05 lipca 2020

Dygresja o Lucy Montgomery i widzeniu świata, ogród, lipy, lawenda i letnie dary


"Czy naprawdę oglądam teraz ten świat, co wtedy? Wydaje się tak odmienny. Zniknęły «romantyczne barwy». W t e d y wszystko opromieniał czarodziejski urok, płynący z mojej własnej wyobraźni: drzewa, które szeptały co noc wokół starego domu, ścieżki i alejki, którymi tak lubiłam wędrować, pola, z których każde było inne dzięki jakiejś osobliwości kształtu lub ogrodzenia, morze ze swym nieustannym pomrukiem - wszystko to jaśniało «chwałą i marzeniami(...)"

L.M. Montgomery, fragment pamiętników


Poczytałam dzisiaj sobie Krajobraz dzieciństwa, pamiętniki Montgomery z lat 1869–1697.To ten czas, gdy była nauczycielką w Bideford -

"Bideford, W. Ks. Edwarda …Sprawy szkolne układają się dobrze. Mam teraz 38 uczniów i lubię ich wszystkich. To miłe dzieciaki i bardzo grzeczne. Niektóre codziennie przynoszą mi bukiety, tak że moje biurko wygląda jak ogród. "

... i gdy poznała pana Musztardę...(był nauczycielem, starszym od niej, adorował ją bezskutecznie- ale to jemu zawdzięczamy inspirację - miał wysepkę na jeziorze w okolicach Bala, co potem  znajdziemy w Błękitnym Zamku, przetransponowane w wysepkę Edwarda Snaitha:) Ale między Johnem A. Mustardem a Lucy nie zaiskrzyło.


" Prosił, żebym wybrała się z nim jutro na wieczorek towarzyski, który odbędzie się na plebanii (będą serwować lody!), lecz miałam zręczną wymówkę, że muszę zostać z dziećmi w domu. Wolałabym opiekować się całym sierocińcem, niż iść gdziekolwiek z panem M. Prosił także, bym z nim korespondowała, na co zgodziłam się raczej niechętnie, bo nie wiedziałam, jak mu odmówić. Bądź co bądź, z czasem będę mogła tego zaprzestać. " 

"Gdy wróciliśmy, wszedł ze mną do domu i siedział dwie godziny! Co wstąpiło w tego człowieka? Muszę być dla niego bardzo ważna, skoro jest taki wytrwały — ale jak to możliwe? Przecież zrobiłam mu tyle afrontów, byłam zawsze taka nieznośna! Wyśmiewałam się z niego w żywe oczy i on o tym wie — a jednak przychodzi i przychodzi! Całe szczęście, że niedługo wyjeżdża!"

Ale miało być o czymś innym. O zmianie punktu widzenia. O tym, co ukradło z oczu Lucy te różowe okulary, w jakich patrzyła na naturę, zachwycała się oczyma Ani potem. WTEDY to było dzieciństwo, teraz - nadchodząca dorosłość i troski, szukanie pracy, kłopoty z ojcem, sercowe zawody. Myślałam o tym, że Lucy raz dobrze dogadywała się z przyrodą i własną wyobraźnią, a raz mówiły w obcych językach. I że nigdy nie chciałabym stracić tego czarodziejskiego uroku, z jakim widzę ogród, lasy, Kalinowo i świat. Niezależnie od panów Musztard tego świata, trosk czy dorosłości. No to panny marchewki, cebulkowi rycerze i i reszta kolorowego dworu lata - i kicia, imperatorowa klimatyzatora, i róże, i babki ziemniaczane - i jeszcze więcej lata dla was:)


 




 Czas lawendy


 I zielone pomidorki już są


I lipa jak w Czarnolesie, i rozgwar pszczół- 


I na obiad nasze podlaskie baby ziemniaczane. 
Dary ogrodowe, prosto z hojnej ręki Lata:)


03 lipca 2020

Halo, lipcu, boby i spółka, inwazja mączlików, budowa dalej i celebrowanie lata






Czas zbierania groszku i bobu. Halo, lipcu, uwielbiamy, gdy groch dostaje po siedem zielonych serc, a bób cztery, ale za to wielkie, zielone, w wyściółce z jedwabiu wewnątrz strączka. Hrabina Cosel nie miała tak wyściełanych szkatułek na szmaragdy, jak nasze boby  mają. Częśc ugotowana i zjedzona, część na sałatkę, trochę mrożę, groszek tak samo. Z młodą marchewką po przerywaniu, dzikim ryżem i kaszą bulgur smakuje obłędnie. A ile zabawy przy łuskaniu:)




Dary ogrodu.



 Na zagonkach gęsto, zielono, wszystko pięknie, tylko mączliki znalazły nasze kapusty i jarmuże i jest problem. Szkodniki też chcą żyć, powiedział z wyrzutem Mały, gdy rozważaliśmy różne ekologiczne warianty eliminiacji amatorów naszej kapusty. No ale Mały wynosi kątniki z łazienki na papierku,  upewniając się, czy na podwórku "taki pająk przeżyje, prawda, mamo? " Mnie bardziej teraz interesuje czy moja kapusta przeżyje, napracowałam się przy sianiu i pikowaniu i sadzeniu. Ech.






Czas dżemów truskawkowych. Półeczki w spiżarni się zapełniają.



Czas róż nadal, czas malowania drzwi - tak teraz wyglądają drzwi w naszym ganku. Malwy zamówił Miły.



A w kwestii mączlików. na razie pryskamy szarym mydłem, plus efektywne mikroorganizmy i takim ekonawozem bor - cynk, a Miły zamówił jeszcze emulpar 940 EC, na bazie oleju rydzowego. Ktoś tego używał, coś u kogoś zadziałało? Tak nam dziurawią kapustę^^
Chciałam kupić wiosną siatki, jakich używa Dowding, ale u nas nie ma, w necie tylko jakieś wielkie rolki na plantacje, a moskitiery mają za duże oczka. Coś chyba muszę na drugi rok wymyślić, bo w upałach namnażają się mączliki (powyżej 30 stopni) i ostatnio ze zgrozą odkryliśmy nawet jakieś na bakłażanach. A bielinki swoje.


A na budowie przyjechał styropian i kładą się rury rękoma Miłego.



Lipcowe burze na zmianę z upałami. Piękne obłoki, jak z Mickiewicza - U nas dość głowę podnieść, ileż to widoków! Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków! Bo każda chmura inna...



A wieczór kładzie zmęczoną głowę i pora spać. Celebrowanie lata to też te spokojne zmierzchy, głosy kosów, egipska piosenka wilgi i plany na jutro. Jutro nowy, pracowity i zakrzątany  dzień:)

28 czerwca 2020

Ulica Gnilica, jeszcze więcej róż, warzywnika i deskowe malowidła. I Mały absolwentem.

Żwirowa uliczka nazywa się mrocznie - Gnilica. Pewnie od nazwy rzeczki, która tędy sobie się snuje, dawniej rzeczkę nazywano Zgnilicą. Mężowa mama opowiadała, że były tu mokradła i bagienka, tereny są zalewowe, ale mokradeł już nie ma, łąki złocą się jaskrami i czerwienią szczawiem, przy drewnianych słupach biedrzeńce, a przy rzeczce nawet dwa domy się wybudowały, co mnie zawsze dziwi, bo kiedyś jednak roztopy moga przyjść, a wtedy strumyk zajrzy do okien.
Kiedy jadę rowerem do mamy, naszym Wietnamem, musze najpierw przeciąć Gnilicę, dać się owionąć zapachom biedrzeńców, chłodnemu cieniowi, wyjść na słoneczne już łąki i wtedy drugą nutę letnich perfum daje siano, skoszone wokół strumienia. O tak.







Kwintesencja lata. Prawie czuć, jak siano pachnie...
A tak w ogóle, już po makach. Padły makowe głowy, wywiozłam na taczkach. Przez upały wszystko kwitnie szybciej. I przekwita szybciej.






Za to róże szaleją. Zanurzają się w gorącu, odurzają zapachami, zmieniają barwy, sukienki, z każdym nowym kwiatem czuję się jak w buduarach barokowych księżnych, w szelestach jedwabiu, perfumach i ciężkiej woni nostalgii.



Groszki i róże. Dla ciebie mały ogrodnik zasadził pnące róźe... że tobą był urzeczony, pragnął cię nimi urzec. Różowe, herbaciane, białe. Moje ukochane wszystkie.










Nad oczkiem tyle owadów, ptaków, pszczoły przylatują pić, ważki zygzakują. Woda w ogrodzie to skarb. A w warzywniku trwa celebrycka walka o to, kto większy, zieleńszy, dorodniejszy i kto się rozepcha najlepiej. Posadziłam za gęsto albo rosną za duże, nie mieszczą mi się zupełnie.



Cieniste, przyjemne, zabałaganione kątki ogrodowe. Grzyby mi rosną.



W ramach wakacyjnego natchnienia nadal maluję na deskach.


No i najważniejsze... Mały jest już absolwentem. Dziwny był ten koniec roku... ale nasz ósmoklasista już we wtorek powiezie papiery do wybranego liceum. Na profil matematyczno - informatyczny, jak Średni:)