Jest wczesny ranek. Tak piękny jak pierwszy ranek po stworzeniu świata.
Osadnicy Niedźwiedziej Groty wędrują przez swój las, a wokół nich wiosna
roztacza całą swą wspaniałość. Wszystkie drzewa, wszystkie wody,
wszystkie zielone krzewy żyją. Wszystko świergocze, szeleści, szemrze,
śpiewa i brzęczy, wszędzie słychać świeżą, niepohamowaną pień wiosny.
– Nie przestrasz się, Birk – odezwała się Ronja. – teraz
wydam swój wiosenny okrzyk. I krzyknęła przenikliwie jak ptak. A był to
krzyk radości, który niósł się daleko po lesie.
Ronja, córka zbójnika
Taką strasznie długą, ciemną zimę na to czekałam. Tak bardzo, aż do ścisku w żołądku, do przeczucia łez. I w końcu przyszła, wiosna, wiosenka, wybuch wszystkiego, zieloności, bieli, złota. To nic, że zimny wiatr. To nic, że przymrozki. Ja krzyczę sobie na całe gardło jak mała Ronja, zupełnie bez wstydu. Czeremcha kwitnie. Forsycja, jabłonie, wiśnie, wszelkie polne ziele, jasnota, mniszki, bratek przystojniaczek. I wiecie co? Złożyłam wniosek na emeryturę. Przeczytajmy to jeszcze raz: złożyłam wniosek o emeryturę!
Tylko koty filozoficznie stoickie, jak zawsze.