dużo i jednocześnie odczuwamy brak. Cieszymy się i popadamy w głęboką melancholię. W sierpniu zieleń przebrzmiewa i kładzie się nisko, kruszy się od upału, wypalają się w słońcu zgliniałe twarze, podpalają się psie brzuchy(...)Sierpień zostawiał na skórze piegi, a w środku, w człowieku zostawiał poczucie, że kończy się czas słońca, czas dojrzewania i rozkwitania, a nadchodzi czas ścinania ciężkich głów słoneczników, czas opadania, proroczych snów i pytań, co dalej."

 


Zdjęcia Duży.

 


 Bujam się wieczorem w hamaku, obserwując rudzika, który przelatuje z płotu na ogrodowy obelisk, przysiada tam, próbuje straszyć kota, trochę bez nadziei, ale poczykczyryka, czyk, czyk, może kot odejdzie. Kot leży na trawie i obserwują się nawzajem. Potem rudzik odlatuje, kot zabiera się i wsiąka w zmierzch, w leniwe nicnierobienie. Pozwalam sobie na odpoczynek, choć ja do robienia mam mnóstwo. Mogę mieć zajęcie całą dobę w ogrodzie, teraz taka pora. Zbierać fasolkę szparagową, ogórki przerastają, podlać szklarnię, podwiązywać pomidory, wybrać cebulę, posiać koper i pak choi, wiśnie trzeba zrywać, cukru w sklepie nie ma...

...ale obserwuję rudzika.

Mogę robić co chcę, jestem dorosła, dojrzała jak ta śliwka. Ciekawe, że do pewnych rzeczy tak długo się dorasta. Do robienia tego, co się chce. Chcę mieć zieloną kuchnię, maluję i mam. Chciałam brać w ręce małe, puszyste kotki, obserwować jak rosną, z dnia na dzień, bo jesteśmy tak strasznie wyrwani z cyklu życia, że sama nie pamiętam kiedy ostatni raz cieszyłam się przyjściem na świat małych stworzeń, więc czemu nie? Babcie hodowały zawsze kury, gęsi, kaczki, zawsze były pisklęta, żółciutkie, garnące się do rąk, babcia kroiła im pokrzywę, były siew i żniwo, zbieranie owoców i sadzenie drzewek, była pestka i owoc, a wszystko gdzieś umknęło, zamieniło się na gotowe, znikł sam proces, piękny, najpiękniejszy, życia samego w sobie. Te myśli to już sierpniowa nostalgia. Pragnęłam, tęskniłam, chciałam to przeżyć i mam. Jest różnica między kupnem jagodzianki, a pójściem do lasu po jagody, wyrobieniem ciasta, wsadzeniem rąk w mąkę, czekaniem na gorące, prosto z pieca. To drugie mnie naprawdę karmi, nasyca, daje nagrodę w sercu. Tak jak patrzenie na własną, kochaną różę, opalone łydeczki  synka czy brykające kocięta. Na rudzika.

Mam oskomę na nowe roślinki: wypatrzyłam w gazecie krwiściąg hakusański liliowy i poluję:) I jeszcze na zawilce japońskie. Posadzę jesienią z białymi tulipanami.

A skoro już nostalgicznie zaczęłam sierpniowe fado przemyśleń, to jeszcze trochę zdjęć i muzyka. Kotki coraz większe:)

Nie wiem, co to jest, ale uwielbiam te żółte kwiatki a la słoneczniczki, rosną u nas po wsiach prawie przy każdym domku. No to wykopałam sobie przy jednym z takich opuszczonych gospodarstw i mam i ja.

Tak wyglądają w sąsiedniej wsi, przy jednym z domów, a niżej już moje, pierwszy raz w tym roku kwitnące.


Czas śliwek i placków ze śliwkami.

Robię czosnkowe i ziołowe masełka. W ogrodzie kolorowo i lekko, malwy, onętki, sierpniowe słoneczniki i rudbekie. Pierwsze oberżyny i warzywne pasztety z cukinii. I leniuchowanie hamakowe na koniec dnia. Pięknie.






I Tove, oczywiście:

"Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam."

 


 I obiecane fado. Ana Moura


27 lipca 2022

Na łące, w lesie i w ogrodzie. Wszędzie lato.

 Lato dojrzało. Zaczęły się papierówki; ten smak, pamiętany z sadu Dziadziusiów, ta stara oliwka na końcu ogrodu... mam dwie oliwki żółte, owocują naprzemiennie, co dwa lata. I każde pierwsze jabłko jest świętem:)

Jest już słodki groszek, bób i szparagowa fasolka. Porzeczkobranie trwa i robienie ogórków. 






 










Rozkwitł pierwszy karczoch, w szklarni zaczynają czerwienieć pomidory.  Festiwal zbiorów będzie teraz trwał bez przerwy, do końca jesieni, a ja jestem w ogrodowym raju. Wychodzę z koszykiem, albo dwoma i zbieram, co się nawinie. Człowiek nigdy nie jest głodny, wędrując po ogrodzie;)

 












W ramach dłuższej wyprawy wybrałam się rowerem do lasu, zobaczyć czy są wrzosy i na łakę, po kocanki. Nie ma ani wrzosów, ani kocanek, ale są piękne widoki. Chyba jeszcze za wcześnie, choć jarzębina już się rumieni. No nie wiem. Ale zaczęły się jeżynowe bajki i ciągle przydrożni minstrele łąkowi grają koncert na sto kolorów; błękitne podróżniczki, złote wrotycze, białe koronki baldachów dzikiej marchwi i co tylko się zamarzy..

Grzybków nie znalazłam. Choć deszcze ostatnio bujne, lipcowe, rzęsiste. Ale ranki złote i słonce tańczy na firance.







Kotki już wszystkie jedzą same, ogarniają toalete i wyprawiają się coraz wyżej i dalej. To ich siódmy tydzień:) Niesamowite postępy!


29 czerwca 2022

Odkopywanie ogrodu, pierwsze zbiory, Proust i zapach koperku

 

Ruszyłam w ogród jak wiewiórka w leszczynę. Udało mi się odkopać grządki z nieproszonego towarzystwa, wyrwać, co trzeba było wyrwać i posiać to, co się nadaje na drugie zbiory. Wycięłam koperek do mrożenia i moja kuchnia pachnie teraz tym jednym z piękniejszych zapachów lata, mieszającym się z gotującym się syropem bzowym. Zapach wakacji, ziemniaczków z koperkiem, Musierowicz, Prousta i długich, leniwych dni. Zapach lemoniady z kwiatów bzu... coś pięknego.

O tak, więc teraz Proust. O zapachu.

" Zapachy przydrożne kazały mi się zatrzymać dla osobliwej przyjemności, jaką mi dawały; zdawało mi się zarazem, iż poza tym, co widzę, kryją one coś, do czego mnie zapraszają i czego mimo wysiłków nie mogę odkryć. Ponieważ czułem, że to znajduje się w nich, stałem w miejscu nieruchomy, patrząc, oddychając, starając się wyjść myślą poza obraz lub zapach. I starałem się odnaleźć je, zamykając oczy, siliłem się przypomnieć sobie dokładnie linię dachu, barwę kamienia, które – nie umiałem powiedzieć czemu – zdawały mi się przez chwilę pełne, gotowe się rozchylić, wydać mi to, czego były jedynie pokrywą."

 Wycięłam szpinak, posiałam na to miejsce słodki groszek, będzie na sierpień. Miły pomógł mi zrobić podpory pod ogórki, po pręty wybrałam się złupić wierzby i leszczyny na pobliskim ugorku. Poza tym, ekstatycznie sobie sprzątam, piorę, suszę, wywożę taczki ziela i  próbuję nadążyć za Puchatką, która już piąty raz przeniosła kotki w inne miejsce:)A jest już co nosić, otworzyły oczka i są uroczymi kluskami. 

Celebrowanie lata trwa:) Zdjęcia nie po kolei, wrzuciło jak wrzuciło, ale za to dużo!