Od wczoraj wieje; nie jest to whitmanowski zefirek, ale wiatr, który przypomniał sobie, że kiedyś popychał lodowce, szarpał grzywy mamutom i darł stare świerki jak źdźbła trawy. Jechaliśmy z B. z Miłym, z niedowierzaniem oglądając powalone drzewa, pourywane gałęzie, za sennym Zabłudowem był nawet wypadek śmiertelny, naczepa na łuku drogi przewróciła się, zwalając na przeciwny pas, taranując auto i dwóch pasażerów. Nawet dzisiaj, choć najgorsze już chyba przeszło, wichrzyca pędzi po niebie fantastyczne zwały granatowo - złocistych chmur, podświetlanych wychodzącym czasem słońcem, piętrzących się nad sinymi lasami na horyzoncie. Rano leżał śnieg wszędzie, potem wicher przypędził deszcz, ostry, nieprzyjemny, zacinający po twarzy. Pochowały się pszczoły, cytrynki, nieśmiało witające wcześniej wiosnę, pozamykały się we wnętrzu białych kielichów przebiśniegów alabastrowe elfy. Dzisiaj jest czas pomruku zimy, która przypomina jeszcze o sobie jak uchodzący gdzieś w borealne lasy niedźwiedź. Jeszcze tu wrócę, nie lekceważcie mnie, gdybym zechciała, poszłyby w drzazgi wasze domeczki, pastelowe skrzyneczki z tulipanami i całe to śmieszne, wiosenne królestwo.
Patrzę na chłostane wichrem brzozy, uginające pokornie głowy, na chmurzaste stampedo, mam jeszcze zimne policzki po spacerze, a kubek gorącej herbaty wydaje się najcenniejszym luksusem. W domku jest ciepło, nasiona ziół już kiełkują, mrozi się semifreddo melonowo- truskawkowe na popołudniowy deser, na obiad były ziemniaczane placuszki, razowy makaron z sosem z podgrzybków, kotlety z fasoli i marchwi i sałata lodowa w romantycznym duecie z roszponką. Przede mną stos klasówek, obok stos prania, ale ja czytam sobie katalog kosmetyków, lenię się przy melisowej herbatce i przyglądam się chmurom.
Reklamy skierowane do kobiet budzą nieodmiennie mój uśmiech. Nie wiem, kto je układa, ale czasem mam wrażenie, że to melancholijny pan Zdzisio z Częstochowy, słuchający Tercetu Egzotycznego i noszący wąsiki do marynarki w kratkę. Choć pewnie prędzej jacyś młodzi cyniczni adepci Muzy Reklamy, umawiający się nad laptopami: chodź, ułożymy kawałek łaskoczący kobiecą psychikę, z dodatkiem podbechtywania ego, pary łzawych metafor, sentymentalnych porównań z naciskiem na elementy prozdrowotne, ekologiczne i koniecznie akcentując absolutną wyjątkowość każdej z tysięcy bab, które dorwą ten katalog.
Cytaty:
"Nasza marka pomoże ci podkreślić każdy z aspektów twojej niezwykłej osobowości".
"Intensywnie odbijające światło drobinki otulą twoje usta lśniącą taflą koloru"
"Kluczowy akord tej kobiecej kompozycji to kwiat różowej magnolii symbolizujący młodość, niewinność i optymistyczną filozofię życia"
"Bądź piękna i chroń planetę"
"Oddaj się marzeniom i zachwyć cudownymi nutami subtelnego dezodorantu z nutką piżmowej melancholii"
Zawsze jestem zażenowana przy reklamach, jakbym musiała udowadniać swoją inteligencję czy gust komuś, kto uważa, że wszystko, czego mi trzeba do życia to krem na zmarszczki i cudowny proszek, zmywający plamy. Albo garnki. Albo ich polisa. Ostatnio dzwoniła do mnie jakaś młoda dziewczyna, namawiająca do uczestnictwa w pokazie jakiś samomasujących materaców. Zaczęła tak:
- Z radością chcę panią poinformować, że wygrała pani niesamowity, darmowy seans masażu...
Chwilę trwało, zanim jej wytłumaczyłam, że rozumiem, że ma taką pracę, która wymaga dzwonienia po ludziach, ale że mnie ciarki idą po plecach od razu na takie marketingowe chwyty, niczego nie wygrywałam, żadnego pokazu w domu nie chcę, że dziękuję bardzo i miłego dnia.
No więc uśmiecham się nad fotografią flakonika z perfumami, który oznajmia mi, że mam uwolnić swoją namiętność dzięki wodzie perfumowanej, która przemówi do mnie orientalnymi, zmysłowymi nutami. Tymczasem na niebie wicher uwalnia swoją mroczną, borealną naturę w dzikiej ekstazie chłoszcząc deszczem i śniegiem przedwiosenne lasy, a ten widok przemawia do mnie wspomnieniem wierszy, dawno czytanych, wierszy Audena, w tłumaczeniu Barańczaka:
W tak wiele zielonych dolin
Wiatr niesie posępny śnieg...
I wiecie co, dobrze mi z tym uczuciem, z tym zimnem i wiatrem za oknem - tym bardziej będą smakować ciepłe dni, gdy już przyjdą, tym mocniej docenię delikatne dłonie wietrzyka, niosącego już niedługo zapach kwitnących wiśni. Na każde życie musi napadać jakiś deszcz, rzekła wspaniała Emily Dickinson.
A w ramach reklamy, ale wielce szlachetnej, a zatem pożądanej - aukcja dla Tymianków u Kurek.