A w ogóle to mamy tyle maja, że wlewa się nam do domu oknami, zatapia nas w bzach, w paprociach, w kokoryczkach i wykłoszonych juz trawach. Zrobiło się gorąco, słowiki spać nie dają, a o wschodzie słońca mam symfonię leśną. I biedrzeńce startują!
A w ogóle to mamy tyle maja, że wlewa się nam do domu oknami, zatapia nas w bzach, w paprociach, w kokoryczkach i wykłoszonych juz trawach. Zrobiło się gorąco, słowiki spać nie dają, a o wschodzie słońca mam symfonię leśną. I biedrzeńce startują!
To moje motto na tę wiosnę. Rozmawiam sobie z wewnętrzną, małą Kaliną i mówię jej: słuchaj, ja się tobą zaopiekuję dobrze, obiecuję, nic się nie bój, poradzimy sobie, zobaczysz. Wiosna jest, tarzajmy się w niej jak koty w piachu! Dam ci te stare konewki, kury o puszystych porteczkach, te ostróżki, lawendę i ciepłe wieczory. Będziemy grac na wiolonczeli. Będziemy robić do syta bezsensowne rzeczy, ale absolutnie niezbędne do szczęścia - suszyć zioła, szorować stare meble, robić Miłemu pierogi i malinowy dżem dla Średniaczka. Z całą wesołą delikatnością nie pozwalamy sobie niczego wytłumaczyć, że jakis pomysł jest bez sensu - i na nic już nie czekamy. Każdy ma swoją Narnię, wiadomo, ale moja oskoma na szczęście sprawia, że ja chcę wskoczyć w swoją jeszcze głębiej. Dalej wzywyż i dalej w głab, jak u pana Levisa! Będziemy jak dzielna niewiasta z księgi Salomona- gdy zechce mieć rolę, nabywa ją. Zechce mieć zieloną ławkę, maluje ją. No. Tak będzie!
Dziś pomalowałam drzwi do szklarni.
A to prawie tak, jak Too - tiki, która obróciła czapkę na niebieską stronę!
[...] Too-tiki wywróciła swoją czerwoną czapkę wewnętrzną stroną na wierzch i teraz czapka była niebieska.
- Zawsze tak robię, kiedy czuję wiosnę nosem - rzekła, po czym usiadła na pokrywie studni i zaśpiewała:
Jestem Too-tiki, która wywróciła czapkę spodem na wierzch.
Jestem Too-tiki, która nosem czuje ciepły wiatr.
Teraz przyjdą wielkie sztormy.
Teraz przyjdą wielkie lawiny.
Teraz ziemia odwróci się i wszystko będzie inaczej, i wszyscy będą mogli zdjąć ciepłe majtki i schować je do szafy.”
Może bez lawin i sztormów, ale z resztą się zgadzam. A malowanie drzwi wyglądało tak.
Tak było, kolor miał być szałwiowy, ale wyszedł trochę smętny - drzwi stare, ledwie dyszą, ale nie pozwoliłam jeszcze Miłemu zrobić nowych. Więc niebieską farbę, która oblazła, trochę zczyściłam i pomalowałam na szałwiowo.
A potem machnęłam truskawki i grubego ptaka Dziwoptaka.
I jak wam się podoba? Dla mnie się to podoba, jak to u nas mówią! A w szklarni jest teraz tak:
Nie wiem jak to się dzieje, ale przyroda nadrobiła własnie zimny kwiecień w kilka dni. Rozkwitło wszystko. Tygrys maj. Ile brzęczenia na kwitnących jabłonkach i czereśniach, to nie umiem nawet opisać. Rajska jabłoneczka najcudniejsza. Posadziłam ogród, posiałam wszystko, teraz jestem w fazie nierównej walki z roślinami spontanicznymi, czyli potocznymi chwascikami. Podagrycznik zrobił inwazję.
Ale co tam, skoro jest hanami! Patrzcie:)