Kobieta wszystko wytrzyma, mówiła babcia.
I na koniec piosenka o złotym kruszcu.
Kobieta wszystko wytrzyma, mówiła babcia.
I na koniec piosenka o złotym kruszcu.
To moje motto na tę wiosnę. Rozmawiam sobie z wewnętrzną, małą Kaliną i mówię jej: słuchaj, ja się tobą zaopiekuję dobrze, obiecuję, nic się nie bój, poradzimy sobie, zobaczysz. Wiosna jest, tarzajmy się w niej jak koty w piachu! Dam ci te stare konewki, kury o puszystych porteczkach, te ostróżki, lawendę i ciepłe wieczory. Będziemy grac na wiolonczeli. Będziemy robić do syta bezsensowne rzeczy, ale absolutnie niezbędne do szczęścia - suszyć zioła, szorować stare meble, robić Miłemu pierogi i malinowy dżem dla Średniaczka. Z całą wesołą delikatnością nie pozwalamy sobie niczego wytłumaczyć, że jakis pomysł jest bez sensu - i na nic już nie czekamy. Każdy ma swoją Narnię, wiadomo, ale moja oskoma na szczęście sprawia, że ja chcę wskoczyć w swoją jeszcze głębiej. Dalej wzywyż i dalej w głab, jak u pana Levisa! Będziemy jak dzielna niewiasta z księgi Salomona- gdy zechce mieć rolę, nabywa ją. Zechce mieć zieloną ławkę, maluje ją. No. Tak będzie!
Urastaj mi powracaj cieniu domu dalekiego
I ty choinko pod oknem świetlista
Łzo czysta skryta u oka dziś mojego
Raduj się wesel mi się jeszcze
Dziecinne moje Boże Narodzenie
Po calutkim choćbym szukał świecie
Nie wypatrzę gwiazdki tak pierwszej
Nie napotkam pasterzy weselszych
– Nie ma już zim takich na Ziemi
Leszek Długosz to napisał. I wszystko to prawda. Ale jeśli już nie ma takich zim, i takich świetlistych wigilii, to przecież inne są, prawda? I inne być mogą. Odbyłam żałobę za dzieciństwem i za dawną, małą Kaliną, i za tym, co nie wróci (Jak oni odchodza, jak oni odchodza, ci wszyscy, co mówili, że będa na zawsze). I robię kolejną wigilię sobie, dawnej i teraźniejszej, Miłemu i dzieciom, kotom, ciszy, domkowi, naszą, jasną, spokojną, szczęśliwą. Inną, dobrą tak samo, albo nawet bardziej, bo po tych latach pielgrzymki ziemskiej rozumiem więcej (nie dużo, uchowaj Boże, i absolutnie nie wszystko, ale ciut więcej niż wcześniej). I cicho, cierpliwie, spokojnie, z zachwytem, uwaznością cieszę się tym, co tak oszałamiająco hojnie darowuje nam narodzony w Betlejemie. Wszystkim moim czytającym wesołych, jasnych, dobrych, boskich i ludzkich świąt!
Kto cię nie widział, poro bujna, choć najcichsza?
Kto wzrokiem w dal wybiega, oczy nieraz przetrze
Widząc, że siedzisz sobie na klepisku spichrza,
Z falą włosów wznoszącą się miękko na wietrze;
Lub uśpiona oparem maków, co w krąg płoną(...)
Lub głowę twoją, koszem kłosów obciążoną,
Widać tylko, gdy brodzisz korytem strumienia;
Albo też godzinami nie spuszczasz spojrzenia
Z sączącej się spod prasy strużki jabłecznika.
J. Keats
Ogarnięte z grubsza! Wypielone co się dało, ogórki zebrane, dwadzieścia słoików zrobionych na zimę, poprane, posprzątane i nawet wizja powrotu do szkoły nie taka niemiła. Dajemy radę, a w dodatku jest najpiękniejsza sierpniowa połowa, czyli wrzosy. Wrzosy kwitną- czekam na to cały rok, nurzam się jak kot w kocimiętce. Dzisiaj w lesie było tak:)