16 stycznia 2016

Bałwan Staś i pani Krzątalska.


Obudziliśmy się w Narnii. Po dniach szarych nastały dni białe, pełne zimowego dobra. Mały od razu ulepił bałwana, tegoroczny zimowy przybysz nazywa się Staś, ma nos z pietruszki a na głowie prawdziwy rondel. Minę ma trochę w stylu Bogdana Łazuki, jakby mówił: umiem stepować, ale mi się nie chce.
Można wyciągać sanki, a nawet sanie.
Można robić orły w śniegu, a droga Małego ze szkoły wydłużyła się w czasoprzestrzeni, bowiem ćwiczą z kolegą skoki narciarskie bez nart. Mamo, idę na dwór! I kaloryfery pełne suszących się rękawic i portek.
Co do mnie, jestem jak zawsze w sobotę Panią Krzątalską. Zupa grzybowa, makowiec, w kuchni trybula w zielonej doniczkokonewce, puszczają już pąki hiacyntów. Przyszły moje nasiona pomidorów, w tym Black from Tula. Czy ktoś może mnie obdarować/odsprzedać wypróbowanymi nasionami jednorocznych kwiatów? Onętki, takie tam kolorowe, pstrokate letnie towarzystwo. Marzy mi się pastelowa dżungla. Za oknem śnieg, a ja marzę już o ogrodzie:)

08 stycznia 2016

Jak znalazłam stare szpargały

Kalino.


Znalazłam dzisiaj /mojetwoje stare zapiski, rysunki i wiersze. Chyba mogę pisać ty z małej litery, prawda? W końcu dobrze się znamy. Pozwoliłam sobie przejrzeć te karteluszki, w  wielkiej, zbrązowiałej kopercie z napisem "Rękopisy". Prawie jak kapsuła czasu. Zapomniałam już, ile tego pisałam i piszę, te stosy tabula nie rasa, rysuneczki, gremzołki, szczątki wierszy, jakieś cytaty, myśli, jakby ciągle pchał tobą/mną ten narracyjny przymus. Opowiadać. Szukać. Wyciągać palce nad otchłanią, by złapać jeśli nie dłoń Boga, to choć drugą, podobną. Rozczuliłaś mnie dzisiaj.
Co ci powiem, to ci powiem, ale ci powiem.

Tytuły masz często lepsze, niż to, co pod tytułem.
Niestety, widać, że energia poetycka pcha się namiętnie w tytuł i wygasa niżej. Proponuję czasem pozostać przy samych tytułach. Jasne panny świtu, ładnie. I dalej pusta kartka. Niech każdy sobie wyobrazi:)
W zasadzie ciekawa opcją jest też zostawianie ostatniej zwrotki.

Pamiętam maszynę do pisania Erica, na której wybijało się koślawo trochę "e". Teraz za bardzo edytujemy życie i teksty. Jednak to było miłe, zobaczyć te xxx na niepewnych literach...

"Chciałabym odejść, chciałabym zrozumieć."

Kalinko, nadal chcę, po trzydziestu latach. Dziękuję ci za wiersz o Szekspirze.

"Kiedy umarł Szekspir"

Kiedy umarł Szekspir, była pora roku
gdy wilgi nawołują się w konarach drzew
i trawa ogarnia ramionami
doliny Anglii.
Najpierw bardzo się bał,
ale kiedy otworzył oczy
zobaczył dom nad strumieniem i łukowe okna.
Cichy deszcz szeleścił w krzakach paproci
słowik czy skowronek zanosił się śpiewem
wśród jaśminów.
(wierzaj mi, to był słowik)
W drzwiach kamiennego domu
o oknie weneckim
stała stara kobieta
o siwiutkich włosach.
Przypadł do jej kolan
z szczęśliwym szlochem.

Rysunek starej cerkiewki na cmentarzu taki piękny. Niestety, już jej nie ma. Spłonęła w 1990.
Czyj jest ten cytat, zapisany tuszem na kawałku papieru? Czy ktoś wie? Nie podpisałaś...

"Pani, trzy białe lamparty siadły pod jałowcem
i pożywiły się do sytości
moim sercem(...)"

Uważam, że słusznie zrobiłaś, zostawiając z rękopisu kiepskiej powieści w zeszycie w kratkę tylko stronę z dedykacją. Dedykacja jest urodziwa. Może jeszcze się przydać:)

"Małej Agnieszce,
bezimiennej róży,
memu aniołowi,
dziewczynce z lustra,
matce wrzosów,
pani od polskiego,
książkę tę poświęcam"


Szkoda, że nie dokończyłaś paru myśli, na przykład tej -

"O moja biała sukienko, mój naszyjniku z jarzębin, gałązko bzu między stronami Biblii..."

Nie wiem, dlaczego było ci wtedy smutno i nie umiem cię pocieszyć.
Lubiłaś Eliota. Nadal go lubię.
Bawiłaś się słowami na marginesie notatetk. Nadal to robię w swoich nauczycielskich notesach.  "Pewien człowiek. pewien czło. Czło. Człowiek. Pewien czł. Poszukać Jacobsona. Poetyka Arystotelesa.  Pewien."
Dyplom za konkurs poetycki.
Spis rzeczy na etażerce babci.
Korekta pierwszego tomiku z uwagami profesora Franciszka.
Rysunek płaczącego dziecka.
Gucio zaczarowany Miłosza.
"Trzy białe łodzie płyną umarłych gdzieś głębiną." - czyje to? Pff, zapisuj autorów.
Kawałek pracy semestralnej 'Magia i miecz", z bibliografią.
Kawałek powieści o Tangunie. "Tangun leżał i patrzył w gwiazdy". Hy hy.
Dwa szkice jabłka, czerwony i zielony. Z rysowaniem ci się poprawiło.
Elegia na śmierć Winnetou. Ojej. Definicja franciszkanizmu. Nadal aktualna. "Świat Młodych" z wydrukowanymi moimi/twoimi wierszami, cała strona! Kochana Brzęczysława.
Rękopis wiersza, bardzo dziecinnym pismem pisany, cały pokreślony.

 "A gdy wreszcie zmęczeni, uśniemy w gęstwinie.A sen Gdy sen szu
Gdy noc nakryje płaszczem
szalone
A gdy wreszcie ucichnieoszalałe serce
A gdy wreszcie noc przyjdzie.

Ciężki to był mozół, mała Kalino:)I na koniec - odnajduję wiersz "Do przyjaciół". Czytam z usmiechem prorocze słowa dwunastolatki:

Za siódmą górą i rzeką, gdzie diabeł mówi dobranoc
mam swoje małe mieszkanko, o którym smutki nie wiedzą
jaskółki do snu mnie kładą i ze snu budzą co rano
i wszystko jest, tak jak trzeba - dom, ogród, drzewa za miedzą.

W wielkim i mrocznym salonie wesoło trzaska kominek
są tu głębokie fotele, gdzie możesz z książką się schować
bulgocze stary samowar, Baltazar tka pajęczynę
i możesz już zamknąć oczy, i już nie boli cię głowa.

Jeżeli wpadniesz tu kiedyś, zastukaj mocno i jasno
będziemy gwarzyć przy ogniu, dopóki świt nie nadejdzie.
Rano cię słońce obudzi i nie pozwoli już zasnąć
i razem przy naszym stole będziemy smakować szczęście.

(Na fotografii Młoda Kalina celebruje zimę)

30 grudnia 2015

Trochę o braku postanowień lub ich namiastce.



Księżyc przez gałęzie orzecha. Stoję sobie w kuchni, kubek ogrzewa dłonie i myślę o tym, że nie mam żadnych końcoworocznych postanowień.
Może coś ze mną nie tak?
Nad stołem wisi jeszcze świąteczna podłaźniczka. Książkowe prezenty nie wyczytane jeszcze, czekolady nie zjedzone, swetry nie noszone. Wszystko, jak być powinno, tylko tych postanowień brak. Nie chcę się odchudzać, przemeblowywać domu, robić nowych kursów, uczyć się fińskiego, zumby i origami. Czuję zdecydowany sprzeciw na myśl o wyjeździe gdzieś dalej, wstąpieniu do Koła Ochoczych Mam i czytaniu dzieł nowych noblistów.  Czytam biografie Tove Jansson, jem sernik i dobrze mi w swojskiej przestrzeni, gdzie znam każdy mebel i  każde skrzypnięcie podłogi. Latam w snach, daleko. Wymyślam bajki. Mam mnóstwo do roboty i już cieszę się, że posieję dzwonki.
 Nie potrafię być rygorystyczna, pilnować się z notesem i kalendarzem. Rzeczy po prostu dzieją się, jakoś tak. Jak przyjdzie wiosna, będziemy grabić po zimie i kopać w ogrodzie. Kiedy jest pranie, włączam pralkę. Mam ochotę na książkę, czytam ją. Oczywiście, czasem nachodzi mnie upojna wizja, jak Filifionkę, wierzącą w katastrofy, że przyjdzie trąba powietrzna i wysprzata mi dom, a ja będę ślizgać się po falach na szmacianym chodniczku, wolna i szczęśliwa. Próbowałam też zwijać skarpety japońską metodą Marie Kondo, w nadziei, że to odmieni moje życie. Niestety, to nie moja bajka, wolę te o dwunastu łabędziach niż dwunastu ładnie złożonych skarpetach.
Z całą pewnością będę dalej pisać, rysować, zbierać ziółka, robić przetwory, dekorować domek, łazić z Małym na spacery i czytać o zmierzchu na tarasie. Spodziewam się wiosny, a nawet jeszcze zimy, liczę na czereśnie latem i na to, że Średni pójdzie do wymarzonego liceum. Chciałabym dalej celebrować szczęście i patrzeć, jak starzeją się moje drzewa i kwitną róże. Może to jest jednak jakaś namiastka końcoworocznego postanowienia? Powiedzmy, że tak:) Idę dokończyć świąteczny sernik i pozdrawiam was serdecznie:)

23 grudnia 2015

Najpiękniejszego!



Radości z Jego Narodzenia, śmiechów w kuchni, wzruszeń przy stole, zapachu choinki, pomarańczy, ciszy i odpoczynku, celebrowania, leniuchowania, najpiękniejszego
 Wszystkim  Moim Czytaczom.
Radujcie się jako i ja się raduję:)
Fa la la la, la la la!
Wesołych Świąt!


 

 

18 grudnia 2015

Czas graniczny, leżenie pod choinką i szykowanie łodzi.

Chyba u Eliadego o nim czytałam. O czasie granicznym, który przekracza się jak świętą rzekę, za którą ma być coś zupełnie innego, królestwo nienazwanego, ale lepszego z pewnością. I dlatego warto się przedtem naczekać, żeby aż bolało, żeby poczuć to przekraczanie, wejść z zamkniętymi oczyma w wodę snu.
Najpierw stwierdziłam, że żadnych czasów granicznych nie ma.
Potem, że pewnie ludzie tworzą je sami, tak czekając na to przekraczanie, że aż rzeczywistość się zapętla.
Potem, że może całe życie jest czasem granicznym.
I że rzeka, którą przewracamy, płynie w nas.
A potem pomyślałam, że może wcale nie trzeba nad tym myśleć, bo rzeczy się dzieją, po prostu.
Przed świętami robiono u nas porządki. Ale nie takie ścierką pomachać i już. Trzeba było nawet z regałów wyciągnąć talerze i porcelanę, umyć, wytrzeć półki i wstawić z powrotem. Uprać i wykrochmalić pościel, firanki. Umyć kątki i sufity.
Pierniki piekło się wcześniej i trzymało w słoju. Mak ucierało w makutrze, ser tak samo. O zakupieniu pomarańczy, które z Kuby płynęły, nie wspomnę, jaka radość była gdy  po sztuce na osobę można było dostać pod choinkę...Ze skórek robiłam okręciki. Z masztem z wykałaczki.
Mój najlepszy prezent - farby z Czechosłowacji.
Pełzniemy znużone o wieczornej ciemności z pracy, z koleżanką.
- Jakoś nie czuję tych świąt - oznajmia koleżanka z żalem - Jak byłam mała, czułam, a teraz nic. Może to przez śnieg, nastroju nie ma? Może przez zabijanie od listopada reklamami? Albo starzeję się, po prostu?
Kiwam głową ze zrozumieniem. Nie ma granic ani granicznych rzek. To jak szykować łodzie?
U nas na wsi to tak nie boli, tu chybaby trzeba te rzeki z koryt wyrwać razem z ziemią i ludźmi, miasto zaciera bardziej i szybciej. Tu nadal są makutry, obok gotowego maku z bakaliami w puszkach, są pachnące świerczki obok tych sztucznych, jest siano, zostawianie jedzenia na stole, są stada kolędników, śpiewa się Szczodry Wieczer.
- Chcę poleżeć pod choinką - mówił kiedyś Średni, pakując się na dywan, pod pachnące gałązki, zamykając oczy i pozwalając światełkom tańczyć na swojej twarzy - Zobacz, mamo, jestem prezentem!

Ja też, tak bardzo, chcę znów poleżeć pod choinką. Zamknąć oczy i myśleć o farbach z Czechosłowacji, tacie, szykującym wigilię, lili laj.  Zapomnieć o pustych miejscach przy stole.


10 grudnia 2015

Śniło mi się, że byłam stara



Stałam na łące, pełnej żonkili i dzikich narcyzów. Boso. Patrzyłam z niedowierzaniem na swoje nogi. Były stare, opuchłe, pokryte siecią żylaków, ciężkie jak z ołowiu. Chciałam biec między te narcyzy, w dół zbocza, ale moje nogi mnie nie słuchały. Patrzyłam na swoje ręce, pergaminowe, o wiotkiej, pomarszczonej skórze. Jak Sofia nagle zaklęta w ciało staruszki, zrozumiałam, że jestem swoją babcią. I obok dojmującego poczucia utraty poczułam nagle żal. Że jak to, więc to tak? To tak one się czuły, więźniowie swoich ciał, królewny w wieży z pergaminu i zmarszczek, te dziewczyny z warkoczami, które nagle odkrywały, że już nigdy nie pobiegną po dzikiej łące? A przecież ciągle byłam sobą, taka sama w środku, taka sama do każdego oddechu, każdego roześmianego marzenia! Gdybym mogła zdrapać tę starą skórę, wysunąć się ze środka młoda i roześmiana, bosa, wirująca białą sukienką...
Obudziłam się, patrząc w ciemność, chwytając oddech. Dotknęłam swojej twarzy. Byłam. Czułam gładkość policzka. Sen.
I teraz ciągle myślę o was, moje Babcie. Gdzieś tam biegniecie teraz, między narcyzami, w zachodzącym słońcu. Urodziłam się za późno, by znać wasze młode twarze, śmiech i warkocze. Pamiętam tylko siwy koczek, upinany wsuwkami, opuchnięte nogi, zapracowane dłonie, stare kamizelki z włóczki, chustki na głowach, zakrzątanie, ostatnie dziesięć złotych wsuwanych w moją dziecinną rączkę. Jak się cieszyłyście z wnucząt na kolanach, jak gładziłyście nasze policzki. Nie wiedziałam, że patrzycie na te narcyzy po drugiej stronie siebie, że ciągle zbiegacie w tę dolinę, w blask, na nogach z ołowiu, znowu i znowu, i znowu. I znów.
Tak jak teraz ja.
Jak kiedyś ja zbiegnę.
Dla was najukochańszych, dzielnych, bezcennych, wiecznie młodych, bosych i szczęśliwych, wszystkie żonkile i narcyzy świata. 


06 grudnia 2015

Nie kupuj mi prezentów

- Co chcesz na prezent? - pytam Średniego.
- Nic, mam wszystko.

I ta odpowiedź olśniła mnie tak, jak kiedyś wiersz Maeterlincka, jak usłyszana pierwszy raz wiolonczela, jak sikorka na jaśminie we mgle. Nic! Ja też nie chcę nic. Mam wszystko. A dzisiejszy świat staje na głowie, żeby jednak udowodnić, że nie mamy wszystkiego i że powinniśmy, musimy za wszelką cenę czegoś chcieć.
Popatrz, takiego kubka nie masz. Takiego swetra. Pościgajmy się w chceniu. Pomacham ci przed oczyma półkami pełnymi towarów, wyprowadzę swoje zaciężne wojska reklam, piosenek z dzwoneczkami, zapachów makowca. Kubek to mało? Ostatnio widziałam reklamę firmy lotniczej, kup bliskim bilet na święta. O tak, wyślijmy ich do Hiszpanii, w kosmos nawet, o tym marzysz, prawda? (To rozwiąże dodatkowo problem świąt dla tych, którzy świąt nie lubią.)
Nie lubię złośliwości, mieści się dla mnie w definicji inteligencji bez dobroci, dlatego nie chcę być cyniczna, co najwyżej dziwię się, dziwię i smucę trochę.  Tym, że dajemy się tak łatwo oszukać, że można i wystarczy kupić prezent. Najpierw szukamy tych wysmakowanych, pod konkretną osobę. Potem już jakichkolwiek, w ostatnim odruchu desperacji rajstop dla babci czy  dezodorantu rozwiniętego w n nieskończoność. 
Dziękuję ci, Średniaczku.
Nie chodzi o pierwszą część zdania- że NIC. Ale o tę drugą, że WSZYSTKO. Przecież mam wszystko. Wszystko, czego konkretna, ta właśnie Kalina potrzebuje i dzięki czemu żyje zwyczajnie, radośnie, nasycona, szczęśliwa. A tego się nie da w żaden sposób kupić.
Jak kupić żółte brzuszki sikorek rano? Kota wieczorem? Smak zbożowej kawy w starym kubku babci. Radość robienia ciastek z chłopcami( patrz, mamo, to ciastko wygląda jak robal).
Wybieranie choinki we własnym lesie. Zapach umytej podłogi.
Podejrzewam, że Średni ma swój własny zestaw. I Duży, Mały, każdy z nich.
Nie kupuj mi prezentów. Daj mi czas, smak życia, śmiech. No, może jakiś drobiazg z uśmiechem, od którego nie ubędzie w kieszeni, a który stanie się kolejną częścią mojego WSZYSTKO.
Tylko nie kupuj mi, sugerując, że mi czegoś brak. I że to kupione mnie dopełni.
Ty mnie dopełniasz. Jesteś moim WSZYSTKO.
Pozwól mi wierzyć, delikatnie i z zachwytem, że ja jestem częścią twojego. Nawet, gdy stoję z pustymi rękoma.