Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowo. Pokaż wszystkie posty

07 listopada 2024

Listopad, nie wiem kiedy. I różne tęsknoty.

 Listopad nadszedł, zimnymi palcami postukał w okna. Poranki z przymrozkami, dni wyziębione, ale słońce złote, jasne, zimne jak metal. Budzę się rano i ciągle się dziwię, że nie idę do pracy. Wyniki rezonansu takie sobie, zobaczymy, co dalej. Na razie sa koty w ilościach hurtowych, kominek, kawa z mężem, czytanie książek rano, rysowanie (tez w ilościach hurtowych) i nas dwoje w dużym, pustym domu (nie licząc kotów).

Tak dziwnie, gdy ostatni synek zaczął dorosłe życie. Mały, Średni i Duży, tak strasznie tęsknię. Wiem, że tak musi być, i to dobrze, pięknie i sprawiedliwie, ale ciągle mam w sercu pustkę i w pamięci wiersz, że brak jednego głosu w domu jest jak wycięcie drzew baśniowgo lasu...

 
Brzoza złota

Trawy rude. W szklarni ostatnie pomidory.

 
Na zagonkach pusto, kompost rozrzucony, zagrabiony, czekamy na zimę.

Koty zalegają, wiadomo

Liściopad

Złotopad, zimnopad

 

Buka nadchodzi



24 czerwca 2024

Pustynia znikła

 "Obfitość i brak istnieją w naszym życiu jednocześnie, jak równoległe brzegi. Kiedy postanowimy nie skupiać się w życiu na tym, czego nam brakuje, ale na obfitości, która jest obecna, miłości, zdrowiu, rodzinie, przyjaciołach, pracy i osobistych dążeniach, które sprawiają nam przyjemnośc, pustynia znika. "

Sarah Ban Breathnach


Te dwa zdjęcia, które zobaczycie teraz, dzieli dwadzieścia pięć lat.

Na pierwszym jestem ja i mój tata, z zafrasowaniem oglądający pustkowie, które kupiliśmy, by wybudować dom. Tu tylko piach rośnie, powiedział wtedy. Czy cokolwiek z tego będzie?

Na zdjęciu jest walec do walcowania posianej trawy, betoniarka, nasze stare auto i bezkres horyzontu.

Na zdjęciu drugim to samo miejsce, sfotografowane wczoraj, z balkonu.

Tato, skądkolwiek patrzysz, zobacz, co nam wyszło.


 Jest pierwszy dzień wakacji, pada rzęsisty, rośny kapuśniaczek, na zagonki i trawę, na każde z posadzonych drzew. Tam, gdzie rósł owies, posadziliśmy mieszany las, są sosny, buki, brzozy i modrzewie, parę świerków, jarzębiny, czeremcha na obrzeżach, bo lubię wiosną, jak jej kępy pierwsze się bielą. Dzisiaj maluję ścianę w spiżarni, będę robić etykiety na słoiczki truskawkowego dżemu, ugotuję zupę pomidorową na rosole z wczoraj i będę malować dalej ilustracje do Mysiborku.

A w ogrodzie teraz jest tak:


Zimowa cebula i czosnek juz położyły się pokotem, więc zebrałam przed deszczem urobek. Jeszcze ostatnie truskawki, zerwaliśmy też czereśnie. Wiosenny czosnek i cebula ciągle stoją, na miejsce zimowych posieję jeszcze koper, sałatę, krótkoterminowa pietruszkę i szpinak.

Dobra jest teraz tyle, że ręce trzeba zakasywać codziennie do roboty, bo trzeba przerabiać. A jeszcze nie ruszyłam porzeczek - mam z dwadzieścia krzaków czarnej i z dziesięć czerwonej i jeden krzaczek  biały, ten jest dla mnie najsmaczniejszy. Agrest jest i jeżyny będą, maliny przemarzły. Obrodziła ulena i nektarynka, ale moreli nie ma, przemarzły też przy kwitnieniu. Wiśni też niewiele.

Światło czerwca.


Pierwsze własne ogórki i cieniutka, przerywana marchewka

Malutkie cebulki, uwielbiam z białym serem i razowym chlebem

I tak się toczy, kolejny dzień w swoim malutkim zakrzątaniu. Nie robię sobie presji, co mi się uda, to zrobię. Jak nie dziś, to jutro. Na zdjęciu na dole osiemnastoletnia Kalina na drzewie, tak, na DRZEWIE, a na drugim zdjęciu trzydzieści trzy lata starsza ze swoimi różami - bo jak wielce mądrze zauważył angielski poeta William Browne - żadna pora roku nie daje tyle radości jak lato, jesień, zima i wiosna:)






13 czerwca 2024

Róże, truskawki, niewidzialna praca, od której zależy świat

 

 

Truskawki w Kalinowie. Na talerzykach nie od Rosenthala, ale też ładnych. Uwielbiam truskawki w każdej postaci, absolutnie w każdej.Teraz w zasadzie jestem na diecie truskawkowej z dodatkiem poziomek, agrestu i rabarbaru. I zapachu róż. Olfaktoryczna poezja, zaczęły angielskie juz kwitnąć.



 

Drugi rzut sałaty już dojrzał, listki sa dorodne i smaczne, poprzerywałam marchewkę. Zioła w pełni. Ścinam i suszę. Zamroziłam koperek i wysuszyłam lubczyk.


Naszła mnie też oskoma na pierogi i zrobiłam ich mnóstwo:) Z truskawkami, naturalnie. I przy okazji zamyśliłam się nad niewidzialną pracą. Rozmawialiśmy z Miłym o Babci, jego Babci, wstawała rano, o czwartej, zaczynała dzień od karmienia zwierząt i obrządku, tylko w niedzielę pozwalała sobie spać aż do siódmej. Miły opowiadał, że Babcia kroiła całe stosy owoców, jabłek, gruszek, okrajała spadłe, obite owoce, robiła jedzenie, piekła chleb, pieliła ogrody...Niewidzialna praca, od której zależy trwanie domu, rodziny, świata. Podtrzymywanie sklepienia nieba, żeby nie spadło nam na głowy. Tworzenie wspomnień dla dzieci na całe życie. Ja też pamiętam pierogi robione przez babcię na stolnicy, domowy makaron, zapach ciasta z kwaśnymi wiśniami, uprasowane ubranie, pranie na sznurze, schludnie ustawione buty...

No więc zrobiłam pierogi, żeby chłopcy pamiętali, że były, po prostu.




A róże kwitną, bo są.