30 kwietnia 2020

O fiołkach, codziennej pszczole spokoju i miejscach na uboczu. I o tym, że trzeba - to nie muszę.




Fiołki, jak i inne kwiatki, nie chciały mieć ust ni oczu,
rąk, które można załamać, włosów, co mogą posiwieć.
Wolały zamilczeć w trawie, z daleka na uboczu.
Wolały nie być szczęśliwe ani też nieszczęśliwe.

Fiołki nie chciały się spalić w pożarze na siódmym piętrze,
fiołki nie chciały umierać na łóżku w krzyku i strachu.
Nie chciały być wcale większe, mądrzejsze i gorętsze,
życzyły sobie spokoju w niskim, fiołkowym zapachu.

Fiołki nie chciały miłości, tęsknot i czekan na listy.
Nie chciały płaczu marzenia, kiedy je na śmierć wzywają.
Wolały codzienną pszczołę obojętności złocistej,
która im serca nie weźmie, bo go umyślnie nie mają.


// Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, "Fiołki"


Może cukier fiołkowy? Suszone fiołki zapadną się w słodycz, będzie pachniała nimi potem kawa ze śmietanką. Kubeczek od Cioci:)

 

Czas na fiołki powoli się kończy, nastepne będą róże. Fiołki to tajemniczy, sekretny ludek, wyrasta, gdzie go nie posiano, w cieniu pod orzechem, pod irysami, w kątkach ogrodu.  Mam niektóre fiołki białe, jak alabastrowe księżniczki. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska opisała fiołki jak nikt inny. Nienatrętne, cichutkie, zanurzone w tej codziennej obojętności, którą ja wole nazywać spokojem.
Codzienna pszczoła spokoju, poranek, południe, zmierzch i noc. Dzisiaj kończy sie kwiecień - z fiołkami.




 

Fiołki rosną w miejscach na uboczu. Teraz bardzo doceniam nasze miejsce na uboczu, bardziej, niż kiedykolwiek. U nas w sumie nic się nie zmieniło. Jajka przywozi pan Piotr- ale powolutku dojrzewam do własnych kur. Ten sam listonosz z listami, ludzie z rowerami uliczką Cichą wędrują na cmentarz, bo tędy bliżej. Trzeba sadzić, siać, pikować. toczy się codzienne, pszczele życie, które kocham.
Moja Babcia mawiała, że coś "trzeba zrobić".
Lubiłam to określenie - nie narzucało nikomu konkretnemu przymusu, ale wskazywało, że trzeba, że to zwyczajne, dobre, pożyteczne, zrozumiałe. Nie ma dyskusji z "trzeba".
Trzeba pikować, bo już wyrosły.
Trzeba okryć, bo zimno w nocy.
Trzeba upiec chleb, przeczytać kupioną książkę, powiesić pranie.
Trzeba - więc ten, kto może, to wykonuje.Po prostu. Wolne ręce, chwila czasu - podoba mi się przestrzeń w tym słowie, taka fiołkowa pokora. Jestem, więc dbam. O ogród, dom, obiad, świat, swoich domowników, Zwierzęta. Smutno, jak ludziom nic nie trzeba, gdy nie dbają.

Zadałam swoim uczniom wypracowanie, by napisali mi, co dla nich jest piękne i co jest brzydkie.
Odpowiedzi były wspaniałe - dojrzalsze, niż u niektórych dorosłych, których miałam okazję słuchać lub czytać. Jestem z nich dumna - wyrosną z nich dobrzy ludzie:) Mimo chwilowych problemów z ortografią:)


Ola

Moim zdaniem, piękno tkwi w prostocie. Minimalizm, skromność – to posiada w sobie najwięcej uroku. Ta delikatność sprawia, że człowiek po prostu czuje się lepiej.


Natalka

Przyroda jest piękna w praktycznie każdym przypadku, gdy jest naturalna nie zmieniona, zadbana, niebo nocą jest również cudowne i bardzo piękne. Piękne są również relacje między ludźmi między przyjaciółmi, rodziną, między człowiekiem, a zwierzęciem. Piękne jest spełnianie marzeń nie tylko swoich.

Dominika

Piękne jest niebo w nocy jest wtedy wiele gwiazd. Piękne mogą być również stare budynki. Piękne są stare meble, zawsze można je pięknie odnowić. Brzydkie może być złe traktowanie innych ludzi. Oskarżanie ludzi bez stosownie. Wszystko jest piękne w inny sposób.

Natalia

Pięknem może być kwiat, który rośnie przypadkowo przy chodniku lub na łące. Piękne są też rzeczy, różne rzeczy. Na przykład drobiazki, biżuteria, książki, gry. Czerpiesz z tego radość wiele razy oraz jesteś dumny z osób, które to stworzyły. Równie dobrze możesz być ich twórcą. We wszystkim można dostrzec piękno jak i brzydotę.

Nikola

Dla mnie piękny jest zachód słońca, ponieważ zawsze ma rozmaite kolory, krajobrazy lasów, gór, jezior, łąk a także portrety lub zdjęcia osób które pokazują swoje emocje które czują. Piękne jest też ujrzeć dzikie zwierzęta w swojej naturze, ponieważ to jest ich prawdziwe środowisko. Brzytkie jest to, że zamiast segregować śmieci, to ludzie wolą wyżucać je do lasów, rzek i innych miejsc tak aby było wygodnie.

I na koniec Mały. Ujęły mnie te niesymetryczne krajobrazy:) I delikatna nutka nieładu:)


Według mnie, ładna jest natura: lasy, łąki, pola, kwiaty. Wszystko w naturze jest piękne i starannie uporządkowane, lecz z delikatną nutką nieładu. Na przykład plastry w ulach pszczół, są ładnie zorganizowane i efektywnie wykonane. W naturze też często spotykana jest symetryczność, większość zwierząt jest symetryczna, owoce, ludzie, ale również często widać także rzeczy niesymetryczne np. większość roślin i krajobrazów. Personalnie nie podobają mi się obrazy z dawnych czasów. Prawda, niektóre są ładne i je doceniam, ale wydaje mi się że niektórzy uważają że są ładne, tylko ze względu na ich popularność w ostatnich czasach, ale to tylko moja opinia.

28 kwietnia 2020

Sadzimy papryki i bakłażany, dalszy ciąg żonkilopei i pierwsze przekwitania. I wiersz Justyny Koronkiewicz

Rozsada bakłażana powędrowała dzisiaj do szklarni. To mój pierwszy rok z bakłażanami - będę się uczyć na błędach najwyżej. Wysiałam z nasion, hodujemy z Miłym  od zera.




Na rosyjskojęzycznym youtubie pooglądaliśmy sobie sposoby uprawy - że tropikalne, że lubi wilgoć i ciepełko, że wyścielać ziemię, podkarmiać, uszczykiwać,,,
Wyścieliliśmy zrębkami, bakłażany dostały na noc grzejniczek olejowy, do sąsiedztwa paprykę, która już zawiązuje pączki.





Pikowałam dzisiaj pierwsze pomidory, głównie ukraińskie, rosyjskie, Black from Tula i zebrowane. Reszta jutro, pojutrze, sukcesywnie. Już mam 50 doniczek popikowanych...

Rozsada jednorocznych, traw i warzywek też ma się dobrze. 




W dzień w szklarni ponad 30 stopni, otwieramy okna - jutro ma pochłodnieć, nawet jakiś deszcz zapowiadają, ciekawa jestem, bo w zasadzie drugi miesiąc bez deszczu jesteśmy, Ogród żyje dzięki studni i systemowi podlewania Miłego.




Z rzeczy z westchnieniem -  ale naturalnych - przekwitły ałycze, zakwitły czereśnie, otwierają się grusze, migdałki.Żonkile są w swojej pełni piękna. I patrzę na nie i przypomina mi się " w moim początku jest mój kres". Nie, że smutno. Tak być musi.
Muszą przekwitnąć, by zrobić miejsce bzom, jaśminom, mleczom, dmuchawcom, majowi, czerwcowi...








Chodzę od drzewa do drzewa.
Widzę myśli ptaków. Wykluwają się o świcie
z jajek w niebieskie cętki. Na wysokości najniższej gałęzi
wydają pierwszy krzyk. Nie dotkną ziemi. Tuż nad ściółką
rozkładają skrzydła. Unoszą tajemnice zapisane między słojami.
Wymawiam słowa, a one wyfruwają spod skrzydeł
zimorodków, wypełniają pęknięcia w korze. Twardnieją.
Jak skóra na piętach i łokciach.
Łączą nas linie papilarne, roczne przyrosty. Punkty styczne
na krawędzi liścia.


Justyna Koronkiewicz, "Tkanka łączna"



26 kwietnia 2020

Wiosenny okrzyk Ronji, sadzenie rozsady i jeszcze jedna podwyższona grządka

"Jest wczesny ranek. Tak piękny jak pierwszy ranek po stworzeniu świata.Wszystkie drzewa, wszystkie wody, wszystkie zielone krzewy żyją. Wszystko świergocze, szeleści, szemrze, śpiewa i brzęczy, wszędzie słychać  świeżą, niepohamowaną pieśń wiosny. I wszystko jest jak przedtem, bliskie i dobrze znane, rzeka co szumi w dole, lasy w jasności poranka, wszystko jest takie same. Tylko wiosna jest nowa, ale taka sama. 

– Nie przestrasz się, Birk – odezwała się Ronja. – teraz wydam swój wiosenny okrzyk. 

I krzyknęła przenikliwie jak ptak. A był to krzyk radości, który niósł się daleko po lesie."

Astrid Lindgren, Ronja, córka zbójnika




Czuję się trochę jak Ronja - krzyknęłabym z wiosennej radości, ale nie wiem, czy wypada w moim wieku, więc uśmiechałam się tylko wczoraj, patrząc, jak Mały i Średni bobrowali po lesie. Średni zobaczył kwitnącą wiśnię wśród sosen, a Mały próbował zwieszać się na drzewach i skakał jak wesoła wiewiórka. Przywieźliśmy przyczepkę drzewa do palenia w piecu, bo kwiecień był zimny i cały opał nam poszedł.
I powiem wam, że zieleń już ruszyła, powietrze pachnie jak olfaktoryczna symfonia, a małe roślinki robią co mogą, by konkurować z mgiełką szmaragdowych listków na brzozach. Malutkie chwasty, nieśmiałe dzieci ziemi, pierwsze wyciągają głowy. Gwiazdnica, kurdybanki, jasnota, tasznik, łąkowa rzeżucha.  A za nimi nasze ogrodowe, kolorowe i pstrokate towarzystwo cebulowych, pierwszych. I młode magnolie.  Niepohamowana pieśń wiosny.








Stwierdziłam, że mam za mało miejsca na zioła i sałatę i zrobiliśmy jeszcze jedną podwyższoną grządkę. Na spód poszła tektura i zrębki, wyżej mieszanka ziemi pieczarkowej z kompostem, posadziłam też na zagonkach boby, mieszanki sałat, cykorię i okryłam agrowłókniną - dzisiaj było plus dwa w nocy tylko.


Malutka rozsada ma już całkiem piękne korzenie, gotowa jest wyjść z przedszkola w szklarni na salony pod błękitnym niebem:)


Sałaty i cykoria


 Przesiedlanie bobów i sałatkowego towarzystwa. Cud natury - niezmiennie.





 Zobaczymy za miesiąc, jak będzie to wyglądać:) Na razie skromnie.




Kwitnie nektarynka. Bakłażany na razie się hartują trochę, pójdą do gruntu we wtorek. Siane z 2 tygodniową różnicą, by trochę przedłużyć plon.



I tak wygląda teraz w Kalinowie,  czekamy na większe ciepełko, by buchnęło tygrysem - majem i zatopiło nas zielenią. Na razie, to wiosna z pewną niesmiałością:)