Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefania Grodzieńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefania Grodzieńska. Pokaż wszystkie posty

10 marca 2014

Przepiękni starzy ludzie



Kretowata mnie poniekąd zainspirowała liliowym kapeluszem, a dodatkowo uczeń, który wyprodukował opis portretu matematyka Gaussa, a zakończył tak:

"Na obrazie jest stary człowiek. Nie chciałbym zostać takim człowiekiem."

Jedną z pierwszych najboleśniejszych utrat mego życia było odejście dziadziusiów, a potem Babci. Byli od zawsze, od zawsze tak siwiutcy, że niemal biali, spokojni, kochający, dający poczucie bezpieczeństwa. Cokolwiek by się nie działo, był ich domek pod starą lipą, w rozgwarze pszczół, jak u Kochanowskiego, była szarlotka na kruchym, mój kubek z kogutkiem i zielona ławka pod modrzewiem przy stole z ceratą. Ja rosłam, ale oni stali w miejscu, zaklęci w bursztynie mojej naiwnej ale szczerej miłości. Gdy byłam mała, nie dostrzegałam czasu - jak mój Mały wierzyłam, że "czas dla dzieci jest niczym". A potem ten Nieistniejący Czas przeszedł przez moje życie, jak rzymska kohorta, zostawiając popieliska dziecinnych złudzeń i pusty dom, przy którym symbolicznie zwaliła się też stara lipa.
I nie ma już kochanych rąk, pergaminowej, cieniutkiej skóry tych spracowanych dłoni, głosu, wołającego na szarlotkę i ukradkiem wsuwanych do kieszeni drobnych pieniążków, no weź, od Babci, kup sobie coś miłego.

A ponieważ najlepiej patrzy się na świat w okularach miłości, to dla mnie starzy ludzie - moi bliscy i kochani- zawsze byli piękni. Białe włosy Babci, powolne dreptanie Dziadziusia, jej sukienki, jego płócienna kapotka- były absolutnie na miejscu i nigdy niczego bym w nich nie zmieniła. A dodatkowo ta życiowa mądrość, która podziwiałam. Dziadziuś recytował Pana Tadeusza z pamięci, znał się na ogrodnictwie, był schludny, porządny, hodowal pszczoły, umiał robić wino, miód, pięknie się wyrażał, z przedwojenną galanterią nazywał Babcię "Dzióbkiem". Róże i lilie, fartuch kuchenny, niedzielne obiady, przedwojenne szlagiery. A Babcia od strony Taty - energiczna, zaradna, ciut cyniczna, ale dobra do kości, znała życie od gorzkiej podszewki i umiała wskazać pułapki na każdej drodze. W dodatku jej anegdotki, o celnikach, jak przemycała złoto, o życiu w czasach PRL- u, podane z humorem, kresowa gościnność, talent kucharski... Jak za tym tęsknię!
Praca jest jak kapelusz na głowie, mawiała, możesz być goła, ale w kapeluszu. I wiele, wiele innych...

Chciałabym na starość zostać taką babeczką z klasą, w liliowym kapeluszu, do którego przypnę kwiat pelargonii. Będę w końcu mądra, pouśmiecham się nad życiem, mrugnę okiem do nadchodzących lat i siwych włosów. Będę pakować wnukom zaskórniaki w kieszenie i gracować róże o poranku. A na razie chcę pamiętać, spisywać wspomnienia, skanować zdjęcia,  celebrować piękno chwil, które już minęły. Kiedyś czytałam, że utrata jest też częścią miłości, jak czarna ziemia, w której wyrastają kwiaty. Dawno temu napisałam takie wierszyki - prościutkie, ale z serca. Wyrażą to, czego nie umiałam wyżej, w tym krótkim poście...

Truskawki

W blaszanej misce
na stole babci
truskawki śmiały się do mnie
Dzisiaj, dorosła
tamtych truskawek
nie mogę jakoś zapomnieć...



Kubek z kogutkiem

Miałam kubek z kogutkiem,
z malowanym ogonem
czas jak szczeniak malutki
kręcił się wtedy pod stołem.

Zbity kubek, odleciał
kogutek malowany
Czas lwem stał się
co pożarł
domek babci drewniany


27 lipca 2012

Muszę to napisać

Muszę to napisać.
Dużymi literami.

KOCHAM STEFANIĘ GRODZIEŃSKĄ.

Uśmiałam się dzisiaj nad jej felietonami i wróciłam do żywych, świat wykonał woltę, a cudowna mądrość znów powaliła mnie na kolana. Chciałabym posiadać ten dar puenty, ironicznej, dobrodusznej złośliwości, która jest ożywcza jak cudowny łyk wody w upał.

Nic już nie piszę, poczytajcie...

"Nie należy mylić pojęć »porządny człowiek« i »człowiek z klasą«. Porządny człowiek, to minimum tego, co nazywam człowiekiem: uczciwy, sympatyczny, umiejący współżyć z innymi porządnymi ludźmi. Podam takiemu rękę, pożyczę pieniądze, a nawet książkę.Bywa dobrze wychowany, pomoże staruszce wejść na schody. Słowem, porządny człowiek. Mam dużo takich znajomych, lubię ich i szanuję, ale od takich z tytułami naukowymi po abiturientów podstawówki - czegoś im brak. To się nie da zdefiniować ani opisać. Po prostu brak im klasy. Klasy nie można opisać tak jak koloru. Określić można tylko przez porównanie do czegoś, co się zna. Niebieski jak niezapominajka albo ma klasę jak Jurek"

 "Gdyby np. okazało się, że mój najdroższy, niezapomniany dziadek Maks był: komuchem, Niemcem, Murzynem, Żydem, hrabią, homoseksualistą (nie ma z czego się śmiać, znam świetnego ojca dwojga świetnych dzieci, który odkrył swą właściwą orientację seksualną w dojrzałym wieku i pozostał przyjacielem swojej byłej żony), nie uwielbiałabym go ani trochę mniej. Tu wtrącę: kiedy sensacja towarzyska się rozeszła, homoseksualistowa powiedziała: »Wolę, że mnie zostawił dla przemiłego i przyjaznego naszej rodzinie faceta niż dla jakiejś zdziry«


Od kilku lat czy­tuję z nie­po­ko­jem w pra­sie pol­skiej: o „pra­cow­niku nauko­wym dr Cytow­skiej”, o „zna­ko­mi­tym leka­rzu, Hali­nie Tul­czyń­skiej”, o „lite­ra­cie Ire­nie Krzywickiej”.
Jesz­cze bar­dziej się zmar­twi­łam, kiedy dowie­dzia­łam się z dzien­nika, że „do  pokoju wszedł listo­nosz Maria Matuszewska”“.
Zupeł­nie się roz­kle­iłam, kiedy pewna insty­tu­cja w nekro­logu zawia­do­miła, że „zmarł nasz drogi kie­row­nik, ceniony pra­cow­nik, wielki przy­ja­ciel, Helena taka a taka”.
Ponie­waż jed­no­cze­śnie prze­sta­li­śmy uży­wać pięk­nej formy „owa” i „ówna” przy nazwi­skach, nie­rzad­kie jest zasko­cze­nie, jak na przy­kład w arty­kule, który się zaczyna: „Wybitny nasz pra­cow­nik, magi­ster M. Kry­gier, ku ogól­nemu zado­wo­le­niu mia­no­wany został dyrek­to­rem. Zasłu­żył w pełni na to sta­no­wi­sko.  Ta drobna, łagodna  kobieta …” itd.
Nie jestem na tyle zaro­zu­miała, aby się łudzić, że zmie­nię ist­nie­jący stan rze­czy, wybie­ram więc mniej­sze zło. Jeżeli chcemy unik­nąć „pudru­ją­cego nos elek­tro­tech­nika Kara­siń­skiej”, musimy się zgo­dzić na pudru­jącą nos elek­tro­tech­nik Kara­siń­ską”, tak jak pro­simy do tele­fonu magi­ster w odróż­nie­niu od magistra.
Zdaję sobie sprawę z donio­sło­ści pro­blemu, jako córka pro­fe­sora i pro­fe­sor. Oto więc frag­ment mojej nowej powie­ści z życia kobiet pracujących:

 - Dok­tor kazała powtó­rzyć dok­tor, żeby dok­tor wstą­piła do dok­tor, to dok­tor już dok­tor powie, czego dok­tor od dok­tor potrze­buje – powie­działa instruk­tor, oddała klu­cze fel­czer, zosta­wiła pole­ce­nie dla mon­ter i wyszła ze szpitala.
 Instruk­tor nie było lekko na sercu. Podej­rze­wała, że mąż zdra­dza ją z intro­li­ga­tor. Nie mogła prze­stać o tym  myśleć od czasu, kiedy nie­chcący pod­słu­chała roz­mowę inży­nier z mecha­nik. Miała dosyć powo­dów, żeby wie­rzyć w te plotki, gdyż nie byłby to pierw­szy wypa­dek zdrady z jego strony. Kiedy rok temu przy­ła­pała go z kie­row­nik, po pro­stu osza­lała. W pory­wie roz­pa­czy ude­rzyła kie­row­nik, ale potem oka­zało się że nie­słusz­nie. Przy­goda męża z kie­row­nik była zupeł­nie bez zna­cze­nia, gdyż poważ­nie roman­so­wał on wów­czas z redak­tor. Wobec tego instruk­tor prze­pro­siła kie­row­nik i zbiła redak­tor. A teraz znów będzie  prze­prawa z introligator…
Tak roz­my­śla­jąc instruk­tor doszła do domu. Na scho­dach natknęła się na listo­nosz, która wrę­czyła jej depe­szę. Instruk­tor dała  listo­nosz pięć zło­tych i gorącz­kowo przeczytała.
Depe­sza pod­pi­sana była przez męża:

„ŻEGNAJ STOP UCIEKAM Z TECHNIK DENTYSTYCZNY”.


03 lutego 2012

Lekcja mądrości Stefanii, czyli robima, co chcema

Czytam sobie Stefanię Grodzieńską. Oczywiście- a moze nieoczywiście zainspirowała mnie pani Wisława. Tęsknota za pewną klasą kobiecości, którą podziwiam i którą mam nadzieję gdzieś tam, kiedyś nabyć. Poprzez obcowanie jest chyba najłatwiej: juz Pratchett pisał o tym ,że w celu przekazania wiedzy studentom umieszcza się ich w pobliżu dużej ilości książek, w nadziei, że coś z jednego przejdzie na drugie. Z tych samych powodów studenci wolą umieszczać się w pobliżu karczm i szynków...
No więc pani Stefania.

Jestem mądrą kobietą. Ile razy robię coś nieskończenie bezsensownego przeciw samej sobie, słyszę to sformułowanie.
Ile razy ktoś wyzuwa mnie z moich praw, a ja godzę się na to, chwalą mnie: „Jesteś mądrą kobietą”.
Jeszcze nigdy nie słyszałam tego określenia w przyjemnych dla mnie okolicznościach.
Bardzo poważnie się zastanawiam, czy nie powinnam wreszcie trochę zgłupieć.




Też mam ten problem. Jestem mądrą kobietą, gdy godziłam się na coś wbrew sobie. Ostatnio zgłupiałam i przestałam się godzić, co zaowocowało smutkiem, łajaniem mnie "głupia kobieta, niemądra kobieta", ale w dziwny sposób dało poczucie takiej poobijanej, ale jednak wolności. Czytam dalej panią Stefanię. Starsze kobiety mają dla mnie urok mądrości, tak pożądanej...
Chcę być pilną uczennicą.



"(...)kobieta z długimi włosami nawet wchodząc do piekła nie zapomni się przyczesać". 


"Bratnia dusza nie ma wieku. Bratnie dusze rozpoznaje się natychmiast, jakby miały identyfikatory. (...) Bratnia dusza nie żąda wyłączności. Można się nie widywać i nie kontaktować przez tygodnie, miesiące, lata".

"Bratnia dusza jakimś cudem odnajduje się, kiedy jesteśmy w potrzebie. Nie narzuca się, nie krępuje bratniej duszy, robi to co trzeba".
 



 Stefania Grodzieńska- tancerka, pisarka, aktorka estradowa i teatralna. Dzieciństwo spędziła w Łodzi, tam uczęszczała do szkoły baletowej. Do Warszawy przeniosła się w 1933 roku. Pracowała w teatrzyku „Cyganeria”, później Fryderyk Jarosy zaangażował ją do zespołu „Cyrulika Warszawskiego”. Tam poznała swojego późniejszego męża, doskonałego satyryka, Jerzego Jurandota.
Po II wojnie światowej zaczęła pisywać felietony do „Przekroju” i "Szpilek", pisywała także monologi i skecze. Jej teksty wykonywali: Irena Kwiatkowska, Hanka Bielicka, Edward Dziewoński, Adolf Dymsza, Bogumił Kobiela, Alina Janowska, Magdalena Zawadzka, Krzysztof Kowalewski, Wiktor Zborowski. Przez wiele lat Stefania Grodzieńska pracowała też w Polskim Radiu, a przez kilkanaście lat w redakcji rozrywki TVP, gdzie m.in. stworzyła pierwszy polski serial emitowany na żywo – „Szklana niedziela”.
Jest autorką m.in. kilkunastu zbiorów felietonów, takich jak "Jestem niepoważna", "Brzydki ogród", "Felietony i humoreski", "Plagi i plażki", "Rozmówki" oraz książek biograficznych - wspomnień o Fryderyku Járosym pt. "Urodził go Niebieski Ptak", "Wspomnień chałturzystki", "Już nic nie muszę", "Kawałki żeńskie, męskie i nijakie"