Koty budzą mnie rano. Wstawaj człowieku ulubiony, daj jeść. Wstaję, karmię, wychodze do ogrodu, w jasność, w świetlistość jak z wiersza starego Miłosza o łące, że ustaje wszelkie wiedzenie, że - Całe życie szukałam tego własnie, znalazłam i rozpoznałam. Jest czerwiec, najmilszy z miesięcy, pachnący truskawkami, jasminem, początkiem wakacji, czerwiec, który całuje nas w policzek jak ukochana babcia.
Mój ogród jest zarośnięty. Pielę coś tam okazjonalnie, ale bez entuzjazmu, podagrycznik wygrywa, trudno. Mogę cieszyć się zarośniętym ogrodem. Patrzę, co rozkwita co dnia nowego, zachwycam się światłem na liściach, rosa po deszczu, koty chodzą za mną z zainteresowaniem, Puchatka próbowała łapką tycać ślimaka, ale schował się w muszli. Ptaków tyle, ile w dniu stworzenia. Czerwcu, jestes dobry!



























