15 września 2018

Urodziny Średniego

Mój drugi syn jest już od dzisiaj dorosły.
Nasz Średni.



Średniaczku - wszyscy jesteśmy lepsi dzięki Tobie dzisiaj. Nie wiem, czy Ty wiesz...
Twoja wrażliwość przemienia serca. Nigdy nie zapomnę chwili, gdy w galerii handlowej, zmęczona, nie chciałam wziąć którejś z rzędu  ulotki od jakiejś anonimowej, nagabującej nas kobiety. Ty brałeś uprzejmie ulotki od wszystkich - te o gabinetach masażu i te o studiach zaocznych, i te o wyprzedaży butów...
- Dlaczego to robisz? - zapytałam, zmęczona gwarem i nadmiarem bodźców.
- Bo oni nie pójdą do domu, dopóki nie rozdadzą wszystkich, mamo.

Od tej pory zawsze biorę wszystkie ulotki, Średniaczku.
Zawsze.
Dzięki Tobie.
I Twojemu: "Bo oni nie pójdą do domu".

Kochamy Cię tak mocno.  Mama i Tata.



13 września 2018

Sytość

Czemu tak jest, że sytość rodzi melancholię, poczucie jakiegoś końca, a brak - przynajmniej u mnie - chęć dopełnienia, aktywność, tęsknotę za tworzeniem, głód budzącego się życia? Czemu tak inną ma się energię na wiosnę, gdy wydaje się, każda cebulka wibruje, każdy pęd tylko drży?
W przeczuciu jesieni jest jakiś smutek.
Dopełniają się spichrze, komory, tyle jest pysznych barw, tak bogate gobeliny złota i czerwieni, tak syto, tak pełno, tak bezpiecznie. I patrzę na ten splendor na polach, w ogrodach, w warzywniku, na tę bogatą siostrę ubogiej, nieśmiałej wiosny, gdzie cieszył jeden przebiśnieg, jeden listek tulipana w świeżej ziemi!











I myślę, że nie tylko ja tak mam. Dzisiaj przeczytałam na Uniesieniach cytat z Tove Jansson, piszącej do Evy Konikoff:

"(...) to jeden z ostatnich, wadliwie pięknych dni, które lato ofiaruje nam w ostatniej chwili - ale nie czuję nic poza niezmierzoną melancholią".

Do Evy Tove pisywała ponad dwadzieścia lat. Na przykład tak pięknie pisała:

Twoje listy dostałam na Wyspach Alandzkich, ale żeby móc je przeczytać w spokoju, pojechałam rowerem daleko, na wzgórze porośnięte brzozami, pełne zawilców i cichych owieczek. W swoim atelier znajduję Cię wszędzie, w rzeczach, które mi zostawiłaś, w tak wielu miejscach w mieście wciąż chodzisz obok mnie (...). 
I tak znalazłam się na Wyspach Alandzkich, jest spokojnie, mogę zrzucić z siebie cały pośpiech Helsinek.
Marzłam w pustym domku marynarza, a syreny przeciwmgielne wyły w całym porcie. Nazajutrz pojechałam w odległą część wyspy, gdzie całymi dniami włóczyłam się po brzozowych zagajnikach i wzdłuż plaży. Nagle zrobiło się gorąco. Pożyczyłam mały ponton, który należy opróżniać co dwudzieste uderzenie wiosłem, pływałam sobie w nim przy brzegu, całkiem goła, rozpalałam ogniska, gotowałam jedzenie, malowałam, kąpałam się (było naprawdę zimno, kawałki kry nadpływały z morza!), czytałam legendy Paula i w ogóle wiodłam rajski żywot".



A u nas coraz bardziej jesiennie, coraz syciej, coraz pełniej - a ja po słowiańsku tęsknię, bo według Marii Janion Słowianin nie musi mieć za czym tęsknić, żeby tęsknić:)

10 września 2018

Jesienne wieści.

Napisałabym wam coś pięknego o tym złotym, cichym końcu lata, o brokatach i gobelinach z liści, o kolorach wrzosów, wrzośców,  splendorze dyniowym i  pierwszych astrach.





Ale nie nadążam.
Może dlatego, że szkoła, że powrót po urlopie, że fantastyczny czas wrześniowych urodzin w naszej rodzinie.
Mama mężowa, cudowne osiemdziesiąt lat, wszystkiego najcudniejszego, mamo, bądź dalej słońcem całej rodziny, rób nam tysiące pierogów, oczarowuj uśmiechem. A już jutro mama moja, kolejne urodziny, kolejne uściski, których nie chce się kończyć, żeby nie wypuścić z ramion tego kruchego szczęścia. Mam moje dwie mamy w sercu, myślę o nich w tych dniach, a tu już za chwilę będzie Średni! Całe osiemnaście lat Średniego! I Miły! Już nie mogę się doczekać świętowania. Pst. To my dwadzieścia parę lat temu! To samo szczęście i dziś.


Wrześniowe urodziny, wrześniowa radość.
Nie nadążam z ogrodem. Nie mam planów wynikowych. Ale mam na schodach dynie, w tym Olbrzymi Cud Dyniowy od  taty Elfa.







 I babie lato jest, i złocienie w pączkach. I jabłka, i orzechy! I śliwka zakwitła po raz drugi.



Jakoś dam radę, jakoś to będzie.
Jesień idzie na palcach, pola zaorane,  dzwonią dzwoneczki tęsknoty.






03 września 2018

Hej, wrześniu


Wrześniowe jabłka


 Wrześniowe smaki


 Wrześniowe wykopki i wrześniowe słońce w brzozach


 I wrzosy, i onętki


 I zawilce jesienne, i kurki


 A to Maniuś. Kocurek mamy, pozostały z rodzeństwa, które  pozabierano w świat. Pocieszny batmanek.


Halo, wrześniu, teraz pora na ciebie. Coraz bliżej jesieni, krok za krokiem. Coraz więcej złota.



01 września 2018

Narodowy park wrzosowisk północnego Yorku, najpiękniejszy widok Anglii, York i powrót do domu.






"Urok tej godziny leżał w bliskim zmierzchu, w niskich, bladych promieniach słońca. Znajdowałam się o milę od Thornfield, na ścieżce znanej latem z obfitości róż polnych, jesienią z orzechów i jeżyn, nawet teraz posiadających pewne skarby w postaci głogów. Ale najmilszy czar zimowy tej okolicy polegał na zupełnej samotności i bezlistnej ciszy."
Jane Eyre


1 430 km 2 parku. Największa ilość wrzosów w Anglii. Torfowiska, doliny, lasy, zagajniki, ukryte ścieżki, jarzębina, głóg, piasek barwy wody. Nie dotarliśmy do Scarborough, ale widziałam krzaki tymianku większe ode mnie. Szliśmy szlakiem białego konia w North York Moors, między borówkami i bawełnianą trawą. Wdrapaliśmy się na górę Sutton Bank. A biały koń to jest własnie TEN koń.


Na Sutton Bank znajduje się "England's finest view". I to jest własnie ten widok.










A ja biegałam z nosem w trawie, szukając też tych mniejszych, cudownych widoków. Roślinki takie same jak u nas, te same ochry i rdza jesienniejących jagodzisk, borówek, kępy wrzosów, zapach schnących traw. Rzeźbiona sowa wita nas na szlaku. Jemy scones w małej knajpce i jedziemy dalej, do Yorku. 

 




Żegnajcie, wrzosy z wysp, jedziemy do domu!


York tylko w przelocie, czeka na nas gościnny dom Agi w Andover i bilet na prom do Dunkierki. Ale zdążymy obejrzeć katedrę. I most. I uliczki. Jestem zakochana w kołatkach do drzwi, mogłabym je fotografować bez końca. A katedra w Yorku, York MInster, to jedna z największych europejskich, gotyckich katedr. Zapiera dech. Jest tam wszystko, fiale, pinakle, przypory, gargulce. I śpiewa mi się w głowie Gałczyńskim:

Co za noc!
Jaki żal
płynie na grzbiecie nocy jak na fali,
przez te chmury w kształcie gotyckich fial,
ostrołuków, kwiatonów, pinakli!






Tu jest ulica rzeźnicka, czyli The Shambles, jedyna, zachowana w Europie w całości, średniowieczna uliczka. Tu kręcono sceny do Harrego Pottera, kiedy Hagrid daje Harremu bilet na pociąg z peronu 9 i 3/4.  Tu sprzedają Pork Pie, tu płynie rzeka Ouse, stoi pomnik Konstantyna, tu są ślady wikingów i 128 witraży w katedrze. Większa od  katedry Yorku jest tylko ta w Kolonii.





Dotykam go. Filaru z wapiennego, jasnego kamienia z kamieniołomu w Tadcaster, starszego od Kolumba.


Kalina i kołatki


 Aslan jak żywy!


 

Sierpień dogasa, na trawnikach szeleszczą suche liście, kwiaty pachną mocniej, już prawie jesienią. W Anglii też kończy się wieczne lato.

I ponieważ widzieliśmy ślub w katedrze w Yorku jeszcze przypomina mi się Gałczyński, zaręczyny Johna Keatsa, ten wiersz, który zaczyna sie od słów: Dąb starej Anglii jest złoty, kiedy weń wali piorun. 
A kończy się tak:

Oto koniec komedii. Aktorzy, się pośpieszajcie
tudzież dziwnych grymasów licom swych przydawajcie,
bo brawa jeszcze gotowe buchnąć przed sztuki końcem.
cyt… świt… na szybach baran… w szyby gołąb złocisty… małe… słodkie słońce.


Panie miały na głowach coś, co nazywa się fascynująco - fascynatory!  Nie tylko ja się oglądałam, ta miła pani w czerwonych bucikach też. Sto lat nieznanej młodej parze! Żegnaj, Szkocjo i Anglio.
 A to już autostrada w Niemczech czy Holandii, czy Belgii, nie wiem, tysiące kilometrów mieszają mi się w oczach. Gdzieś, w drodze, jakiś zachód czy wschód. Wracamy do domu.



A w domu czekają chłopcy i kot, i pomidory, i kuchnia w słońcu, i nasze, polskie brzozy... I taka pełna tęsknoty, obrazów, wspomnień, wielkiego, złotego lata i mglistych wrzosowisk i zamków - wracam.
Witaj, domku.
Jesteśmy.