Minus dziewięć. Już po marcinkach, po chryzantemach, kwiaty umarły. Staję w opustoszałym ogrodzie i przypomina mi się wiersz Achmatowej, ten, dedykowany Pasternakowi:
I znów nadciąga jak Tamerlan jesień
zaułki przy Arbacie tchną spokojem błogim.
A za przystankiem albo za mgłą leśną
czernieje nieprzejezdne błoto drogi.
A więc to jest ostatnia! I gniew wielki
ucisza się, jak gdyby to świat zamilkł...
Potężna starość, rodem z Ewangelii
i to westchnienie gorzkie, z Getsemani.
Jesień - Tamerlan... Mróz zabrał ostatnią liliową białość, ściął głowy różowym chryzantemom. Średni zrobił zdjęcia cichemu pogorzelisku lata. Uspokoiło się, ucichło, odeszło. Światło jest łagodne i pogodzone z losem, pranie zamarzło na sznurze, każda brzoza stoi jak Safona nad brzegiem morza. Na trawie kruszące się, zbrązowiałe liście, na swój sposób piękne, taki nostalgiczny dywan, utkany przezroczystymi palcami Czasu.
Chowamy się w domu, gdzie w piecu napalone, puchaty kot wyciąga się na ogrzewanej podłodze, pachnie obiad, dzieci leniuchują, gra muzyka i nikomu dzisiaj się nigdzie nie spieszy. A za oknem jesień jak Tamerlan. Nigdy dom nie smakuje tak, jak teraz:)
U nas "tylko" -4. Ale jak dla mnie to zimnica. Na pociechę słońce stara się jak może kokietować swoimi promieniami. W sumie jest pięknie.
OdpowiedzUsuńA po spacerze, jakże przyjemne wejście do cieplutkiego, zawsze czekającego na nas domu :)
Pozdrawiam.
Tak, Penelopo, pięknie jest. Podziwiałam wasz projekt warzywnika, coś urzekającego. Będzie spał pod śniegiem do wiosny. Lubię czas odpoczynku po intensywnej wiosnie, lecie, jesieni... Obiecuję sobie, że wtedy przeczytam wszystkie ksiażki, jakie zaniedbałam i dokończę pisac te, które zaczęłam:)
Usuń-Nigdy dom nie smakuje tak, jak teraz-
OdpowiedzUsuńto samo pomyślałam wczoraj wieczorem, po pracowitym dniu.
W Centrum tylko języki mrozu zwarzyły niektóre begonie, aksamitki.
Inne w zaciszu uchroniły głowy.
Kwitnie jeden liliowiec- od wiosny , bez przerwy.
Trawa jak nigdy. Koszona dziś przed zimą - który to już raz tego sezonu?
Idę do chałek.
Pozdrawiam Mama Muminka.
LIliowce wydawały mi się wieczne, ale niestety, dzisiaj padły też. Chałki własnej produkcji?
UsuńMmmm, wyszły dobre, lekkie , puchate .
UsuńJesień to czas chałek, bułeczek i cynamonowych rogalików.
Inne pory roku nie pozwalają na takie ekstrawagancje:( Trza w polu;) zasuwać.
Ten liliowiec
http://albamar.pl/pl/liliowce/401-liliowiec-stella-de-oro-.html
polecam.
Cudny
Dobrej nocy w Kalinowie - jak wyspanej do syta.
Gdzie są kapcie Małego! Przecież z gorączką był... U nas dzisiaj zmroziło ogród. Miejsca osłonięte się uchowały, ale cała reszta z bialutkim nalotem dziś rano. Też piękny taki widok :)
OdpowiedzUsuńMamy ogrzewaną podłogę w kuchni:)
UsuńTak ciepło, przytulnie, spokojnie w Twoim poście, tak dobrze :)
OdpowiedzUsuńA na kolację placki ziemniaczane^^ Grzejmy się, Doranmo! Jak twój piękny ogród? Zostało troche purpury wina, fioletu marcinków?
UsuńU nas mróz jedynie -1 i widzę, że zapowiadają piękną pogodę na ten tydzień...Oby się sprawdziło! Ale ja w małopolsce mieszkam, to pewnie kawałek od Ciebie. Pięknie opisujesz! I śliczne zdjęcia. Zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńKawałek - my mamy godzinę drogi do białoruskiej granicy, same Kresy:)
UsuńNiedźwiedzie białe normalnie latają...:)
Nie nadążam za Tobą! Nie zdążę ustosunkować się do jednego, a tu już post następny!
OdpowiedzUsuńU nas jeszcze nie aż tak. Liście na drzewach nadal zielone (nie wszystkie), chryzantemy i marcinki kwitną w najlepsze, jeszcze begonie i pelargonie na ganku spoko dają radę!
Masz rację - smaku jesiennego domu nie da się przecenić. Pachnie kominkiem , szarlotkom i bigosem a do tego w wazonie chyba ostatnie już tego roku dalie. Cudne chwile. Cieszę się z Tobą.
OdpowiedzUsuńDopiero teraz widzę, co napisałam. Nie komentuj Kalinko :-)
OdpowiedzUsuńDom nigdy nie smakuje tak, jak teraz, ale to ładnie napisane :)
OdpowiedzUsuńLubię marcinki :)