Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rymkiewicz. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2022

Jak babcia dzięki "toczce" przepis na jeżyka poznała. Oraz spokojnych Świąt.

 To była któraś z dawnych zim. 50, 60, 64, 66? Dawno. Wspominałam o tym pewnie, ale ta historia wypływa ze wspomnień co roku.

Babcia Miłego słuchała popularnej "toczki" - był to mały głośniczek radiowęzłowy, umieszczany prawie w każdym domu, popularnie zwany też Kołchoźnikiem. Wisiał wysoko, pod sufitem. Na poczcie znajdowała się bazowa stacja. Leciał  jeden program, można było co najwyżej wyciszyć, albo wyłączyć. Puszczano polskie przeboje, lecieli Matysiakowie, Jeziorany, propagandowe audycje, jedynie słuszna wizja świata, a czasem przepisy kulinarne. I tam, w tej toczce, babcia usłyszała, jak zrobić jeżyka.

Prawdopodobnie była to zastępcza wersja kutii, być może nieprawomyślnej. Taki makowy jeżyk wcale się ze Świętami nie kojarzył. A babcia  doszła do wniosku, że owszem, kojarzy się jak najbardziej. I tym sposobem na stole świątecznym rodzinnym u Miłego co roku, zawsze był jeżyk. Babcia, Mama Miłego robiła, a teraz ja. 

Sparzony mak, przekręcony dwa razy, posłodzony miodem, z bakaliami, z pokruszonymi ciastkami wewnątrz i z ciastkowymi kolcami na zewnątrz. Można było dodać ryżu ugotowanego. wtedy był mniej słodki.  Miał oczka, nosek, ryjek i ogonek. Żeby ładnie stężał, można było też dodać żelatyny, ale ja wolę rozpuszczanej na ciepło czekolady.

A toczka wyglądała tak. Zdjęcie pochodzi ze strony Radia Białystok, TU można usłyszeć piękny audioreportaż pani Doroty Sokołowskiej, Radio bez skali.


A jeżyk wigilijny w tym roku prezentuje się tak:


 

Co poza tym powiem, Święta mjają spokojnie, przygotowania były umiarkowane, z towarzyszącym mruczeniem. Kilka potraw, obowiązkowe bubliczki, pielmieni i makowiec. Wigilię spędziliśmy u Mamy, było kolędowanie rodzinne, wczoraj odwiedzili nas  moi byli uczniowie z gwiazdą, klarnetem i odśpiewaną męskimi głosami kolędą. Teraz jest najlepszy dzień, odpoczywamy w domu, pali się w kominku, koty mruczą i zalegają gdzie się da, są jeszcze pierożki i resztki jeżyka, dużo prezentowej herbaty, cisza, brak pośpiechu, przestrzeń dla myśli, wierszy, plumkającej  muzyki. Naprawdę, z każdym rokiem, im bardziej jestem starsza, tym bardziej Święta stają się spokojniejsze, cichsze, kryją się w głębi swoim sensem, jak korzenie roślinek pod pierzyną śniegu. Potrzeba mi coraz mniej i coraz prościej.Jestem wdzięczna sercu, że prowadzi mnie w tę stronę.




Poranek bożonarodzeniowy przywitał mnie takim widokiem w kuchni:





 Kto tu jest najładniejszym świątecznym prezentem?

 A za oknem polukrowany świt grudniowy.


No to, Zima w Milanówku, całkiem jak u nas:

I korzeń sosny i ten wrzosu
Pod śniegiem dobrze jest ukryty
W ogrodzie zima tańczy boso
Biała - jak białe greckie mity

Na szafie siedzi kot uczony
I czyta Sein und Zeit od końca
Przez ogród lecą trzy gawrony
Widać krwawiący zachód słońca



05 listopada 2012

Jesiennie o dobrych rzeczach

Listopad.
Chowam wszystko, co cenne blisko siebie i opatulam się dobrymi rzeczami. Śpieszę donieść, że skończylismy remont salonu. Jak naładuję baterię w aparacie, zrobię zdjęcia. Śnieg spadł i nie zdążyłam wykopać kann i dalii z ogrodu.Średni ściął włosy, Mały nauczył się grać na pianinie "Kurki trzy", a Duży komponuje i walczy ze szkołą.
Sikorki wróciły do nas, chyba to samo stadko, co zeszłej zimy, przylatują rano i dziobią pszenicę, bo jeszcze słoniny nie zakupiliśmy.
Złota mysl na dziś: nigy nie jest tak źle, by nie zdarzyło się coś miłego.
Ostatnio przywlokłam się do pracy zmarnowana i zniechęcona, wchodzę do klasy, a na moim biurku mała, grubiutka piątoklasistka położyła mi cudowne jabłko. Czerwone, śliczne. Z komentarzem:
- To dla pani, moje jabłko.
Jakież było smaczne... i świat się uśmiechnał do mnie w tej chwili.

 Jeśli bycie ma jakąś przyczynę
To zapytaj o to leszczynę
 Albo lepiej o nic jej nie pytaj
Ona wita cię i ty ją przywitaj
 I stań przy mnie o tu na ganku
Kwitną biało kwiatki rumianku

To Rymkiewicz. Nie ma już rumianku, sczerniał, leszczyna stoi bezlistna,
 ale coś jest na rzeczy. Więc opatulam sie, czytam Rymkiewicza, układam gazety w komodzie, myślę o lecie,
 prasuję dzieciakom koszulki i wspominam genialny wywiad z Wysokich obcasów,
 Kobiety Ravensbruck.
Fragment z niego: "Jest taka życiowa zasada - dopóki człowiek spełnia podstawowe czynności: chce się umyć, chce zjeść, chce się uczesać, chce się ubrać, to będzie żył. No, chyba że ma nadzwyczajnie zły los, tragiczną chorobę, coś ponad. Ale kiedy przestaje spełniać życiowe obowiązki wobec siebie, to koniec, wiadomo, że z tego nie wyjdzie. To było ewidentne w obozie. Ja się w życiu przekonałam i to stosowałam. Gdy się źle czułam, nic mi się już nie chciało, myślałam: 'O, to zły sygnał!'. Nie wolno! Trzeba wstać, trzeba się ubrać, trzeba coś zjeść, trzeba wyjść na dwór, nawet jak się człowiekowi bardzo nie chce. Proszę pana, radzę to zapamiętać." Ileż razy sobie to powtarzam. Mała rzecz, a mądra. Umyć wlosy, ubrać się ładnie, 
poustawiać na parapecie 'durnostojki", jak Aga to nazywa.
 Poczytać Platona. Wypić kawę w ładnej filiżance. Pozdrawiam nieco melancholijnie, ale miło!

07 października 2012

Niedziela. Światlo poranka. Nie ma innej dróżki.

Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound...

Nadal słuchamy piosenki w wykonaniu tej miłej dziewuszki Bo, której buzia tak niewinnie obraca się ku słońcu, a głos jest jednym z cieplejszych, jakie udało nam sie usłyszec ostatnio. Przyjdź, światło poranka...
Jest niedziela. Na śniadanie byl koktajl pietruszkowy od Noys i muesli z bananem. Zaraz będę przekładać tort- wczoraj upiekłam spody i jakoś marnie urosły, choć wzięłam się na honor i biłam pianę trzepaczką, nie mikserem. Siedzę w ciepłym swetrze w paski, słucham, że wszystko będzie dobrze i chciałabym wierzyć.
Sumaki pogubiły pstrokate liście, wczoraj narobiłam zdjęć w ogrodzie i wrzucę jak zgram. Jutro do pracy. Czytam Rymkiewicza.


Weź tę gałązkę rdestu i te trzy ostróżki
Nie szukaj-  jest ta-  nie ma innej dróżki

Wędrowiec do nicości, do ciemnego boru
Jeszcze pachną łąki na krańcach wieczoru

Jeszcze rdest biało kwitnie, słońce się zapada
Tam w przesiece wędrowiec na kamieniu siada ...


Nie ma innej dróżki. Tak musi być, ktoś musi być tą, co rano prasuje koszule, robi kanapki, patrząc na zaspane wąsy zegara, a w świetle cytrynowych lamp nadchodzi poranna godzina. Nie ma innej dróżki. ktoś musi zagrabiac liście, łączyc koniec z końcem, czytac dziecku Rupaki, marzyć o tym, że w domu skończy się remont i że kiedyś nas będzie stać na kupno wszystkich książek, o jakich marzymy. I kompletu piosenek Osieckiej.
Nie ma innej dróżki.
Nadejdzie zima i trzeba wyciągnąć rękawice i szaliki. Sprawdzić zeszyty VIa. Pocałować męża. Przeczytać Platona.