Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewa. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2023

Kwitną!

 Ałycze. Ukochane, kwietniowe piękności, porastające obrzeża lasów, dzikie ogrody, każdy ugorek. Biała piana kwietniowa, nawet w deszczu, jak dziś.

Mirabelki są ciut większe, słodsze, pestka łatwo się oddziela. Ałyczki opadają gradem niedojrzałych owoców, pestkę trzeba wygryźć niemal, tak mocno trzyma się kwaskowatego miąższu. Rodzinnie to chyba jedna familia, ałycze są podobno kaukaską odmianą, a w zasadzie babcią mirabelek. Stosuje się jako podkładki, ale dla mnie to wróżka wiosenna, kwintesencja pierwszej fazy wiosny - jesli kwitną, to zaczęło się hanami. Uwielbiam bąbelki jej stulonych pączków.






 
Ałyczki kwitną wszędzie, byle gdzie, byle urosnąć, wczepić się pazurkami korzeni w skrawek ziemi, piasek, żwir, zbocze pagórka, łąkę. Moja ukochana kwitnie w strasznie brzydziutkim zakątku, między starym, spalonym barem Akwarium a dawnym sklepem nabiałowo - mięsnym, a potem pizzerią i dyskoteką i nie wiem czym jeszcze, ale teraz ma szyld Ostatnie Pożegnanie Kiedyś był tu napis "Program Partii  programem narodu", a potem zastapiła go reklama Coca Coli, a teraz to - Ostatnie Pożegnanie, ale nikt chyba nie korzysta, bo u nas ostatnie pożegnania sa albo w domach, albo w cerkwi czy kościele. Więc stoi puste.
A do ściany tuli się ałycza, rosnąca odkąd pamiętam, pierwsza wróżka wiosny.
Najmilsza.
Niezłomna.
Bądź zawsze.


 

27 sierpnia 2018

The Yew. Drzewo Piłata i Fortingall


(...) 
– I oto wszystko się już skończyło – życzliwie spoglądając na Piłata mówił aresztowany – i niezmiernie się z tego cieszę. Radziłbym ci, hegemonie, abyś na czas jakiś opuścił pałac i odbył  małą przechadzkę po okolicy, chociażby po ogrodach na stoku eleońskiej góry. Burza nadciągnie... – więzień odwrócił się i popatrzył zmrużonymi oczyma w słońce – ...później, pod wieczór. Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci chętnie będę towarzyszył. Przyszło mi do głowy kilka nowych myśli, które, jak sądzę, mogłyby ci się wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z tobą podzielił, tym bardziej że sprawiasz na mnie wrażenie bardzo mądrego człowieka. – Sekretarz zbladł śmiertelnie, pergamin spadł mu na posadzkę. – Szkoda tylko – ciągnął związany Ha–Nocri i nikt mu nie przerywał – że zbytnio jesteś zamknięty w sobie i zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz przecież, że nie można wszystkich swoich uczuć przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie – w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na uśmiech. " Mistrz i Małgorzata, M. Bułhakow


 Ma prawdopodobnie od 3 tysięcy do 9 tysięcy lat - w przybliżeniu dają mu 5 tysięcy. Jest najstarszą żyjącą istotą w Europie. Jest drzewem. Nazywają go The Yew - Cis, albo dokładniej, The Fortingall Yew. Cisem z Fortingall. Albo Drzewem Poncjusza Piłata.



"Mistrz, który stał nieporuszony i patrzył na siedzącego procuratora, jakby tylko na to czekał. Zwinął dłonie w trąbkę i krzyknął tak, że echo poniosło się po bezludnych i nagich górach. 
– Jesteś wolny! Jesteś wolny! On czeka na ciebie. Góry przemieniły głos mistrza w grom i ten grom obrócił je w perzynę. Runęły przeklęte ściany skalne. Pozostał tylko szczyt, na którym stał marmurowy tron. Ponad czarną otchłanią, w którą zwaliły się skały, zapłonęły światła bezkresnego miasta, a nad miastem dominowały połyskliwe idole, górujące nad wspaniale rozrosłymi w ciągu wielu tysięcy księżyców ogrodami. Wprost ku tym ogrodom prowadziła tak długo wyczekiwana przez procuratora, uczyniona z księżycowej poświaty ścieżka. Pierwszy pobiegł tą ścieżką spiczastouchy pies. Człowiek w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika wstał z tronu i krzyknął coś ochrypłym, załamującym się głosem. Nie można było się zorientować, czy płacze, czy też się śmieje, ani też, co krzyczy. Można było tylko zobaczyć, że i on pośpieszył księżycową ścieżką za tym, który wiernie pełnił przy nim straż."



Myślałam o Piłacie, o Odzie do urny, o Prastarym Cisie i o tym, czym jest czas - właśnie tu, na cmentarzu w Fortingall i przy kamiennej ścianie, za którą wieki niespiesznie płynęły w starych, nieśmiertelnych sokach drzewa. Byliśmy w miejscu, nazywanym geograficznym sercem Szkocji. Księga Lismore mówi: 

"Trzy życia cisu 
dla świata od początku do końca. "

The Yew ma zdolność zmiany swojej własnej płci. Przez trzy tysiące lat był sobie mężczyzną, a teraz uznał, że będzie panią Cisową. Na gałęziach pojawiły mu się czerwone jagody. W 1769 roku miał w obwodzie szesnaście metrów. Ma wiele rozgałęzień, część pnia wykrusza się, próchnieje, część się odnawia, wyrasta z bocznych odgałęzień - The Yew poznał najwidoczniej istotę nieśmiertelności, wieczną entropię. Jedna z legend mówi, że w miejscu, gdzie rośnie cis, Fortingall, urodził się Poncjusz Piłat. Królem Szkocji był wtedy Metellanus, a ojciec Piłata przebywał tu z delegacją do ludu Piktów, gdy dowiedział się o narodzinach syna. Przebywająca z nim w podróży żona to tutaj zległa i urodziła Piłata i tu spędzili kilka lat.  Mały Piłat miał się potem bawić w gałęziach cisu, a  legenda, jak to legenda, jest nieśmiertelna jak cis. Tak czy inaczej, stary (stara?) The Yew z pewnością Poncjusza pamięta. 




Kiedy opadająca gałąź cisu dotknie ziemi, zakorzenia się i staje się nową częścią drzewa. W kulturze celtyckiej cis symbolizuje śmierć i zmartwychwstanie, a najstarsza nazwa cisu  w języku gaelic, eya, oznacza "wieczność". Ten cis widział już Piktów, Celtów, Rzymian, Szkotów, Anglików, a teraz nas, wędrowców z Polski. Dziwna myśl, że będzie tu, gdy nas już nie będzie. jesteśmy jego mgnieniem, a on trwa. Nieśmiertelny.

(...)Piłat odpędził tę myśl, odleciała natychmiast, tak jak przyszła. Odleciała, pozostał niepojęty smutek, niepojęty, bo przecież niczego nie mogła tu wyjaśnić inna myśl, która przebiegła jak błyskawica i natychmiast zagasła, krótka myśl: “Nieśmiertelność... nadeszła nieśmiertelność...” Kto ma zostać nieśmiertelnym? Tego procurator nie zrozumiał, ale myśl o owej zagadkowej nieśmiertelności sprawiła, że mimo upału zrobiło mu się zimno. 
– Dobrze – powiedział Piłat. – Niech więc tak będzie."



Do Fortingall jedzie się między jeziorami, wśród zamglonych gór, pól, na których zżęto już zboże. Z lasów pachniało wilgocią, a zieleń łąk wydawała się prawie wiosenna, choć żywopłoty już owijały się w złotość. Mieścinka jest malutka i tak śliczna, że można fotografować każdy domek z osobna i zachwycać się dopieszczonymi ogrodami, strzechami ze słomy, żywopłotami i bujnością ogrodów. Jest tu też czterogwiazdkowy hotel, którego strzegą rzeźby dwóch kamiennych psów.


 I telefon jest, jakby co.



I kolorowe furtki, i przeczucie nadchodzącej jesieni.









Cicha formo, co sądom naszym na złość robisz, 
Spokój mącisz, jak wieczność: O, Sielanko Zimna, 
Kiedy to pokolenie wytraci już starość, 
Pozostaniesz, wśród innych niedoli i nieszczęść 
Niż nasze, przyjacielem ludzi, ze swym hymnem: 
"Piękno jest prawdą, prawda pięknem" – bo z tą wiarą 
Żyjesz i nic do szczęścia nie trzeba ci więcej. 

Keats, Oda do urny greckiej

16 czerwca 2018

Po połowie

Po połowie czerwca. Mirabelki leżą tak. Już po nich, drzewa zrzucają niedojrzałe, zaciśnięte jak piąstki owoce.


Miesiąc bez konkretnego deszczu. I każdy dzień upalny, słoneczny, pełen złota po brzegi. Na łąkach jest sucho, szeleszcząco, królewsko. Jak ja kocham błękit podróżniczka. Chciałabym mieć sukienkę w takim kolorze, jak sprane niebo, suszone na sznurku przez anioły.



A lipy, jaki splendor! Czarnolas w inwazji baśni, zapach taki, że wpada się w niego po uszy, jak w płynny miód, przepadło.



Róże szaleją, jeszcze ciągle. Mamy czas truskawek, nie wychodzimy z nich na razie, palce czerwone, nie do odmycia. I tak dobrze sercu, bardzo lubię robić zapasy.





A Mały robi jako pomoc antystonkowa, zbierając pasiaste bestie do słoika.



Wczoraj mieliśmy gościa - Mały wypatrzył i sfotografował. Gość wędrował do piwnicy, bardzo słusznie, piwnica spokojna i chłodna.
Ostatnia prosta do wakacji.
Już niedługo.
Już po połowie czerwca. Pozdrawiamy z krainy truskawek. I oczekiwania na wakacje.




04 marca 2017

Słychać stąpanie. Pożegnanie topoli



Po zimie moja tęsknota za zielenią jest bolesna. Stawałoby się na kolana, żeby zobaczyć każdy nowy listek i rzeczywiście się staje - pochyla nosem w nos, do każdej zielonej drobiny.
Przebiśniegi wychodzą, pierwsze. Bazie na iwie. Jeszcze to nie kroki, to dopiero stąpanie, ale już jest. Przyszła wiosna, wiosenka. Pora na "Tajemniczy ogród".


- Wiosna się zbliża - rzekł. - Czuje panienka?
Mary wciągnęła powietrze i zdawało jej się, że poczuła wiosnę.
- Czuję coś miłego, świeżego i wilgotnego - odparła.
- To ta wspaniała, bogata ziemia - oświadczył ogrodnik nie przestając kopać. - Cieszy się, że
jest znów gotowa do przyjęcia ziarna. Weseli się, gdy nadchodzi czas siewu. Nudno jej zimą, jak nie
ma nic do roboty. W ogrodach kwiatowych zaczną kiełkować rośliny. Słonko je ogrzewa. Zobaczy
panienka już niedługo, jak z czarnej ziemi wychodzą małe zielone kiełki...


Śniegu już nie ma. Niestety, nie ma już wielkich topoli przy drodze też. Zostały wycięte, moje szumiące przyjaciółki. Nie chcę fotografować pustki po nich, boli. Królewskie, pod niebo, obejmowane ramionami. Chyba z jedna została jeszcze na końcu, nie mam siły iść i oglądać na razie. Rozumiem, że właściciel miał prawo, a teraz łatwiej, bo zgody nie trzeba. Więc poszły. Biedne ciało natury, powiedział dzisiaj mały siostrzeniec Krzyś, raptem drugoklasista.
Nie ma już tego szumu.
 Tak wyglądały. Wpisane w mój krajobraz z okna, w moje wieczory i świty, wiosny i jesienie.







Światła i słońca więcej. Kocisko wygrzewa się, łapiąc plamy ciepła na kanapie, na dywanie, na parapecie. Teraz wiersz ten, coroczny, pasuje idealnie. Powiedzmy to razem, szeptem:

Ptak gwiżdże wśród janowca i jego gwizd brzmi jak pocałunek. 

Wiosna się zbliża, serce moje.

 A.Soffici