17 czerwca 2024

Wypisałam świadectwa, kalarepka dojrzała, róże oszalały a kolendra kwitnie i koper się brzuchaci

 „Zastanawiam się, jak by to było żyć w świecie, w którym zawsze jest czerwiec”.

– LM Montgomery


 Czerwona Red Berlin zakwitła. To moja największa róża, kwiaty mają ponad dziesięć centymetrów średnicy - a sam krzak jest wyższy ode mnie:) Teraz czuję się jak Joanna z Błękitnego Zamku, kiedy szła z naręczem czerwonych róż:)

Tak wygląda krzak, a tak bukiet

Czerwiec jest absolutnie cudowny. Nigdy ogród nie jest tak piękny, jak teraz, chyba, że w październiku:) Warzywka rosną jak szalone. Kapusty się co prawda nie zawiązują, a cebula lezy płasko, choć to jeszcze nie lipiec, ale kalarepki są pyszne, koper włoski brzuchacieje, kolendra kwitnie, a groszki i fasole się pną. Zawiązują się ogórki i pomidory, a na czereśniach bobrujemy aż miło:)

Organiczny ogród żyje swoim życiem. Są dzikuski chwaściorki, są zrębki, są owady, są nadjedzone kapusty, jest światło, gwar ptasi i radość, że sobie wszystko rośnie.

Prawda, że cudne formy i kolory?:)

Będą kompoty!

Szczęśliwy, zmęczony nauczyciel:)



13 czerwca 2024

Róże, truskawki, niewidzialna praca, od której zależy świat

 

 

Truskawki w Kalinowie. Na talerzykach nie od Rosenthala, ale też ładnych. Uwielbiam truskawki w każdej postaci, absolutnie w każdej.Teraz w zasadzie jestem na diecie truskawkowej z dodatkiem poziomek, agrestu i rabarbaru. I zapachu róż. Olfaktoryczna poezja, zaczęły angielskie juz kwitnąć.



 

Drugi rzut sałaty już dojrzał, listki sa dorodne i smaczne, poprzerywałam marchewkę. Zioła w pełni. Ścinam i suszę. Zamroziłam koperek i wysuszyłam lubczyk.


Naszła mnie też oskoma na pierogi i zrobiłam ich mnóstwo:) Z truskawkami, naturalnie. I przy okazji zamyśliłam się nad niewidzialną pracą. Rozmawialiśmy z Miłym o Babci, jego Babci, wstawała rano, o czwartej, zaczynała dzień od karmienia zwierząt i obrządku, tylko w niedzielę pozwalała sobie spać aż do siódmej. Miły opowiadał, że Babcia kroiła całe stosy owoców, jabłek, gruszek, okrajała spadłe, obite owoce, robiła jedzenie, piekła chleb, pieliła ogrody...Niewidzialna praca, od której zależy trwanie domu, rodziny, świata. Podtrzymywanie sklepienia nieba, żeby nie spadło nam na głowy. Tworzenie wspomnień dla dzieci na całe życie. Ja też pamiętam pierogi robione przez babcię na stolnicy, domowy makaron, zapach ciasta z kwaśnymi wiśniami, uprasowane ubranie, pranie na sznurze, schludnie ustawione buty...

No więc zrobiłam pierogi, żeby chłopcy pamiętali, że były, po prostu.




A róże kwitną, bo są.










 

01 czerwca 2024

Dzień dobry, czerwcu. Robię ziołowe masełko, zrywam czereśnie i świętuję Dzień Wewnętrznego Dziecka.

 Jaki to był piękny maj.

Choć czasem trudny, wystawiający moje ogrodowe nerwy na próbę, bo to przymrozek, to susza, to ślimaki, to żuki wygryzaciele róż...

Wchodzę w czerwiec tanecznym krokiem, z pierwszymi czereśniami, poziomkami, truskawkami i  mocnym postanowieniem, że Dzień Wewnętrznego Dziecka będę świętować  nie tylko raz w roku.

Ale najpierw o robieniu ziołowego masełka.

 

Śmietana 30%, trochę soli, ubijana mikserem, bardzo, bardzo łatwe, aż złota gomółka zacznie obijac się o ścianki miski i wytrąci się serwatka. Potem moczone w zimnej, słonej wodzie, odciśnięte, na świeżo pieczonym chlebku, pycha.

Poezja małych rzeczy.

Małe rzeczy są odważniejsze, niż wielkie, bo szybciej stają twarzą z wielkim Nic, mają tylko cztery kolce do obrony przed całym światem, gdy przemijają. Są efemeryczne. I dlatego je tak strasznie, strasznie mocno kocham. I robię to masełko, układam na cieście truskawki, nie mogę się nacieszyć detalem z dna maślanej miseczki, koniczyną, kwiatem jeżyny:

Czosnek zaczął żółknąć, zrobiłam nawóz na popiele drzewnym i podlałam, moge sobie teraz odhaczać w terminarzu kolejne dni nawożenia i ciągle się tym ekscytuję, tak jak i kolorem starej, przemalowanej konewki:)

Poza tym, zaczęła się pora czereśni. O jakies trzy tygodnie wcześniej moim zdaniem, ale nie będę wybrzydzać:)

 
 Róże nadal w różanym szale.



Gnojówkę azotową też zrobiłam, bo  mi trochę marnieją roślinki, walczymy teraz z susza i mszycami, nie mam pojęcia, jak one egzystują, skoro w maju padało dwa razy raptem.
 Ciekawe, co przyniesie czerwiec:)



A dla Wewnętrznego dziecka mała Kalina w dziadziusiowym ogrodzie. 
Kocham, pamiętam.








28 maja 2024

Dusza róży

Jeszcze więcej, jeszcze bardziej różano. I jak Herbert pisał, im bardziej róża umiera
tym trudniej mówić o róży. Osypują się pierwsze płatki, już można po nich stapać, upał i susza  potrącają klepsydrę, w której się różom przesypuje czas.

A ja bawię się w "Duszę róży" Waterhouse'a.


To ten obraz:)

 

Obraz powstał w 1908 roku i jego wartośc obecną szacuje się na 4 miliony dolarów:) Ale ja kocham ten czuły gest uniesienia rózy do warg i mam ten obraz jako reprodukcję w salonie:) Podobno Waterhouse'a zainspirował wiersz Maud Lorda Tennysona, Pozowała mu albo Muriel Foster, albo  Ethel Hackman, ta od Pani z Shalott.


Come into the garden, Maud,
      For the black bat, night, has flown,
Come into the garden, Maud,
      I am here at the gate alone;
And the woodbine spices are wafted abroad,
      And the musk of the rose is blown.
 
Jest cudowna. Cudowna. pachnie aż z ulicy. Jestem w różanej euforii i cieszę się, ile mogę.


 Poza różami ogród wypełnia teraz zieleń, nie nadążam, więc klasyka. 
Wszystko rośnie na raz, kapusta, bób, groszek, kalarepki, szpinaki, sałata, cebula i czosnek - w przyszłym tygodniu zaczynam dokarmiać potasem, więc popiół z z woda .


Kupiłam dwa parzydła leśne.

 
Groszek przymarzł, ale odbija. Boby zdrowe i ładne.









Susza nam się daje we znaki, w maju tylko dwa razy padało. Ale na łąkach przepięknie-  bezkres traw, jaskry, firletka, zieleń do nieba.

 

A w kuchni pachną piwonie. I idę ścinać rabarbar i zrywać pierwsze czereśnie  na rabarbarowo - czereśniowe placuszki:)