20 marca 2022

Niedzielny spacer


 Serce roście patrząc na te czasy!

Mało przed tym gołe były lasy,

Śnieg na ziemi wysszej łokcia leżał

A po rzekach wóz nacięższy zbieżał

 

Teraz drzewa liście na się wzięły,

Polne łąki pięknie zakwitnęły;

Lody zeszły, a po czystej wodzie

Idą statki i ciosane łodzie.

 


 

Kwitną w ogródku, niestrudzenie. Kwiatuszki z alabastru, z zieloną, pistacjową obwódką. Jedne z moich ukochanych, pierwszowiosennych, przebiśniegi. Czy można bez nich wyobrazić sobie pierwsze dni wiosny? To już jutro. Dzień dobry, dzwoneczki śnieżyczek, dzień dobry, bazie kotki. Znowu przeżylismy zimę, znowu obróciło się kolo roku, w cyklu starym jak świat. Wybraliśmy się z Miłym na niedzielny spacer, uczcić nadejście wiosny. 



 
 
Jasnota purpurowa. Pierwsze jedzonko dla pszczół. Nie wiedziałam, że jej nasiona przenoszą mrówki. Jedna z pierwszych na ugorach i łąkach, jak kurdybanek, mlecze, jastrzębce. Całą roślinkę można jeść, na surowo, parzyć w herbatce, listki i kwiatki, ma żelazo, witaminę C, jest przeciwzapalna, regenerująca, wspaniała na wiosenną herbatkę.



 
 I kolejny wiosenny rarytas do herbatki, podbiał. Kuzyn stokrotki, ma kwasy fenolowe, dobry na kaszel, drogi oddechowe w ogóle. Już kwitnie, tylko zbierać:)

 
A rzeka rozlała niewiele, jeszcze cicho, żab nie ma, ale dzwonią skowronki. Miły widział pierwszego bociana, a do nas wróciły nasze kalinowe szpaki.

 
Uspokajający błękit.

 
Kot w smudze słońca, przebiśniegi w filiżance. Witaj w domu, wiosenko.

 

15 marca 2022

O konferansjerce pod Grunwaldem, mijaniu czasu i niestrudzenie, ciągle wiośnie.

 Tak czy inaczej, pewne rzeczy muszą iść swoim trybem. Zaczęły się wiosenne porządki w sadku i szklarni. Pogodę w dzień mamy słoneczną, niebo lazurowe, w nocy spada do minus dziewięciu, czasem  mniej. Z czułością obserwuję, jak natura sobie radzi, mimo wszystko, kwitnie marcowa drobnica, mali dworzanie pani wiosny; przebiśniegi, krokusy, zieleni się kurdybanek, wczoraj Miły widział pierwszego bociana. Ale trawy ciągle rude, brązowe, drzewa nagie, pączki zaciśnięte.

Koty szaleją na ugorku, a popołudnie wczoraj było jak darowane w prezencie, złote, jasne, pełne nawoływań turkawek. Dzisiaj zamierzam porządnie zlać ziemię w szklarni i zostawić do ogrzania. I nazbierać do sałatki kurdybankowych listków. A już lada dzień będzie wielkie tadaaam, święto siania pomidorów. Obróciło się koło roku, znowu przyszedł na to czas. Tak mi dziwnie, że zaczęłam już pięćdziesiąty rok życia. Jak to pięknie Magda Umer kiedyś z Andrzejem Poniedzielskim ujęli "czasami to się czuję, jakbym był konferansjerem bitwy pod Grunwaldem". No czasem bywa, zdarza się. 

Ale nie wtedy, kiedy przychodzi wiosna. 

 







A tak mieliśmy ósmego marca.