Koty budzą mnie rano. Wstawaj człowieku ulubiony, daj jeść. Wstaję, karmię, wychodze do ogrodu, w jasność, w świetlistość jak z wiersza starego Miłosza o łące, że ustaje wszelkie wiedzenie, że - Całe życie szukałam tego własnie, znalazłam i rozpoznałam. Jest czerwiec, najmilszy z miesięcy, pachnący truskawkami, jasminem, początkiem wakacji, czerwiec, który całuje nas w policzek jak ukochana babcia.

Mój ogród jest zarośnięty. Pielę coś tam okazjonalnie, ale bez entuzjazmu, podagrycznik wygrywa, trudno. Mogę cieszyć się zarośniętym ogrodem. Patrzę, co rozkwita co dnia nowego, zachwycam się światłem na liściach, rosa po deszczu, koty chodzą za mną z zainteresowaniem, Puchatka próbowała łapką tycać ślimaka, ale schował się w muszli. Ptaków tyle, ile w dniu stworzenia. Czerwcu, jestes dobry!
Pierwsze ogóreczki!
Dziewanna Samowysiewna, z domu Wszędobylska
Namalowałam biedrzeńca na lustrze! I wisienki są.
Jej książęcość Dzika Róża i szczypiorki nadworne
Piąta rano, świetlistość. Upiekłam pierwsze drożdżówki z truskawkami
A to nasz domek z oddalenia
Maluję dechy
I drzwi. Domek pomidorków.
Geranium w czajniku
Przy sadzeniu pomidorów wkopałam obok puste doniczki i w nie leję wodę
Szklarniowy kącik kawowy nieinstagramowy
A tu etap wykańczania ziemianki
Takie coś mam, ni to bez, ni nie bez, nie pachnie bzem, kiedy kupowałam,
powiedzieli, że to bez węgierski.
Rudy
Zarośnięty ogród i ziemniaczki, co wychylają nosa
I mój outfirt poranno - ogrodowy, szlafrok, dres i kaloszki