16 marca 2019

Dusza przedwiośnia

Jeśli przedwiośnie miałoby duszę, to powinna wyglądać ona jak przebiśnieg. Małe, biało - zielone dzwoneczki są kluczykami u paska tej trochę zmarzniętej, nieśmiałej panny, która wędruje naszymi podlaskimi drogami w kaloszach i ciepłym swetrze.
Wczoraj plus dwa, dzisiaj plus osiem. Wiatr, deszcz, błoto, śnieg z deszczem, czasem trochę słońca. A jednak - ona jest, czuje się ten absolutnie potężny pęd życia, jak soki w drzewach, ruszające akweduktami kory, mocniej, szybciej, odważniej z każdym dniem. Pęcznieją pączki, na porzeczkach, na agreście, na różach, ligustrze, brzozach. Leszczyna w złocie,  trawa już, jak zawsze przodowniczka pracy, w zielonych źdźbłach, zwłaszcza pod drewnianą ścianką szopki, przy plocie, w zaciszu. Żurawie stadami na łąkach, na polach. Pierwszy bocian.
W zacinającym wietrze wędruje sobie z zachwytem skrajem brzeziny, przynoszę pierwsze skarby - jemiołę z topoli, bazie, garstkę przebiśniegów do bukietu.

Mały przydreptał do mnie dzisiaj, podniósł mi palcami kąciki ust do uśmiechu i oznajmił:
- I tak ma być cały dzień!

W takim towarzystwie nie można inaczej:)












11 marca 2019

Uczyć się na sukcesach

- Chyba trochę za słodkie - westchnęłam rano, próbując krówek. -  Trudno, zrobię drugie, lepsze,  trzeba się uczyć na błędach.

Mały podszedł do mnie i uściskał.

- Mnie smakują! Bardzo dobre!  Nie trzeba się uczyć na błędach, mamusiu, ucz się na sukcesach!

No i tak, pamiętajcie. Myślmy jak Mały, zawsze pozytywnie:)





10 marca 2019

Marcowe kwiaty, krówki i pasta z suszonych śliwek

Za oknem mieliśmy dzisiaj śnieg, na termometrze plus dwa, wiatr taki,że znika nam prąd co kilka minut. Dlatego w celu podniesienia domowego morale robimy dzisiaj domowe krówki.
Przepis wynalazł Średni. Gotowałam trochę za krótko i wyszły lekko ciągnące się, zamiast kruche. Ale pyszne.




 

 




 Niech tam sobie wieje od lasu, od pola, od łęgów, gdzie już gęsi zdążyły dolecieć i teraz marzną.  My mamy krówki. Miły widział nawet pierwszego podlaskiego bociana! Czyli tak, to już.Wiosna powinna u nas przybywać w ciepłym kubraku i walonkach, nie pantofelkach.  Przynajmniej w marcu:)

Pocieszamy się tulipanami.





 I pastą z suszonych śliwek i pomidorów, na grzanki, przepis Jadłonomii.




 I czekamy, na tę prawdziwą, bez kubraka i walonek. Na ciepły wiatr i pierwszego żółtego motyla.


05 marca 2019

Kiedyś to były zimy!

Poranek, ciemniutki, senny, szóstej nie ma, stoimy pod sklepem - jeszcze zamknięty, otwierają o szóstej właśnie. Stoje ja i dwóch panów, w tym jeden taki mocno leciwy, pomarszczony, zażywny, nerwowy.
- Zamknięte jeszcze? - pytam,bardziej w celu powitania, bo widzę, że zamknięte.
- Ano, zamknięte. Czasem nawet i po szóstej otwierają - oznajmia starszy pan, mocniej zaciskając poły kurtki. Wieje.
- Wieje. Zimno - wtrąca się do rozmowy trzeci poranny klient. - Wiadomo, jeszcze zima!
- A co to za zima... kiedyś to były zimy! - oznajmia staruszek z goryczą, ale i dumą, jakby on sam był twórcą tych wszystkich wspaniałych zim, które przebiegły mu przed oczyma. I nam.
- Ale za to jak zima taka słaba, to wiosna lepsza będzie! - szuka pozytywnych stron w tej zimowej melancholii Trzeci.
Ale staruszek się nie poddaje. Macha ręką i patrzy na nas zwycięsko.
- Co to za wiosna, panie! Kiedyś to były wiosny!

I w tym momencie nieśmiała panienka otwiera sklep i staruszek w triumfie wchodzi pierwszy.
 Szach mat.






Jakby ktoś tęsknił za wiosną, to u nas pomidory już posiane. Kot filozoficznie pogodzony z każdym rodzajem wiosen i zim. A ja mam przez te wiosny i zimy niegdysiejsze uśmiech od rana:)

01 marca 2019

Halo, marcu!

 

Ta dam, oto jest, oto jest. Zaczął się marzec. Otwieram go ty wpisem jak śliczną, wiosenną szkatułkę, to nic, że za oknem szaro, buro, plus jeden, wiatr i chmury jak siwe spódnice pani Zimy. Żurawie już do nas przyleciały i gęsi. Przebiśniegi mają białe pączki. Kurdybanek wyjrzał. Kury Basi znowu się dobrze niosą i tygodniowo dostajemy cztery kilo pysznych jajek. A Miły kupił mi cytrynowe drzewko i złoty kolor rozwesela nam w kuchni chmurne ranki.


 

Mam już ziemię, doniczki i nasiona, w sobotę zacznę wiosenne sianie, czeka na uporządkowanie szklarnia i do ziemi pójdzie rzodkiewka i sałata. Nawet nie wiecie, jak mi tęskno, żeby zanurzyć ręce w ziemi. Nałożyć moje gumowce w kogutki. ..
Póki co, halo, marcu, przywitałam się, to biegnę do pracy. Piątek jest u nas zawsze bardzo zajęty, ale sobota - jutro - będę cały dzień w domu. Good morning, good moooooorning, śpiewałoby się z Debbie:)


Chlebek bezglutenowy - na mące ryżowej. 





A to dzieńdobrowa piosenka.





21 lutego 2019

Najprostsze piękno





Takie łagodne, delikatne i skromne. Pierwsze bazie.

 Nie aspirują do miana gwiazd ugoru za lasem, trzeba podejść blisko, by je zobaczyć na tle ciemnej zieleni sosen, wysuwające się nieśmiało z osłonek brązowych łupinek. Jeszcze bez brzęczenia pszczół, jeszcze zmarznięte, jeszcze przewiane wiatrem. Pachnie zimą, śniegiem i przymrozkiem, a one już są. Zabieram kilka gałązek do domu, stawiam w siwaku. Bądźcie. Pokazujcie, że wszystko ma swój czas i że nadejdzie i wiosna, ale swoim rytmem, swoim krokiem, powolutku.
Schludne bazie, mali koloniści wiosny. Ubrane w barwy lnu i ziemi. 


Pierwsze listki przebiśniegów. Jeszcze nawet kwiatków nie ma. Ani jednego dzwoneczka, wabiącego słońce i pierwsze motyle. Chłód, sepia, brązy, a w tym to zielone, maleńkie piękno. Taki wielki dar dla stęsknionego za wiosną serca. Tacy mądrzy nauczyciele oczekiwania.