Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

10 stycznia 2018

Zima, zwierzęta Mickiewicza i teoria pustej Ziemi.

Zima przyszła. Najpierw przyszła mgła, a potem mróz, zrobiła nam się szadź tak piękna, że cała droga do szkoły stała się zaczarowaną przygodą. Oczywiście, idziemy tempem zmarzniętej iguany, zatrzymując się co krok i pokrzykując: zobacz, jakie to piękne! A jakie osty! Patrz, mamo, strzepuję z płotu śnieg!
I robimy zdjęcia. O takie.



 













 W ogóle ostatnie dwa tygodnie przed feriami to w szkole okres wyjątkowo  gorący, mimo zimy. Jednostki niefrasobliwe, co pół roku przebalowały jako te świerszcze, grające na skrzypkach lenistwa lub błogich złudzeń, teraz zderzają się z twardą ścianą szkolnej rzeczywistości. Oceny. Trzeba wystawić oceny.
Więc ciągnę za uszy takiego delikwenta,  czytamy Stepy akermańskie, zastanawiam się nad jakimś łatwym pytaniem, bo nie pytam nawet  o Akerman, budowę sonetu czy choćby słynne metafory o wężu, co śliską piersią dotyka się zioła (twoja matka, padło z klasy przy czytaniu), albo suchy przestwór oceanu.
I co wymyśliłam?
- Rzeknij mi, młodzianku święty - pytam jak ksiądz Kazuro od Makuszyńskiego, przekonana, że łatwą i przyjemną rzecz wymyśliłam - Ostatni wers, spójrz. "Że słyszałbym głos z Litwy. Jedźmy, nikt nie woła." O co poecie chodzi? Jaki głos z Litwy ma na myśli?
Umęczona dusza siódmoklasisty patrzy na mnie ze szczerych oczu i piegowatego lica. A potem słyszę, rzucone z nadzieją:
- Yyyy... może jakieś zwierzęta tam zostawił?


Teraz już wiecie, czemu Kalina dużo się śmieje.


I jeszcze o chytrości uczniowskiej. Druga klasa siódma, podaję temat, zdania współrzędnie złożone
( o matko, znowu zdania złożone... ile tych zdań złożonych jest w ogóle, proszpani... musimy znowu zdania złożone...)
- Nie marudzić, pisać. To bardzo ważne, umieć odróżnić zdanie złożone współrzędnie od zdania złożonego podrzędnie.

Słyszę szepty z tyłu, naradzają się, ty, zagadaj o czymś, kwadrans zleci...ekhm, ekh, ktoś chrząka, skrobią pióra, a bystrooki, wysoki Bartosz z drugiej ławki pod oknem rzuca niefrasobliwie, z nonszalancją erudyty:

- Proszę pani, a tak z ciekawości... co pani sądzi o teorii pustej w środku Ziemi? I o tym, że księżyc jest tylko hologramem?

Patrzę na nich z dumą. Moja klasa.
Odpowiadają czystym, jasnym spojrzeniem  szczęśliwych łobuzów.
Zdania złożone poddają się bez walki.

14 stycznia 2017

Pora snu i czekania



Kiedy wychodzimy do szkoły, słońce właśnie wstaje. Zawsze cieszy mnie ta delikatność świtu, kolory nieba, balansowanie na granicy lękliwego wysuwania nosa w nowy dzień, a wspomnieniem ciepłego domu, herbaty w kuchni, kociego mruczenia - koty nie wstają rano, zawijają się z nocą w kłębek i śpią, ile im się chce. My, okutani w czapki, szaliki, dzielnie brniemy przez łąki, mijając uśpione domki i opowiadając sobie z Małym, co nam się śniło.


Ostatnio było bardzo mroźno, w nocy ponad minus dwadzieścia pięć, ale za to niebo bezchmurne, śnieg skrzypiący, a drzewa ciągle w tej koronce szronu.  Tak dziwnie pomyśleć, że za trzy, cztery miesiące będziemy iść łąkami pełnymi zieleni, z rozkwitającymi słońcami mleczy, w rozgwarze ptaków. Niedługo, to naprawdę niedługo. Jeszcze trochę tych zimnych ranków, trochę tego zmuszenia sennego ciała, by wypełzło z kokonu ciepła, w zimową, niegościnną porę, o której Muminek mówił, że to pora, kiedy dziesięć tysięcy Buk siadło na ziemi. Pora, którą trzeba przeżyć samemu i przejść samemu, żeby zrozumieć, jaki zachwyt należy się potem trawie, skowronkom i dmuchawcom.  


Jeszcze tydzień i będziemy mieć ferie - wtedy będziemy sobie spać jak koty, żeglując przez sen do wiosennych wiatrów. Jeśli ktoś w tym roku też ma na zbyciu trochę nasionek pomidorków, to ja chętnie przyjmę, żeby znowu poczuć pod palcami czarną ziemię, wiosnę i powąchać potem kiełkujące, zielone listki. O swoich ogrodowych planach napisze jeszcze, bo w tym roku mam oskomę na ogród kwiatowy, jednoroczny, wiejski, onętkowy, rumiankowy, dzwonkowy, ostróżkowy, taki z zachwytów, jak u maszki, makowo - bajeczny.
Ale póki co, zanurzamy się jeszcze w biel, śpimy i marzymy, że kiedyś - już niedługo! -  będzie tak...





30 listopada 2016

Zawisza Czarny, śnieg, zimno, ciastka z lemon curdem

Wczoraj Mały przyniósł ze szkoły opowieść.
- A wiesz, mamo, była kartkówka z przyrody i trzeba było podpisywać obrazki, jakie na nich jest zwierzę. I Kuba, wiesz który, napisał pod obrazkiem salamandry Zawisza Czarny zamiast salamandra plamista.

Zrobił  mi tą opowieścią dwa dni uśmiechu. No co, nazwa dwuczłonowa, mogło się dziecko pomylić.
Zresztą przyroda jest po historii.

Sama się czuję jak ta salamandra, co musi być Zawiszą. Trochę za bardzo zabiegana, zresztą widać.  Śnieg u nas, drogi błyszczą, co solą nie sypią, piaskiem tez zresztą. Dzieciaki mają frajdę,bo mamusie ciągną je sankami do szkoły. Chodniki też nieodśnieżone, można ciągnąć. W nocy mróz, niebo roziskrzone, minus dziesięć. Wracałam po 16 z pracy, już ciemno, śnieg wirował, światła latarni się skrzyły jak zimowa bajka.
Zmobilizowałam się, aby zrobić lemon curd i podjadamy naleśniki i ciastka z tym cytrynowym kremem. W kuchni powiesiłam pierwsze zimowe ozdoby pod żyrandolem, papierowe gwiazdy śniegowe. To już grudzień, to już odliczanie dni do Świąt. Tęsknię za ram pam pam pam, za dzwoneczkami, za kwiatami z mrozu na szybach.
Tulimy się w cieple, czytamy, oglądamy filmy, pijemy herbatę. Nie jestem teraz ani silna, ani dzielna, zazdroszczę śpiącym na zimę niedźwiedziom i kotu, zwiniętemu przy kaloryferze. Ale ciągle mnie cieszy ten czas, tak urokliwy, ciągle mnie bawi ślizganie się na podeszwach, gdy o mrocznym poranku po siódmej wędrujemy z małym dwa kilometry do szkoły. Widać nigdy nie wyrasta się z bycia dzieckiem zimą:)




12 listopada 2016

Pierwszy śnieg



Tak pobielał nam świat. Pierwszy śnieg spadł nagle, w nocy, cicho, cichusieńko, rano ukazując świat narnijski, obcy i uroczysty. W końcu nadeszła ta pora, którą kochała Too Tiki i którą trzeba przejść samemu i zrozumieć samemu. 

 

Może teraz zwolni kołowrotek czasu i będzie wolniej, spokojniej, ciszej? Ogród zaorany śpi pod śniegową pierzyną. W szklarni przesadzony jarmuż i pietruszka na zimę, szklarenka pod puchem. Jemy pieczone bataty z czosnkiem i rozmarynem, pijemy gorący barszcz. Teraz chce się jeść coś gorącego, wonnego, grzejącego serce. Piec pohukuje wesoło, zwozi się drzewo do piwnicy. Przed nami kilka miesięcy palenia, niestety. Tęsknię za ścianówką kaflową, może kiedyś taką sobie wybudujemy, z leżanką, by grzać się wieczorami. Dokarmiamy sikorki, wróciło znajome, kolorowe stadko.
Mały ulepił pierwszego bałwana, wytarzał się , wymoczył dokładnie. Pod kaloryferem grzeją się buty i susza spodnie narciarskie. Pełnia szczęścia. Pod szkołą rozegrała się regularna bitwa śnieżna.
Zima na wsi jest bardzo biała, w mieście tego nie widzę tak bardzo. Kto tam po chodniku ciągnie malucha na sankach...
Siedzę przy oknie, patrząc na sikorki tańcujące po gałązkach jaśminu wokół karmnika i na wróble, stroszące się jak okrągłe, pierzaste kulki. Jakoś tak spokojnie i cicho. Pora wyciągnąć "Zimę Muminków."

-Widzisz - powiedziała - tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy... Trzymają się na uboczu cały rok. A potem kiedy jest spokojnie i biało i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym - wtedy wychodzą.





25 stycznia 2016

Kruche serca

Opis Pinokia, według Małego. Mały napisał:

"Pinokio jest według mnie pozytywną postacią, bo chociaż był niegrzeczny, to miał bardzo dobre i kruche serce".

Nosiłam  to zdanie w głowie cały ostatni tydzień. Każdy wie, jak wygląda w szkole koniec semestru i ile emocji fruwa w powietrzu machając okrutnymi skrzydełkami. A dzisiaj nagle jest poniedziałek, mam ferie, jest świt i wdychając poważny, milczący zapach zimy, myślę o kruchych sercach.

Korytarze szpitalne, kruche serca.
Korytarze szkolne, kruche serca.
Małżeństwo w sklepie, on jej nie pozwala kupić hiacynta w doniczce. Rzuca ostrym słowem.  Kruche serca.
Dzień Babci i Dziadka bez moich Babć i Dziadków. Kruchość.
Moje ręce, cieszące się nasionami pomidorów. Mały, kaszlący pierwszym tegorocznym przeziębieniem. Sikorki. Sesja Dużego i Elfa. Miły.

Jest kolejna zima i znowu ze smakiem czytam Zimę Muminków, znowu z upodobaniem  palę w piecu, znów mam spierzchnięte ust po spacerach na wietrze i robieniu latarenek ze śniegu. Odśnieżamy domowo, patrzymy na kocie łapki w śniegu. Każdy zaszywa się w swoje pogodne, oswojone kątki. Czytam Czasy secondhandu. Sprzątam, dokonując choinkowego katharsis - tak, rozebrane choinki, opadł pył po trąbkach aniołów, po świątecznych  śmiechach. Cicho, biało, spokojnie nadeszła ta pora, która uczy nas odcinać gałęzie jabłoniom, wyrzucać stare rachunki i przechodzić przez wszystko samemu.

O, taka.






16 stycznia 2016

Bałwan Staś i pani Krzątalska.


Obudziliśmy się w Narnii. Po dniach szarych nastały dni białe, pełne zimowego dobra. Mały od razu ulepił bałwana, tegoroczny zimowy przybysz nazywa się Staś, ma nos z pietruszki a na głowie prawdziwy rondel. Minę ma trochę w stylu Bogdana Łazuki, jakby mówił: umiem stepować, ale mi się nie chce.
Można wyciągać sanki, a nawet sanie.
Można robić orły w śniegu, a droga Małego ze szkoły wydłużyła się w czasoprzestrzeni, bowiem ćwiczą z kolegą skoki narciarskie bez nart. Mamo, idę na dwór! I kaloryfery pełne suszących się rękawic i portek.
Co do mnie, jestem jak zawsze w sobotę Panią Krzątalską. Zupa grzybowa, makowiec, w kuchni trybula w zielonej doniczkokonewce, puszczają już pąki hiacyntów. Przyszły moje nasiona pomidorów, w tym Black from Tula. Czy ktoś może mnie obdarować/odsprzedać wypróbowanymi nasionami jednorocznych kwiatów? Onętki, takie tam kolorowe, pstrokate letnie towarzystwo. Marzy mi się pastelowa dżungla. Za oknem śnieg, a ja marzę już o ogrodzie:)