16 lipca 2018

Kolorowa zmiana

Czerwiec był biały, maj fioletowy. Ale już po bzach dawno, nawet wspomnienia się zatarły,  po czeremchach, jaśminach też już nie ma śladu - malarz zamalował płótno, rzucił nowe kolory. Teraz w ogrodzie czas złota, słonecznych żółci, pomarańczy, nasyconych burgundów, różów i cynobru. Codziennie coś się zmienia. Muszę obejść rano cały ogród, żeby sprawdzić, co - czy lilia się otworzyła, czy onętek przekwitł, czy aronie już w kolorach śliwkowych. I jest w tym obchodzeniu  taka uważność, żeby nie przegapić, nie zapomnieć o nikim, o królach i królowych ogrodu,  malwach i słonecznikach, liliach jak baronowe, księżniczkach rudbekiach, hrabinach cyniach... jak Małgorzata na balu wędrowała od gościa do gościa :

" – To za mało, za mało – znów wyszeptał Korowiow – proszę spojrzeć tam, w lewo, na pierwsze skrzypce, i proszę skinąć tak, aby każdy pomyślał, że właśnie jego pani dostrzegła.(...) to za mało, za mało – on przez całą noc nie będzie mógł spać. Proszę zawołać do niego: “Witam pana, królu walca!”








 

Warzywniaczek codziennie inny. To rozkwitnie, to przyżółknie, tu zaowocuje, tu zgaśnie, tu się zapali. Deszcze spłukują parę razy na dzień wszystko, zieleń jest pełna ech. To jest ta letnia pora, gdy robię się trochę smutna, bo już widzę, że zbliża się do Małgorzaty - 20 lipca i Anny - 26. A to już taka prawie północ Kopciuszka, już wskazówka do pełni lata idzie. Nie mogę jej zatrzymać, muszę biec za czasem jak Alicja biegła za królikiem. A i tak zyskuję tylko tyle, że biegnę.


Tutaj (...), aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił.



 Robiłam dzisiaj frużelinę z wiśni. Zrywałam, drylowałam, słuchałam piosenek z ukulele. Patrzyłam na szare, czasem przecierające się  niebo - za zakrętem, na Cichej kwitnie sąsiadowe pole, właśnie tak:


 Lubię domowe wakacje. Chodzę w fioletowych kroksach, bardzo ogrodowo - gustownych - przebłyskują na zdjęciach. Noszę skarpetki do sandałów, jak rano muszę szybko wyskoczyć po chleb, a jeszcze chłodno, więc te skarpetki. Jemy mizerię, desery z porzeczkami,zsiadłe mleko i młode ziemniaki.



 Pełnia szczęścia. Marzę o hamaku, czytam trzy książki na raz, Nosowską, biografię Tove i  Wielkie eseje w nauce. 
To ostatnie bywa całkiem zabawne - naprawdę się uśmiechałam przy parafrazie  Alfreda Northa Whiteada, który twierdził, że akt myślowy jak szarża kawalerii w bitwie, winien być używany tylko wówczas, gdy sprawy przyjmą obrót krytyczny.  To chyba dlatego lato tak rozleniwia, że najambitniejszą rzeczą, na jaką mnie stać, to po prostu codzienne, przyjemne trwanie.  czytam dokąd chcę i odkładam.  Nie patrzę w stronę egzystencjalnych filmów i wielkich dzieł. Ale przyjemnie zawinąć się po południu z Sherlockiem Holmesem dajmy na to i miską obranych papierówek. Obserwuję srokę w brzozach. Chodzę spać jak się ściemnia i wstaję jak się rozwidnia. I myślę, że życie jest jak cztery pory roku - mam teraz swoje lato. Pozdrawiamy was kolorowo i letnio, przy  ukulele. Aloha:)




15 lipca 2018

Malarze w Kalinowie, dzień jabłkowy, deszcz

W Kalinowie był plener malarski i od paru dni malarze okupowali co bardziej urokliwe zakątki. Nawet my z Małym dostąpiliśmy zaszczytu bycia sfotografowanym przez artystkę, malującą kościół, jak jechaliśmy rowerami - może przez kosz z zielem, może powiewające, jaskrawe kamizelki drogowe;) 
Plener zakończył się wystawą w miejscu, gdzie zwykle we wtorki jest ryneczek i handlarze sprzedają pomidory i czereśnie. Sztuka trafiła pod eternity. Kupiłabym, ale ceny około 500 euro za obraz:) Ale patrzenie i fotografowanie za darmo!










Poza tym nastał dzień jabłkowy, jabłek mamy mnóstwo, pora chyba na szarlotki lipcowe. I pomidory - zebrałam pierwsze sześć ze szklarni, malinówki zaczęły sezon. Ogórki wybiera się codziennie. A z nowości - mamy deszcz. Codziennie, równy, mocny deszcz, nasycający zieleń szmaragdem, a lasy wilgocią. Może więcej grzybów będzie. A z pewnością ogródki odżyją.
Wiśnie nadal. Jutro robię frużelinę w słoiki:)


 Grona muszę podwiązywać, bo łamią się gałązki.


Widać deszcz?


Wisienki, nadal.

11 lipca 2018

Pierwsze grzyby, pierwsze pikle, zrywanie wiśni i opieka nad kotem.




Nie wiem jakim cudem, skoro nie ma deszczu, ale Miły znalazł już dwa pierwsze grzyby po drodze do pracy - i nawet zdrowe i ładne. Mam teorię, że łaska Boża:) Zostały przerobione na sos do kaszy gryczanej. Robimy też pierwsze pikle z własnych ogórków, a są to pikle nad piklami, z curry, według tradycyjnego, corocznego przepisu Kaliny.
Elf z Dużym urlopują, więc podrzucili nam swojego kota - Miszka jest skrzyżowaniem Nocnej Furii z  Paddingtonem. Dzień, w którym wskoczy na lodówkę nie zrzucając tylnymi łapami w panice wszystkich magnesów jest dniem straconym. Poza tym, jako kot miejski, opanował dom, a nasza kicia, jako dama, nie tolerująca intruzów  i kot wiejski, zażywający swobody na dworze spędza dni w ten sposób jak na zdjęciu. Moim zdaniem patrzy w przyszłość, w którym czarna furia wróci w swoje strony. Miszka za to znajduje się pod opieką Małego, który stara się mu uprzyjemnić czas w rozmaity sposób. Na przykład dopasowując kota do różnych koszyków. 


Poza tym nadal zrywamy wiśnie, głównie ja z Małym, co wygląda następująco:

- Podstawiam dwie drabiny, bierzemy wiaderka, ja zrywam
- Mały mówi, że coś go ugryzło i swędzi go noga, więc nie może zrywać, bo musi się drapać
- Zrywam
- Mały mówi, że tu są mrówki, mamo, jak ja mam zrywać, jak tu wszędzie są mrówki
- Zrywam
- Mamo,  mam na twarzy pajęczynę, pająk po mnie łazi!
- Zrywam
- Pójdę spróbować tamtych jabłek, czy dobre, dobrze, mamo?
- Zrywam
- Tu nie ma żadnych dobrych wiśni, mamo, spróbuję winogron, czy dobre, dobrze, mamo? Mamy już pół wiadra, nazrywaliśmy mamo? To ja już idę do Bartka, dobrze, mamo?

A poza tym wszędzie kwitną onętki. I po drodze do mamy wygląda to tak:




07 lipca 2018

Lipcowa sobota i trzy cytaty z Lucy Maud Montgomery

Dzisiaj była cudowna, lipcowa sobota, czas, kiedy dzieci smakują wakacje do syta, jak pszczoła nektar albo jak ja zajadałam czerwone porzeczki prosto z garści. Dzień minął tak spokojnie i przyjemnie, wypełniony pierogami z wiśniami, zapachem gotującego się dżemu, robieniem małosolnych ogórków, leniuchowaniem na tarasie i produkowaniem domku dla dzikich pszczół. Wyciągnęłam leżak na taras od zachodniej strony i patrzyłam na brzozy, czytając Lucy Montgomery. Jaki świat byłby uboższy bez jej książek, listów i tego cudownego spojrzenia na wszystko! Ilu słów by zabrakło,  schwytanych na papierze myśli, odkryć, którymi się dzieliła. Dzisiaj dla was trzy piękne  zapiski na temat lata. W jakiś sposób pomogły pogodzić mi się z faktem, że minął pierwszy tydzień lipca i o tyle kroków zbliżył się koniec moich wakacji kiedyś. Niestety, tylko dzieci i Szekspir wierzą w wieczne lato. Ale zupełnie inaczej smakuje ono, kiedy ma się szeroko otwarte oczy i wie, że stoimy w rwącej rzece czasu, dlatego trzeba cieszyć się każdą najmniejszą kroplą radości. A więc, zdjęcia lipcowej soboty z Kalinowa i moja kochana Maud.



"W sumie było to niezmienne, niezapomniane lato - jedne z tych letnich wakacji, które rzadko ingerują  w jakiekolwiek życie, ale pozostawiają w nim bogate dziedzictwo pięknych wspomnień - jedne z tych letnich wakacji, które szczęśliwie łączą w sobie zachwycającą pogodę, rozkosznych  przyjaciół i absolutnie cudownie  zbliżają się do doskonałości, ponieważ pozwalają wierzyć, że wszystko może się jeszcze zdarzyć  na tym świecie."



"Nigdy nie dowiesz się, czym jest spokój, dopóki nie pójdziesz brzegiem, polem lub krętymi, czerwonymi drogami na Wyspie Księcia Edwarda w letnim zmierzchu, gdy spadnie rosa,  stare gwiazdy wynurzają się z mroku, a morze oddycha spokojnie. Mała kraina, którą kocham. Tu znajdziesz swoją duszę. Zdasz sobie sprawę, że młodość nie jest czymś, co przemija, ale czymś, co mieszka na zawsze w sercu."



"Za nimi w ogrodzie, wśród cieni, wznosił się mały, kamienny dom. To było samotne miejsce, ale wcale nie opuszczone. Jeszcze nie przeminęły jego marzenia, śmiechy i radość życia; jeszcze  miały nadejść  przyszłe lata dla małego, kamiennego domu. Tymczasem mógł jeszcze  poczekać. A nad rzeką w fiołkowych cieniach chochliki ech opowiadały o mijającym czasie. "