28 stycznia 2022

Mokraczek wyrusza w świat

 

 

Już po premierze:) Jeśli ktoś z moich podczytywaczy by chciał Mokraczka, napiszcie do mnie proszę maila, adres taki jak w profilu jest,  podzielę się informacjami o cenie z wysyłką, uzgodnimy co i jak i Mokraczek wyruszy w świat, już między pierwszych czytelników poszedł:) Wielka radość!

26 stycznia 2022

Za zmarzniętymi szybami szemrze cicho świat

 

Wiersz Średniego, zalecenia domowe na ten czas: odpoczywamy. Kompletuję nasiona, namalowałam cztery obrazy, w czwartek wieczór autorski...Odpoczywamy, pijemy herbatę, patrzymy  za okno, jak sikorki smyrgają po zaśnieżonych świerkach, głaszczemy koty. Jesteśmy:)


 

Gubię się w czułych rękach i objęciach delikatności
tam, gdzie jeszcze czuwa w piecu płomień
a na zegarach wybija wciąż Wieczność.
Pachnie herbatą, czuć cynamon, czekoladę
truskawki, choć do sezonu jeszcze daleko
Ale zostawmy tajemnicę nietkniętą, niech
dojrzewa w spokoju, wsiąka w stare ściany,
w tylko trochę obite filiżanki,
w szczere słowa i szczere twarze

Gubię się w zrozumieniu, pośród pierzyn i poduch
gorzkich syropów i dłoni, głaszczących uważnie
rozpalone czoło czy policzek. Ciśnie się wciąż na usta
,,dziękuję’’, choć zbyt krótkie jest te osiem liter
nawet wybite ciężką czcionką na kartach wdzięcznej duszy

ale to bez znaczenia, przecież
nie trzeba, wszystko w porządku, będzie
dobrze - to obietnica, słowo dane
niezłamane, dotrzymane, zbyt piękne
a jednak - dzieje się, świszczy na kuchence czajnik
stuka o szafkę talerz, kubek gorącej herbaty
o uchu szerokim jak uśmiech
a ja wciąż nie rozumiem

Za zmarzniętymi szybami szemrze cicho świat
białe świerki chylą się nad białą drogą, a ja
kartkuję tylko stare gazety, historie minionych lat
podlewam samotny kwiat schnący na parapecie
i milczę, dzwoni we mnie złota cisza
bo wciąż, wciąż
brak mi słów

 



15 stycznia 2022

Zwykłości styczniowe

 

 
Przyszły drugie święta, przyszły "kreszczenskije morozy", jak u nas się mówi na takie styczniowe obniżenie temperatury, mniej więcej w połowie miesiąca. Spadło do minus piętnastu, nie tak dużo jak na nasze kresy. Zdarzało się w styczniu i blisko minus trzydziestu kiedyś. Ale niebo wieczorem było wyrumienione jak jabłuszko, a gdzieś na północ bardziej nawet zorzę polarną widzieli. Świty teraz troszkę już jaśniejsze, dzień o te kilka minut dłuższy, a światło piękne, złote, królewskie. Tylko śniegu niewiele, ot, jakby cukrem posypać.



 
W ogrodzie spokój, wszystko śpi. Oczko zamarzło, przymarzł bluszcz, bukszpany, kępy traw. Jeszcze za wcześnie, by cokolwiek robić, przycinanie zacznę w lutym, więc póki co, planuję nowe, zamówiłam nasiona i wyobrażam sobie wiosnę. Tylko z tęsknoty ściągam do domu podpędzone kwiaty w doniczkach, ostatnio hiacynty, pachną wniebogłosy i przypominają, że przyjdzie wiosenka.



 
Trochę malutkich zmian; Miły poszerzył biblioteczkę przy kominku, ja odmalowałam ścianę, kupiłam motylowe poduszki. Żeby weselej sercu.


 
Przy okazji odkurzania lalek zanęcił się do nich nowy lokator. Lokatorka raczej, dla towarzystwa. Najpiękniejsza z wszystkich, prawda? :)


 


 

06 stycznia 2022

Dzień dobry, styczniu. Ella Wilcox, tęsknota za zielonym i leniwe pierogi.

 


 Rok

Ella W. Wilcox

 

Co można powiedzieć w noworocznym wierszu,

czego nie powiedziano już tysiąc razy?  

Przychodzą nowe lata, odchodzą od nas stare,

a my wiemy, że to tylko sen, po prostu wiemy.

Kiedy wstaje światło, wstajemy z nim, śmiejąc się,

kładąc się spać w objęcia nocy, płaczemy razem z nią.

Przytulamy się do świata, aż użądli,  

Przeklinamy go wtedy i wzdychamy do skrzydeł. 

Żyjemy, kochamy, zabiegamy, poślubiamy, 

Ubieramy nasze panny młode, 

zawijamy  naszych zmarłych. 

Śmiejemy się, płaczemy, mamy nadzieję, boimy się, 

 I to jest ciężar roku.  





 

Już kilka świeżutkich, jak zieleń, młodych dni minęło, nie dzieje się nic spektakularnego, może poza tym, że między Puchatą a Starą Księżną rodzi się szorstka, kocia tolerancja, o przyjaźni za wiele jeszcze mówić. Ale przyłapałam je, gdy spały obok siebie, więc przynajmniej we śnie panuje zgoda.

 

Sprzątam sobie, zawsze na początku roku nosi mnie na sprzątanie, na biel, na zieleń, na puste pokoje, na pozbywanie się rzeczy, w które obrastało się poprzedni rok, jak w zakurzone minuty i stłoczone sekundy. Pod koniec roku chowało się w tym muminkowym kokonie, a teraz mam ochotę usiąść na pustej podłodze, wyszorowanej do blasku i patrzeć za okno, jak deszcz pada na bluszcz i sosny.

Żadnych wielkich postanowień, tylko życie, jak pięknie pisała Ella. Urodziła się w Ameryce, w niezamożnej, wiejskiej rodzinie,  nie lubiła matematyki, była mężatką, najmłodszą z czworga rodzeństwa siostrą, wolontariuszką na wojnie, żyła, umarła, napisała piękne wiersze, których wiele lat nikt nie chciał drukować, a potem porównywano ją do gorszej, kobiecej wersji Walta Whitmana.

Ale pięknie pasuje ten wiersz i dobrze brzmi właśnie teraz, w deszczu, w zielonym bluszczu na początek roku, w nowych, świeżych dniach. Znowu ruszamy w drogę.

Robię dzisiaj leniwe; z zasmażką, z serem, słodkie, pachnące trochę cynamonem i palonym cukrem. Żeby cieplej sercu było na rozbieranie choinki:)