Ilustracje, które mnie wciągają po uszy. Piękne, piękne, inspirujące. To dzięki lavanduli chce mi się znowu malować.
http://lavandula-art.blogspot.com/
http://lavandula-art.tumblr.com/
I tu też do podziwiania
A tu moje ulubione. Na chłodne, ciemne wieczory jak balsam na serce, aby sercu cieplej było...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lavandula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lavandula. Pokaż wszystkie posty
16 stycznia 2014
01 listopada 2012
19 listopada 2011
Filiżanka, szary notes, maki, martwi ludzie i szmaragdowy kilof.
Jest wieczór, jestem zamyślona, świat wydaje mi sie okryty tiulem, jak żyrandol w opuszczonym domu, a szary zeszyt leży pusty. Wpadłam na pomysł, by pisać piórem w notesie, jak mi radził Wędrowiec, ale z niejasnych powodów lepiej mi się klekocze na rozchwierutanej klawiaturze, niz staroświecko, w notesie. Stwierdziłam, że jestem medialna, bo najlepiej, jak mam jeszcze otwarte okno z piosenką z youtube, wesoło miga mi gg, sygnalizując, że czyjś pocztowy gołąb dobija się do mojej pocztowej skrzynki, a słowa spływają spod palców.
Obok stoi filiżanka w czerwone maki, a ja myślę o maku Leśmiana i makach Lavanduli i o tym, że w listopadzie lubię nosić czerwone sukienki, a chociaż czerwony szalik czy czapkę...nawet rękawiczki. Okruch barwy, leczący serce od szarości.
Może powinnam mieć czerwony notes?
Średni czyta Anię z Zielonego Wzgórza i musi opisac postać do charakteryzacji. Podpowiadam mu Mateusza, to oznajmia z logiką dzieciństwa:
- Ale on umarł na końcu i nie zamierzam pisać o martwych.
A ja czytam o martwych, czytam o lordzie Rayleigh, który nosił bokobrody jak cesarz Franciszek i który odkrył argon, interesował się falami podczas trzęsień ziemi, promieniowaniem widmowym, oznaczał jednostki elektryczne, zajmował się gazami i w ogóle był niesłychanie aktywny, a jego żona miała na imię Evelyn. Oglądam stare zdjęcia i myślę, kto za sto lat będzie pamiętał moje imię? I jakoś niespecjalnie mi przeszkadza, że nikt. Jestem syta maków, zapachów chłodu, muzyki Bacha i nawet to, że szary notes się na mnie obraził, nie psuje mojego pogodnego zamyślenia.
Mały rysuje dzisiaj prosiaki. Narysował prosiaka o imieniu Pączek, jego siostrę prosiakównę Ulę i jeszcze różowego potomka. Rysuje oblizując usta, z namysłem, jak dzieci z wiersza Miłosza, w żółtym notesie, mazakami za złoty czterdzieści. Jest ciepło, ciemno a moja filiżanka pachnie kardamonem.
A potem pokazuje mi jeszcze jeden obrazek: ludzik siedzi pod drzewem i trzyma jakąś niebieską zmazę.
- Co to?- pytam.
- To podróżnik i on trzyma diamentowy kilof pod drzewem szmaragdowym.
Pozdrawiam wszystkich podróżników, z kilofami i bez.
Obok stoi filiżanka w czerwone maki, a ja myślę o maku Leśmiana i makach Lavanduli i o tym, że w listopadzie lubię nosić czerwone sukienki, a chociaż czerwony szalik czy czapkę...nawet rękawiczki. Okruch barwy, leczący serce od szarości.
Może powinnam mieć czerwony notes?
Średni czyta Anię z Zielonego Wzgórza i musi opisac postać do charakteryzacji. Podpowiadam mu Mateusza, to oznajmia z logiką dzieciństwa:
- Ale on umarł na końcu i nie zamierzam pisać o martwych.
A ja czytam o martwych, czytam o lordzie Rayleigh, który nosił bokobrody jak cesarz Franciszek i który odkrył argon, interesował się falami podczas trzęsień ziemi, promieniowaniem widmowym, oznaczał jednostki elektryczne, zajmował się gazami i w ogóle był niesłychanie aktywny, a jego żona miała na imię Evelyn. Oglądam stare zdjęcia i myślę, kto za sto lat będzie pamiętał moje imię? I jakoś niespecjalnie mi przeszkadza, że nikt. Jestem syta maków, zapachów chłodu, muzyki Bacha i nawet to, że szary notes się na mnie obraził, nie psuje mojego pogodnego zamyślenia.
Mały rysuje dzisiaj prosiaki. Narysował prosiaka o imieniu Pączek, jego siostrę prosiakównę Ulę i jeszcze różowego potomka. Rysuje oblizując usta, z namysłem, jak dzieci z wiersza Miłosza, w żółtym notesie, mazakami za złoty czterdzieści. Jest ciepło, ciemno a moja filiżanka pachnie kardamonem.
A potem pokazuje mi jeszcze jeden obrazek: ludzik siedzi pod drzewem i trzyma jakąś niebieską zmazę.
- Co to?- pytam.
- To podróżnik i on trzyma diamentowy kilof pod drzewem szmaragdowym.
Pozdrawiam wszystkich podróżników, z kilofami i bez.
Subskrybuj:
Posty (Atom)