Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty

16 lipca 2026

Królowe pszczół i wianek z lawendy.

 



Kobieta wszystko wytrzyma, mówiła babcia.

Babcia, która ukształtowała mnie swoją silną wolą, uporem, walką o utrzymanie na powierzchni siebie i dwóch synów, bo dziadek abdykował z funkcji męża i ojca, moja dzielna Babcia, wlokąca toboły na handel na Węgry, do Turcji, do Ruskich, pracująca w gminie, dorabiająca gotowaniem na wesela, pieczeniem sękaczy,  Babcia, która wybudowała swoją ciężką pracą dwa domy, przemycająca złoto, wioząca z Czechosłowacji pociągiem zamrażarki, stojąca w kolejkach po zasłony pod gieesem...
 

Może trochę po lekturze Chłopek, a trochę przez rodzinne historie i to, że dzisiaj znowu siedzę i dryluję cztery wiadra wiśni, myślę o kobietach, wspaniałych kobietach z mego otoczenia, moich cudownych królowych pszczół. Tym są dla mnie, królowymi. Podziwiam je tak bardzo. Nie zajmując się dzisiaj pierwiastkiem męskim - w końcu mamą trzech synów jestem, to trochę w nim tkwię! - dzisiaj chcę oddać hołd moim rodzinnym kobietom. 
 
 
 
Dokładały do wartości swoich domów i do istnienia rodzin  złoty kruszec swojej pracy tak ciężkiej, że dzisiaj mi nawet trudno to sobie wyobrazić. Pranie robione nad rzeką, domy bez toalet, hektary warzywnych ogrodów, zwierzeta gospodarskie, nieustanne gotowanie, ubieranie, haftowanie, robienie na drutach, zrywanie borówek, kopanie ziemniaków, tkanie lnu, one to robiły. Niewidzialna praca.
 
 
 
No bo jak wiśnie są już w słoiku, to tej wczesniejszej roboty - zrywania w mokrym świcie, kołysania się na drabinie, mycia, drylowania, gotowania nie widać. Jak dotykam obrusu utkanego przez babcię, to nie widać drogi lnu -  siania, zbierania, międlenia, tkania. Patrząc na śliczny ogród nie widać pielenia, ton zielska. Ale to było, i tak wiele osób tego nie doceniało...
 
 
  
 Idę tymi samymi ścieżkami, ale świadomie, z miłością. Jestem najdalsza od narzucania jednego wzoru, a już w ogóle od nakładania na kogoś cieżarów nad siły. Za tę pracę należy się szacunek i czułość. Kobiety są  tak wrażliwe, empatyczne, zawsze brały za wiele, zawsze były odpowiedzialne nad siły. Nie, nie musimy, nie każda musi, nie każda powinna, są tysiące sposobów na życie i są w porządku. Jestem królową akurat tego tego ula, królową mojego świata. Chcę wiśnie, będę je miała. Chcę rolę, nabywam ją. Chcę obrus, zrobię obrus.  
 
 
  
 
Tak, to jest ten sam ogród...
 
 
 
One musiały, ja chcę. Ze względu na nie i na pamięć, i na świadomośc kim jestem. Kocham je i współczuję im tak bardzo, moim babciom, prababciom, ciociom, zgarbionym nad singerami, żeby dorobić grosz. Jestem z długiego szeregu królowych pszczół. Kobiet o duszach ze złota. Nie wiem z jakiego kruszcu zrobione jest serce, śpiewa Marcycha. Ja wiem, wiem! Ze złota ono jest. 
 
 
 
 
Szarpały się z życiem jak z wilkiem, co jest u drzwi i dyszy. Wojna, stan wojenny, kolejki, komunizm, prl? Przetrwały. Mam w szafach rzeczy, wystane w kolejkach, zrobione ręcznie, dziedzictwo królestw niewidzialnej pracy. Szacunek,  mój wielki szacunek, bo znam koszt łez. Chodź prosto, mówiła babcia. Możesz być goła, ale w kapeluszu. Kiedy mi źle, idę na jej grób. A potem jak wrócę, robię sobie  wianek z lawendy.

 

I na koniec piosenka o złotym kruszcu.

 


 

25 maja 2026

Retro Narew, oglądam stare zdjęcia i celebruję maj

 
Ta pani w środku to moja kochana Babcia, tu otwierają aptekę w Narwi, ale Babcia miała swoj udział także w powstaniu parku, w którym zdjęcia wiszą, Ośrodka Zdrowia czy banku. Pracowała wtedy w Urzędzie Gminy i intensywnie działała społecznie. A zdjęcia przy okazji wystawy Retro Narew, tu link, była w ostatni weekend u nas. Uściski dla organizatorów:)

Babcia :) a niżej mapa , XVI wiek. Wiecie, że moja ulica już wtedy istniała?


 
Moja stara szkoła. Okno na rogu to moja klasa :) 

 
Historyczne kadry, porodówka, dawny zakład fotograficzny potem chyba pana Święckiego, niżej kulig 


A w ogóle to mamy tyle maja, że wlewa się nam do domu oknami, zatapia nas w bzach, w paprociach, w kokoryczkach i wykłoszonych juz trawach. Zrobiło się gorąco, słowiki spać nie dają, a o wschodzie słońca mam symfonię leśną. I biedrzeńce startują!




 

13 czerwca 2024

Róże, truskawki, niewidzialna praca, od której zależy świat

 

 

Truskawki w Kalinowie. Na talerzykach nie od Rosenthala, ale też ładnych. Uwielbiam truskawki w każdej postaci, absolutnie w każdej.Teraz w zasadzie jestem na diecie truskawkowej z dodatkiem poziomek, agrestu i rabarbaru. I zapachu róż. Olfaktoryczna poezja, zaczęły angielskie juz kwitnąć.



 

Drugi rzut sałaty już dojrzał, listki sa dorodne i smaczne, poprzerywałam marchewkę. Zioła w pełni. Ścinam i suszę. Zamroziłam koperek i wysuszyłam lubczyk.


Naszła mnie też oskoma na pierogi i zrobiłam ich mnóstwo:) Z truskawkami, naturalnie. I przy okazji zamyśliłam się nad niewidzialną pracą. Rozmawialiśmy z Miłym o Babci, jego Babci, wstawała rano, o czwartej, zaczynała dzień od karmienia zwierząt i obrządku, tylko w niedzielę pozwalała sobie spać aż do siódmej. Miły opowiadał, że Babcia kroiła całe stosy owoców, jabłek, gruszek, okrajała spadłe, obite owoce, robiła jedzenie, piekła chleb, pieliła ogrody...Niewidzialna praca, od której zależy trwanie domu, rodziny, świata. Podtrzymywanie sklepienia nieba, żeby nie spadło nam na głowy. Tworzenie wspomnień dla dzieci na całe życie. Ja też pamiętam pierogi robione przez babcię na stolnicy, domowy makaron, zapach ciasta z kwaśnymi wiśniami, uprasowane ubranie, pranie na sznurze, schludnie ustawione buty...

No więc zrobiłam pierogi, żeby chłopcy pamiętali, że były, po prostu.




A róże kwitną, bo są.










 

04 lipca 2023

Trud, znój, chwaściany urobek, chodniki ze szmatek

 Ogród jest piękny, ale za pięknem stoi umorusana prawda i rozkłada ręce; niestety, żeby było pięknie, musi być trud i znój. Wstałam dzisiaj o piątej, podlałam szklarnię i przed szóstą już byłam na ogrodzie po chwaściany urobek.

Taczka zielska w pół godziny.


Takich taczek czasem mam kilka do zrobienia. Miły mi kupił porządną, na dwóch kołach, jest lekka i pojemna. Zielsko idzie na kompost, gałęzie na zrębki. Na warzywnych zagonkach chwastów jest mało, przy uprawie bez kopania i przy ściółkowaniu pojedyncze egzemplarze wyciąga się bez problemu. Czasem skrzyp się wsieje, czasem powój, psianka, rdest.











Gorzej z resztą ogrodu -  choć mam taki rozwichrzony, dziki trochę, wiejsko - czarodziejski i dzikich roślinek nie usuwam przesadnie, nie używam też chemii. Dobrze u mnie rumiankom, maczkom, rozsiewają się same firletki, wyka, koniczyna wyłazi z trawnika, a  mniszki i babka  z kostki brukowej. Ale walczę z podagrycznikiem, bo zająłby mi wszystko, na kompoście mocno mi się rozrasta też lebioda i mnóóóstwo żółtlicy. Rośnie szybko i zabiera miejsce małym kwiatom, dzisiaj czyściłam z niej rabatę z malwami, mieczykami i wysadzoną niedawno  lwią paszczą. Była wyższa od lwiej paszczy. Zdecydowanie pomaga ściółkowanie zrębkami, dlatego po opieleniu wysypałam całą rabatę grubą warstwą przekompostowanych zrębek i zobaczymy, kto wygra:)

 
Ta częśc warzywnika nie była jeszcze pielona, ale jak widać, tragedii greckiej nie ma;)
Nie wiadomo kiedy rozkwitły już dzikie róże. No to już z pewnością lato, a Mistrz Konstanty z obłoków nuci: za dzikiej róży zapachem idź.

 
Zaczynają startować wiśnie. Będzie rwanie.

 
A jeszcze z czereśni nie wyszłam

 
Tak trzeba żyć.
Na zdjęciu Kulka.

 
A teraz dygresja chodniczkowa.
Mam teraz oskome na szmaciane chodniki, a że Babcia Miłego za dawnych czasów natkała ich dużo, to wyciągnęłam ze strychowych czeluści nowe, nieużywane jeszcze, pozwijane w rulony i nawet nie pocięte. Na razie się wietrzą, ale już szykuję dla nich miejsce. W stodole jest jeszcze krosno. Na te chodniki mówi się u nas szmaciaki, robiło się je z dartych pasków starych ubrań, obrusów, pościeli. Są kolorowe, pstrokate i bardzo radosne. Lubię je, przyjemnie się na nich staje bosa stopą. Takie były u babci, takie kojarzą mi się z domowym zaciszem. A ponieważ mam fazę na sprzątanie wakacyjne, to będę wietrzyć jeszcze inne kapy i dywaniki, więc sama jestem ciekawa, co jeszcze wynajdę:)
Ciekawy artykuł o podlaskim tkactwie jest tu: https://pikpodlaskie.pl/wp-content/uploads/2020/12/podlaskie-sploty-katalog-2020.pdf
 




24 lipca 2020

Rozmyślania przy drylowaniu wiśni

Lubię drylować wiśnie. Naprawdę. Myśli krążą wtedy spokojnie na skrzydełkach z tych wiśniowych zapachów, owoce wysmykują się z palców łagodnie, z jednego wiaderka ubywa w drugim przbywa - a na horyzoncie zmęczenia majaczy wizja tych brzuchatych słoiczków w piwnicy i naleśników w grudniu, z wiśniami pamiętającymi wygrzane lato. 
Ale dwadzieścia kilo na raz to trochę dużo. Za to długo sobie rozmyślałam, słuchając Fly me to the moon w tysiącu wersjach.
Myślałam o babciach. O tym, jak radziły sobie z życiem. Na przykład jedna babcia sama dwa domy pobudowała, złoto z Turcji przemycała, handlowała nad Balatonem, trzy zamrażarki z Czechosłowacji pociągiem przywiozła- JAK? - układała kamienie na drodze - to ta, która mi powiedziała, że "kobieta wszystko wytrzyma". Straszliwie mi jej brak, wciskanej w kieszeń dwudziestozłotówki, nawet mnie czterdziestoletniej. Uśmiechu. Jej rad.  Kobieta musi mieć swoje pieniądze. Pracę. Chodź zawsze prosto. Głowa do góry. Nie opowiadaj ludziom o zmartwieniach.
Babcia pierwsza  była silną kobietą i jej zawdzięczam wewnętrzny głos: ja nie dam rady?

Moja babcia dała rady, więc ja też.
Druga babcia, uśmiech, zapach ciasta, modlitwa, lepienie pierogów, opiekowanie się bandą dzieci na wakacjach. Objęłabym, wtuliła nos w tę kwiecistą sukienkę. To dzięki niej robię wiśnie. Moja babcia dawała rady, a ja nie dam? 
Trzecia babcia. Z mamą z Syberii wróciła, z bieżeńców, chleb piekła taki cudowny, Dużego w ramionach chowała, jak nabroił z surowym machaniem palcem na nas: "nie można jego bić!" - a ja nie dam rady?
Moje kochane, wewnętrzne głosy. Opiekunki chleba, domu, mojej pewności siebie, łagodnego uporu, wiary. 
Wisnia smyk, smyk, wpada w wiaderko. Będzie dżem. 

Fly me to the moon
Let me play among the stars
Let me see what spring is like
On Jupiter and Mars

"Rób, co tylko chcesz".
Cudowna rada. Robię, co chcę. Chcę dżem, będę mieć. Kończę drugą podyplomówkę. Leżałam dwie ciąże żeby doczekać tych małych piąstek, zaciskających kasztany, czytania książeczek i robienia im dżemów.
Chcę róże, sadzę róże. 
Miły uśmiecha się, jak kupuję kolejną. 
Też lubi róże.

Zabierz mnie na Księżyc
Pozwól bawić się pośród gwiazd
Pozwól mi zobaczyć, jak wygląda wiosna
Na Jowiszu i na Marsie

Czasem ktoś mnie pyta: chce ci się?
No ba. Jakżeby miało nie chcieć. Moja babcia ług nastawiała na pranie, a pranie trwało trzy dni. Ja mam pralkę , ale  jak mi się zechce ług nastawić, to czemu nie? Robię, co tylko chcę:) Na przykład cudowne, pachnące, pełne światła i domowego zapachu wiśnie.