26 marca 2024

Z powiąszowaniem kolejnych urorurodzin, Duży!

 


I Sowa napisała... i to właśnie napisała:

Z PĄWIĄSZĄWANIEM URORURODZIURODZIN

Puchatek przypatrywał się temu z podziwem.
- – Napisałam właśnie “Z powinszowaniem urodzin” - – rzekła Sowa niedbale.
- – To powinszowanie jest śliczne i długie- – rzekł Puchatek z wielkim podziwem.
–- Bo, ściśle biorąc, napisałam,  oczywiście, “Z serdecznym Powinszowaniem Urodzin od szczerze oddanego ci przyjaciela Puchatka”. Aby wypisać tak długie zdanie, trzeba zużyć sporo ołówka.

 

 

Synu umiłowany. drogi, synku nasz  najstarszy.

Kiedy urosłeś?

Życzymy Ci z tatą w dniu urodzin, żebyś był szlachetny, ozdobny i mądry, dobry dla siebie, ludzi i świata, spełniony, nienasycony pięknego, ciekawski, odważny, wybaczający, cierpliwy, jasny w środku, żebyś dużo się śmiał, dalej tak cudownie śpiewał, modlił sie i radował. Życzymy ci obrony doktoratu, wszystkiego, co cię uniesie, da skrzydła, pchnie dalej, wyżej, rozkocha w sobie. Wielu lat z ukochaną żoną, wybudowania domu, sadzenia, czego pragniesz, bycia tym, kim chcesz być i promiennego serca.

Mama i tata, no i, oczywiście, wszyscy! Z powiąszowaniem:)


















A tutaj Duży śpiewa i gra na gitarze, a ja w chórkach:) 



Najlepszego, Synku!


25 marca 2024

Pomidorowe siewy, kawa w szklarni, ogrodnicze zapiski i żyję wiejskim stylem, nie mając o tym pojęcia

 Tak oto poświętowałam posianie pomidorów. W tym roku trochę później, wiadomo dlaczego, ale już posiane i będa rosnąć. I tak jest póki co chłodno, u nas dzisiaj w nocy ma spaść temperatura do minus siedmiu, zobaczymy. Rano szron na trawie, ziemia nawet w dzień jest zimna i niezbyt miękka.

W tym roku posiałam póki co 14 odmian, jeszcze trzy dosieję po świętach. Każda odmiana do jednej doniczki, podpisałam, ale i tak pewnie pomieszam przy pikowaniu.



Sporo nasion dostałam od elfowego taty, przyjechały z obwodu królewieckiego i ciekawa jestem tego międzynarodowego konglomeratu w tym roku w moim ogrodzie; czesko-litewsko-polsko -rosyjskiego.

Ciekawe nazwy mają rosyjskie pomidory, jest nawet odmiana bolszewik i Alosza Popowicz, ten z bajki o wężu Tugarynie.







Nadal cieszę się wpisywaniem do planeru rozmaitości, będe mieć  podsumowanie pod koniec roku.




 

Powoli przymierzam się (bardzo powoli) do skrzyń w warzywniku, dreptam sobie na spacery i ćwiczę formę, dzisiaj był drugi spacer, ale do pełnego szaleństwa w ogrodzie, jak niegdyś, na razie mi daleko. Może po świętach.

Ale przysiadłam sobie dzisiaj przy skrzyniach pod kuchnią i niespiesznie wyrywałam psiankę. Z dziesięć kluczy gęsi leciało, ptaków świergot cudny, koty zaciekawione, co człowiek robi w ich ogrodzie też przyszły i szczękały na ptaszki zębami.

Przeczytałam dzisiaj, że istnieje coś takiego jak cottage core, czyli wiejski styl, w ubraniu, urządzaniu wnętrz i estetyce. Zaintrygowały mnie śliczne zdjęcia dziewczyn z warkoczami, z koszykami pełnymi kwiatów, ubranych w sweterki, mocne buty, kwieciste sukienki, wędrujących po wiosennych ogrodach (nie do końca jestem pewna, czy swoich) i stwierdziłam, że to absolutnie coś dla mnie. Żyję sobie takim wiejskim stylem, choć warkocza już nie mam, czasem zdarzy mi się włożyć sukienkę, nazbierać kwiecia w kosz i pić kawę z porcelanowego kubeczka, ale, jednakowoż, w kalinowej estetyce, czyli często w klapkach i skarpetach do tego, fufajce, starym dresie.

Ale uwielbiam lniane fartuszki, marzy mi się posiadanie kurek i takich zabawnych kaczek, wyglądających jak wyprostowani ludzie - czy ktoś wie, jak się nazywa taka wysoka kaczka, chodząca z wyprostowaną głową, jak z książeczek Beatrix Potter? Można je dostać w Polsce? Absolutnie cudne, o takie, zdjęcie od monalogue:


Mam teraz więcej czasu, więc sobie zrobiłam kolaż zdjęć ogrodowych. Z wiejskiego życia Kaliny:)

Tak było!


 

 

22 marca 2024

22 marca, stary zachwyt, nowe życie. Grasmere - wiersz Dorothy Wordworth i szczęście Kaliny.


 W poprzedni czwartek miałam epizod niedokrwienny. Spędziłam tydzień w szpitalu i wyszłam z niego w Dzień Wiosny; 21 marca, w słońce, w ramiona rodziny, po staremu zakochana w świecie, po nowemu zdziwiona, że wszystko stałe może stać się nagle ulotne  i  kruche.

I ten wiersz, cytuje go Willoughby, gdy spaceruje z Marianną, a ja znałam go już wcześniej, z mojej ulubionej antologii  - ten wiersz dzisiaj smakuje tak cudownie, jak sama esencja wiosny.

"And I have felt
A presence that disturbs me with the joy
Of elevated thoughts; a sense sublime
Of something far more deeply interfused,
Whose dwelling is the light of setting suns,
And the round ocean and the living air, (...) ' 


William Wordsworth
Lines Composed A Few Miles Above Tintern Abbey, On Revisiting The Banks Of The Wye During A Tour, July 13, 1798 

 

Po polsku brzmi to tak:

"Odczułem
Obecność, która wzrusza mnie radością,
Obecność czegoś, co jakże głęboko
Przenika wszystkie tego świata rzeczy:
Łuną zachodu, przestwór tchnący życiem,
Wielki ocean i błękitne niebo,
I ludzką duszę; jakiś ruch i tchnienie" 


Tintern znajduje się nad rzeką Wye, kilkanascie kilometrów od Monmouth, po walijsku Trefynwy - nadal jest tam most z XIII wieku, a Rzymianie nazwali miasto Blestium. William Wordworth przybywa do Tintern ze swoją siostrą Dorothy, ta od żonkili, o której juz pisałam TU. Jest rok 1798.

Zaczęła pisać około 1795 roku, kiedy dzieliła z bratem dom w Dorset. W Alfoxden w Somerset zaprzyjaźniła się z  Samuelem Taylorem Coleridgem i podróżowała z nim i bratem po Niemczech, pisząc pamiętniki - dla siebie, nie dla świata, ale dzieląc się swoimi przemyśleniami z przyjacielem i bratem.  „Chociaż byliśmy trzema osobami” – napisał Coleridge – „była to tylko jedna dusza”.

 Patrzę dzisiaj na wstający dzień, odczuwając łaskę, szepcząc do siebie słowa i Williama, i Doroty, która nigdy nic nie opublikowała, pisząc przez całe życie, a ostatnie dwadzieścia pięć lat spędziła na walce z chorobami; Doroty, o której angielski literaturoznawca Ernest de Sélincourt, napisał, że to  „prawdopodobnie najwybitniejsza pisarka angielska, która nigdy nie opublikowała ani słowa. .

W wierszu "Do siostry" William pisze:

 

Moja siostro! (to moje życzenie)

Teraz, gdy nasz poranny posiłek się skończył, 

 Pospiesz się, zrezygnuj z porannych zadań;

 Wyjdź i poczuj słońce.

 


Wychodzę, poczuć słońce. Przepraszam za oszukańcze zdjęcia z innej wiosny, nowych jeszcze nie mam:)

 


Czytam dzisiaj, pijąc w końcu z mojego kochanego kubka poranną kawę, smaczną, nie szpitalną, wspaniały, cudowny wierszo-opis Dorothy Wordsworth - Grasmere. To jej azyl, dom Dove Cottage, gdzie mieszkała z bratem. Tak wygląda rękopis: znalazłam zdjęcia na European Romanticism in association, oryginał można oglądać w Muzeum Wordsworth w Grasmere.


Poczytajcie ze mną:) Dwugłos siostrzano - braterski, piosenka o miłości do świata:)

 


 
"Peaceful our valley, fair and green,
And beautiful her cottages,
Each in its nook, its sheltered hold,
Or underneath its tuft of trees."

Spokojna jest nasza dolina, piękna i zielona,
​​I piękne jej chaty,
Każda skrywa się w swoim zakątku, w osłoniętym miejscu,
Lub pod kępą drzew.
Jest ich wiele i są piękne;
Ale jest jedno miejsce, które kocham najwięcej; skromna szopa,
braciszek całej reszty.
 
Jednak kiedy siedzę na skale lub wzgórzu i
patrzę w dół na piękną dolinę,
Ta chata z kępami drzew
woła do mego serca.
 
Kocham ten dom, to dziecko gór.
zielone pola, szare, surowe skały.
Ogrodzenia z górskich kamieni, 
zarosłe porostami i mchem.
A kiedy burza nadchodzi z północy  
i  zatrzymuje się w pobliżu tego zacisza pasterzy,  
 przenikając przez omszałe ściany,
wydaje się być zachwycona swoim losem. 
 
Jest tu zielony, niewiędnący gaj,
Obrośnięty wieloma mniejszymi drzewami,
Leszczyną i ostrokrzewem, bukami wśród dębów.
Jasne i kwitnące towarzystwo
osłania domek, który kocham;
Słońce wdziera się na dach,
a w górze wznoszą się wysokie sosny. 
 
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to kochane miejsce,
był piękny, zimowy dzień.
Po nocy pełnej niebezpiecznej burzy
Zachodni wiatr wiał łagodnie;
Dzień tak łagodny, że mógłby to być
pierwszy dzień radosnej wiosny;
Rudziki zaćwierkały i usłyszałam
Jeden samotny śpiew.

Spieniony potok, toczący sie obok
Zdawał się mówić: „Radujcie się!” 
 
Wszystkie moje młodzieńcze pragnienia zostały spełnione.
To, o czym marzyłam spełniło się, dojrzało; taki był mój wybór.
Stałam się Mieszkańcem tej doliny.
Jak mogłabym nie cieszyć się i nie radować?

I w oryginale, zakończenie:

My youthful wishes all fulfill'd,
Wishes matured by thoughtful choice,
I stood an Inmate of this vale
How could I but rejoice?

 


 

09 marca 2024

Dziewiąty marca, minus osiem, słońce.

 

 
Kolejna noc poniżej minus ośmiu.
Zastanawiam się, jak sobie radzą pączki i czy będą w tym roku morele, nektarynki i czereśnie. Bo ałycze przetrwają, zahartowane kresowymi przymrozkami, śmieją się z tych koronkowych, lodowych płaszczyków.  Po kilku dniach z temperaturą w nocy powyżej plus dziesięciu teraz mamy czas mrozu, dni rześkie, noce wygwieżdzone, zachody słońca cudne, purpurowe, oszałamiające odbiciami na rozlewiskach.  W ogródku nadal nie robię prawie nic. podwiozłam tylko trochę kompostu pod tulipany i zrobiłam porządek z jedną różą, bo łuk się pod nią załamał. Krokusy wyglądają rano tak:


 


 
Przebiśniegi mdleją.
Szron okrywa wszystko sztywnym kocykiem z igiełek. Będę wycinać ten wielki żylistek w tle, zasłania mi skrzyniom słońce, wysiał się obok jaśmin i jasmin zostawię wróblom i sobie, dla zapachu.



 
Światło o szóstej rano już jasne, wiosenne, złote zupełnie. Kiedyś tu będzie gąszcz kwiecia...

 
... ale teraz kwitnie tu szron, jakby powiedziała Too Tiki.
Ale cóż, zimo, i tak obróciliśmy czapkę na niebieską, wiosenną stronę, odchodzisz, pakujesz walizki:)

                                                                  Mój ogród ziołowy póki co śpi.



Hortensje jeszcze nie obcięte.

Skrzynki nie uzupełnione kompostem - ale już z kubkiem kawy moge obejśc ogród w klapkach. Tak, prosze państwa.

I to się nazywa szczęście:)