07 sierpnia 2023

Odnawianie kuchni, drewniany korbel z niezwykłą historią, łąkowe cuda i szczęście na kółkach.

 Nasza kuchnia właśnie kończy wakacyjną przemianę - przemalowujemy fronty szafek, Miły zrobił nowe meble, zmieniła się trochę kolorystyka, na szarość z drewnem. Przy okazji odmalowana została szafka na talerze i drewniany korbel.

Ta urokliwa nazwa tak samo urokliwego przedmiotu oznacza ni mniej, ni więcej, tylko rodzaj podpory, na przykład pod półeczkę. Mój korbel był dotąd ciemnobrązowy, dostał nowy kolor i nowe życie, a ma piękną i wspaniała historię - jest prezentem od pięknej i wspaniałej kobiety. Pani Nina mieszka w Kanadzie, jest wdową, w jej  mieszkanku ze storczykami wisi też przedwojenny portret jej samej jako małej dziewczynki z czerwoną kokardą. Wczesniej mieszkała w Szwajcarii, jej mąż był ichtiologiem, przeprowadzając się, zabrała wiele mebli ze sobą, a w ramach prezentu otrzymałam od niej między innymi ten podróżny, przeprowadzany korbel i zegar z kukułką i parką tancerzy, wysuwających się zza drzwiczek przy dźwiękach przyjemnego kurantu. Przewiozłam je w walizce do Polski razem z kilkoma porcelanowymi lalkami, w tym Anią Shirley, dywanikiem, gumowcami w kury, zielonym wazonem i ksiażką kucharską Maryli Cuthbert:)

Odmalowany korbel pani Niny wygląda tak, zrobiłam mu przecierki i finalny efekt pokażę, jak wyschnie. Póki co, ta dam: :


 

A tutaj schną fronty i szafka talerzowa:


Ten kolor farby nazywa się rustic i jestem z niego bardzo zadowolona - pięknie odbija światło.

A sierpniowego światła mamy dużo, wielkie deszcze jakoś nas omijają, trochę padalo, nawet całą noc ostatnio, ale równo, mocno, grzybnie, a potem dzień wstał wypłukany, wymyty, rześki i już sierpniowy, takie, wiecie - "od Hanki zimne poranki". Stopy marzną na rosie;)

Na łąkach dzieją się takie cuda.







 
Jak widać, piaski podlaskie wypiją każdy deszcz.
A to rower Kaliny.

 
A to szczęśliwa Kalina, która już będzie mogła zamienić dwa na cztery kółka - dzisiaj oficjalnie zdałam prawo jazdy i spełniłam swoje kolejne marzenie. Nigdy nie jest za późno, wcale nie szkodzi, że trudno, dziewczyny dają radę i mogą wszystko:)
(Chłopcy są tak samo lepsi jak dziewczyny, oczywiście, jak stwierdził kiedyś Sredni, ale mam prawo być tu subiektywna:)






31 lipca 2023

Zapomniane ziemniaki, koniec lipca w ogrodzie i witajcie, pomidory!

 Rok temu miałam ziemniakowy zagonek w południowym warzywniku, od frontu. Ziemniaki wykopałam, a potem posadziłam tam borówki, bo mi szkoda było dobrego miejsca, a borówek nigdy dość. 

Jakież moje zdziwienie bylo wiosną, gdy ziemniaki znowu wyrosły sobie w zrębkach, między borówkami. Musiałam zapomnieć o kilku malutkich bulwkach, zostały sobie na zimę i spokojnie wyrosły. Bez pielęgnowania, bez okopywania, bez żadnych zabiegów zebrałam własnie wielki kosz i są śliczne. Co ciekawe, pod samą ziemią, w zasadzie na wierzchu, wystarczyło rozgarnąć zrębki ręką.

Dosiały się do nich kosmosy i kukurydza, więc rosły wszystkie razem.




 
Piękne i smaczne! Dzisiaj na obiad z botwinką i chłodnikiem.

 

Koniec lipca w ogrodzie jest feerią światła, kolorów i cieszy oko. Serce też, bo zaczynają się pierwsze warzywne zbiory. Jest fasolka szparagowa! I powódź ogórków. Zrobiłam im sznurki, ale odmawiają współpracy i pełzną po ziemi, mama twierdzi, że to dlatego, że ogórek lubi wilgoć, chowa się pod liścmi i tak mu dobrze, brać z ziemi siłę i jędrność. Całkiem możliwe, nie narzekam, musze tylko bobrować między liśćmi i uważać, gdzie stąpam, bo się towarzystwo rozpełzło. Tak samo jak dynie i cukinie.


Cebula już wybrana, jest różnie, są spore, są mniejsze. Na zagonek po cebuli pójdzie szpinak i koper na jesienny rzut, a potem czosnek zimowy.



Z wiadomości wspaniałych, zaczęły się pomidory. Jemy codziennie i póki co, mój faworyt to smakujące wytrawną śliwką noire de creme.

Koktajlowych jest mnóstwo


Na kwiatowych rabatach pstro, wesoło, kwiatowe wesołe miasteczko.





Na łąkach też pięknie. Można brodzić i brodzić, robić bukiety i patrzeć w nieskończoność. Zawsze lubiłam przydrożne i łąkowe dzikusy. Znoszę do domu namiętnie i pachną w niebogłosy, susząc się w pęczkach.







 
Czarny bez jeszcze zielony:)

 
Liście dębowe dobre do ogórków

 
Jabłka z łąki, z dzikiej jabłonki, parchate, kwaśne, aż wykrzywia, ale najpyszniejsze:) 
Ze spraw domowych, to w kuchni pachną floksy, a na tarasowych meblach królują koty, które mają cały czas świata:)
 



 
I do kompotu cukiniowe ciasto z borówkami.
Spijamy całe lato, jak Ronja:)
 
"Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczoła wsysa miód – […] – Zbieram wszystko w jedną dużą bryłę lata, żeby żyć nią, kiedy... kiedy nie będzie już lata […]. To jest taki wielki przekładaniec, są w nim wschody słońca i czarne jagody na gałązkach, i piegi na twoich ramionach, i blask księżyca nad rzeką wieczorami, i niebo pełne gwiazd, i las, i upał południa, kiedy słońce złoci sosny, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne, i wiewiórki, i lisy, i zające, i łosie, i wszystkie dzikie konie, które poznaliśmy, i to, jak pływamy, i jak jeździmy konno po lesie, tak, to jest cały ogromny przekładaniec z tego wszystkiego, co jest latem!"

Ronja, córka zbójnika

 


 







27 lipca 2023

Tęsknij za kolejnym dniem

 Już brzozy  szepczą o lipcowym fado. Naspadało złotych listków, susza wytargała białopienne dziewczyny za zielone czupryny, mama mówiła, że zagrabiła dwa kosze. Poszłam Cichą na ugór, po wrotycz, zobaczyłam pająki na podróżniczkach bławatkach. A przecież to jeszcze nie sierpień, dopiero Anna minęła.

Jak to Mój Ulubiony Smutny Poeta, pan Poniedzielski pisał: niestety, ze wszystkich przypadków dojmująco dotyczy nas najbardziej Dopełniacz. Kogo? (nie ma). Czego? (nie będzie)? 

Kończą się poziomki i czarne porzeczki. Niedługo ich nie będzie. Z poziomek zrobiłam konfiturki, z malin też.

 



 W malinowym chruśniaku jeszcze słodko, ale maliny są ciężkie, przejrzałe, wysycone słońcem i deszczem. Do dżemu dobre, do śmietany na serniczkowe placuszki. Wiem, że lato mi umyka, już połowa prawie, ale nic nie poradzę. Kiedy było małym latem i biegało z poobijanymi kolanami jak Piotruś Pan i dzika Ronja, ledwie za nim nadążałam. Teraz dorosło i  chodzi z pełnymi koszami i ciągle nie ma czasu, bo nad ramieniem stoi mu wyrzekająca Pomona, że jeszcze to, jeszcze tamto, papierówki trzeba zrywać, koper na drugi rzut siać, a malwy popadały, niepodwiązane...

Pierwszy słonecznik rozkwitł i pierwsza dalia. 

Koty śpią na nowych tarasowych meblach, one mają najwięcej czasu.

Maluję, gram, piszę, biegam, nosi mnie.

Tęsknota mnie nosi też. Nie wiem za czym. Patrzę dużo za okno, na niebo. Na mgły koło mostu. Na lipcowe gwiazdy.   Jest mi dobrze, aż boli i zasmutkowuję się, i też boli. Znowu mi wraca Andrzej Poniedzielski: 

"Człowiek, podobnie jak woda, ma trzy stany skupienia: smutek, radość i stan równowagi chwiejnej. W tym trzecim stanie spędzamy najwięcej czasu. "

Moje dzisiejsze malowane kwiaty:

 




 





I Pan Poniedzielski, i Leonard na chmurze: