18 stycznia 2020

Ku nowemu

Dzisiaj rozebrałam choinkę. Ubierać jest komu, a rozbierać, to tylko ja i kot. To znaczy, kot oferuje duchowe wsparcie w pozach "namaluj mnie jak te francuskie dziewczyny", a ja całą resztę.



Ale wiecie co - gdy już było po wszystkim i odkurzacz pochłonął ostatnie zielone igiełki, poczułam, że ten rok minął. Dopiero teraz. Jakby zamknęły się cicho drzwi, a ja stoję sobie na progu za zimą, za smugami cieni, za ciemnymi rankami, za dzwoneczkami świąt - a przede mną gdzieś tam, za zakrętem, jeszcze niewidoczna, ale jest - wiosna. Koniec roku jest strasznie stary. Jakby te wszystkie sekundy i minuty każdego z 365 dni siedziały nam na karku, jak ołowiane. Nienapisane książki. Niewysłane listy. Niezrealizowane zeszłoroczne postanowienia, choćby typu: prowadzić regularnie planer.
Udało mi sie przez miesiąc;) Potem zapominałam, gdzie leży, tyle się działo.






Oceny wystawione, rady zaliczone, na feriach będzie aktywna szkoła, i zajęcia, i szkolenia, na barbarzyńską 8,30 - ale dzisiaj rozkwitł hiacynt, barszcz ukraiński taki gorący i smaczny, ciasto z wiśniami jeszcze ciepłe do herbaty,  a nasiona wyjmowałam już z pudełka kilkadziesiąt razy, rozkładając przed sobą jak najpiękniejszy wachlarz.
Szczypior puszcza zielone wąsy, a dzień jest dłuższy o 37 minut.

Przez trzydzieści siedem minut to mi się chleb nawet upiecze!
Za oknem nawołują się gołębie leśne. Chyba nie znają przysłów na styczeń, że gdy ptaki w styczniu śpiewają, to im w maju dzioby zamarzają.
No ale co zrobić, kiedy dzień jaśniejszy i radość?


11 stycznia 2020

Nowy kompostownik, pierwsze pączki, cebulowe pakiety na szczypior i zapach chleba.

Ten tydzień upłynął nam na robieniu nowego kompostownika - projekt Miłego, siła robocza wspólna, my z Małym malowalismy drewnochronem. Od podstaw złożony został w warsztacie, a potem przejechał do naszego lasu i stoi teraz dumnie, błyskając mokrym drewnem.




Deski wewnętrzne z odzysku, daszek po to, by deszcz nie rozmywał nam pryzmy. Jest całkiem spory, choć na zdjęciach wydaje sie mniejszy niż w rzeczywistości. Będzie piękny kompost na jesień, teren wokół sobie uprzatnę i posieję nastrurcje:)Przyjechały już wielodoniczki do siewu, prawie wszystkie nasiona i czekam tylko na wermikulit. Póki, co, posadziłam w trocinach cebulkę na szczypior. Zobaczyłam ten pomysł na rosyjskim internecie - filmik o szczypiorowych "pakietach" podbił moje serce! Lubimy szczypior a ten ze sklepu nie jest jadalny, naprawdę. Szybko robi się wiotki, zdechły i nie ma sprężystej tkanki. Zobaczę, jak będzie rosło - jestem pełna nadziei, bo groszek i minilistki sałaty już wzeszły.



Śnieg się stopił. Pełnia wilczego księżyca zabrała nam zimę - jest sześć na plusie, mży, krokusy dalej wytrwale wyłażą, choć im tłumaczę, że styczeń. Gałązki ałyczy wsadzone 1 stycznia do wody już mają pączki. Mam dziwne, przyjemne uczucie, że oglądam dobrze znany, ulubiony film. Te same pączki świeciły bielą rok temu na ugorku, na przestrzał owiane błękitem i wiatrem. Tyle, że w kwietniu:)



Oglądam dalej gazety, planuję i przeglądam nasiona. Przeważnie w zainteresowanym towarzystwie. Przestań czytać, pogłaszcz  kotka!


 Z rzeczy pachnących to dzisiaj upiekłam chlebek z ziarenkami. Pachnie jak chlebowe niebo.


I tak witamy drugi tydzień stycznia, bez postanowień noworocznych dalej, za to z marzeniami i ochotą na ich realizowanie;) Wszystko zaczyna sie od myśli, a Babcia powiadała "haj kameni lieżat".
Czyli - niech kamienie sobie leżą.
W sumie, i koty. Też mogą leżeć. leżący kot jest kwintesencją kota;)



06 stycznia 2020

O zimie, co przyszła w końcu, ziemiach podłych i przepodłych oraz rozmyślaniach o kompoście.




Pierwszego stycznia zerwałam gałązki ałyczki z ugorka zaraz przy domu. Ciekawe, kiedy rozkwitną - stoją na kuchennym stole i uśmiechamy się do siebie codziennie. W sobotę wieczorem spadł śnieg - złapał lekki mróz i teraz w Kalinowie zima. Cieszę się ze śniegu, że okrył grządki, może tulipanom zmarzną nosy i przestaną się wychylać, bo za wcześnie. Wszystko ma swój czas i na przedwiośnie musi też przyjść pora. Oglądam sobie teraz rózne ogrodnicze filmy i utwierdzam się tylko, że wszystko ma swój czas. Sianie, pikowanie, zbieranie. Czas odpoczynku ziemi i czas brzęczących w wiśniach pszczół. Przyroda uczy pokory i cierpliwości. Chciałabym już siać, chciałabym zanurzyć w ziemię ręce - ale póki co, wszędzie jest śnieg. Przypomina mi sie rozmowa Muminka z Too Tiki.

Za mostem stał samotny i uśpiony dom Muminków. Ale Too-tiki skręciła na zachód i szła na przełaj przez nagi sad.
- Tu rosły jabłka - powiedział Muminek.
- Ale teraz rośnie tu śnieg - odpowiedziała Too-tiki obojętnie, idąc dalej.








 Póki co, Miły siedzi w swojej stolarni nad maszyną do przesiewania kompostu - robi bęben z siatki na rowerowych obręczach. Silniczek ma być z pralki. Ułatwienie pracy Kalinie. Ja nad nasionami i planami grządek, a wspólnie oglądamy filmy, ostatnio Charlesa Dowdinga, to jeden z ogrodników brytyjskich z pięknym ogrodem, w którym nie kopie a nawozi kompostem.
Kompost jest bardzo ciekawy, tu na przykład można zobaczyć jak Charles tłumaczy, jak sobie go produkuje. Tyle, że on ma wielkie warzywniaki z organicznymi warzywami na sprzedaż, dla nas z pewnością kompostu trzeba mniej, ale bardzo pożądam takiego efektu, jak na karolowych grządkach;)
Chcę w tym roku spróbować z własnymi nasionami cebuli, zdam relację w trakcie:) Tu Charles pokazuje, jak siać sobie cebulę na rozsadę.
Zima ma swoje uroki - ma ten wolny czas, który latem mi ucieka szybciej niz zając. Pewnie do wiosny obejrzę jeszcze więcej filmów, zarysuję więcej kartek, a życie i tak zweryfikuje wszystko.
Każdy ogród jest inny, u nas ziemia jest z gatunku "przepodłych" - znacie może tę anegdote o podlaskich piaskach? Pani profesor Dorota Michaluk, historyk, na jednym z wykładów o historii naszych terenów wspomniała, że kiedy król Zygmunt August dokonywał reformy włócznej, tzw. komasacji gruntów, zbadano jakość ziemi podlaskiej i królowi przekazano raport. Tam mógł przeczytać, że na Podlasiu są tylko dwa  rodzaje gruntów - "ziemie podłe i  ziemie przepodłe."

No więc u nas zdecydowanie przepodłe. Po dziesięciu centymetrach ziemi jest żółty piasek. Nie mam pojęcia, jak te roślinki rosną. Robimy, co możemy, ale w tym roku chcemy dać dużo kompostu, a na wierzch gdzie się da zrębki z gałęzi - muszę poważniej zająć się tematem kompostu, stąd moje filmowe typy na wieczór i pragnienie zakupu termometru mechanicznego do wtykania w kompostowa pryzmę:)

Tak więc, zimujemy, oglądamy śnieg i kompostowe pryzmy i mój katalog marzeń się powiększa.
Teraz marze o bodziszkach i lakach i szukam ich po internetowych sklepach;)



04 stycznia 2020

Czebureki, zupa dyniowo - jabłkowo - pasternakowa i sianie grochu.


Naszło mnie na czebureki.To dlatego, że rozkopywaliśmy kompost, żeby się dobrać do ziemi pod spodem, długo byliśmy na rześkim wietrze, kiedy ciągaliśmy gałęzie z zimowych cięć, będą na zrębkowanie. Dobrze byłoby zjeśc coś gorącego, bardzo gorącego i sycącego. No i stąd czebureki.
(Mama mężowa mówi czuburyki, też fajnie)
Nie są to takie prawdziwe w stu procentach pierogi - nie pasuje mi farsz z surowej, mielonej baraniny lub innego mięsa. Ale uwielbiam ich gorąc, smażenie i jedzenie prosto z patelni, więc powiedzmy, że to takie niby czebureki, trochę po wegetariańsku.


W farszu jest baza z czerwonej soczewicy, ugotowanej na mięciutko, do tego przesmażona cebulka, czosnek i wszystko doprawione czubrycą, kminkiem i solą z pieprzem.


Ciasto - przepisów jest w internecie mnóstwo, zasada jest taka, że to ciasto parzone, więc zagotowujemy wodę z solą, masłem, odrobiną octu, dodajemy mąkę jak na ciasto ptysiowe, mieszamy aż zgęstnieje. Potem na stolnicę, dodać żółtka, więcej mąki, rozwałkować cienko. Proporcje choćby tu
Wycinać dość duże placki, farszować, sklejać, smażyć na oleju - ja smażyłam na ryżowym, nie pali sie - na złoto z obu stron, jakieś trzy minuty z każdej, może więcej. Bardzo długo farsz trzyma cieplo, jemy więc gorrrrące. Do tego, do popicia, albo barszczyk, albo - zupa dyniowo - jabłkowo -pasternakowa. Pokroić dwa jabłka, potarkować pasternak (może być seler też), do tego dynia, tak z pół szklanki potarkowanego miąższu, wrzuciłam mrożony. Gotujemy do miękkości, blendujemy, doprawiamy solą, pieprzem, dwiema łyżeczkami curry, na wierzch pietrucha. Można dać grzanki, albo makaron... Pyszne, rozgrzewa jak nie wiem. Kto lubi, niech doprawi śmietaną.




A z nowości - posiałam w doniczce groch na młode pędy, ma wyrosnąć za dziesięć dni, zobaczymy. I sałatę na baby listki. Zrobiło się chłodno, temperatura plus jeden, wiatr nagonił chmur. Ciekawe, czy coś z tych chmur spadnie! Śniegowa pierzynka bardzo by się ogrodowi przydała.

01 stycznia 2020

Pierwszy dzień roku, praca, marzenia i planowanie.


Całkiem nowy, świeży i jasny dzień - noworodek roku. Czysta karta w kalendarzu.
Budzę się z taką światłoczułością - przez okno i firanki słońce, sypialnię mamy od wschodu. Ale światło nie ślizga się po bieli - pogoda na plusie, trawa zielona, kiedy uchylam okno, słychać głosy ptaków.
Pierwszy dzień stycznia.   Wychodzimy z Miłym na spacer do ogrodu i lasu, a wszystko wygląda tak.



Bazie. Wychodzące z ziemi żonkile i krokusy. Kwitnący barwinek.









Z warzywniaczka zrywam świeża pietruszkę i szczypior - będzie do pasty i śniadania. Dziwnie, ciepło, błękitnie, z tym wiatrem od lasu, z głosami ptaków. Róże wypuszczają młode listki.





Z racji urlopowego wolnego czasu można pocelebrować niespiesznie śniadanie - zrobiłam jajecznicę w papilotkach, to taka wersja pieczona, do rozbełtanych jajek dodaje się, co chce, na przykład posiekaną paprykę, cebulkę, szczypiorek, pietruchę z ogródka - zapieka dziesięć minut. Podaje choćby z orkiszowymi grzankami, sałatką z tuńczykiem, jajkami i zieleninką. Do tego herbata w ulubionych kubkach - Miłemu sprezentowały tatusiowy kubek dzieci,  żonie - mąż;)










Czajniczek mam od starszej siostry - dziękuję! A do herbaty brownie, upieczone pierwszostyczniowym rankiem, z cukrem brzozowym.


A ponieważ jaki nowy rok, taki cały rok, to dzisiaj pracowaliśmy w ogrodzie całą trójką, która teraz została nam w domu, ja, Miły i Mały, który w sumie już robi się duży, bo spędzał Sylwestra z koleżeństwem na planszówkach, zmienia mu się głos i basuje jak trzmiel.
Szykowaliśmy gałęzie do cięcia na zrębki, porządkowali kompost, a potem mogłam zasiąść z notesem, nasionami i kotem i planować nowy rok w ogrodzie i nowe rabaty. W tym roku zaplanowałam ich aż pięć!


 Gałęziowa góra na zrębki. O zrębkach zamarzyliśmy oglądając ostatniej zimy filmy z Paulem Gautschi, na nasze piachy jak znalazł. No i przy własnym lesie i ogrodzie materiału gałęziowego pod dostatkiem. Będę zdawać relacje o zrębkowaniu:) A niżej kompostowa góra, do przesiania na nowe, wiosenne rabaty. I na rozsadę, i do siewów.


A po kopaniu i targaniu planowanie - jakie to błogie, przyjemne uczucie, rozkładać i grupować paczuszki nasion, te na wczesny, te do gruntu, te na rozsadnik, te w domu...










Nasłuchałam się podcastów Naturalnie o ogrodach, gdzie opowiada Katarzyna Bellingham i Jacek Naliwajek i postanowiłam w tym roku też użyć wermikulitu do przykrycia nasionek pomidorów w doniczkach po wysiewie, zobaczymy. W ogóle bardzo lubię się uczyć, douczać, szukać różnych sposobów, skoro u kogoś zadziałało, może i u mnie - u pani Katarzyny podpatrzyliśmy z Miłym na blogu ogrzewany inspekt, też chcę! Gorzka Jagoda kochana zainspirowała permakulturą, ściółkowaniem i naturalnym ogrodem... Megi projektami ogrodów, zdjęciami jak baśnie i pokazywaniem piękniejszego świata...jestem wdzięczna za każdą naukę, radę i inspirację. Za życzenia od alamazan, za wszystkie nasionka jakie od was dostawałam,  moich wspaniałych podczytywaczek, z ich cudownych ogrodów, maszkowych, ulowych,  aniusiowych i naprawdę wszystkich, które podglądam. Mam tyle marzeń dzięki wam:)
Połowa radości to chyba planowanie i marzenia.

Dzisiaj też wspominałam dziadziusia - najwspanialszego ogrodnika, którego ogród mam w sercu na zawsze i który był moim pierwszym nauczycielem.

Tu dziadziuś na kursie ogrodniczym w Krakowie, w 38.


A tu Mama i dziadziusiowe lilie . Pamiętam ich zapach do dzisiaj! Pachniały jak całe szczęśliwe lato.
 


Kicia też szykuje się już na sezon wiosenny - jak widać, postanowienia noworoczne ma  te same, co w zeszłym roku. Na spokojnie, Kalina,  ze wszystkim:)