Czajka napisała samą prawdę za Proustem o zimowych pokojach. Zimowe pokoje i zimowe domy są całkiem inne, niż wiosenne i letnie. Takie wsobne, nie - odosobne. Zaginają przestrzeń do środka, chowają nas razem z katarem, zmarzniętymi palcami, brakiem ochoty na nic. Zimą muszę dwa razy bardziej tłumaczyć sobie, że właśnie teraz posługi miłości są ważniejsze, niż kiedykolwiek. I jestem ze dwa razy mniej dzielna w tym.
Posługi miłości nazywam tak z powodu pewnego wiersza, chyba o nim już pisałam, bo jak się czymś zaczaruję, to często o tym piszę. Robert Hayden.
W niedzielne ranki ojciec także wstawał wcześnie
i w sinoczarnym zimnie ubierał się, aby
spękanymi rękami, które go bolały
od roboty na mrozie w dni powszednie, sypnąć
węgla do pieca. Nikt mu nigdy nie dziękował.
i w sinoczarnym zimnie ubierał się, aby
spękanymi rękami, które go bolały
od roboty na mrozie w dni powszednie, sypnąć
węgla do pieca. Nikt mu nigdy nie dziękował.
Budziłem się, słyszałem trzaskanie drzazg mrozu.
Kiedy się już nagrzało, ojciec wołał na mnie
i zwlekałem się z łóżka, ubierałem, w lęku,
w jaki wprawiały mnie chroniczne domowe gniewy.
Kiedy się już nagrzało, ojciec wołał na mnie
i zwlekałem się z łóżka, ubierałem, w lęku,
w jaki wprawiały mnie chroniczne domowe gniewy.
I zamieniałem parę obojętnych słów,
z nim, który zdążył już przegnać chłód z domu
i wyglansować moje odświętne półbuty.
z nim, który zdążył już przegnać chłód z domu
i wyglansować moje odświętne półbuty.
Cóż ja wtedy wiedziałem, cóż ja mogłem wiedzieć
o surowych, samotnych posługach miłości?
o surowych, samotnych posługach miłości?
Ten wiersz sprawia, że wspominam. Babcie, które chodziły po wodę do studni i rozbijały lód. Czyjeś palce szyły nam ubrania i ktoś skubał gęsi na pierzynę, pod którą śpię. Ręce Taty Miłego heblowały każde z drzwi w naszym domu, dłonie Mamy szyły chustę, którą się okrywam, czytając Haydena. Pamiętam te posługi miłości, były zawsze, ale rozumiem je dopiero teraz.
Kiedy sama okrywam śpiącego synka kołdrą.
Nie ma bez tego świata, a przynajmniej nigdy nie będzie taki sam, gdy ich już braknie. I ktoś musi podjąć te koromysło z niewidzialnymi wiadrami wody i nieść dalej. Bo inaczej to wszystko by się zatrzymało. I uczy się tego tylko przez obserwowanie tego i widzenie, nie przez mówienie o tym, a zrozumienie przychodzi kiedy jesteśmy już na tyle duzi, by podnieść ciężar. Już Mały się uczy nieść torby ze sklepu, a kiedy zapomni do szkoły rękawiczek, dzielimy się jedną parą moich.
Czasem tak mi żal, że nie umiałam wtedy podziękować. Babci na wakacjach za ciasto z kruszonką i morelowym dżemem, dziadziusiowi za palenie w piecu gałązkami, rodzicom, siostrom, wujkom...
Już jest za późno, przynajmniej jeśli chodzi o najstarszych i pozostaje tylko wstać samemu o świcie, uśmiechnąć się do gołębi, gruchających we mgle i zrobić najpiękniejszą jajecznicę, jaką się umie. I kakao. Miły zawiezie nas do szkoły, ogrzewając wcześniej samochód, byśmy nie siadali na zimnym. Kiedy jesteśmy bardziej krusi, zmarznięci, bez sił i stęsknieni za wiosną, wtedy mocno, z całych sił wspominam ten wiersz Haydena. Bo wtedy mi łatwiej razem z innymi popychać świat:)
A luty w Kalinowie wygląda tak.
Przepiękne i bardzo głębokie. Jeśli mimo zła, głupoty i chaosu świat jeszcze się trzyma i jeszcze istnieje na nim uśmiech, to własnie przez takie posługi miłości.
OdpowiedzUsuńJaki piękny wpis -również mnie uświadomił ilu Bliskim , których już nie ma zawdzięczam takie posługi miłości. Wyrosłam na wsi, dobrze pamiętam mroźne zimy i trud noszenia wody,węgla. I nasze ubrania cerowane przez mamę i babci przy naftowej lampie , i jabłka przynoszone przez tatę w zimowy wieczór...Dziękuję za ten wiersz i wpis - żyję ponad 60 lat i dopiero dziś nazwał ktoś to czego doświadczałam i doświadczam - posługa miłości - jak pięknie to brzmi ...Dziękuję
OdpowiedzUsuńKiedy przeczytała, to przypomniało mi się, że już kiedyś ten wiersz przedstawiłaś. Jeden z piękniejszych, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Wydrukuję go sobie, żeby nie zapomnieć.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za chwilę zadumy.
Wracam do niego zwłaszcza zimą.
UsuńTen wiersz jest jednym z najpiękniejszych wierszy, jakie przeczytałam, o miłości.
OdpowiedzUsuńW naszym domu pierwsza wstaję ja. Rozpalam ogień jak ten ojciec z wiersza, robię herbatę, kawę, śniadanie. Lubię to i nie traktuję tego jako posługę miłości, bo dla mnie to jest miłość sama w sobie:)
W innym domu, moja siostra robi już od 41 lat, tak samo. Wstaje o 6 rano (a jest już od kilku lat na emeryturze), aby zrobić mężowi śniadanie i choć chwilę pobyć z nim razem. Jeszcze w innym domu każdy dzień zaczyna mój brat. Wcześniej, w innym całkiem domu, robiła tak moja mama.
Nie byłem, stróżem ognia w moim domu, ale byłem wędrująca westalka, to więcej - tak pisał Stachura. Też lubię rozpalanie ognia, choć tym częściej zajmuje się u nas Miły:)
UsuńStachura to mój ulubiony człowiek:). W 85 roku, ze swojej podróży poślubnej, przywiozłam jego wszystkie tomy dzieł zebranych:), a LFB to mój ulubiony zespół:). Pomimo nie najlepszej jakości warto posłuchać.
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=VIYytsti5VE
Piękne podziękowania autora,tym piękniejsze,że składa je ojczymowi,nie biologicznemu ojcu.Większość ludzi nie dziękuje bliźniemu tylko wielkopańsko wymaga, od rodziców,od lekarza,salowej,sklepikarza.Wielu też jest obrażonych na Boga.
OdpowiedzUsuńHanna
Takie posługi są wpisane w życie każdego człowieka, tylko róznie się je określa
OdpowiedzUsuńWiersz mądry,piękny, porusza do bólu. Dziękuję!
OdpowiedzUsuńRównież dziękuję za poruszenie serca. Ewa
OdpowiedzUsuń♥ mam łzy w oczach.
OdpowiedzUsuńMasz taki cudowny styl. Jeśli kiedyś napisałabyś książkę, chciałabym mieć ją na swojej półce.
Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń