31 sierpnia 2019

Granice





Jak co roku koniec wakacji zaskoczył Kalinę. Nagle okazało się, że stoimy na granicy lata i jesieni, z ręką na klamce.
Jeszcze tylu rzeczy nie zdążyłam. Tak między nami:) Czuję się jak Muminek, który nie zdążył pożegnać się z Włóczykijem, przybiegł rano zdyszany i zobaczył tylko jasny kwadrat trawy po zwiniętym namiocie. I żadnego listu.
Muszę czekać, aż wróci wiosną...
To ostatnia sobota. Upiekłam tartę ze śliwkami. Wczoraj malowałam drzwi letniej kuchni na niebiesko. Fasolka szparagowa już przerosła, truskawki owocują drugi raz, pomidory w szaleństwie kolorów, codziennie nowe,  dojrzewa dzikie wino, czarny bez, wyszły ziemowity na powitanie września.
Takie mam dziecinne zdumienie.  Że już po. Co prawda, dawno nie napisałam tylu wierszy, ogród jest pięknie dopieszczony, a przetworów pełna piwniczka, czyli lato było owocne - ale  tak mocno czuję tę granicę sierpnia, dojrzewanie czasu, lato, przechylające się jak winno grono.
Panie, już czas?
Tak długo lato trwało?
Taka jestem wdzięczna, nasycona, pełna, bogata.



Rzeka jest cicha i spokojna, nad stawami u Macierzanki niebo goni odbicie nieba. Dynie rosną. Za miesiąc Średni odleci do Warszawy, tak jak bociany już odleciały. Kupiliśmy szkolne rzeczy z Małym i mam już plan zajęć na nowy rok szkolny. Mam też jesienne buty i torebkę - włożę do niej wieczne pióro z dedykacją od  mojej ostatniej klasy: 'Najlepszy jest ten nauczyciel, który ucząc, potrafi tchnąć przyjemnosć w dusze uczniów". Uśmiecham się, jak to czytam. Widze ich twarze.



Ostatnie róże końca lata. Po cichu, na palcach, wchodzimy sobie w jesień.

 

No to Tove Jansson:

"Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze."



Ostatnie dwa zdjęcia - archiwum Dużego

14 sierpnia 2019

Przełamywanie się lata, odlot bocianów i robienie miejsca.

Bociany odleciały. Przed Bartłomiejem. Dziwnie tak - puste gniazda. Fado i sierpniowa melancholia przyszły szybciej, niż zwykle.
Lubię sierpień. Lubię te nasycone kolory, przełamywanie się lata we wczesną jesień, żółknące dolne liście jarmużu, zwisającą fasolkę, rosę rano, zimne ranki, mgły.
Zboże pokoszone, ziemia zorana. Są plony, są pierwsze grzyby - stałam w progu kuchni, patrząc za okno, na deszcz i wdychając zapach suszących się prawdziwków. Nie jest to smutek, ale bardziej nostalgia. Bo lato minie, szkoła się zacznie, Średni wyjedzie na studia, serce ściśnie się w pustym pokoju. Brak jednego głosu w domu jest jak wycięcie drzew baśniowego lasu, prawda?

Dużo pisałam tego lata. Wierszy, opowiadań. Popełniłam nawet słuchowisko radiowe. Dużo patrzyłam. Czasem było mnie mało na blogu - ale to dlatego, że przeszła mi potrzeba dokumentowania każdego rozkwitniętego kwiatu i inwentaryzowanie każdego dnia. Pozwalałam im mijać i przekwitać. Bardzo spokojnie i szczodrze.  Płyńcie, idźcie. Dni, kwiaty. Zróbcie miejsce kolejnym, odciśnijcie ślad we mnie. Coś muska lekko serce, jak puchata, szara ćma. Takie sierpniowe, hojne odchodzenie.

Domy muszą być, by do nich wracać, tak jak gniazda.







Koty też czują melancholię, gdy lato zaczyna wyciągać walizki