Kobieta wszystko wytrzyma, mówiła babcia.
I na koniec piosenka o złotym kruszcu.
Kobieta wszystko wytrzyma, mówiła babcia.
I na koniec piosenka o złotym kruszcu.
A w ogóle to mamy tyle maja, że wlewa się nam do domu oknami, zatapia nas w bzach, w paprociach, w kokoryczkach i wykłoszonych juz trawach. Zrobiło się gorąco, słowiki spać nie dają, a o wschodzie słońca mam symfonię leśną. I biedrzeńce startują!
Truskawki w Kalinowie. Na talerzykach nie od Rosenthala, ale też ładnych. Uwielbiam truskawki w każdej postaci, absolutnie w każdej.Teraz w zasadzie jestem na diecie truskawkowej z dodatkiem poziomek, agrestu i rabarbaru. I zapachu róż. Olfaktoryczna poezja, zaczęły angielskie juz kwitnąć.
Drugi rzut sałaty już dojrzał, listki sa dorodne i smaczne, poprzerywałam marchewkę. Zioła w pełni. Ścinam i suszę. Zamroziłam koperek i wysuszyłam lubczyk.
Naszła mnie też oskoma na pierogi i zrobiłam ich mnóstwo:) Z truskawkami, naturalnie. I przy okazji zamyśliłam się nad niewidzialną pracą. Rozmawialiśmy z Miłym o Babci, jego Babci, wstawała rano, o czwartej, zaczynała dzień od karmienia zwierząt i obrządku, tylko w niedzielę pozwalała sobie spać aż do siódmej. Miły opowiadał, że Babcia kroiła całe stosy owoców, jabłek, gruszek, okrajała spadłe, obite owoce, robiła jedzenie, piekła chleb, pieliła ogrody...Niewidzialna praca, od której zależy trwanie domu, rodziny, świata. Podtrzymywanie sklepienia nieba, żeby nie spadło nam na głowy. Tworzenie wspomnień dla dzieci na całe życie. Ja też pamiętam pierogi robione przez babcię na stolnicy, domowy makaron, zapach ciasta z kwaśnymi wiśniami, uprasowane ubranie, pranie na sznurze, schludnie ustawione buty...
No więc zrobiłam pierogi, żeby chłopcy pamiętali, że były, po prostu.
A róże kwitną, bo są.
Ogród jest piękny, ale za pięknem stoi umorusana prawda i rozkłada ręce; niestety, żeby było pięknie, musi być trud i znój. Wstałam dzisiaj o piątej, podlałam szklarnię i przed szóstą już byłam na ogrodzie po chwaściany urobek.
Taczka zielska w pół godziny.
Takich taczek czasem mam kilka do zrobienia. Miły mi kupił porządną, na dwóch kołach, jest lekka i pojemna. Zielsko idzie na kompost, gałęzie na zrębki. Na warzywnych zagonkach chwastów jest mało, przy uprawie bez kopania i przy ściółkowaniu pojedyncze egzemplarze wyciąga się bez problemu. Czasem skrzyp się wsieje, czasem powój, psianka, rdest.
Gorzej z resztą ogrodu - choć mam taki rozwichrzony, dziki trochę, wiejsko - czarodziejski i dzikich roślinek nie usuwam przesadnie, nie używam też chemii. Dobrze u mnie rumiankom, maczkom, rozsiewają się same firletki, wyka, koniczyna wyłazi z trawnika, a mniszki i babka z kostki brukowej. Ale walczę z podagrycznikiem, bo zająłby mi wszystko, na kompoście mocno mi się rozrasta też lebioda i mnóóóstwo żółtlicy. Rośnie szybko i zabiera miejsce małym kwiatom, dzisiaj czyściłam z niej rabatę z malwami, mieczykami i wysadzoną niedawno lwią paszczą. Była wyższa od lwiej paszczy. Zdecydowanie pomaga ściółkowanie zrębkami, dlatego po opieleniu wysypałam całą rabatę grubą warstwą przekompostowanych zrębek i zobaczymy, kto wygra:)