Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęsknoty. Pokaż wszystkie posty

07 listopada 2024

Listopad, nie wiem kiedy. I różne tęsknoty.

 Listopad nadszedł, zimnymi palcami postukał w okna. Poranki z przymrozkami, dni wyziębione, ale słońce złote, jasne, zimne jak metal. Budzę się rano i ciągle się dziwię, że nie idę do pracy. Wyniki rezonansu takie sobie, zobaczymy, co dalej. Na razie sa koty w ilościach hurtowych, kominek, kawa z mężem, czytanie książek rano, rysowanie (tez w ilościach hurtowych) i nas dwoje w dużym, pustym domu (nie licząc kotów).

Tak dziwnie, gdy ostatni synek zaczął dorosłe życie. Mały, Średni i Duży, tak strasznie tęsknię. Wiem, że tak musi być, i to dobrze, pięknie i sprawiedliwie, ale ciągle mam w sercu pustkę i w pamięci wiersz, że brak jednego głosu w domu jest jak wycięcie drzew baśniowgo lasu...

 
Brzoza złota

Trawy rude. W szklarni ostatnie pomidory.

 
Na zagonkach pusto, kompost rozrzucony, zagrabiony, czekamy na zimę.

Koty zalegają, wiadomo

Liściopad

Złotopad, zimnopad

 

Buka nadchodzi



02 września 2020

Na pocieszenie serca

 

Wróciliśmy do szkoły.

Jest inaczej. Ale na plastyce z klasą szóstą będziemy malować liść, a klasa ósma dowiedziała się już, kim był Hemingway i że wcale nie raperem. Rozmawialiśmy o marzeniach, nie tylko o procedurach i przyjemnie widzieć te dziecięce buzie i uśmiechy po takiej przerwie. A na gazetce powiesiłam obrazek smoka, który czyta książkę.

Będę teraz trochę bardziej zalatana, więc pewnie wpisów na blogu będzie mniej. Choć ciągle mam do zrobienia pomidory, mirabelki i gruszki, a astry jak gwiazdy świecą igiełkami płatków na wrześniowej już rabacie. Mały dojeżdża do liceum. I mamo, połowę drogi stałem, a połowę siedziałem koło takiej babuni. I w szkole mamy sklepik i można kupić tosta za dwa złote i czekoladę. I taki jeden Bartek ma tyle wzrostu co ja, a wszyscy są wyżsi. I pani od polskiego jest fajna, ale sieje grozę, i znalazłem jedno miejsce, gdzie można kupić pączki! I kupiłeś? No!

A  za dwa tygodnie Średni pojedzie na studia, a nasza brzoza ma złotą podszewkę pod zieloną spódnicą.

Pozdrawiamy wrześniowo, szkolnie i ogrodowo, i  zostawiam wam przepiękny cytat, pocieszający serce  na odejście lata: 


"Jesień jest takim czasem w roku, kiedy Matka Natura mówi: “spójrz, jak łatwe, jak zdrowe i jak piękne może być odpuszczanie”.

Toni Sorenson








23 stycznia 2020

Chce mi się zielonego. I piekę focaccię.

Bardzo szaro przez ostatnich kilka dni. Deszczowo, wiatrem wieje, słońce błyśnie tylko na parę chwil i znowu siwe brzuchy chmur. Dzisiaj pierwszy dzień cały bez deszczu, z 4 stopniami na plusie - dwie godziny wałęsałam się po ogrodzie, musiałam wykopać i zadołować czarne porzeczki rosnące dotąd przy szklarni, bo będziemy ją powiększać. Przy okazji obejrzałam, jak wychodzą wiosenne szafirki, tulipany, narcyzy i krokusy. Niektóre na kilka centymetrów już nad ziemią.
Chce mi się zielonego jak nie wiem, na szczęście już jest szczypior, upiekłam focaccię - taki włoski chlebek z rozmarynem, do tego pasta jajeczna ze szczypiorkiem. Jutro narwe kurdybanka.




W kuchni podpędzony hiacynt już cieszy oko, a dzisiaj do wesołej kompanii dołączyły dwa pierwiosnki w kolorze kurczaka i różowe tulipany. Może mniej szaro będzie o świcie.

 

Żeby na naszych kresach zimy nie było, to dziwne, Nawet na "kreszczeńskije mrozy" nie było mrozu. A za tydzień już Franciszka - a na świętego Franciszka przylatuje pliszka.
A przepis na foccacię znalazłam tu. Tylko bez kurek zrobiłam:)
A poranki mamy jeszcze takie.

02 stycznia 2019

O rzeczach małych, czerwonych bucikach, sprawach niewielkich, postanowieniach i kubku czekolady

Zasiadłam sobie do pisania.  Za oknem pada śnieg -  cierpliwie, przez noc znowu nas zasypie. Jest drugi dzień nowego roku, to zupełnie tak, jakbym zrobiła tylko dwa ślady na świeżym śniegu! W szkole dzisiaj nikomu się nie chciało uczyć - wiadomo, po wolnym i przed wolnym, bo u nas każde święta idą podwójnie, także w kalendarzu juliańskim,  jak to na wschodzie. Ale z rzeczy małych ale budujących serce, to  Mateusz z ósmej stwierdził, że w końcu rozumie, na czym polega błąd tożsamości podmiotów, czyli czemu imiesłowu przysłówkowego nie można używać przy dwóch różnych podmiotach w zdaniu złożonym i na czym polega błąd w zdaniu : idąc ulicą, padał śnieg.
Poczułam się, jakbym miała w środku wesoły,  puchatkowy balonik.

Śnieg padał pięknie, szkołę ośnieżkowano, wszyscy życzyli sobie nowego, dobrego roku, a Mały skończył czytać "Dzieci z Bullerbyn". Z rzeczy małych ale przyjemnych to postanowiłam sobie kupić na wiosnę czerwone buciki, takie jak nosi Emily w tej piosence. Będę tak stać na jakimś morskim brzegu, patrzeć na fale, odchodzące i powracające i będę się cieszyć. Należę do mało logicznego gatunku osób, które zawsze pocieszają małe rzeczy, niewielkie sprawy i drobne postanowienia. Może być szara godzina rano, ale jest mi weselej, jak zrobię sobie herbaty z mlekiem w ładnym kubku.  Mogę przywlec się zmęczona, ale uśmiechnę się do sojki na sośnie, do czerwonych owoców dzikiej róży, do stadka gołębi, do  odbicia chmury w wejściowej szybie.  Nie ma niczego najgorszego, ciężkiego czy smutnego na tyle, by nie podnosiła mnie na duchu myśl o wiośnie czy   linijce z wiersza Cwietajewej: 
Jasny wieczór; nad koroną świerka
Miesiąc rzucił swój promień pierwszy


Miły wie o tym doskonale, dlatego stale i niewzruszenie powiększa się moja kolekcja przywożonych mi z podróży miękkich sweterków, czekolad, herbatek o zapachu persymon czy absolutnie fantastycznych zawieszek w kształcie szklanych bucików. Uchwycę się ich w godzinie potrzeby, to pewne. Kubek czekolady potrafi zrobić cuda, kiedy zbyt dziarski poranek zjeżdża do nas jak Paszczak w koszulce w zygzaki, grając na trąbie noworocznych postanowień. O tak.


A co noworocznych postanowień, nie powiem, mam kilka. Na przykład - kupić hiacynty, wypić czekoladę z maczanym ciastkiem, wrócić do rysowania. Posadzić więcej krzaczków malin. Posiać nowe odmiany pomidorków i mnóstwo kolorowych jednorocznych kwiatów - jeszcze nie wiem jakich, ale kolorowych. Przeczytać i oczywiście wcześniej nabyć genialne "Drzewa" z ilustracjami Piotra Sochy. Jestem zakochana po "Pszczołach". Muszę zacząć gromadzić nasionka i wyciągnąć z piwnicy farby. I odwiedzić sklep z hiacyntami. Póki mnie inspiracja łaskocze w pięty.
Moje postanowienia jak widać są całkiem przyziemne i realne, nic wielkiego, ja nie z tych, co latają wysoko. Jak mój ulubiony i z lubością czytany Poniedzielski powiada -

"Dość twardo stoję na ziemi, choć jestem w stanie czasem się unieść. Bezpieczną wysokością jest 1,50 m. Bo to i widać troszkę więcej, a i rodzina na to patrząc, myśli: „Wróci, wróci”."

No więc mam mniej więcej tak samo:)




17 listopada 2018

O nadejściu zimy i drugiej dolinie

Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał:
- Dokąd idziesz?
- Nie wiem - odpowiedział Włóczykij.
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.




Dzisiaj pierwszym mrozem i tym cytatem z Doliny Muminków w listopadzie zaczęła się u nas zima. Wyszłam na werandę zrobić zdjęcia do ogrodu, było bardzo zimno, ale stałam tam i czułam się jak ci wszyscy w Dolinie, którzy posprzątali dom Muminkówi mogli już odejść do swoich spraw. Co miało być zrobione, zostało zrobione. Donice z daliami schowane, liście z dróżek zgrabione w liściowe sterty, a liście pod drzewami zostawione na domki dla jeży i miłych owadów, szukających dobrych miejscówek na zimę. Co miało być zgromadzone w piwnicy, spiżarni, blisko, przy sobie, na zimę, w słoiki, złote, rumiane, pachnące latem - zostało zgromadzone i zabezpieczone. Są ziemniaki w workach i węgiel na zimę. Drewno z lasu zwiezione na rozpałkę. Cztery pory roku się domykają własnie zimowym, czystym jak akord akcentem. Na krzesło tarasowe wskoczyła teraz sikorka i łypie na mnie wesołym oczkiem.





Zamykam jesień Muminków, zaczynam zimę. I jak to Wuj Truj powiedział, zimą człowiek robi się strasznie stary. Czytam sobie fragmenty Tove, "Lata", z jej biografii, co prawda o kończeniu lata, ale do kończenia się jesieni też pasuje.

"Babka zawsze lubiła tę wielką przemianę(...)wszystko otrzymywało swoje własne miejsce i nie mogło mieć innego."
I fragment z listów:

"Gazety, telefony, telegramy, poczta, stosy poczty, góry, lawiny, obcy ludzie, przemówienia, masa słów i nigdy sama.
Nigdy, przenigdy sama.
(...)Zostawiłam dość wysłużoną letnią werandę Muminków, zarzuciłam pisanie o tym, co jest pod ochroną, co trwa na pewno  i spróbowałam zrobić książkę o tym, że może być jak diabli. (...)
Oto druga dolina, o której zapomniałam."



 



Zima każdemu pokazuje jego drugą dolinę, o której zapominamy w zakrzątaniu. Kocham ten czas, gdy "lawina musów" - jak nazywa ją Tove, "muszę to, muszę tamto" ustępuje i możemy jak Tove powtórzyć sobie szczerze - zrobić to, co się powinno, to nie to samo, co zrobić coś, bo się może".

No więc jest sobota, celebruję swoją pierwszą, zaczynającą się zimę, mróz, szron, chłód na uszach, cichy domek, czas dla siebie, moje - mogę i chcę. I wiecie co? To bardzo, bardzo miłe.






12 grudnia 2017

Czekanie na sprawy rozmaite, ukulele Schrödingera i uroki wieczorów. A na koniec Lorca.

Każdy ostatnio na coś czeka. W takim czasie granicznym wszystkie oczekiwania krążą jak puchate ćmy wokół lampy, białe, śnieżne ćmy wielkich i małych tęsknot.
Dzieci w szkole czekają na śnieg.
Jednego dnia zaczęło sypać, wszystkie nosy od razu przylepiły się do szyby a dziesiątki głosów błagać:
- Proszpani, wyjdziemy?
- Nie wyjdziemy, mamy lekcję o czasownikach i będzie im smutno, jak zostawimy je same.
- Ale proszpani, śnieg pada!


No niby wiem, że można czasowniki poznawać na podwórku, zwłaszcza w praktyce, czyli zjeżdżać, lepić, robić orły w śniegu, rzucać, obrzucać się i być zwyczajnie szczęśliwym, ale niestety, niepocieszone towarzystwo musiało się zadowolić odmianą przez przypadki śniegu na tablicy.
Zresztą, stopiło się za oknem to maleństwo szybko i od paru dni znowu mamy zieloną zimę. Róże ciągle kwitną. Pelargonie też. 
Mały czekał na ukulele. To było jego świąteczne marzenie, ale kiedy przyszła paczka, nie mógł powstrzymać się i zaczął tulić pudło w ramionach. 
- Nie możemy tego rozpakować, to ma byc prezent na święta - próbowałam wyjaśnić, ale Mały wytłumaczył mi:
- Ale ja tylko chcę poczuć i pocieszyć się przez pudełko, mamusiu, nie będę otwierał, poczekam do choinki, mogę? Mogę?
No i codziennie chodzi teraz z pudełkiem i ukulele w środku, schowanym jak kot Schrödingera, gra na niewidzialnych strunach i mruczy zadowolony jak kot.
Nasza kicia z kolei chyba w ogóle nie czeka. Rozkoszuje się teraźniejszością.


Ciepła podłoga z podłogowym ogrzewaniem zawsze na czasie.


I miejsce na kolanach Miłego, który ma specjalny, koci status Królewskiego Wybrańca. To on dostępuje zaszczytu trzymania kota, powitania kota, pieszczenia kota i głaskania kota.
A ja czekam na Święta. Dekoruję dom. Wyciągam orzechy, jabłka, jakieś papierowe ozdoby. Oglądam przepisy, już parę razy zinwentaryzowałam bombki, a w sypialni nawet zawisł świetlny wąż, tak na próbę, pocieszyć się, no co. 
Czytamy historie o Elżbiecie i Zachariaszu, którzy też czekali i o Marii, która czekała. Czekamy na kurierów z kolejnymi paczkami, czekamy na powroty ze szkoły i pracy, na kolacje, wspólne czytanie opowieści i przyjemne, długie wieczory. Śniegu nadal nie ma, ale ciemnych, długich wieczorów jest pod dostatkiem. 
Jeszcze trochę.
Aż się przełamie w stronę przybywającego dnia.





Od wschodu aż do zachodu
Noszę twe światło okrągłe
Twe wielkie światło
Co mnie trzyma
W swym natężeniu ostrym
Od wschodu aż do zachodu
Ile mnie trudu kosztuje
Dźwigać się z Twymi ptakami
I z ramionami Twoich wiatrów
Ile mnie trudu kosztuje
Dać Ci przeminąć dniu

05 lipca 2017

Róża jest różą, jest różą, jest różą


Dzisiaj jest ten poranek, gdy zakwitły wszystkie na raz, w pełni, jedną harmonią. Niosę bukiet do sypialni, niosę zapach, jedyny w świecie, nie do podrobienia, zapach zwycięskiego lata. Wygraliśmy z zimami, wygraliśmy z ciemnymi porankami, daliśmy radę przejść przez listopady i błoto marca, do tej chwili, do Dnia Róży. I oto jest. 




Nie umiem pisać o różach, wszystkie najpiękniejsze wiersze świata o nich napisał już Szekspir i Rilke, i Lorca, i... nie dam rady.  Tylko tak cieszę się, tak niemożebnie, robię sobie różoterapię, wdycham, wtulam nos, odpoczywam, przytuliłabym te kolce, ten cudowny dualizm, między przyjemnością a ryzykiem bólu, między miłością a ryzykiem łez. Całe życie w jednym kwiecie. Cała filozofia.
Róża jest różą, jest różą, jest różą.






Rainer Maria Rilke



Wnętrze róży


Gdzie to wnętrze mieć może

zewnętrzność? Na jaki ból
takie płótno położyć?
Jakie odbiją się w śródziemnym morzu
kontury chmur
wewnątrz tych róż rozwiniętych,
tych obojętnych, patrz:
płatek tak cienko cięty
ciąży ku innym, aż
drżącą dłoń cofasz od luźno leżących.
One same ledwie mogą już
Wstrzymać się; przepełnione
ponad własnych wnętrz koronę,
przelewają się kielichy róż
w dni, co na przekór kwiatom
zamykają się, coraz pełniej stulone,
aż całe lato w komnatę
zbiegnie, w komnatę ze snu.



przeł. Stanisław Barańczak









Róża
nie pragnęła jutrzenki;
wieczna niemal na swej gałązce
pragnęła innej rzeczy.
Róża
nie pragnęła wiedzy ni ciemności
na krawędzi ciała i marzenia
czego innego pragnęła
Róża
nie pragnęła róży.
Nieruchoma na tle nieba
czego innego pragnęła

Lorca