Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poniedzielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poniedzielski. Pokaż wszystkie posty

07 października 2023

Gdzie się czas podziewa?

Nagła a niespodziewana, a jednak spodziewana jesień. Czytam pana Różyckiego:

"Gdzie się czas podziewa, czas, którego zawsze było dużo? Że się go smarowało grubo w pajdach chleba, że się go miało pełne bańki i koszyki, wracając z lasu?"

Nie ma czasu, nie ma lata, nie ma beztroskich wałęsań o poranku z kawa po ogrodzie, gdy zaglądałam co słychać u róż, a co u pomidorów. Hula wiatr, od dwóch dni deszcz, wichura, zimno, koty wszystkie w domu, oddychające, ciepłe kłębki w nogach, na kolanach, za plecami, szukające drobiny ciepła. Ale są oczywiście te wszystkie cudowne, jesienne uroki - gorąca kawa, sztruksowe koszule, swetry, poncza, cytryna, imbir, miód, malinowe bułki prosto z pieca. Są książki do nadrobienia, ogrody do zaplanowania, posty do napisania i setki zinwentaryzowanych wspomnień w zdjęciach i wzruszeniach. Przetrwamy jesień, a potem zimę, damy radę.

Ogród teraz tak:





 
Kalina teraz tak:

 

Koty teraz tak:

 





Nie gniewajcie się, że nie piszę, mój czas poszedł z bańkami i koszykami na przyszłe lato do lasu i zbiera tam wyśnione jagody do spółki z wesołą drużyną lipcowych Robin Hoodów. Utonęłam pod papierami, nostalgią, fado, pracą, ipetami, listami lektur, sprawdzaniem kartkówek o mitach greckich (ach ten Demeter, co porwał Korę do piekła!), buraków nie wybrałam i nie ugotowałam nawet. Ale ugotuję, wybiore, nadrobię, wyjde kiedyś z tego lasu bezczasu i będe śnić o wiośnie:) Mój ulubiony niespieszny poeta użytkowy pan Poniedzielski mawiał, że świat dzieli się na tych, co zdążyli i tych, co nie. Trzeba więc koniecznie pamiętać, by mieć pod ręką rozum, duszę i mapę codzinnych snów.

muszę po rozum, po duszę, po mapę do moich codziennych snów.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,andrzej_poniedzielski,rozdarcie_i.html

Póki co, jesienniejemy:)


 


27 lipca 2023

Tęsknij za kolejnym dniem

 Już brzozy  szepczą o lipcowym fado. Naspadało złotych listków, susza wytargała białopienne dziewczyny za zielone czupryny, mama mówiła, że zagrabiła dwa kosze. Poszłam Cichą na ugór, po wrotycz, zobaczyłam pająki na podróżniczkach bławatkach. A przecież to jeszcze nie sierpień, dopiero Anna minęła.

Jak to Mój Ulubiony Smutny Poeta, pan Poniedzielski pisał: niestety, ze wszystkich przypadków dojmująco dotyczy nas najbardziej Dopełniacz. Kogo? (nie ma). Czego? (nie będzie)? 

Kończą się poziomki i czarne porzeczki. Niedługo ich nie będzie. Z poziomek zrobiłam konfiturki, z malin też.

 



 W malinowym chruśniaku jeszcze słodko, ale maliny są ciężkie, przejrzałe, wysycone słońcem i deszczem. Do dżemu dobre, do śmietany na serniczkowe placuszki. Wiem, że lato mi umyka, już połowa prawie, ale nic nie poradzę. Kiedy było małym latem i biegało z poobijanymi kolanami jak Piotruś Pan i dzika Ronja, ledwie za nim nadążałam. Teraz dorosło i  chodzi z pełnymi koszami i ciągle nie ma czasu, bo nad ramieniem stoi mu wyrzekająca Pomona, że jeszcze to, jeszcze tamto, papierówki trzeba zrywać, koper na drugi rzut siać, a malwy popadały, niepodwiązane...

Pierwszy słonecznik rozkwitł i pierwsza dalia. 

Koty śpią na nowych tarasowych meblach, one mają najwięcej czasu.

Maluję, gram, piszę, biegam, nosi mnie.

Tęsknota mnie nosi też. Nie wiem za czym. Patrzę dużo za okno, na niebo. Na mgły koło mostu. Na lipcowe gwiazdy.   Jest mi dobrze, aż boli i zasmutkowuję się, i też boli. Znowu mi wraca Andrzej Poniedzielski: 

"Człowiek, podobnie jak woda, ma trzy stany skupienia: smutek, radość i stan równowagi chwiejnej. W tym trzecim stanie spędzamy najwięcej czasu. "

Moje dzisiejsze malowane kwiaty:

 




 





I Pan Poniedzielski, i Leonard na chmurze:




 

 

 

15 marca 2022

O konferansjerce pod Grunwaldem, mijaniu czasu i niestrudzenie, ciągle wiośnie.

 Tak czy inaczej, pewne rzeczy muszą iść swoim trybem. Zaczęły się wiosenne porządki w sadku i szklarni. Pogodę w dzień mamy słoneczną, niebo lazurowe, w nocy spada do minus dziewięciu, czasem  mniej. Z czułością obserwuję, jak natura sobie radzi, mimo wszystko, kwitnie marcowa drobnica, mali dworzanie pani wiosny; przebiśniegi, krokusy, zieleni się kurdybanek, wczoraj Miły widział pierwszego bociana. Ale trawy ciągle rude, brązowe, drzewa nagie, pączki zaciśnięte.

Koty szaleją na ugorku, a popołudnie wczoraj było jak darowane w prezencie, złote, jasne, pełne nawoływań turkawek. Dzisiaj zamierzam porządnie zlać ziemię w szklarni i zostawić do ogrzania. I nazbierać do sałatki kurdybankowych listków. A już lada dzień będzie wielkie tadaaam, święto siania pomidorów. Obróciło się koło roku, znowu przyszedł na to czas. Tak mi dziwnie, że zaczęłam już pięćdziesiąty rok życia. Jak to pięknie Magda Umer kiedyś z Andrzejem Poniedzielskim ujęli "czasami to się czuję, jakbym był konferansjerem bitwy pod Grunwaldem". No czasem bywa, zdarza się. 

Ale nie wtedy, kiedy przychodzi wiosna. 

 







A tak mieliśmy ósmego marca.



17 stycznia 2018

Śniadanie z kotem i aby do wiosny.



Jeśli wstanę tak  pół godziny przed szóstą, to zdążę akurat obrać marchew i wycisnąć sok do przyjemnego, porannego koktajlu. O tej porze w domu jest cicho, wszyscy jeszcze łapią resztki snu, za oknem ciemno, sąsiad odśnieża z takim miłym dźwiękiem: szur, szur, szufla po podjeździe, szur, szur...



Śniegu napadało, przed siódmą przejechał spych z powarkiwaniem - marchwiowa pyszność już stała na stole, a ja negocjowałam z Kicią zgodę na głaskanie


Nie, nie możesz mnie pogłaskać



No dobrze, możesz, jak dostanę tych chrupek z wkładką.



Ale bez przesady, dobrze? Zaspana jestem.


Hiacynty wysunęły nosy, jak do melona dodam kiwi i jabłek, to wychodzi zielone. Jeszcze dwa dni do ferii! A na śniadanie owsianka. I grzanki. I sok. Kicia za stołem, za oknem robi się jaśniej,  po śniegu szarzeją cienie, w domu troszkę puściej, bo Średni na obozie informatycznym, i wszyscy są już trochę zmęczeni szarością, zimnem, tęsknotą za zielonym, za ogrodem, za zwyczajną trawą. 







Ratujemy się jak kto może, więcej światła, więcej roślinek. Też przeglądam ogrodnicze katalogi, mam ochotę w tym roku na lilie drzewiaste, takie wielkie krzaki... w malinowym kolorze...
I dużo ostróżek.
I chcę posiać czarnuszkę. Uwielbiam czarnuszkę.
Pozdrawiamy wszystkich tęskniących za wiosną i tych, którzy nie będą mieć ferii. Śnieg u nas ciągle pada, zawiewa od puszczy, kryje wszystko bielą. Aby do wiosny. A żeby nam się przyjemniej czekało, coś wam pokażę, [do wspominania] i coś do przeczytania podsunę. Mój Ulubiony Poeta Użytkowy, Andrzej Poniedzielski pisał:




[zdjęcia wiosny by Duży]

[...]Wiosna, śmię przypuszczać, jest dla mnie - w moim wieku porą roku bardziej ważną niż dla osób młodych - w różnie bardzo już nie moim wieku. Bo dla tych osób to Ona - Wiosna jest właśnie porą. A dla mnie to Ona jest porą, selerą, pietruszką, marchwią, buraką, kapustą, brokułą, szczypiorką. Ona jest wszystką. Wszystką witaminą.[...] Bo jest wiosna witaminą obrotu. Witaminą ZNOWU. Zawsze Nadchodzi Owa Wiosna Najpiękniejsza. Bo taką wyczuwam w Niej tajemnicę. Że ta, która idzie jest najpiękniejsza właśnie.
[...]Bo tyle w niej wdzięku, że nikt nie pomyśli nawet że kierunek zmian mógłby być nie ten. A ci, którzy trochę przeżyli wiedzą nawet, że inny ów kierunek nie będzie. I całe szczęście.


09 listopada 2017

Światła listopada

Okrutnie mało światła. Okrutnie. Zasypiam lepiej niż kury, wczoraj przed 21. Jedyne, co można z tym zrobić, to zapalać sobie światła listopadowe, dużo, jak najwięcej. Żadnego wieczoru bez świateł.
Nigdy chyba tak bardzo nie kocham świec, jak w listopadzie - wyjątkiem jest może tylko czerwiec, światła świętojańskie, lampiony i wieczorne posiaduszki na tarasie. Ale czerwcowe światła są zupełnie inne, dużo w nich radości, dużo rozmarzenia. Tego przeczucia, że idzie lato, będziemy hasać, jeść poziomki, wąchać jaśmin, mieć nieskończone dnie i całe wodospady słońca.
Listopadowe światła sa pełne tęsknoty. Za wszystkim.
Mój ukochany Poeta Użytkowy, pan Andrzej Poniedzielski napisał:

Polak, żeby popaść w stan tęskności, nie musi mieć nawet za czym tęsknić [...].





A co dopiero, jak ma za czym i za kim tęsknić! Tęsknię za Miłym, wróci z podróży dopiero za pięć dni. Tęsknię za latem. Za wiosną. Za różami. Jaskółkami. Chodzeniem boso po rozgrzanych deskach tarasu. Zapalam te mnóstwo świec, święta Łucja własnego domu, jeszcze brak, bym w wianku świecowym tylko chodziła. Niech sobie ciemność huczy za oknem, niech szumią sosny i bezlistne brzozy. Myśl, że kilka kilometrów dalej rozciąga się ciemna ściana puszczy, że wiatr pcha po bagnisku zerwane z topoli liście, jest dziwnie przyjemna, kiedy chodzę i oglądam pogodne lampki płomyków.
Światełka na stole. Patent ogólnodostepny - słoiczki po jogurcikach i tealighty.



Na szafce nocnej.




Na lustrze.



Wszędzie. 





I kot, kocia przytulność, i cztery ściany mojego koronkowego pudełeczka, ulubionego pokoju, i jeszcze dzieci dzisiaj przyjadą, a obiad już czeka...


Miny Koci. Czy ja pozwalałam się fotografować? 
Konfiturka z krainy przylaszczek, pysznidełko domowe jeszcze nie otworzone. Czekam, odwlekając smaki:) 



I muzyka listopadowa.