31 marca 2020

Nowy przybysz w salonie

Do salonu przybył nowy gość i chyba mu tak u nas dobrze, że zostanie. Od pani Ali, w pięknym, miodowym kolorze, pakowny, zapaśny i idealny na moje zbiory porcelany. Jestem zachwycona i oczu nie mogę oderwać. Kicia sprawdziła i zaakceptowała.
Niestety nie znam historii mebla, ale przekopałam internety i znalazłam dwa podobne - różnią się tylko detalami dołu lub korony. To neorenesansowy antyk, pochodzący z Francji, datowany na 1890 - 1870 rok wedle dostępnych zdjęć i informacji na stronie sprzedawców.

https://a.1stdibscdn.com/archivesE/upload/f_9881/f_93644231513438716995/DSC_2443_copy_master.jpg?disable=upscale&auto=webp&quality=60&width=960
https://antiquebeauty.eu/produkt/meble/kredensy/neorenesansowy-kredens-z-xix-wieku

Jak trafił do Kalinowa? Zagadka i tajemnica. Jest dębowy, w bardzo dobrym stanie, ma drewniany brzuszek pełen sekretów.



 Zdjęcia nie oddają nawet w części uroku mebla, wypieszczonych detali i klimatu, który kojarzy mi się trochę z Czarnolasem (nie wiem czemu), trochę ze  Sklepami cynamonowymi, trochę z Narnią.

 
                                                                                            I miejsce na odpowiednią ekspozycję talerzy od cioci jest. I dzbanuszek:)



I jeszcze parę innych kątów saloniku. I moja miejscówka do zdalnej pracy na kanapie.




Kalinowa kolekcja lalek, ukulele Małego, bukiet na zanętę wiosny. Codzienność, którą kocham:)
Wiem, że muminkowo, że nieminimalistycznie, wcale nienowocześnie... ale lubię.


Sprawdzone przez koci dozór techniczny, może stać.


A jak Schulz mi się przypomniał, to z "Sanatorium pod klepsydrą" - o kotach.

"Ale jeszcze dalsze od światła były koty. Ich doskonałość zatrważała.Zamknięte w precyzji i akuratności swych ciał, nie znały błędu ani odchylenia. Na chwilę schodziły w głąb, na dno swej istoty, i wtedy nieruchomiały w swym miękkim futrze, poważniały groźnie i uroczyście, a oczy ich zaokrąglały się jak księżyce, chłonąc wzrok w swe leje ogniste. Ale po chwili już, wyrzucone na brzeg, na powierzchnię, ziewały swą nicością rozczarowane i bez złudzeń."


30 marca 2020

Ostatnie hej, marcu. Wchodzimy w wiosnę. Boćki przyleciały.

Przyleciały, na Jana Damasceńskiego.

Gdy chcesz poznać pogodę w czerwcu roku tego, uważaj jak będzie w Jana Damasceńskiego. Tako rzecze przysłowie, a pani Jadzia zapisywała zawsze przysłowia i pogodę w swoim almanachu ogrodniczym - stareńkim, porządnym zeszycie. Chcę być jak pani Jadzia. Niebo czyste, niebieskie, ciepo było, więc spodziewam się na czerwiec takiej samej pogody. Sprawdzimy.

A tak sobie usiadły na starym gnieździe przy bibliotece.


W Kalinowie dotarliśmy do końca marca, co prawda dzisiaj spadł śnieg, do południa znikł, każdej nocy przymrozki i to solidne, nawet minus osiem pokazuje drżący z chłodu termometr - ale przyrody nic nie zatrzyma, kręci się koło roku, kwitna cebulice i żonkile, a bociany klekoczą co ranka.
Prędzej czy później zakwitną ałyczki na ugorze, śliwy i czereśnie w ogrodzie, a w trawie pokażą się mlecze i motyle. I bardzo dobrze. Świat nas uczy pokory. Radzimy sobie pracą i pogodą ducha.

Szklarnia rośnie w górę, pomalowałam różyczki na drzwiach, w środę siejemy sałaty, mizuny, rzodkiewki.
Siedzimy w domu, krzątamy sie na podwórku, gotuję smaczne obiady, staram się nie czytać za wiele informacji, pracujemy zdalnie, Mały robi w ramach nauki domowej camerę obscura, jest dobrze.
Człowiek cieszy się, że zdrowy, że jest chleb, mleko, że wschodzą piwonie. Dziękuje Bogu za wszystko. Czytam Kunderę. Obracam czapkę na niebieską stronę jak Too Tiki:)
Dobrych myśli wszystkim! Wiosennej nadziei.



A w lesie mamy tak. Poniżej nowe - stare szklarniowe drzwi.


Siejemy, siejemy. Stokrotki ze sklepu i zmarznięte kwiatki z mojego ogrodu. A dalej trochę kota. Wszyscy mi piszą, że Kicia Celebrytka, to wrzucam więcej Kici.







Nikt tak nie umie pozować nonszalancko, jak koty.





25 marca 2020

Hej, marcu! Roboty szklarniowe, ciąg dalszy. Postępy i inspektor nadzoru.


Roboty szklarniowe ciąg dalszy. Inspektor nadzoru sprawdza każdy element:


Poliwęglan komorowy na dach, ściany z tego, co było wczesniej, dla oszczędności materiału. Może następne zdjęcia pokażą juz przykrytą całość. Na razie zimno, w nocy nadal minus osiem, minus siedem, w dzień podskoczy do kilku na plusie, ale słoneczko już wiosenne:)




 



Inspektor nadzoru zmęczył się i śpi:)


22 marca 2020

Hej, marcu! Roboty szklarniowe ciąg dalszy, naleśniki i chłody.

Zimno przyszło, wiatr i nawet śniegiem sypnęło z tych ciemnych chmur trochę, ale szklarnia dzielnie dźwiga się ku górze.





Bardzo dużo tych krokiewek, jętek, ale za to konstrukcja dachu wygląda bardzo ładnie i stabilnie. Przyjdą wichry i nie zwieje. A potem przywieźliśmy do środka ziemi.



Tak marnie wygląda nasza ziemia bez wspomagania...


A to już z kompostem, przerobionym obornikiem i kurzakiem. Będzie rosło!
Może jutro ściany już powstaną. Dla zmęczonych pracujących naleśniki z dżemem i serem...


A tu ktoś obserwuje zmagania z chłodem z okna. Za zimno, żeby wychodzić, a kaloryfer pod parapetem grzeje...



20 marca 2020

Hej, marcu! Klub zielonego (i nie tylko) pączka. I kolejne niebieskie drzwi.

Obeszłam dzisiaj ogród i okolice i zobaczyłam, co pączkuje. Generalnie na zielono, ale nie dyskryminujmy takiej na przykład jasnoty purpurowej. Swoją drogą, na jasnotę białą mówią głucha pokrzywa, a na purpurową nie. Ciekawe.
TU jest taki mały słownik nazw potocznych różnego ziela, sprawdzałam. Kwitnąca pokrzywa - a głucha nie. Widocznie purpurowa słyszy:)

No więc pączki zielone już są, prawie na wszystkim, zielone wychodzi z ziemi, zielone pączkuje na krzakach i drzewkach. Gdyby nie to, że zanosi się na kilka zimnych dni, ruszyłoby z pewnością. Dzisiaj na wszelki wypadek przykryłam agrowłókniną truskawki. Zielone liście już im wychodzą, a dosadziłam jeszcze truskawek ananasowych, zobaczyć, co to takiego. Mały wyraził zachęcający entuzjazm, że by zjadł, jak wyrośnie. To zobaczymy:)


Czereśnia


Porzeczka czarna, a niżej piwonie i floksy



A tu wcale  nie głucha pokrzywa, tylko jasnota purpurowa



 Kocimiętka i tulipany, niżej krokusiki i mlecze



Kurdybanek, czyli kondratek



Woniejąca czosnkiem szachownica


Książę Żonkil (pamiętam ucznia, który na pytanie kto zakochał się sam w sobie napisał mi na kartkówce: Rząkil. Tak. )


Hiacynt


I nie wiem, co to, dał mi Tata Elfa, smakuje i pachnie jak szczypior, jest wieloletnie i zimą zielone.
Z rzeczy nowych, to wpadłam na pomysł, by pomalować drzwi do odnowionej szklarni na jedynie słuszny kolor - pozdrawiam, Hano! - czyli niebieski.


Jeszcze będą różyczki na tym. Tradycyjnie.
Na cześć Średniego zrobiłam pierożki krucho - odrożdżowe z farszem soczewicowym. 


I tak to powitaliśmy w Kalinowie wiosnę.