10 maja 2026

Dzień, w którym pomalowałam drzwi do szklarni

 Dziś pomalowałam drzwi do szklarni. 

A to prawie tak, jak Too - tiki, która obróciła czapkę na niebieską stronę!

[...] Too-tiki wywróciła swoją czerwoną czapkę wewnętrzną stroną na wierzch i teraz czapka była niebieska.
- Zawsze tak robię, kiedy czuję wiosnę nosem - rzekła, po czym usiadła na pokrywie studni i zaśpiewała:


Jestem Too-tiki, która wywróciła czapkę spodem na wierzch.
Jestem Too-tiki, która nosem czuje ciepły wiatr.
Teraz przyjdą wielkie sztormy.
Teraz przyjdą wielkie lawiny.
Teraz ziemia odwróci się i wszystko będzie inaczej, i wszyscy będą mogli zdjąć ciepłe majtki i schować je do szafy.”

 Może bez lawin i sztormów, ale z resztą się zgadzam. A malowanie drzwi wyglądało tak.

Tak było, kolor miał być szałwiowy, ale wyszedł trochę smętny - drzwi stare, ledwie dyszą, ale nie pozwoliłam jeszcze Miłemu zrobić nowych. Więc niebieską farbę, która oblazła, trochę zczyściłam i pomalowałam na szałwiowo. 

 

 A potem machnęłam truskawki i grubego ptaka Dziwoptaka.





 I jak wam się podoba? Dla mnie się to podoba, jak to u nas mówią! A w szklarni jest teraz tak:

 

 
Część rozsad jeszcze rośnie. 

 
Sałata i szpinak zjadana na bieżąco 

 
Czekam, aż miną Zimni Ogrodnicy. W szklarni mamy piec i palimy, bo pomidory już przetransplantowane




 
Kot też przetransplantowany . Słoneczko jest. Czyli wiosna jest nieodwołalnie, absolutnie, bzowo i jabłoniowo. O tak, jak w mojej kuchni, ze słoneczkiem w geranium.


 
A to co Kalina kupiła i podczytuje, hm? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że zostawisz ślad :)