Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szklarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szklarnia. Pokaż wszystkie posty

10 maja 2026

Dzień, w którym pomalowałam drzwi do szklarni

 Dziś pomalowałam drzwi do szklarni. 

A to prawie tak, jak Too - tiki, która obróciła czapkę na niebieską stronę!

[...] Too-tiki wywróciła swoją czerwoną czapkę wewnętrzną stroną na wierzch i teraz czapka była niebieska.
- Zawsze tak robię, kiedy czuję wiosnę nosem - rzekła, po czym usiadła na pokrywie studni i zaśpiewała:


Jestem Too-tiki, która wywróciła czapkę spodem na wierzch.
Jestem Too-tiki, która nosem czuje ciepły wiatr.
Teraz przyjdą wielkie sztormy.
Teraz przyjdą wielkie lawiny.
Teraz ziemia odwróci się i wszystko będzie inaczej, i wszyscy będą mogli zdjąć ciepłe majtki i schować je do szafy.”

 Może bez lawin i sztormów, ale z resztą się zgadzam. A malowanie drzwi wyglądało tak.

Tak było, kolor miał być szałwiowy, ale wyszedł trochę smętny - drzwi stare, ledwie dyszą, ale nie pozwoliłam jeszcze Miłemu zrobić nowych. Więc niebieską farbę, która oblazła, trochę zczyściłam i pomalowałam na szałwiowo. 

 

 A potem machnęłam truskawki i grubego ptaka Dziwoptaka.





 I jak wam się podoba? Dla mnie się to podoba, jak to u nas mówią! A w szklarni jest teraz tak:

 

 
Część rozsad jeszcze rośnie. 

 
Sałata i szpinak zjadana na bieżąco 

 
Czekam, aż miną Zimni Ogrodnicy. W szklarni mamy piec i palimy, bo pomidory już przetransplantowane




 
Kot też przetransplantowany . Słoneczko jest. Czyli wiosna jest nieodwołalnie, absolutnie, bzowo i jabłoniowo. O tak, jak w mojej kuchni, ze słoneczkiem w geranium.


 
A to co Kalina kupiła i podczytuje, hm? 


25 marca 2024

Pomidorowe siewy, kawa w szklarni, ogrodnicze zapiski i żyję wiejskim stylem, nie mając o tym pojęcia

 Tak oto poświętowałam posianie pomidorów. W tym roku trochę później, wiadomo dlaczego, ale już posiane i będa rosnąć. I tak jest póki co chłodno, u nas dzisiaj w nocy ma spaść temperatura do minus siedmiu, zobaczymy. Rano szron na trawie, ziemia nawet w dzień jest zimna i niezbyt miękka.

W tym roku posiałam póki co 14 odmian, jeszcze trzy dosieję po świętach. Każda odmiana do jednej doniczki, podpisałam, ale i tak pewnie pomieszam przy pikowaniu.



Sporo nasion dostałam od elfowego taty, przyjechały z obwodu królewieckiego i ciekawa jestem tego międzynarodowego konglomeratu w tym roku w moim ogrodzie; czesko-litewsko-polsko -rosyjskiego.

Ciekawe nazwy mają rosyjskie pomidory, jest nawet odmiana bolszewik i Alosza Popowicz, ten z bajki o wężu Tugarynie.







Nadal cieszę się wpisywaniem do planeru rozmaitości, będe mieć  podsumowanie pod koniec roku.




 

Powoli przymierzam się (bardzo powoli) do skrzyń w warzywniku, dreptam sobie na spacery i ćwiczę formę, dzisiaj był drugi spacer, ale do pełnego szaleństwa w ogrodzie, jak niegdyś, na razie mi daleko. Może po świętach.

Ale przysiadłam sobie dzisiaj przy skrzyniach pod kuchnią i niespiesznie wyrywałam psiankę. Z dziesięć kluczy gęsi leciało, ptaków świergot cudny, koty zaciekawione, co człowiek robi w ich ogrodzie też przyszły i szczękały na ptaszki zębami.

Przeczytałam dzisiaj, że istnieje coś takiego jak cottage core, czyli wiejski styl, w ubraniu, urządzaniu wnętrz i estetyce. Zaintrygowały mnie śliczne zdjęcia dziewczyn z warkoczami, z koszykami pełnymi kwiatów, ubranych w sweterki, mocne buty, kwieciste sukienki, wędrujących po wiosennych ogrodach (nie do końca jestem pewna, czy swoich) i stwierdziłam, że to absolutnie coś dla mnie. Żyję sobie takim wiejskim stylem, choć warkocza już nie mam, czasem zdarzy mi się włożyć sukienkę, nazbierać kwiecia w kosz i pić kawę z porcelanowego kubeczka, ale, jednakowoż, w kalinowej estetyce, czyli często w klapkach i skarpetach do tego, fufajce, starym dresie.

Ale uwielbiam lniane fartuszki, marzy mi się posiadanie kurek i takich zabawnych kaczek, wyglądających jak wyprostowani ludzie - czy ktoś wie, jak się nazywa taka wysoka kaczka, chodząca z wyprostowaną głową, jak z książeczek Beatrix Potter? Można je dostać w Polsce? Absolutnie cudne, o takie, zdjęcie od monalogue:


Mam teraz więcej czasu, więc sobie zrobiłam kolaż zdjęć ogrodowych. Z wiejskiego życia Kaliny:)

Tak było!


 

 

03 marca 2024

Dzień dobry, marcu.

 Dzień dobry, marcu.

Witam cię pierwszym powieszonym na podwórku praniem, pierwszymi zabrudzonymi w ziemi rękoma, pierwszą kawą w szklarni po otwarciu sezonu. Witam cię bez pośpiechu, szwendajac się po zmarniałym po zimie ogrodzie, machając do lecących gęsi, rysując w szlafroku od czwartej rano, słuchając Dwóch Stron w pięknym wykonaniu Jackie Evancho.



Urywki i strzępy anielskich włosów
I lodowe zamki w powietrzu
I mnóstwo pierzastych dolin
Tak zawsze patrzyłam na chmury
A teraz tylko zasłaniają mi słońce
Pada z nich deszcz i śnieg na wszystkich


Tylu rzeczy bym dokonała
Gdyby chmury mi nie przeszkadzały
Teraz spoglądam na chmury z obydwu stron
Z góry i z dołu i mimo wszystko
Lepiej pamiętam obraz chmur z marzeń
I dalej wcale nie znam chmur…


Księżyce, czerwce i parkowe karuzele
Zawrotny taniec uczuć twych
I każda bajka dobrze kończy się
Tak zawsze patrzyłam na miłość
Lecz teraz to po prostu zwykłe show
Zaśmieją się gdy będzie po wszystkim
I nawet gdy się zaangażujesz
Nie daj tego po sobie poznać
Nie zdradzaj się z tym


Teraz spoglądam na miłość z obydwu stron
Dawanie i branie i mimo wszystko
Lepiej pamiętam obraz miłości z marzeń
I dalej wcale nie znam miłości…


Łzy, strach i poczucie dumy
Gdy mówiłam Ci na głos „Kocham cię”
Sny i plany i cały ten cyrkowy kram
Tak zawsze patrzyłam na życie
Lecz teraz starzy przyjaciele dziwnie się zachowują
Kręcą głowami mówiąc, że się zmieniłam
No cóż! Coś się traci, a coś zyskuje
Każdego dnia życia


Teraz spoglądam na życie z obydwu stron
Poprzez zwycięstwa i porażki i mimo wszystko
Lepiej pamiętam obraz życia z marzeń
I dalej wcale nie znam życia…



 
Ziemia pieczarkowa, przeleżana całą zimę w pryzmie.


 
Płotek uplotłam na szybkiego, żeby chronić maluchy tulipanowe przed zadeptaniem, no ale koty i tak włażą


 
Bo mają miętkę na wschodząca kocimiętkę

 
Pierwsze pranie pachnące wiatrem

 
Zrujnowany przez traktor trawnik

 
Pierwsza kawa w tym samym składzie ogrodowo - roboczym, czyli Miły i ja:)

A to zdjęcie zrobiłam rano jeszcze bez okularów, zszokowana, że sowa siedzi na naszym słupie, nie no, sowa, musze jej zrobić zdjęcie! O szóstej rano.


A to nie sowa, a Puchatka.

27 lutego 2024

Początek sezonu w szklarni - uzupełnianie kompostu i planowanie pracy na marzec

 Dzisiaj był ten dzień, w którym ruszyła nasza szklarnia i praca w niej. Miły przywiózł przeleżakowanej ziemi pieczarkowej, uzupełniliśmy wierzchnią warstwę kompostem, pójdzie jeszcze potem punktowo, w dołki pomidorów. Najpierw posieję sałatę i rzodkiewkę, mizuny i rozsadę. Dzisiaj pierwszy raz siadłam sobie z planerem, szczęśliwa jak dziecko, rozpisując co i jak i sprawdzając daty.

Plan na marcowe siania wygląda tak:

 
A to dzisiejszy Wielki Dzień - start sezonu:)  Tak wcześnie, że łapię się za głowę, ale co robić, skoro przyroda ruszyła. Kota za to ruszyć nie moge, nie odsuwa się nawet do zdjęcia:)

 
Pomidory, za rada Katarzyny Bellingham, wysiewam w marcu. Najlepsze dni marcowe dla pomidorów to  druga połowa miesiąca, spróbuję po 17. W tym roku moje pomidorowe plany przedstawiają się tak:

 
Odmiany z Litwy:

Odmiany zakupione w Polsce:

- malinowy kujawski, malinowy ożarowski

złoty ożarowski, jantar

san Marzano, Noire de Crimee i Bawole Serce

plus mix koktajlowych i dokupię jeszcze pewnie śliwkowe, a może i tigerellę


Paprykę kupuje na ryneczku w sadzonkach, kapustne też. BARDZO chcę posiać brokuł gałązkowy, ale nie kupiłam jeszcze nasion i nie wiem, czy nie za późno. W tym tygodniu posieję na rozsadę bób, buraki, cebulę, pak choi, sałatę na główki, do tego wszystkie zioła. Czas na sianie liściowych od 1 marca, więc piątek - sobota będą idealne.

Zrobiłam przegląd posiadanych nasionek i zaczęłam pierwszy raz szczegółowa buchalterię wydatków - chcę zobaczyć, ile kosztuje mnie ogród i jakie mam zyski, jak skrzętna gospodyni :) Jutro siądę do rozrysowywania szczegółowych nasadzeń i zmian w ogrodzie. Bardzo tęskniłam za wiosną. I już jest. Trochę dziwna, od razu bardzo ciepła, ale poddałam się, patrząc dziś na kwitnące krokusy i przebiśniegi - cud Natury, musimy jakoś  starać się robić to, co przyroda, adaptować się po prostu. Więc będę siać w lutym:)





 
W tym roku pierwszy raz odważyłam się spełnić marzenie i kupić nasiona za granicą. W tym celu założyłam sobie konto paypal, nigdy nie miałam, przełamałam się, zapłaciłam w euro i nasionka przyszły, z Czech:)  To te brązowe opakowania, zdam relację, jak się sprawdzą. To unikalne dla mnie pastelowe odmiany cynii, onętki w kolorze brzoskwiniowego latte, rudbekie Sahara i zielone aminki. Zobaczymy:)


Mam nadzieje, że wasze ogrodowe plany też już ruszyły razem z noskami wychodzących tulipanów:)


16 kwietnia 2023

Zawilce i fiołki, niebieskie drzwi i wyprowadzka pomidorków do szklarni

 Fioł­ki nie chcia­ły mi­ło­ści, tę­sk­not i cze­kan na li­sty.
Nie chcia­ły pła­czu ma­rze­nia, kie­dy je na śmierć wzy­wa­ją.
Wo­la­ły co­dzien­ną psz­czo­łę obo­jęt­no­ści zło­ci­stej,
któ­ra im ser­ca nie weź­mie, bo go umyśl­nie nie mają. 

M. Pawlikowska - Jasnorzewska


 
To juz ten czas, zakwitły i fiołki.  Najdelikatniejsze, zbierane tylko w łódeczkę dłoni, żeby nie pognieść płatków z jedwabiu. Zapach z bajki, kolor wróżkowych sukienek. Idealny kontrast z zielenią listków. Robiłam im zdjecia na kolanach, pomoczyłam spodnie, trzeba skłonić twarz, przytulić policzek niziutko, by wąchać, wciągnąć w płuca i duszę tę wiosenną balladę. Kiedyś robiłam fiołkowy cukier, dziś wystarcza mi patrzenie na nie, szeroki uśmiech, a z Marią się nie zgodzę, fiołki mają serduszka z liści, zielone, podbarwione oliwkową żółcią malutkie, wiosenne serca.

 

Tutaj, fiołki, tu do was zaglądam!


A skoro są fiołki, to są i zawilce. Cały las anemonów. Podobno nazwa z greckiego i oznacza wiatr. Zawilec to też ze staropolskiego, zawiany, zawieja, zawiać, inna nazwa kwiatuszka to zawiłek, albo nawet wietrznica. Ciekawe, dlaczego. Są tak niziutko w poszyciu, w mchu, w starych, debowych liściach, wiatr idzie wysoko, górą, szumią korony sosen i świerkowe łapy. Wybrałam się na zawilcowe zdjęcia rowerem tradycyjnie, do Borku, to już część Puszczy Ladzkiej, która z kolei łączy się z Białowieską. 

Żubrów akurat nie widziałam, ale ostatnio z Miłym obserwowaliśmy spore stadko na oziminie.

A zawilcowy Borek wyglądał dziś tak.


 
Padało od dwóch dni, leśne drogi są grząskie, pachnie pięknie  wiosną i świeżą ziemią.


 
Są i małe, fioletowe przyjaciółki.

 
Można patrzeć i patrzeć, jak się złocą tymi puszystymi środeczkami i bielą sódniczkami z alabastru.




 
A w szklarni popikowane już pomidorki i papryka. Palimy w piecu szklarniowym, bo w nocy zimno jeszcze. Wyprowadziłam z domu pomidorki i paprykę, bo brak światła, zaczną mi bujać, a tak będą niższe ale grubsze i zahartują się, w szklarence będzie im dużo jaśniej. Jak podrosną, pójdą z przedszkola do ziemi:)

 

 Przy okazji poczyściłam stare drzwi do szklarni. Pomaluję na niebiesko i powstaną nowe różyczki. 

Stare mocno zbladły.