26 czerwca 2019

Syrop lawendowy, susza i złoto

Syrop lawendowy robi się tak:

- szklaneczkę kwiatków lawendy zesmykujemy  z łodyżek
- gotujemy syrop na cukrze w proporcji 3 szklanki wody - dwie szklanki  cukru, ja dodałam dwa gożdziki
- po jakiejś pół godzinie gotowania do syropu wrzucamy lawende i gotujemy jeszcze z kwadrans
- przecedzamy, będzie złocisty i pachnący lawendą.  Można rozcieńczać w dowolnej proporcji z wodą, jak lubimy, wrzucić mięte, plasterek cytryny, pić w upały z lodem. Można w słoiczki i na zimę, zapasteryzować. A jak na wypicie teraz, zlać do butelki czy słoiczka, pić do woli.







 Jest tak sucho, że ziemia na łąkach, ugorach, dróżkach parzy jak popiół. I przesypuje się jak popiół. Trawy wypalone jak w sierpniu. U sąsiadów, gdzie niepodlewane, złotość, susza, preria w kolorze rdzy. Podlewamy od rana do nocy, błogosławiąc studnię głębinową. Deszcz był raz, kilka dni temu, może przez godzinę padało - od miesiąca.







Na weekend byliśmy w Brześciu - oni tam mają czereśnie! I wiśnie. Nic im nie wymarzło, jak u nas wiosną. Ale susza taka sama.



Miły  zrobił mi kropelkowe nawadnianie szklarni i pomidorów, więc czuję się szczęśliwa jak Nabuchodonozor na skarbie. Mam ponad 70 krzaków - codzienne podlewanie zajmowało dużo czasu. Pokażę następnym wpisem. Póki co, jest piękne, złote, gorące lato, róże kwitną jak szlaone, zaczynać będą lilie i floksy, hortensje akurat do wazonów a w cieniu czyta się wspaniale, pijącporzeczkowe kompoty. Duży broni się w piątek. Taka jestem dumna - mój Włóczykij skończy studia.

Sianokosy idą, robimy małosolne i nadchodzi lipiec- czekam teraz na kwiaty lip i na dziką różę.











21 czerwca 2019

Wytęsknione Lato

O poranku słońce wpada przez muślinowe firanki i bawi się z cieniami i światłem. Nie chce mi się wstać, pamiętam, jak patrzyłam na te słoneczne arabeski w domu Dziadziusiów, w sypialni Mamy, gdy pachniały starością ciemne wnętrza starych szaf i wezgłowia łóżek, a przede mną były dwa miesiące wakacji. A teraz leżę czterdzieści lat starsza,  w tej czułości letniego blasku  i czytam sobie Schulza.


"Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku przechodziło co dzień na wskroś całe wielkie lato: cisza drgających słojów powietrznych, kwadraty blasku śniące żarliwy swój sen na podłodze; melodia katarynki, dobyta z najgłębszej złotej żyły dnia; dwa, trzy takty refrenu, granego gdzieś na fortepianie, wciąż na nowo, mdlejące w słońcu na białych trotuarach, zagubione w ogniu dnia głębokiego. Po sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje, zasuwając płócienne story. Wtedy barwy schodziły o oktawę głębiej, pokój napełniał się cieniem, jakby pogrążony w światło głębi morskiej, jeszcze mętniej odbity w zielonych zwierciadłach, a cały upał dnia oddychał na storach, lekko falujących od marzeń południowej godziny. "



Wchodzi się teraz do nas pod baldachimami zieleni - kwitną róże na pergolach, poprzeplatane z powojnikiem, już po piwoniach prawie, już nadchodzi pora dzwonków, hortensji, i - zawsze, zawsze - róż. Jest coś magicznego w różach. Jakieś takie piękno, zawsze poza nami. Jak księżne z portretu, na które tylko się patrzy, których wstążkę przypinali rycerze do zbroi, ale nikt ich do serca, w garść, w bukiet gołą dłonią zrywany nie chwyci. Tylko patrzeć. Płatek po płatku, kasyda zapachu, a po deszczu diament. Ogród dziczeje w zieleni, leśmianieje, zarasta paprociami, gwarem zielnego drobiazgu, ozdobnych traw. A nad tym wszystkim one, róże.






Fanfary, królowe nadchodzą.







Pomidory kwitną, zawiązują zielone owocki, porzeczki czerwienieją, podlewamy wszystko od rana, bo susza i gdzie nie lane,pustynia i step. Duży się broni za tydzień, Średni czeka na wyniki matur, mały już się leni - dostał świadectwo z wyróżnieniem i stypendium - będzie zbierał na rower.
 Ja... ja zamierzam kopać w ogrodzie, gotować, robić przetwory i pisać. Tęsknię za pisaniem. Malowaniem. Czasem dla siebie. Mam puszkę niebieskiej farby i w ogrodzie też coś zmaluję. A potem zobaczymy.









Mam w końcu swoje wytęsknione Lato.