Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emily Dickinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emily Dickinson. Pokaż wszystkie posty

20 września 2023

Wrześniowe cuda, podróże, przeobrażenia i Panie, już czas.

 Cóż, przepadłam w pracy. Jeszcze minie sporo czasu, zanim wygrzebię się spod stosu papierów, ale wpadam na szybko, zaglądam do was przez to kolorowe, jarzynowo - miłosne okno i melduję, że wszystko dobrze. Dzieją się wrześniowe cuda, ogród przepoczwarza się w jesiennego motyla, trochę podróżowaliśmy - Kazimierz, Kozłówka i okolice, a w ogrodzie są słoneczniki, astry i dynie, czyli czas wyciągnąć dziergane chusty i spacerować wśród mgieł i wrzosów.


 
Dynie, dynie. Dyniowe tarty, zupy i placki.


 
Ostatnia porcja ogórków poszła do piwniczki 



 
Pomidory zostały te drobniejsze, ale nadal słodkie - słońce ma dla nich mnóstwo czułości. Robię tez ajvar i keczupy domowe.

 
Urodzinkowe torty. Średni, Miły, Mama.
Kocham was tak, że tchu brak i przytulam najgoręcej jak umiem.

 
A to już urokliwy pensjonacik w Kazimierzu. Przywiozłam filcowe korale i mnóstwo słodkich wspomnień. Jeżdziliśmy i podziwialiśmy zamki i pałace w okolicy - a serce zaprowadziło jeszcze do domku Dziadziusiów, gdzie odkryłam nadal mój kubek z kogutkiem, z którego piła mała Kalina i ogrodnicze książki.




 Nadejdzie dzień, w którym się z pewnością odkopię na tyle z zaległości, by napisać więcej.Jakże cicho zamyka się lato, bez skrzypnięcia drzwi, napisała Emily Dickinson.Pozdrawia was jesienna już Kalina, otwieramy pierwszą zwrotkę mego ukochanego, jesiennego wiersza.

Panie, już czas.



Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą



20 lutego 2016

W domu



Sobota. Wiejskich jajek dostaliśmy, to i prawie Wielkanocą czuć. W sobote umawiam się z domkiem, że nadrobię to, czego nie zdążyłam w tygodniu, że będe mieć dla niego czas, że zapachnie ciastem i chlebem, a smętki pójdą sobie ganiać się z kurzem hen, do innej bajki.  W jasnym, przesianym przez chmury blasku deszcz stuka opuszkami palców o okna.


Chyba nie wytrzymam i niedługo coś posieję. Na razie tylko avocado w doniczce wzeszły, ale tęskno mi za maleńkimi kiełkami pomidorów i letnich kwiatów. Jakoś jaśniej się robi na duszy, jak się z roślinkami poobcuje i pogada.  Z domowych wieści - Duży I Elf zakończyli sesję, reszta też ma się dobrze, kot daje nam przykład, co robić pod koniec lutego i śpi. 


Coś by się zrobiło, ale się nie robi.
Coś by się napisało, ale się nie pisze.
Czekamy, czekamy.
Kupiłam zielony talerz.
Na wierzbie sa już bazie.

Przesypuję w palcach cichutkie, spokojne chwile i jestem gdzieś tam, zajęta domowymi sprawami, sprawdzaniem klasówek i czytaniem Emily Dickinson.

"Na zawsze składa się z wielu teraz"

20 marca 2015

Osiem pór roku i wiatr Emily Dickinson

- Dlaczego są tylko cztery pory roku? - dopytywał się Mały przy śniadaniu. Od dwóch dni nie mógł spokojnie spać, podekscytowany zbliżającym się zaćmieniem. Dzisiaj też wstał już przed szóstą, bo a nuż.
- A ile byś chciał?
- Osiem! Ale żeby były różne!
- No to prawie tyle jest. Przedwiośnie, wiosna, powiośnie, przedlecie, lato... - zaczęłam mu wyliczać, pakując kanapki.
No bo naprawdę. Podobno już wiosna, ale u nas ciągle przedwiośnie, co rano szron, pomalowałam ławkę na niebiesko i mi przymarzła w nocy bardzo malowniczo, muszę malować jeszcze raz. Wiatr ciągnie za uszy, chodzimy w rękawiczkach, pranie podmarza na sztywno na sznurze w nocy, a w dzień latają motyle. Tulipany ledwie nosy wysunęły, zimno im. Raz było osiemnaście stopni, innym razem plus dwa. Kwitnie tylko leszczyna i bazie, a z cebulowych krokusy i przebiśniegi z odważną awangardą szafirków. Przedwiośnie!
Bocianie gniazda u sąsiada puste, ale gęsi lecą. Pszczoły widziałam też.
Podobno wiosna ma przyjść dzisiaj, ma to jakiś związek z baranami i równonocą, ale na Podlasie pewnie się jeszcze spóźni. U nas wszystko dwa tygodnie później, nawet czereśnie latem. Jesteśmy krainą ośmiu pór roku.
Ale za to jakie to pory!

Wystarczy wyjść drogą w stronę lasu, zamknąć oczy i wdychać wiatr. To wiatr Whitmana, ten co z pól, z nieba wiejąc twarz nam ogarnia. To wiatr Emily Dickinson, ten, który taki jest samotny w nocy.

Jak samotny musi się czuć Wiatr Nocą -
Kiedy ludzie światła pogaszą
I we wszystkich zagrodach wokół
Zamykane są okiennice i nadchodzi spokój -

Jak dostojnie musi się czuć Wiatr w Południe
Kiedy kroczy i prowadzą go bezcielesne melodie
Poprawiając błędy na niebie
I objaśniając dekoracje

Jak potężny musi się czuć Wiatr o Poranku
Rozkładając się na tysiąc sposobów w brzasku
Poślubia każdego i wszystkimi gardzi
Potem ku swojej Świątyni Wysokiej się unosi.

Wiatr przewieje wszystko, odrze ze zmurszałych, zimowych sukienek, przegoni obłoki jak stada owieczek, poślubi łąki z milionami mleczy, całe to łąkowe Klondike z niefałszowanym złotem. 



Przyjdą czeremchy i wiśnie, przyjdą bzy i zatoniemy wszyscy w leśmianowskich majach i czerwcach.







 I w gotyckich jesieniach...

 
 

...i w poważnych zimach.


 Może mamy osiem pór roku, ale są czasem spełniania się marzeń. I zapewniają nieustanne zachwycenie, wymagając od nas tylko ochoty do spacerów, dobrych kaloszy i ciepłych rękawic. Co do mnie, wchodzę w to:)

Ps. Mały wygrał 3 lizaki od kolegi, który nie wierzył w zaćmienie;)
Ps 2. Usłyszane dzisiaj: chciałbym mieć zawsze nawet małe radości, choćby tak jak wróbel wśród gołębi (o wróblu, próbującym podskubać jedzoną przez gołębie bułkę)

13 września 2014

To jest Emily. A poza tym jesiennie w sypialni, sambucus nigra i zwyczaje Indian.




 To jest Emily, lalka, którą nabyłam drogą kupna w sklepie z używanym dobrem, czyli Goodwillu, podczas sklepowej wyprawy z Watką. Watka wypatrzyła dla mnie stoisko z niechcianymi porcelanowymi lalkami i tym sposobem przyjechało ze mną w podręcznej walizce pięć dam. Dzisiaj prezentacja pierwsza - Emily.


Zdjęcia robił Elf, widać kobiecą dbałość o detale:) Emily nosi imię na cześć sióstr Bronte i Emily Dickinson, a szczególnie tej przejmującej linijki: Ci, których kocha­my nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna. Emily nosi pończoszki, buciki i ma we włosach atłasową wstążkę. Włosy jak kasztany, oczy trochę smutne, pewnie dlatego, że za długo leżała w sklepie między niechcianymi paltami, a stertą ramek do luster. Trudno przetrwać z myślą, że nas przestano kochać, a przecież nawet lalki to wiedzą. Ale miłość jest nieśmiertelna i Emily nie umarła, ale zasiada na stosiku wykrochmalonych poduszeczek, a ja witam się z nią co rano, gdy popielaty kielich poranka napełnia się srebrem, a sosny pachną przez otwarte okno.


W sypialni zmiana jesienna. Domek z Zielonego Wzgórza... Szafka po dziadku, która wiosną  wyglądała tak....


...teraz wygląda TAK. Farba Paris Grey, szlifowanie szafki - Duży i Elf, bezcenne, malowanie też Duży i Elf, gałązkę sambucus nigra namalowałam ja, bo kocham czarny bez, a owoce czarnego bzu są jak źrenice wieczoru. Szafkę zrobił jeszcze kochany dziadek Miłego, Jakub, uchwyty i zawiasy są oryginalne toteż ich nie czyścimy i nie szlifujemy. Metal jest stary, delikatny, kruchy, a kochane rzeczy muszą być nieśmiertelne, więc na palcach chodzimy wokoło, by nie obudzić Czasu, bo sobie o szafce przypomni. On nie wie, że kochane przez nas rzeczy powinny być nieśmiertelne i zaraz wysunie kościsty palec, by sprawdzić, czy uchwyt i zawias odpadnie, jak dmuchnie na niego sekundami...

Wyjazdowo: Mały zaliczył wycieczkę do wioski Indian. Indianin, oprowadzający ich po wiosce z godnością i dumą tłumaczył, jak cudowne było życie pierwotnych plemion, jak niewiele potrzeba Indianinowi, żadnej cywilizacji, żadnej techniki, Indianin gardzi przyziemnymi zdobyczami cywilizacji... wystarczy tipi w garści, łuk na plecach albo odwrotnie...
- I wtedy temu panu zadzwonił w kieszeni telefon, wiesz, mamo? I Indianin wyjął, ładny telefon, taki duży, biały, powiedział, że nie może rozmawiać teraz i schował, a ja zapytałem, czy wszyscy Indianie mają takie telefony...? Ale nic mi nie odpowiedział. Ciekawe czemu, mamo?

29 maja 2014

Szafiry i ametysty. Odchodząca Księżna.

Nie posiadam ja w szkatułce szafirów, ametyst śliczny mam tylko jeden, od Agi - Margolci, przysyła mi piękne sny, ale w ogrodzie są prawdziwe skarby, jak najbardziej. Jak udzielna księżna chodzę między nimi, zachwycając się fioletami, aksamitami, eterycznymi kolorami najdelikatniejszych ametystów, tych, co stają się niemal błękitem, jak rąbek tuniki samej Iris.
Szafirową nitkę wieczór plącze, szafirowe cienie wabią nas, pisał Gałczyński, a Rimbaud dodawał - w godzinach goryczy wyobrażałem sobie kule z szafiru. Jest w fiolecie jakaś powaga, cisza, jak skrysztalone westchnienie. Fioletowe kwiaty nadają ogrodowi tajemniczości, uroku, wydają się szeptać o historiach ksieżniczek zamkniętych w wieżach, o zagubionych medalionach, o łagodnym smutku...

Jak potem ogień spływa w grzywach

 - I wszystkich traw dosięga

  Zanikający rys szafiru 

 Jak odchodząca Księżna 

 


To moja ulubiona Emily Dickinson. A to szafirowe i ametystowe kwiaty z kalinowego ogrodu.






I tym szafirowo - ametystowym akcentem żegnam odchodzącą, majową Księżną wiosny. Podzwaniając cygańskimi kolczykami gwiazd, w białej, kalinowej sukience, nadchodzi czerwiec i magiczne lato.





16 marca 2014

O wietrze i reklamach

Od wczoraj wieje; nie jest to whitmanowski zefirek, ale wiatr, który przypomniał sobie, że kiedyś popychał lodowce, szarpał grzywy mamutom i darł stare świerki jak  źdźbła trawy. Jechaliśmy z B. z Miłym, z niedowierzaniem oglądając powalone drzewa, pourywane gałęzie,  za sennym Zabłudowem był nawet wypadek śmiertelny, naczepa na łuku drogi przewróciła się,  zwalając na przeciwny pas, taranując auto i dwóch pasażerów. Nawet dzisiaj, choć najgorsze już chyba przeszło, wichrzyca pędzi po niebie fantastyczne zwały granatowo - złocistych chmur, podświetlanych wychodzącym czasem słońcem, piętrzących się nad sinymi lasami na horyzoncie. Rano leżał śnieg wszędzie, potem wicher przypędził deszcz, ostry, nieprzyjemny, zacinający po twarzy. Pochowały się pszczoły, cytrynki, nieśmiało witające wcześniej wiosnę,  pozamykały się we wnętrzu białych kielichów przebiśniegów alabastrowe elfy. Dzisiaj jest czas pomruku zimy, która przypomina jeszcze o sobie jak uchodzący gdzieś w borealne lasy niedźwiedź. Jeszcze tu wrócę, nie lekceważcie mnie,  gdybym zechciała, poszłyby w drzazgi wasze domeczki, pastelowe  skrzyneczki z tulipanami i całe to śmieszne, wiosenne królestwo.
Patrzę na chłostane wichrem brzozy, uginające pokornie głowy, na chmurzaste stampedo,  mam jeszcze zimne policzki po spacerze, a kubek gorącej herbaty wydaje się najcenniejszym luksusem. W domku jest ciepło, nasiona ziół już kiełkują, mrozi się semifreddo melonowo- truskawkowe na popołudniowy deser, na obiad były ziemniaczane placuszki, razowy makaron z sosem z podgrzybków, kotlety z fasoli i marchwi i sałata lodowa w romantycznym duecie z roszponką. Przede mną stos klasówek, obok stos prania, ale ja czytam sobie katalog kosmetyków, lenię się przy melisowej herbatce i przyglądam się chmurom.
Reklamy skierowane do kobiet budzą nieodmiennie mój uśmiech. Nie wiem, kto je układa, ale czasem  mam wrażenie, że to melancholijny pan Zdzisio  z Częstochowy, słuchający Tercetu Egzotycznego i noszący wąsiki do marynarki w kratkę. Choć pewnie prędzej jacyś młodzi cyniczni adepci Muzy Reklamy, umawiający się nad laptopami: chodź, ułożymy kawałek łaskoczący kobiecą psychikę, z dodatkiem podbechtywania ego, pary łzawych metafor,  sentymentalnych porównań z naciskiem na elementy prozdrowotne, ekologiczne i koniecznie akcentując absolutną wyjątkowość każdej z tysięcy bab, które dorwą ten katalog.
Cytaty:

"Nasza marka pomoże ci podkreślić każdy z aspektów twojej niezwykłej osobowości".
"Intensywnie odbijające światło drobinki otulą twoje usta lśniącą taflą koloru"
"Kluczowy akord tej kobiecej kompozycji to kwiat różowej magnolii symbolizujący młodość, niewinność i optymistyczną filozofię życia"
"Bądź piękna i chroń planetę"
"Oddaj się marzeniom i zachwyć cudownymi nutami subtelnego dezodorantu z nutką piżmowej melancholii"

Zawsze jestem zażenowana przy reklamach, jakbym musiała udowadniać swoją inteligencję czy gust komuś, kto uważa, że wszystko, czego mi trzeba do życia to krem na zmarszczki i cudowny proszek, zmywający plamy. Albo garnki. Albo ich polisa. Ostatnio dzwoniła do mnie jakaś młoda dziewczyna, namawiająca do uczestnictwa w pokazie jakiś samomasujących materaców. Zaczęła tak:
- Z radością chcę panią poinformować, że wygrała pani niesamowity, darmowy seans masażu...
Chwilę trwało, zanim jej wytłumaczyłam, że rozumiem, że ma taką pracę, która wymaga dzwonienia po ludziach, ale że mnie ciarki idą po plecach od razu na takie marketingowe chwyty, niczego nie wygrywałam, żadnego pokazu w domu nie chcę, że dziękuję bardzo i miłego dnia.


 No więc uśmiecham się nad fotografią flakonika z perfumami, który oznajmia mi, że mam uwolnić swoją namiętność dzięki wodzie perfumowanej, która przemówi do mnie orientalnymi, zmysłowymi nutami. Tymczasem na niebie wicher uwalnia swoją mroczną, borealną naturę w dzikiej ekstazie chłoszcząc  deszczem i śniegiem przedwiosenne lasy, a ten widok przemawia do mnie wspomnieniem wierszy, dawno czytanych, wierszy Audena, w tłumaczeniu Barańczaka:



W tak wiele zielonych dolin
Wiatr niesie posępny śnieg...

I wiecie co, dobrze mi z tym uczuciem, z tym zimnem i wiatrem za oknem - tym bardziej będą smakować ciepłe dni, gdy już przyjdą,  tym mocniej docenię delikatne dłonie wietrzyka, niosącego już niedługo zapach kwitnących wiśni. Na każde życie musi napadać jakiś deszcz,  rzekła wspaniała Emily Dickinson.
 A w ramach reklamy, ale wielce szlachetnej, a zatem pożądanej - aukcja dla Tymianków u Kurek.

 


08 października 2013

A upnę sobie błyskotkę! Czyli o dekorowaniu wszystkiego. I fartuszki kuchenne wszelakiego rodzaju.




Emily Dickinson. Mój ulubiony wiersz o jesieni, poza " w bagriec i zołoto odietyje liesa".

Poranki cichsze są niż były
Brązowieje orzech;
Policzki borówek nabrzmiały,
i róży nie ma na dworze.

Klon nosi weselszy szalik,
Pole - szkarłatną suknię.
Nie chcę być staromodna,
i też błyskotkę upnę. 









Nie wiem, jak wy, ale ja jesienią jestem nastrojona dekoracyjnie i ogarnia mnie mania ozdabiania. Wyciągam brązowe poncho, filcowe róże broszki, chusty i szaliki, jestem głodna na kolory, zwłaszcza te wesołe i rozkochanym wzrokiem przyglądam się, jak idealnie harmonizujemy sobie ze światem. Takie klony choćby, jakie żółciutko - szkarłatne, jakie kolczyki rubinowe mają kaliny i jarzębiny, jak eleganckie, brązowe kostiumy wciągnęły dęby! Nawet stary, zielony świerk sobie broszkę z klonowego liścia, wiatrem przywianego, przyczepił i zadowolony. Dzikie wino dostaje pierwsze miejsce na ogrodowym balu, zaraz za nim strojnisie sumaki; jak barokowe fircyki w kolorowych pluderkach wyginają się, prosząc panny leszczyny do menueta.


Dzisiaj wciągnęłam wełnianą, czerwoną tunikę, od razu lepiej. Przetapetowaliśmy z Miłym sypialnię na pastelowe jasności, stałam się też szczęśliwą posiadaczką lampy z abażurem w róże, jesienne noce mi niestraszne.
A co ozdabiania i upinania błyskotek, to jesień jest zdecydowanie czasem rozpieszczania rodziny i siebie. Góra naleśników ze słodkim twarożkiem potrafi zdziałać cuda i poprawić chłopakom humor, wazonik z marcinkami poprawia humor mnie. Wieszam zasłony i układam na stole girlandy,  kupiłam olejek zapachowy i czaruję mandarynkowe, śliwkowe i jasminowe ogrody, rozstawiam po parapetach ceramiczne anioły i biały wrzos. Nie będzie jesienna melancholia nas łaskotać w pięty, poprawiamy sobie humorek gorącą czekoladą, maślaną bułeczką, sokiem ze świeżych pomarańczy.
Postanowiłam też zaopatrzyć się w wesołe, kuchenne fartuszki z falbankami :)

Taki fartuszek to cudowna rzecz... Może taki?


czarny w kropki białe?
wisienki? wisienki na czarnym?
 





Dyniowy, dzbaneczkowy,  kropki na czerwonym?


Ptasiek na gałązce.

Pani Pszczoła

Coś brązowego i w paski?


Dziewczyny w fartuszkach łączcie się?

 Albo poinspiruję się stroną nanaCompany? nanaCompany

Ciężki fartuszek do zgryzienia :)