Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blake. Pokaż wszystkie posty

11 czerwca 2022

Zieleń pełna ech

 



Nasza radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni. [...]

Blake
 






 
I po maju. Zatopiła go zieleń, zleśmianiła, znikł całkiem. Zostały po nim przekwitnięte czosnki, minarety nasienników tulipanów, brązowiejące bzy, poczucie, że znowu minął za szybko. Znowu nie zdążyłam zatrzymać go, wymknął się jak obłoczek wiosennej mgły. Rozkwitła pierwsza róża, irysy i piwonie, czyli już z kolorowymi trąbkami wczesnego lata przyszedł czerwiec. W tym roku na warzywniku wszystko spóźnione, rok temu o tej porze kwitł już bób, zawiązywała się kapusta, kwitły ziemniaki. Ale zimna wiosna i przymrozki nawet w maju zrobiły swoje, jak widać, dopiero wschodzi sałata i rozwija się, co mówić o fasolce czy truskawkach...
Ale natura wszystko nadrobi. Dni są teraz gorące, noce ciepłe, deszczu dużo, liczę na tę galopadę zieleni, lata i ech.


 
W takie dni cała jestem z Ronją, która opowiadała Birkowi o tym, co czuje:
 
"Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód(…). Zbieram wszystko w jedną dużą bryłę lata, żeby żyć nią, kiedy… kiedy nie będzie już lata(…). To jest taki wielki przekładaniec, są w nim wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na twoich ramionach,i blask księżyca nad rzeką wieczorami,i niebo pełne gwiazd, i las, i upał południa, kiedy słońce złoci sosny, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne, i wiewiórki, i lisy (…).

 



27 stycznia 2020

Rośnie nam szczypiorek, planowanie ogrodu część dalsza i szukam sadzeniaków. I trochę o żonie Williama Blake'a.



Tak wygląda szczypiorek, posadzony w torebkowych pakietach. Jajecznica pięknieje z zieleninką, tym bardziej, że rzodkiewka też listkuje, ścinam na kanapki codziennie.


Rośnie w plastikowym pojemniczku, takim w jakie pakuje się ciastka w cukierni;) Pierwiosnki na stole też świecą jak małe słoneczka i mówię wam, nawet ciemnawy poranek nie taki straszny, gdy zamruczy kot, zaszumi czajnik na herbatę, a swoje, wyhodowane roślinki podzielą się dobrym nastrojem. Kot jakiś taki refleksyjny. Ze spokojem czeka na wiosnę, a my już kończymy przycinanie jabłonek i grusz, gałązki pozrębkują się na ściółkę i nic się nie zmarnuje.


Dalej planuje swoje nowe ogrody i zagony, dumam nad czasem, kiedy co wysiewać, robię notatki i szukam sadzeniaków do kupienia - marzy mi się małe ziemniaczkowe pole, także z fioletowymi i różowymi kartofelkami. Znalazłam dwa miejsca, gdzie moge kupić, ale czy ktoś może mi polecić jakąś odmianę, którą warto kupić? Wypróbowane, smaczne, pasujące do naszego kresowego klimatu?
Wczoraj słuchałam podcastu pani Katarzyny o ogrodach w styczniu, a dzisiaj, kiedy sobie pracowałam, ścinając suche pędy już wyjedzonych przez sikorki słoneczników, myślało mi sie o żonie pana Blake'a. Gdzieś w necie natknęłam się na artykuł o niej - też Katarzynie - córce ogrodnika. A Blake'a bardzo lubię, zwłaszcza za Księgę Thel i ten kawałek o konwalii:

Ja jestem bardzo mała, lubię mieszkać w niskich dolinach,
Tak wiotka, że motyl złocisty ledwie zdoła
przysiąść na mej głowie.
Jednak mam odwiedziny niebiańskie —
Ten, co wszystko wita swym uśmiechem,
Zstępuje w dolinę — co ranka pochyla dłoń nade mną.
Mówi: raduj się, trawo niska, kwiecie konwalii nowo
narodzony,
Łagodna mieszkanko milczących bezdroży, najcichszych
strumieni,
Ty będziesz w światło odziana, karmiona manną świtu,
Aż letni żar roztopi cię pośród strumieni i źródeł,
byś rozkwitła w dolinach wieczystych.


Więc dlaczego przypomina mi się pani Katarzyna Blake, córka ogrodnika, żyjąca tak skromnie, że w dniu śmierci męża musiała pożyczyć pięć funtów od patrona swego małżonka, sir Linnela.  Może dlatego, że też była ważna. Tez rysowała, nawet tygrysa Blake'a. Miała swój ulubiony kolor - "biel pani Blake". Mówiła do męża per pan. Może wszystkie żony wtedy tak mówiły? "Panie Blake, pieniądze się skończyły" - to parę lat chyba przed tą śmiercią. A on do niej, taki niepraktyczny, poeta, wirtuoz, geniusz - "a dajże mi spokój z tymi pieniędzmi!".
Może dlatego myśle o pani Blake. Musiała coś włożyć do garnka swego poety. Musiała kupić sztokfisza i zapłacić rachunki. Lubiła róże? Może zbierała konwalie w przydomowym ogrodzie, między zdziczałymi narcyzami?
Blake narysowal jej portret w chustce na głowie.
Umiała obsługiwać prasę do walcowania - drukowała miedzioryty męża. 
A Seymour Kirkup, znajomy antykwariusz i malarz, zaglądający do domku Blake'ów,  opisał Catherine jako „tak dobrą jak służąca”
Jakoś... lubię Catherine. I uśmiecham się do tego zdania "panie Blake... pieniądze..."
I do tej zwrotki wiersza Blake'a:


Nie próbuj mówić o miłości,
Bo ona w słowach się nie mieści.
Jest jak wiatr: cichy, niewidzialny,
Co tylko czasem zaszeleści.

Pozdrawiam was wszystkich - niedługo będziemy świętować milion odwiedzin na blogu. Dziękuję!!


08 lipca 2017

Zieleń, pełna ech

Budzę się rano, z tańczącymi pod powiekami refleksami światła. Jak wspaniałą rzeczą jest mieć sypialnię od wschodu, a ganek od zachodu.  Jestem istota poranną i budzenie mnie przez zieleń i słońce przesiane przez tą zieleń to najmilsze, co może się zdarzyć o porannej godzinie. Z kolei uwielbiam też siedzieć na ganku, wieczorem, z kolanami pod brodą i patrzeć, jak nad brzozami niebo napełnia się fioletem i ciszą.
Ale teraz jest lipcowy ranek, sobota, cudowna, pełna krzątania i dzieci w domu sobota, a ja mam swoją zieleń, pełną ech.
Oczywiście, Blake.

Naszą radość w zieleni
Pełnej ech, pełnej pieśni.



Winogrona u Mamy pełne światła. Wracałam od Niej wczoraj rowerem przez Wietnam, drogą obok cmentarza, chwytając wiatr i ciepłe słońce, tańczące po liściach i zaroślach. Każdy ugorek jak z Leśmiana, każda gęstwina bujna,  sklepienia zieleni nad głowami, pełnia lata. Głowa mi się kręci, w głowie mi się kręci. Jakby się człowiek napił tej zieleni, napełnił nią, jak zielony balonik.



Gdyśmy chłopcami byli. 
Igraliśmy jak oni! 
Wtedy wszyscy widzieli 
Naszą radość w zieleni 
Pełnej ech, pełnej pieśni.





W ogrodzie pierwsze zbiory, pierwsza botwinka, pierwszy, zielony koper.
Na zielonym talerzu, dary Lata.



Drzwi od szklarni dostały nowy kolor - dzisiaj dodatkowo dostaną wzór z różyczek. W kuchni kompot i ciasto. Pamiętam babcine szarlotki, kruche z dżemem, kruche z papierówkami... pamiętam zieleń na papierówce, na której usadawialiśmy się, machając bosymi nogami i chrupiąc jabłka. Szczaw, papierówki, porzeczki, maliny, latem nigdy nie było się głodnym.
I chleb ze śmietaną i z cukrem. Cerata na stole. Z wakacjami zawsze kojarzy mi się cerata, dzbanek kompotu i talerz ciasta :)



A to już szklarniowe drzwi. I kwiatowe szaleństwo ogrodu, ciąg dalszy. Uciekam popracować, zostawiając wam zieleń, pełną ech i kolory lata. Musi nam starczyć potem na resztę roku - na szczęście, serce magazynuje nie takie zapasy:)











A różyczki na drzwiach letniej kuchni wyglądają tak:




Już się dzieci zmęczyły. 
Słońce za bór zapada. 
Skończyły się zabawy, 
Skończyła się i radość. 
Do kolan matek biegną 
Siostrzyczki braciszkowie 
Jak te ptaki do gniazda, 
Jak te ptaki w dąbrowie. 
Już nikt się nie weseli 
Już nie ma tej zieleni 
Pełnej ech, pełnej pieśni.


14 czerwca 2015

Łąki kochają Lato. I o polance dzikich truskawek.


Wędrując po ugorach i łąkach, między sosnowymi zagajnikami, w których nawoływały się kukułki, natrafiłam na polankę zdziczałych truskawek. A ponieważ i truskawki, i szczęście smakują lepiej, kiedy się nimi dzielimy, w te pędy poleciałam do domu z koszem rozwianych ziół, po Dużego, Elfa i resztę. Polanka dzikich truskawek, co za dar. Rozgrzanych słońcem, między czarcikęsami, rumiankami i rozchodnikiem, w zaciszu małych sosenek, nie większych od dziecka.


Jak smakowały, nie do opisania.


Garść szczęścia, a nawet dwie garście. Trzy garście.


Przypomniały mi się od razu montgomerowe cytaty. Na przykład ten z Marigold...

"Latem poziomki czerwieniły się na wzgórzu, a deszcz w kielichach dzikich róż miał cudowną słodycz; wokół unosił się zapach świeżo zżętej trawy, okrągły księżyc rzucał śliczne cienie pod drzewami w sadzie, a wielkie pola stokrotek bielały jak śnieg po drugiej stronie portu."

Tylko u nas bielał rumianek i gwiazdnica, i przytulie, niebieściły się chabry, a dzikie róże pachniały jak buduar Lata, najróżaniejszym z zapachów. Poza tym wszystko się zgadza:)


Tak sobie myślę, że gdyby ludzie bardziej kochali rośliny, gdyby śmiali się na widok bukietu rumianków z pola, czy nie byłoby jakoś lżej, wszystkim? Gdyby patrzyli na każdy dzień jak na dar. Rumianki, chabry, za darmo. Wąsate, młode jęczmienie.  Kukliki, tak śmieszne, Czarcikęsy. Storczyki i jaskry. Niczego od nas nie chcą, rozjaśniają serce, a palce jeszcze pachną truskawkami, niebo jest niebieskie, pola zielone, Lato podzwania kolczykami... i mogę sobie wyrecytować Blake'a, a ten wiersz własnie teraz brzmi tak, jak powinien:

W najgłębszym cieniu boru

słyszeliśmy nieraz twój głos.

U naszych strumieni,

w dolinach wymoszczonych mchem,

na brzegu rzeki rozgościsz się,

odrzucisz jedwabiste szaty,

aby w wodę zanurzyć się jasną.

Te łąki kochają ciebie, Lato,

w twojej złotej dumie. 




A to niżej, to kuklik. Zwisły. Cudny.





Elf Łąkowy i Polny


Do wesela Dużego i Elfa trzy tygodnie...