27 stycznia 2021

Raport zimowy

 No zima jak się patrzy, taka nasza, tutejsza, kresowa. Chyba skyrokety nam połamało tylko niestety. Zgięły się w pól jak staruszki. Pada ciągle. Śniegu obfitość, w nocy mróz, zaspy są, po tutejszemu mówi się na zaspy kapeluchy. Ogród zamarł w tym białym, bajkowym pięknie, jakby ktoś w palec zranił się zaklętym wrzecionem i czas się zatrzymał.

Przyroda nadal sobie dobrze radzi z techniką. Prądu nie było pół doby, internetu i zasięgu tak samo. Lekcje zdalne nie działały a szkolne autobusy nie wyjechały na trasę po przedszkolaki. Za to zwykła, ludzka życzliwość ma się nadal świetnie. W miejscowym sklepiku spokojnie można było wziąć zgrzewki wody i chleb na tak zwany zeszyt, bez prądu i kasy, w zamian za użyczenie telefonu Miłego, bo tylko on miał zasięg (inna sieć) kuzyn odśnieżył  podjazd koparką. Straż ochotnicza nasza jeździła całą noc od dziewiętnastej usuwając połamane drzewa, a chłopaki lepiły coś na kształt gigantycznej śniegowej Buki.

Teraz już w miarę opanowane, prąd znika tylko czasem, a internet dzisiaj dwa razy. Pojechaliśmy do sąsiedniego miasteczka po nowe łopaty do śniegu, bo u nas wykupiono, a naszą starą łopatę Buka wzięła, gdzieś upadła w śnieg i chyba znajdziemy ją wiosną, jak stopnieje:)

A droga wyglądała tak jak jechaliśmy tam...


A tak, gdy wracaliśmy. Dwa samochody w rowie po drodze. Rowy niewidoczne, śnieg zasypał na równi z polami.


A to wyprawa  na pocztę i do banku.







 

Coraz mniej tych chatek. W śniegu wyglądają jak dekoracja do Carskiego Kuriera... Pamięta ktoś tę piosenkę?


A w ogrodzie jest tak. Bajkowo, ale strat trochę będzie, śniegu nie da się strącać, bo przymarzł, boję się połamać jeszcze gorzej, zwłaszcza iglaki. Prawie wszystkie kłaniają się białej pani w pas.



Gdzieś tam między zaspani jest droga:)



26 stycznia 2021

Tysiąc Buk

 Tysiąc Buk siadło na ziemi. Ukradły prąd i internet, ale dały zimę. O taką.







Na razie się odkopujemy. 

24 stycznia 2021

Niepotrzebna droga

 Niepotrzebna droga, niepotrzebny wóz 

 Niepotrzebna droga, niepotrzebny wóz 

kto dziś nim przyjedzie, kto dziś nim odjedzie

kiedy wiatr za oknem, kiedy siwy mróz?



Nigdy bardziej nie pasowało. Zasypało, zawiało Kalinowo.

 

 

 Zasypało szklarnię i trzeba było spychać śnieg, żeby nie popękał dach.  Przeprosić się z szuflami do odśnieżania.  Temperatura spadała, spadała, śnieg sypał, a o świcie osiągnęliśmy minus 22, w zupełnym zwycięstwie zimy, splendorze słońca i iskrzeniu tego królewskiego, białego dywanu. Nawet jeśli to będzie jedyne przyjście białej królowej i tysiąca Buk siedzących na ziemi w jednym miejscu, to respekt.

Lubię kolor wymrożonego nieba. I łapy na świerkach, jakby zima pokazywała swoje oblicze dobrodusznego, ale groźnego niedźwiedzia. Uruchomiliśmy zwiększone dostawy na ptasią stołówke i podziwiali śnieżną szatę Kalinowa.
 






A skoro na zewnątrz tak a nie inaczej, siadłam do nasion. Trzeba było oskubać grochowiny po pachnącym groszku i badyle ślazówek i naparstnic, które wyniosłam jesienią z ogrodu do schowka w całości, bo nie miałam siły i ochoty wtedy robić porządków. Podeschły, trochę się wysypało, ale po uporządkowaniu tak to wygląda.



A przed uporządkowaniem tak.



A to dmuszek, zabłąkał się z innego koszyka. Dmuszki są świetne, bo wystarczy tylko taki zajęczy ogonem zakopać w ziemi i wyrasta nowa kępka dmuszka. Mogę się podzielić dmuszkami, jak ktoś chce, w zamian za maki:) Kiedy rosną, wyglądają tak:

 

Dmuszki po deszczu



A to już groszki pachnące. Groszki pokochałam  po piosence Demarczyk i po oglądaniu zdjęć z bloga Kasi Bellingham^^



 

 Odpowiadając na pytania z poprzedniego posta, pasty słonecznikowej jeszcze nie zrobiłam, zapominam zalać pestek wodą na noc. Ale może dziś nie zapomnę.

Pomidory w tym roku rozszerzyłam o odmiany Janet's Jewel, Sweet Aperitif, Sunrise Bumblebee, Peach and Cream, Pink Accordion i White Queen, biały pomidor, pierwszy raz spróbuję. I z pomidorlandii jeszcze kupuję musztardowce i cebulę łodygową,

Tradycyjnie w styczniu jestem tak spragniona zielonego, kolorowego i świeżego, że cały czas dokupuję do kuchni podpędzone wiosenne forpoczty narcyzów i hiacyntów. Prymulki tez mogą być. Wszystko może być, co łagodzi tęsknotę za wiosnę.

A to mój kuchenny kącik wiosenny. Sernik tez pomaga na chandrę. Koty chandry nie mają, im zawsze dobrze. Bądźmy jak koty:)



15 stycznia 2021

Czebureki

 Czebureki zrobiła nam pierwszy raz zaprzyjaźniona dziewczyna z Białorusi, Świeta. W wersji ortodoksyjnej mają farsz z surowej baraniny, ale  ja sobie dostosowuję do własnych smaków i gustów i stwierdziłam, że te cudowne, smażone pierogi można nadziewać w sumie czymkolwiek. A la pierogi ruskie, z twarogiem, albo z soczewicą i cebulą, z pieczarkami i serem żółtym...

Na wschodzie można to zjeść jak fastfood, na ulicy, prosto z kiosku, smażone na gorąco w głębokim oleju. I wariacji farszowych też jest mnóstwo, choć oryginalnie to jedzonko z Krymu, z kuchni tatarskiej i jak wspominałam, ewidentnie mięsne.

Sekretem jest czeburekowe ciasto. To rodzaj ciasta parzonego, jak na ptysie, przepisów w sieci jest wiele, ja robię zazwyczaj z czterech szklanek mąki, starcza na około 30 czebureków. Jedną szklankę wsypuję do wrzątku z kilkoma łyżkami masła i solą, mieszam, miksuję nawet, by nie było grudek, a potem dosypuję do tego trzy pozostałe szklanki, wbijam jedno jajko i zagniatam. Jak za rzadkie, dosypać mąki. 

Farsz w sumie, co kto lubi i preferuje. Dużo ziół, czubryca, kminek. Smazy się na głębokim oleju, osusza na papierowym ręczniczku i w naczynie zaroodporne, do piekarnika, żeby stało w ciepełku. Je się rękoma, popijając na przykład barszczem.

Na mrozy, po powrocie z podwórka, wspaniałe.

Znikło u nas niemal natychmiast.







 
Nasionka już przyszły. Mogę planować grządki.

 
Cytat na dziś: Ile straciliśmy byśmy lekcji wiary i piękna, gdyby nie było zimy:)