15 stycznia 2022

Zwykłości styczniowe

 

 
Przyszły drugie święta, przyszły "kreszczenskije morozy", jak u nas się mówi na takie styczniowe obniżenie temperatury, mniej więcej w połowie miesiąca. Spadło do minus piętnastu, nie tak dużo jak na nasze kresy. Zdarzało się w styczniu i blisko minus trzydziestu kiedyś. Ale niebo wieczorem było wyrumienione jak jabłuszko, a gdzieś na północ bardziej nawet zorzę polarną widzieli. Świty teraz troszkę już jaśniejsze, dzień o te kilka minut dłuższy, a światło piękne, złote, królewskie. Tylko śniegu niewiele, ot, jakby cukrem posypać.



 
W ogrodzie spokój, wszystko śpi. Oczko zamarzło, przymarzł bluszcz, bukszpany, kępy traw. Jeszcze za wcześnie, by cokolwiek robić, przycinanie zacznę w lutym, więc póki co, planuję nowe, zamówiłam nasiona i wyobrażam sobie wiosnę. Tylko z tęsknoty ściągam do domu podpędzone kwiaty w doniczkach, ostatnio hiacynty, pachną wniebogłosy i przypominają, że przyjdzie wiosenka.



 
Trochę malutkich zmian; Miły poszerzył biblioteczkę przy kominku, ja odmalowałam ścianę, kupiłam motylowe poduszki. Żeby weselej sercu.


 
Przy okazji odkurzania lalek zanęcił się do nich nowy lokator. Lokatorka raczej, dla towarzystwa. Najpiękniejsza z wszystkich, prawda? :)


 


 

06 stycznia 2022

Dzień dobry, styczniu. Ella Wilcox, tęsknota za zielonym i leniwe pierogi.

 


 Rok

Ella W. Wilcox

 

Co można powiedzieć w noworocznym wierszu,

czego nie powiedziano już tysiąc razy?  

Przychodzą nowe lata, odchodzą od nas stare,

a my wiemy, że to tylko sen, po prostu wiemy.

Kiedy wstaje światło, wstajemy z nim, śmiejąc się,

kładąc się spać w objęcia nocy, płaczemy razem z nią.

Przytulamy się do świata, aż użądli,  

Przeklinamy go wtedy i wzdychamy do skrzydeł. 

Żyjemy, kochamy, zabiegamy, poślubiamy, 

Ubieramy nasze panny młode, 

zawijamy  naszych zmarłych. 

Śmiejemy się, płaczemy, mamy nadzieję, boimy się, 

 I to jest ciężar roku.  





 

Już kilka świeżutkich, jak zieleń, młodych dni minęło, nie dzieje się nic spektakularnego, może poza tym, że między Puchatą a Starą Księżną rodzi się szorstka, kocia tolerancja, o przyjaźni za wiele jeszcze mówić. Ale przyłapałam je, gdy spały obok siebie, więc przynajmniej we śnie panuje zgoda.

 

Sprzątam sobie, zawsze na początku roku nosi mnie na sprzątanie, na biel, na zieleń, na puste pokoje, na pozbywanie się rzeczy, w które obrastało się poprzedni rok, jak w zakurzone minuty i stłoczone sekundy. Pod koniec roku chowało się w tym muminkowym kokonie, a teraz mam ochotę usiąść na pustej podłodze, wyszorowanej do blasku i patrzeć za okno, jak deszcz pada na bluszcz i sosny.

Żadnych wielkich postanowień, tylko życie, jak pięknie pisała Ella. Urodziła się w Ameryce, w niezamożnej, wiejskiej rodzinie,  nie lubiła matematyki, była mężatką, najmłodszą z czworga rodzeństwa siostrą, wolontariuszką na wojnie, żyła, umarła, napisała piękne wiersze, których wiele lat nikt nie chciał drukować, a potem porównywano ją do gorszej, kobiecej wersji Walta Whitmana.

Ale pięknie pasuje ten wiersz i dobrze brzmi właśnie teraz, w deszczu, w zielonym bluszczu na początek roku, w nowych, świeżych dniach. Znowu ruszamy w drogę.

Robię dzisiaj leniwe; z zasmażką, z serem, słodkie, pachnące trochę cynamonem i palonym cukrem. Żeby cieplej sercu było na rozbieranie choinki:)




31 grudnia 2021

Ostatni dzień roku

 O serce, kiedy kochane słońce jest w podróży
Na północ, dźwięki śpiewające zatrzymaj,
Zatrzymaj swym ogniem ciepło i odpocznij sobie
Śpij spokojnie, jak śpi cierpliwy kwiat róży.

Helen Hunt Jackson

 

Ostatni dzień roku; żadnych wielkich postanowień, tylko wdzięczność, że ciągle jednak jesteśmy, że jest gorąca kawa, ogień, że mogę malować kolejny obraz i zastanawiać się, jaki kolor zielonego dobrać do młodziutkich liści brzóz. Puchatka zagląda ciekawie w farby, próbowała powąchać świecę, bawi się sznurówką. Czytam sobie różne miłe, dobre rzeczy, na przykład  wywiad z doktorem Mazurem, w którym pan filozof tłumaczy, że nigdy nie będziemy wiedzieć, co jest najważniejsze, i bardzo dobrze.



28 grudnia 2021

Wystarczy, że jesteś




 Tęsknię za światłem. Dzisiaj darowany dzień, mróz minus 12 i pełne słońce, wyiskrzony śnieg w ogrodzie, szadź na brzozach, na każdym różanym owocku, na choinach. W mieście śnieg jest bardziej szary, na otwartych przestrzeniach, ugorkach i w lesie dostaje skrzącej aureoli. Koty w smugach  światła, nasze i Dużego, kawa paruje a ja sobie czytam Barańczaka i próbuję być powoli, jak pisze Poeta:

Dokąd wam się tak spieszy
Poczekajcie wolnego
Czemu nic was nie cieszy
Nawet ten mróz tak świeży
i świst wiatru polnego

 

No cieszy mnie, cieszy. Wyszłam rano w kapciach pstryknąć zdjęcie brzóz. Skrzypi śnieg. Po Świętach, zostały niezjedzone kawałki makowca, choinka trochę przeczołgana przez koty, jeszcze tydzień wolnego , którego nie poganiam, bo nie wiem, kiedy znowu będę siedzieć nad taką rzeką niezmąconego koniecznościa robienia czegokolwiek czasu. Bez paniki w umyśle, że czegoś nie zdążę. I myślę, że trzeba się bardzo uczyć od kotów i dzieci tego celebrowania bycia jako takiego, od sikorek, sosen i obłoków. Przyjemna taka nauka.

Mały mi kiedyś powiedział mądre zdanie, objąwszy mnie, gdy trochę marudziłam, że czuję się niekomfortowo, bo czegoś nie zdążyłam, nie uprasowałam, nie upiekłam i nie doglądnęłam, jak bym chciała.

- Wystarczy, że jesteś, mamo.

 

25 grudnia 2021

Jasnych, spokojnych Świąt

 

 
Śnie­żek pró­szy. Hej, bra­cia,
roz­staw­my sto­ły!
Ucztuj­myż: przed­świą­tecz­ne
prze­szły mo­zo­ły;
nie ża­łuj­myż do­byt­ku
ani wszel­kie­go wik­tu:
słod­ki Pań się na­ro­dził.
Pa­sterz we­so­ły.
 

I nastał świąteczny ranek, przez okno światło, na śniegu iskrzący się blask. Przyjemnie mieć białe Święta, przyjemnie pić świąteczną kawę z Miłym, patrzeć na koty, marzące o brzuszkach sikorek. Mały zobaczył dzięcioła dzisiaj, w czerwonej czapeczce.  Do kawy dojadamy wigilijnego jeżyka. Z jeżykiem jest taka historia: mama Miłego opowiadała, że jej mama usłyszała przepis na jeżyka dawno temu, przez radio, mówiło się na nie toczka. To były lata pięćdziesiąte, w domach były takie odbiorniki, nazywali je kołchoźnikami albo toczkami właśnie.  Był tylko jeden program. I z tej toczki babcia usłyszała o tym, jak zrobić jeżyka z maku, ciastek i ryżu. U nas robimy co roku, a jeżyk wygląda tak: 


 

Jest całkiem smaczny, dodaję też bitej śmietany. I pocieszny. A tu na kolejnym zdjęciu prezent od Mikołaja, pierwszy egzemplarz, jeszcze pachnący drukarnią.

 
Więc życzę wszystkim spokojnych, jasnych, dobrych Świąt, jak poeta Konstanty pisał, świętujmy, przeszły mozoły, niech każdy otuli się w to, co kocha, co mu daje radość i budzi uśmiech. Ja podziwiam śnieg i lodowe kwiaty, podjadam pierożki z kapustą i grzybami, odpoczywam i uśmiecham się, choćby do widoku furmanki, która przyjechała do sąsiada.  Kto wie, jak więcej napada śniegu, może wyciągną sanie?






20 grudnia 2021

Kresowa piosenka, szydełkowe bombki i ubieranie choinki

 

Na trzydziestolecie Kresów, z piękną muzyką pani Agnieszki Glińskiej i moimi słowami, nagrana w studiu Rembrandt, w aranżacji pana Marka Kubika. Śpiewają kresowiacy, laureaci poprzednich edycji i przyjaciele konkursu poetyckiego Kresy. Słucham sobie do ubierania choinki. I tak cieplej na sercu, mimo różnych szarych Buk.

A te cudowne bombki dostał Miły w prezencie. I teraz je wieszamy.

 

I jak powiesiliśmy, to nastała bajka, dziadkowoorzechowa, koronkowa, szydełkowa i pachnąca choinką. I w sumie już u nas święta. jeszcze tylko wianek w kuchni, jeżyk z makiem i bubliczki, pieczone w piekarniku, z kminkiem, kapustą i grzybami, do barszczu. Nie mam parcia na sprzątanie, chce odpoczywać i  patrzeć za okno, na sikorki w sosnach. Puchatka zabawnie stuka na nie zębami i  popiskuje. Będę sobie teraz czekać, wyciągnę Dzieci z Bullerbyn, Zime Muminków i ten piękny wiersz

Leszka Długosza:

Urastaj mi powracaj cieniu domu dalekiego

I ty choinko pod oknem świetlista

Łzo czysta skryta u oka dziś mojego

Raduj się wesel mi się jeszcze

Dziecinne moje Boże Narodzenie

Po calutkim choćbym szukał świecie

Nie wypatrzę gwiazdki tak pierwszej

Nie napotkam pasterzy weselszych

– Nie ma już zim takich na Ziemi 

 















Niebieskie oko Makarego, wspomnienia i o tym, jak przyjemnie ustawia się choinkę.

 Dzisiaj Makarego. Gdy Makary pogodny, cały styczeń chłodny, a u nas śnieg, deszcz, chmury, wietrzysko. Niestety, ani skrawka błękitnego nieba, więc styczeń chyba chłodny nie będzie. No, chyba, że almanach pani Jadzi z przysłowiami i obliczaniem zmiany pogody po pełni przestał się sprawdzać. Wszystko możliwe, czasy mamy dziwne.

Z wesołych rzeczy, to wycięliśmy  choinkę i już stoi w pokoju. Naniosła nam szpilek, liści brzozowych, bo w lesie rosła w towarzystwie, wody z topniejącego śniegu tez naniosła, ale wszystko wynagradza magiczny zapach, który przywędrował z tym leśnym cudem. Puchatka jest bardzo zainteresowana.

Jest coś kusząco, dojmująco chwytającego za serce w takiej nagiej, czystej choince. Wiele razy miałam pokusę, by jej w ogóle nie ubierać, ale w tym roku dostanie specjalne ubranko, Miły dostał prezent od pewnej starszej damy  za zrobienie jej kuchennych mebli, zestaw ręcznie robionych ozdób z szydełkowej koronki. Czekają już od wakacji i nie mogę się doczekać, gdy szydełkowe gwiazdki i bombki zawisną na tych kostropatych, nierównych, ale za to z własnego lasu przyniesionych gałązkach.

Póki co, jest tak.



 

Śnieg, choć mokry i mocno zaprzyjaźniony z deszczem, polukrował jednak trochę ogród i uliczkę Cichą. Wspominałam dzisiaj z Małym chodzenie na sanki, na Papikową Górkę. Dawne czasy, nie pamiętam, kiedy zjeżdżałam... i jeździłam po łyżwach po zamarzniętej na lodową kość rzece i rozlewiskach na łąkach.



 

— A mama cię puszczała?

No właśnie. Puszczali nas i na łyżwy, i na górkę, i na kuligi, wracało się mokrym od stóp do głów po lepieniu bałwana lub walce w fortach na śnieżki. Ale to były inne czasy, teraz to nie ma takich czasów, rzeka zamarzła tak mocno, że wozy na skróty po niej jeździły i traktory, omijając most, a wylewała aż pod cmentarz, całe hektary ugorów stały pod lodem. Można było na łyżwach mknąć  pod Kuraszewską Górę, gdzie legenda umieszczała zamek królowej Bony, a Tata łapał ryby z przerębli...
Teraz rzeka nie zamarzała od lat. Toczy ciemny, wąski nurt w krzakach łozin...Hej, przejaśniło się! Makary mrugnął niebieskim okiem! 


Czyli jest szansa na zimny styczeń. Od razu poweselałam.A tu, ze wzruszających rzeczy, Puchatka oglądająca wczoraj z Miłym wspomnienia braciszka.