21 sierpnia 2018

Klify St. Abbs



"Pomiędzy Abbs Head i Berwick znajduje się Eyemouth, wioska rybacka, czysta i prosta, z całym tym cudownym brudem, rozrzuconym wokół, który jest sanitarną osobliwością takich miast. Mieszkańcy Eyemouth żyją w harmonii z zewnętrznym wyglądem tego miejsca. Są szorstcy, prości i mają więcej zwyczajów niż rybacy z sąsiednich wiosek, na przykład Coldingham Shore. Bardzo szanowana klasa, trzeźwa i dobrze ubrana, zadowolona ze swego losu." - Fisher Folk ze Szkockiego Wschodniego Wybrzeża, "Macmillian's Magazine" nr 36 października 1862.






Więc z Coldingham spacerkiem do St. Abbs. To taki spacer, podczas którego czujesz się jak wesoła kompania Robin Hooda, a zwłaszcza Szkarłatny Will, wędrujący z różyczką w ręku. Żadnych trosk. Trawy do pasa. Murki. Dużo murków. Konie w kaftanach. Po niebie przeganiają się puchate owce obłoków, a za chwilę oczom ukaże się zapierający oddech widok - klify St. Abbs. Mają tu żyć maskonury, czyli po tutejszemu puffiny. Nie widzieliśmy żadnego, niestety, ale rybitw, mew pod dostatkiem. Ale i tak jest pięknie na St. Abbs.


 Murki. Kocham murki.


 Osty, oczywiście.


 Wszechobecne ławeczki pamięci.


A tak wygląda puffin - maskonur. Mały i duży.



St.Abbs były tylko krótkim postojem w naszej podróży, dlatego zabrakło nam czasu na schodzenie w dół stromymi ścieżkami rybackimi, oglądanie maskonurów i wędrówki do latarni morskiej. Pokażę  więc jeszcze widok na klify z góry, mniej intymny niż moje zdjęcia, ale bardziej spektakularny i dający obraz całości - ze strony  https://marinas.com/



A my jedziemy na północ.
Dalej wzwyż i dalej, w głąb. Jak w Narnii.

Im dalej wzwyż i im dalej w głąb, tym wszystko staje się większe. Wnętrze jest zawsze większe od tego, co na zewnątrz.

I jak w wierszu Ogilvy'ego

To the rose of the Hght, 
Leaping over the heath, 

Creeping low in the fern. 
With their spoil in their teeth

20 sierpnia 2018

Trawy śpiewają na Lindisfarne




Kiedy piszesz opowieść, masz jeszcze pod powiekami to wszystko, widoki, kolory, czujesz zapachy, słyszysz szum morza i krzyki mew. Jeszcze żadne słowa nie zostały wypowiedziane i zapisane, więc pamięta się wrażenia, samo bycie, samo przeżywanie. Potem będę pamiętać już swoje słowa i opowieść. Zamiast. Ale nie ma innego sposobu, żeby to posłać dalej, nie zostawić w sobie, by powoli zakurzyło się i zasnęło, jak motyl między ramami okna, zamknięty na zimę. Więc opowiadam - najpierw była Lindisfarne.






Zamykam oczy i przypominam sobie. Jak to jest, stać na wyspie, odciętej zwykle morzem, a dostępnej z lądu tylko dwa razy na dzień, przy odpływie? Na wyspie, na której w roku 636 stawiał swoje stopy mnich Aidan z Iony, nazywany apostołem Northumbrii? Aidan słyszał te same trawy, jak śpiewają wieczną piosenkę na Lindisfarne. Imię Aidan - Áedán - oznacza ogień, płomień. Klasztor założony przez Aidana przetrwał na wyspie skał, traw i mew do roku 793, kiedy to splądrowali go wikingowie, co było kamieniem milowym najazdów wikingów na Brytanię. A to tutaj biskupem był św. Cutbert, tu napisano przepiękny ewangeliarz z Lindisfarne. Tak, to ten...


... - wyobrażam sobie, jak iluminowano go pracowicie przy krzykach mew, przy oknie otwartym na kamienisty brzeg. Według legendy św. Cuthbert tak zatopił się w modlitwie, że zaskoczył go przypływ na brzegu a potem łabędzie i wydry musiały osuszać jego szaty. Uwaga! Zapamiętajcie wydry, jeszcze będzie o nich w moich opowieściach.

Zdążyliśmy przed przypływem obejrzeć Lindisfarne, zwaną też Holy Island.












Na Lindisfarne jest też zamek obronny na wzgórzu, małe miasteczko, w całości żyjące z turystów i nawet farmer, od którego kupiliśmy truskawek i śliwek i wiejskie jajka. Turystów jest sporo, ale nie przeszkadzają sobie. Ludzie rozchodzą się po wyspie, nie śpieszą. Niektórzy leżą w trawach. Jedzą kanapki, patrzą w morze, zbierają coś w wodorostach. Wędrują kamienistymi dróżkami, pstrykają zdjęcia różom w kamiennych portykach, siedzą w małej kaplicy. Jest cicho. Szumią śpiewające trawy. I morze.




Resztki splądrowanego w VIII wieku klasztoru.



Ze szczytu skał wygląda to tak.


A z bliska tak.





 A to przemiły farmer


I spokój w sielskich ogródkach




 Sir Walter Scott napisał o Lindisfarne poemat. I nie tylko on, ale jakoś pasują tu te słowa:

Dry-shod, o’er sands, twice every day,
The pilgrims to the shrine find way;
Twice every day, the waves efface
Of staves and sandalled feet the trace.
As to the port the galley flew,     
Higher and higher rose to view
The castle with its battled walls,
The ancient monastery’s halls,
A solemn, huge, and dark red pile,
Placed on the margin of the isle.