19 maja 2019

Tygrys maj

Zawsze mam to samo wiosną. Nagle, z dnia na dzień, wszystko przyspiesza - zieleń staje się zachłanna, czasu brakuje, chwasty rosną jak szalone, skończę pielić z jednego końca, zarośnie drugi. Sadzę, pikuję, przesadzam, wywożę, kopię, sieję.
Jeszcze bób. Jeszcze pnąca fasola. Po przymrozkach zmarzły mi orzechy, a poza tym wszystko raczej przetrwało. Wszystkie pomidory już w szklarni, ale koktajlowe jeszcze powędrują do donic.
Jest tak pięknie, że wychodzę rano, patrzę na to, co ożyło po deszczach i myślę o tym, jacy jesteśmy bogaci, że mamy tę zieleń, tygrysa - maj, jak z wiersza Leśmiana, zapach ziemi, szczęście padania w sen tak zmęczonym, że zasypia się prawie natychmiast.
Nie gniewać się, że mnie mało na blogu - każdą wolną chwilę spędzam w ogrodzie. Jak nie spędzać, gdy jest tak, że głowa wiruje?












28 kwietnia 2019

Światła pełni











Najpierw długo, długo jest zimno i nie ma niczego - a potem nagle, w kilka ciepłych dni, wiosna eksploduje. Co mogło zakwitnąć, zakwita, śpieszy się,  pierwsze ałycze, mirabelki, wiśnie i już po nich, już osypuje się puch, jak w piosence Leszka Długosza: "Czekamy tak."
Taka prawdziwa ta piosenka.

Gdy znów z gałęzi biały pył
Upadnie nam do stop i my
W błękitnych smugach światłach dnia
Będziemy też w tej ciszy szli
Też światła pełni 



Nie mam zbyt czasu na pisanie, każdy dzień pochłania mnie do zmęczenia i wieczorem zastanawiam się, czy teraz jakoś więcej jest tej pracy, czy po prostu mniej sił? Za to śpię mocno. Bolą przedramiona od darcia trawy, wożenia taczek. Ale siadam potem na schodach, rozgrzanych kwietniowym gorącem i zachwycam się. Warto. Tyle światła w środku daje przyroda, tak bardzo oczyszcza serce, zwłaszcza, gdy wokoło różnie z tym światłem i życzliwością. Obeszłam już po stokroć każdą roślinkę w ogrodzie, poprzytulałam każde drzewo, pozachwycałam się i jabłonką rajską, i migdałkiem jak różowy puch, który teraz właśnie, przez te dwa, trzy dni ma swoją sławę i chwałę, pszczele królestwo i wszystkie hołdy.



 

  

Skalny i ziołowy drobiazg też już kwitnie,  tez przygarnia pszczoły i motyle, cieszy  oko i zmusza, by uklęknąć, bo są takie piękne rzeczy, które ogląda się tylko nisko, schylając, ucząc się pokory i zauważania maleńkich cudów. Ostatnio Mama wąchała u mnie hiacynty na kolanach.

Z rzeczy wielkich i wspaniałych - Średni zakończył edukację w swoim liceum, odebrał świadectwo i list gratulacyjny, nigdy jeszcze tak pięknego świadectwa u nas nie było, bo na koniec klasy maturalnej ma 5,25. Teraz przed nim - i nami! - matura, a potem u Dużego obrona pracy magisterskiej, więc do wakacji jeszcze wiele emocji.
 Elf pracuje w fantastycznym wydawnictwie, koty nadal się kłócą, więc jak dzieci nas odwiedzają ze swoim Czarnuszkiem Miszą, nasza Kicia nocuje wyniośle na dworze.
Na szczęście ciepło.

Mały próbuje jeździć na desce, gra na ukulele, ćwiczy rolę na 3 maja i szykuje się do wycieczki w Góry Stołowe. Jedziemy w maju.
Przesadzam pomidory do szklarni, ale o tym napiszę jeszcze, tak samo jak i o warzywniku. Czas pędzi, naprawdę. Jak moja Babcia Lida mawiała - dzieci, nie straćcie czasu. Pieniądze można nadrobić, ale czasu nigdy.
No więc pozdrawiam z Kalinowa, z pełnej światła wiosny - łapiemy czas za uszy, do napisania już w maju!




 

21 kwietnia 2019

A dzisiaj jest Wielkanoc

Przez zimowe trudy, znoje, ciemne poranki, ciemne wieczory, czapki, szaliki, odśnieżanie i palenie w piecu, w końcu doszliśmy tutaj. Do Wielkanocy. Siedzę, odpoczywam, wspominam.
Kiedy byłam małą Kaliną, marzyłam, by w Wielkanoc iść do kościoła w podkolanówkach. Czasem się udawało, częściej - niestety, Podlasie! - nie.
Czasem na Wielkanoc zakwitały drzewa, częściej nie. Ale i tak była radość. Jeszcze wtedy nie czytałam Gałczyńskiego, kiedy biegłam po kaczeńce nad rzekę w tych białych podkolanówkach i potem tłumaczyłam się w domu z brudnych pantofelków. Ale radość była, było turlanie jajek, bicie się, czyje jajko wygra, mazurki Mamy, pączki na porzeczkach i dzwony. Takie właśnie jak z wiersza Gałczyńskiego:


A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.

O, wesołe jest serce moje!

Dzisiaj wygląda na to, że nadal cieszą mnie te wiosenne i wielkanocne cuda. Czytam historię jak Maria Magdalena myślała, że zmartwychwstały Jezus to ogrodnik - nieodmiennie mnie to wzrusza. Chodzę po wiosennym ogrodzie, dom pachnie, ustrojony, posprzątany - choć nie krochmalę, jak Babcia, całej pościeli i nie myję wszystkich okien. Jest bukiet na stole, są wszystkie dzieci w domu, niebo jak lazur i ta ogrzewająca serce  myśl, że dotarliśmy tutaj, do kolejnej wiosny, kolejnej Wielkanocy wszyscy razem.