Truskawki, truskawki, truskawki. I dużo deszczu, i zieleń taka, jakby Lesmian ją z wierszy wyczarował. Pomalowałam deskę na płot, podwiązuję pomidory, pielę nostalgicznie i bez pośpiechu, bo jeden koniec wypielę, a drugi zarośnie.
Czuję się jak w tym cytacie z Muminków, o Włóczykiju: "i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść".
Tyle, że nigdzie nie wędruję, jestem w domu.
Moje sa poranki z kawą, wstaje po piątej i jesli nie pada, przechadzam się, aptrząc, co się zmienilo przez noc, co otworzyło, co urosło, co zostało zjedzone przez ślimaka, zaatakowane przez mszyce... niepotrzebne skreslić;)
Piwniczka skończona praaawie, ale już widać efekt wymurowania fasady kamieniem.
Napisze więcej na wakacjach! To już za tydzień:)

























