Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naleśniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naleśniki. Pokaż wszystkie posty

02 maja 2021

Dzień dobry, maju

 


Majowe śniadanko. Pierwsze zbiory, można w klapkach wybiec do szklarni, zerwać, co trzeba, co wyrosło i co się uśmiecha. Tym większa zaleta, że z racji kolapsu majówka - Wielkanoc wszystko trzy dni zamknięte, więc doceniam bardzo przydomowy warzywnik.No i smak, nie do porównania.

Mimo deszczu jest ponad dziesięć na plusie i wiosna wybucha. Kiedyś Noys mówiła mi o tym, że w porównaniu z Anglią wszystko u nas wolniej, ale jak już zacznie się, to nadrobi błyskawicznie  tygodnie zaległości. I to prawda, staję oniemiała, patrząc na te przyrosty, rozkwitające w oczach tulipany, na otwierające się, białe piąstki jarzębin. Jaka siła. Jaka wola życia. Dzikie ałycze zaczęły kwitnienie, teraz są najśliczniejsze, bo połowa kwiatów to jeszcze alabastrowe kulki pączków, a w tle buroszare trawy po starej zimie, i mgiełka zieleni na brzozach.I tyle ptaków, że symfonia.






 
W ogrodzie zaczynają pstrokacieć rabatki. Mam takie małe, skupione tulipany botaniczne Korsarze i Eichleri. Czytałam w ich opisie, że eichleri to nazwa tkaniny, z której upina się turbany. Więc te małe, wesołe korsarze i turbanki kwitną pierwsze, wabiąc cudownie pszczoły, a pszczoły to my kochamy ogromnie i z takich wizyt jestem przeszczęśliwa.



 
Ogródek kuchenny już kiełkuje. Pierwsza rzodkiewka zaznacza rządki, ale tam będzie i mała, paryska okrągła marchew, i szpinaki, i sałaty, i sporo nagietków i ziółek. Na śniadanie szybkie naleśniki, Duży z Elfem i dwoma kotami i siostrą Elfa przyjadą na majówkę. Może coś zostanie:)


 
A na ugorku i Cichej jest tak.  Też mamy swoją Ścieżkę Brzóz. Można nią spacerować i myśleć o tym, co powiedziała Lucy Maud Montgomery, że  wiosna nie zna różnic wieku - każdy wydaje się młody i radosny.Troski idą na chwilę w zapomnienie, a serca pulsują przeczuciem nieśmiertelności.
Lubię patrzeć, jak odnawiają się liście, frędzelki kotków brzóz, pierwsze grona czeremch. Cokolwiek by się nie działo, wiosna znów nadchodzi i nikt jej nie zatrzyma, korzonki uparcie zrobią swoje, a liście staną w szeregu. Człowiek robi się wtedy pokorniejszy, "bo jestem tylko jedną z rzeczy wielu".





 

05 listopada 2017

O jabłkach, burakach, kotach i cytatach z Milosza

- Czy dzisiaj jest jakiś Dzień Jabłka? - zapytał Mały, patrząc na zastawiony stół. Ciasto z jabłkami, zapiekanka z jabłkami i placki z jabłkami, na które Mały Światowiec mówi pankejki.Ciasto podobne jak na biszkopt, tylko rzadsze, antonówki i cynamon.
- Tylko u nas w domu.
Antonówki są cudowne. To jedna z niewielu odmian jabłek do których mam niegasnący sentyment. Soczyste, kwaskowate, piękne w kolorze, przyjemne w dotyku, wspaniale się obierają, smażą, duszą, jabłko idealne. Posadziliśmy antonówkę u nas w sadku i w tym roku już owocowała. Antonówki na zdjęciu są z ogrodu elfowej cioci, Jasi.







Przy okazji Mały zaznajomił się z cynamonem, oglądając w skupieniu, wąchając i liżąc. Zdumiony, że to taka kora. Przypomniał mi dzieciaki z piatej klasy, którym  przyniosłam na lekcję daktyle i jedliśmy, przy okazji omawiania "W pustyni i w puszczy". Moje zdziwienie, że połowa klasy nigdy nie jadła daktyli... i ich zdumienie, że to takie coś, to właśnie jedli Staś i Nel, proszę pani? Rzeczy wcale nie są oczywiste.



Przerabiam na soki buraczki i marchewkę z antonówkami.  Buraczki też są piękne. I marchewki. Cieszę się jak dzieciak z kolorów warzyw, ze smaku wyciśniętego soku, z faktu, że to swoje własne, wyhodowane od nasionka. Może nie efektowne, może nieduże, ale nasze.  Małemu też sok z buraczków smakuje. No i żelazo. Wszystko, co podnosi w górę moje żelazo, jest w cenie.


 
 

Z nowin domowych - Elf i Duży przygarnęli kocurka ze schroniska. Kocurek jeszcze nie ma imienia, jest nieduży, bardzo "szworny" i puchaty, czerń z popielem.



Nasza kicia domowa na jesień pięknie się wygrubasiła, przypominając kształtem puchatą baryłkę. Łaskawie też okazuje względy, głównie męskiej części rodziny, nie bacząc na to, Kto ją w nocy wypuszcza i Kto ją karmi. Mnie tam na kolana przy stole nie wskoczy, a Średniemu i owszem.


Serdecznie dziękuję Danusi za prezent - ta niespodzianka, gdy pod drzwiami znajduję paczuszkę od kogoś, kto mnie podczytuje i zagląda do Kalinowa! List przeczytałam kilka razy. Przytulam Danusiu mocno. Jeszcze nie ochłonęłam! 
W przerwach między delektowaniem się Doliną w listopadzie, podczytuję Oskara. Tłumaczonego przez Czesława.
Symfonia listopadowa, obok Popielca Elliota jedne z moich ulubionych wierszy przedzimowych. Więc na koniec, Milosz dla wszystkich.



To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Nadejdą
Biedne zimowe głosy ze starych przedmieści,
Szklarz ze swoją powtarzającą się piosenką,

Babunia przełamana, która spod brudnej chustki
Wykrzykuje nazwy ryb[...]

To będzie zupełnie, jak w tym życiu było. Ta sama aleja:

I (w popołudnie jesienne) na zakręcie alei,
Tam, gdzie piękna droga schodzi trwożliwie jak kobieta
Zbierająca ostatnie kwiaty – słuchaj, dziecko –
Spotkamy się, jak kiedyś, tu.

A ty zapomniałaś kolor tamtej swojej sukni,
Ale ja chwil szczęśliwych poznałem niewiele.
Ty będziesz ubrana w blady fiolet, piękny żalu!
Kwiaty twojego kapelusza będą smutne i małe,

A ja nie będę wiedział ich nazwy: bo w moim życiu znałem
Jeden tylko kwiat, niezabudkę, dziwne ziele,
Co śpi w ciemnych dolinach, w kraju Zabawa w Chowane,
Daleko, daleko. Tak, serce, tak, studnio! Jak w tym życiu było.

06 lipca 2017

O smykaniu porzeczek, Lecie z radiem i białym gołębiu.



Kiedy byłam małą Kaliną... o taką...

...wakacje kojarzyły mi się ze smykaniem porzeczek. Co to jest smykanie? Tak się mówiło u Babci. Osmykiwać porzeczki. Smykać. Czyli obrywać,  nie tylko z krzaczka, co szło szybko, no bo dziecinne paluszki szybko zrywały dorodne gronka w sadzie, w cieniu jabłonek. Nie, trzeba było jeszcze osmykiwać z gałązek, do kompotu czy na dżem, albo na pyszne ciasto. Koralik po koraliku, smykać i smykać...
Nie ukrywam, nie było to moje ulubione zajęcie. Patrzyłam tylko, jak się urwać z tego obrywania, a krzaków porzeczek było dużo, ciągnęły się w sadzie rzędami, bo potem w skrzynkach zerwane dobro wędrowało na skup. Czarne, czerwone i moje najulubieńsze, najsmaczniejsze - białe.
Mama włączała rano radio, oczywiście jedynkę i oczywiście, Lato z radiem. Leciała radośnie "Una paloma blanca", o którą prosili w listach kreatywni radiosłuchacze, że proszę puścić utwór " Uuu, napalona Blanka". Podobał mi się jeszcze "Gondol Jerzy znad Wisły", też kreatywny.
Więc leciała "Una paloma Blanca", a myśmy siadały na stołeczkach, Mama, Starsza Siostra i ja, no i młodsza też, już nie pamiętam, czy się załapywała... i smykałyśmy.
O ile nie udało mi się uciec lub wymigać Dziadziusiowi, że ja może wierszyk napiszę tymczasem...

Dzisiaj porzeczki smakują inaczej. Nikt mnie nie woła osmykiwać, sama idę z kubkiem, jeszcze rano, żeby poczuć znowu tamte wakacje, tamte szczęście w gardle, tamten smak.


Krzaki są mokre - może słońce osuszy w południe, zerwę więcej, teraz  niechcący budzę zaspane ślimaki, rosa kapie mi po palcach, a ja mam w głowie porzeczkowy omlet...







No więc, robimy. Dwa jajka, najpierw piana, z cukrem, potem żółtka, na koniec mąka, widelcem mieszam, trochę mleka, porzeczki...



I tu własnie się pojawia porcelanowa wanienka od Agi, cudownie wyładowana smakowitym dobrem. I żeby było mi przyjemniej, to jeszcze nasz kresowy obrusik. I ulubiony kubek. I kawa zbożowa z mlekiem. I Kalina siada do wakacyjnego śniadania, szukając w sobie tamtej małej Kaliny, z obitymi kolanami leżącej pod krzakiem porzeczki i próbującej zjeść gronko ustami wprost z gałązki, bez dotykania. W szczęściu wiele jest czasu przeszłego - wspomnienia są podszewką teraźniejszości, tą głębszą nutą perfum radości, która ujawnia się dopiero, gdy zamkniemy oczy. Porzeczki.
Lato.
Spróbujcie.






09 sierpnia 2016

Naleśniki z makiem i miodem, lemon curd i co ja z nim robię, oraz herbatka z koniczyny na deser.

Naleśniki makowe to moje odkrycie z okazji miodowego spasa. W wersji dla leniwych możemy po prostu kupić gotową mase makową, smarować sobie naleśnik i delektować się, smak jest nieoczywisty, ale genialny. Można też tradycyjnie, zaparzyć mak, przemielić, dodać bakalie, miód.
Osobiście podobał mi się pomysł z mirabelkowego bloga, połączenia tego z lemon curd (w mojej wersji jeszcze z bitą śmietaną. Krem cytrynowy jest bardzo intensywny, mak też, więc po wymieszaniu jednego i drugiego z bitą śmietanką mamy lżejszą wersję nadzienia). Widziałam, że niektórzy dodają jeszcze odrobinę maku do naleśnikowego ciasta, wtedy naleśniczki są nakrapiane.
Przepis na naleśniki i lemon curd, z którego korzystałam, możemy na przykład znaleźć tutaj:) Mirabelkowy blog








Dodatkowym patentem jest zrobienie mleka migdałowego. Namoczone na noc migdały obieram ze skórki po sparzeniu i miksuję z wodą i odrobiną syropu z agawy. Przecedzone, trzymam w butelce po lemoniadzie w lodówce. Dodaję do szejków, kremów, jaglanki, na zdjęciu zmiksowane z jagodami i kaszą jaglaną. Opcja dla wega, bardzo smaczna. Dzisiaj zrobię takie samo mleko, ale z wiórkami kokosowymi.



Lemon curd trzymam w lodówce do tygodnia, ale zjadamy szybciej:) Dołączam jeszcze przepis na herbatkę z czerwonej koniczyny: dwie garści koniczyny umyć, gotować około 10 minut w dwóch szklankach wody. Przecedzić, schłodzić, pić z lodem albo odrobiną miodu, syropu z agawy. Na bolące brzuszki i kobiece sprawy. I dla zdrowia, zawiera fitoestrogeny:)