Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara szkoła. Pokaż wszystkie posty

11 grudnia 2023

Męczarnie Tomka Sawyera

 

W ramach odreagowania cytaty z kartkówki. Pisownia oryginalna.



 

Gdzie Tomek po raz pierwszy zobaczył Becky?

Tomek po raz pierwszy zobaczył becky w poniedziałkowy ranek

Tomek po raz pierwszy zobaczył Becky przez parkan


Jaki powód wymyślił Tomek, aby nie iść do szkoły?

Wymyślił powud że umarł


Po co Tomek udał się w nocy na cmentarz?

Tomek poszedł z Huckiem, żeby zniknęły kużajki zdechłym kotem

Tomek i Chak poszlii bawić się


Czym Tomek poczęstował kota?

Nie tomek nie poczenstował kota

Tomek poczęstował kot lekiem

Lekarstwem na brzuch


Kto się krył pod maską głuchoniemego Hiszpana?

Pod maską krył się indjanin jouł

Pod maską krył się pijaczek


W jaki sposób Tomek zdobył nagrodę w szkółce niedzielnej?

Tomek kupił kartki od kolegów żeby dostanąć biblię

Tomek dostał nagrodę że wymieniał się za kartkę

 

14 lutego 2018

Dzień jak co dzień i o kochaniu świata

W środy kończę po ósmej lekcji. Dzień jak co dzień.
Rano miałam zebranie z samorządem w palącej kwestii - czy proszę pani kolega może z nami rozdawać pocztę walentynkową i czy mogę tak być ubrana do zdjęcia? (Przejęta Martyna) Przewodnicząca z klasy czwartej była smutna, bo w tym roku było mało walentynek, a dziewczyny z szóstej chciały wiedzieć, czy do pocztówki można dołączyć misia i czy samorządowi listonosze go dostarczą?
Sprawy zostały załatwione pomyślnie, zdjęcie zrobione, listonosze ruszyli.
Klasa szósta kończyła plakaty na temat: co by było, gdyby Bilbo nie wyruszył jednak w podróż z czarodziejem? Co by go ominęło?
- Nie miałby uszkodzonych drzwi .
Przy pytaniach  z lektury - na ocenę - młody adept literatury z klasy tejże, dostawszy arcytrudne pytanie, jak nazywał się czarodziej, bezradnie utknął w niewiedzy.
- Na literę G - podpowiadam życzliwie.
- Gienek? - pyta z nadzieją.
Dzień jak co dzień.



Klasa siódma kończy rozprawkę o przyczynach przemiany Winicjusza. Dowiedziałam się, że jedną z przyczyn był fakt, że  jego wujek, Petroniusz ubierał się arogancko.
Póki dopytałam się, że chodziło o"elegancko" i że to zmieniło wyczucie mody u bezstylowego Marka - zdążyłam podupaść na duchu. Potem też. Co tam przemiany duchowe, ważne, że zaczął ubierać się z klasą.
Druga klasa siódma miała trudniej, opisywali postać literacką, która zrobiła na nich wrażenie i dlaczego właśnie ona, argumentuj.
"Ta postać podobała mi się, bo była chora psychicznie" - jeden z argumentów. Dziwne, że nie jestem siwa.
Dzień jak co dzień.
Jeden z czwartej zgubił telefon i chlipiąc, rozwieszał ogłoszenia w szatni. "Pieńć złoty wynagrodzenie znalaźcy".
Pewnie całe kieszonkowe. Bardzo chciałabym, aby znalazł. Pół klasy mu pomagało.
Ostatnia lekcja to zajęcia dydaktyczno - wyrównawcze, rozpoznawanie części mowy. Udało się z rzeczownikami, częściowo, "przecież twarz to nie rzecz proszę pani". Nikt nie dostał dzisiaj naklejek w nagrodę i wszyscy byli troszkę smutni. Bardzo lubią naklejki.
A ja lubię swoją pracę. Lubię czytać piękne opowiadania, mądre rozprawki, ale lubię też moment, gdy mały Kubuś wie, jakie pytanie ma czasownik, a cichutka Basia znajdzie aż dwa przymiotniki w zdaniu. Lubię czytać im wiersze mądrych ludzi, rozmawiać o ciotce Lobelii z Sackvillów, co ukradła Bilbowi łyżki, robić plakaty o zbiórce karmy do schroniska i projektować t - shirty z ulubionymi słowami, pokazujące jaki piękny jest nasz piękny język. Pisać, za co lubią swoją planetę.
Każdy dzień, od dwudziestu trzech lat, jest niepodobny do innych, choć jest dniem jak co dzień. Bo dzięki nim uśmieję się i ciągle jestem w środku trochę dzieckiem, kiedy uczą mnie kochać świat.



10 lipca 2017

Trzecia wakacyjna wyprawa. W końcu szkoła.



Trzydzieści kilometrów. Ale warto było - trasa Krzywiec - Przybudki - Łosinka - Kotłówka - Łopuchówka - Tyniewicze w końcu przyniosła mi wyczekiwany dreszcz szczęścia - znalazłam opuszczoną szkołę!  Weszłam do niej. Dotykałam starej tablicy.
Ale po kolei...


Znów mam piękny dzień, pogoda błękitna, wyjeżdżam najpierw do Krzywca. To dość duża, wyraźnie zamożniejsza wieś, niż ubożuchne Iwanki czy Waniewo. Przez wieś płynie rzeczka Krzywiec - teraz Krzywczanka, wieś datuje się na XVIII wiek, cytuję za wiki:   W 1727 wieś należała do parafii Narew, w 1779 liczyła 33 dymy, 1 karczmę i 1 dym dworski. W 1811 roku było tu 48 domów. W owym czasie we wsi mieszkał szewc, garncarz i kowal. W 1837 we wsi znajdowała się karczma. W 1847 roku było tu 58 domów, w których mieszkały 332 osoby. W 1853 roku odnotowano ślub szlachcica z wieśniaczką.
\


Uwielbiam te podlaskie okiennice i zdobienia.




Prawie pod każdym płotem obowiązkowa ławeczka.Ogródki, tulące się do płotów, takie zwykłe, wiejskie, malwy, floksy, drobiazg kolorowy...







Znajduję szybko starą szkołę - jest odremontowana, a w jej budynku od 21 lipca 2000 roku mieści się Diecezjalny Ośrodek Kultury Prawosławnej „Światłość". Niestety, jest zamknięte, ruszam dalej, drogą przez Przybudki, do Łosinki. To tam czeka na mnie druga szkoła.



Jadę sobie taką żwirową droga i znajduję Babcię Wierzbę. Przytulam się do niej, nawet dziupla jest.





A trzy kilometry dalej już czeka na mnie Łosinka. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z roku 1788 - "...była to wieś chłopów królewskich w leśnictwie bielskim na 24 włókach, licząca 43 dymy..."
Znowu za wiki: Wieś posiada trzy zabytki znajdujące się w rejestrze zabytków województwa podlaskiego:  Są to:
Ponadto posiada następujące obiekty o wartości kulturowej:
  • drewniana plebania, zbudowana w 1805, rozbudowana w 1848;
  • drewniana kapliczka z początku XX wieku.




Są duże, odnowione domy, są nowe, o pięknych ogrodzeniach, ale ja szukam tych mniejszych, tulących się do drzew, szukam swojej szkoły...





I dopiero za krzyżem, na samym końcu wsi, znajduję Ją. Piękną. Zrujnowaną. Jak ze snu.




Ślady po oderwanych tablicach, po godle. Starutkie schodki, pokryte mchem. Oddech sam się wstrzymuje... po wejściu do środka widzę TO.

 

Pamiętam takie piece w mojej starej szkole. Pamiętam takie malowane biało drzwi. Tu warstwy farby spełzają, ukazując stare drewno. W smugach światła wiruje kurz. Tak bardzo cicho, tylko ptaki za oknem.



Idę z klasy do klasy...



Kto wyglądał przez to okno, na stare jaśminy?



Kto uczył się pisać, że Józek, na półce, rózga?



 

Kto zgubił na podłodze Emilkę? Kto siedział na tym krześle?





Klasa siódma nie przeczyta już Makuszyńskiego, nie zbiegnie z tupotem po schodkach, na gorący asfalt, nie zanurzy się w łąkę za szkołą.


 

I żadna dziecinna rączka nie otworzy już tych drzwi.
Bardzo cicho wychodzę na dwór, w rozgwar lata. Wracam sobie zamyślona, zmęczona, z tymi obrazami pod powiekami. Jeszcze taki krajobraz:




 Nawet autobusy tędy nie jeżdżą.
Dopiero w Tyniewiczach wyjeżdżam na szerszą drogę, słyszę śmiech dzieci, kąpiących się w jakimś baseniku przy jednym z nowszych domów. Ale głównie, głównie starsi ludzie i stare domki. Leniwe południe, koty w trawie, senność. Puste ławeczki.








Następna wyprawa za parę dni, jak mi  bolące nogi odpoczną...