05 listopada 2013

Andrzej Poniedzielski u fryzjera i trochę o kaflowych piecach i kobiecych tęsknotach. I strona zakwasowa.

Zawsze wiedziałam, że wizyty u fryzjera kształcą. Nie tylko dlatego, że z telewizorka z reklamami kręcącymi się w kółko jak buddyjski młynek modlitewny można się dowiedzieć, że kobieta np. średnio 3 miesiące w życiu spędza na szukaniu czegoś w torebce. Mały, czekający na mnie na kanapie tez się czegoś dowiedział:
- Mamo, a wiesz, że ryby kaszlą?
Średni się dowiedział, że ileś tam procent światowej populacji herbaty pochodzi z Kenii. Wszyscy jestesmy teraz mądrzejsi, ale ja dodatkowo odkryłam w "Claudii" wywiad Idy Dawidowicz z Andrzejem Poniedzielskim. I uśmiech nie schodzi mi z twarzy od paru godzin.
No bo jak się nie uśmiechać, skoro mój Ulubiony Poetośpiewak stwierdził:

- Człowiek, podobnie jak woda ma trzy stany skupienia: smutek, radość i stan równowagi chwiejnej
- Są dowody medyczne, że śmiech jest zdrowy. Zgadzam się z tym, każda gimnastyka klatki piersiowej jest zdrowa, ale ja bym smutku nie wykluczał
- Ta epoka jest szybka, mocna i ludzie czasem się zastanawiają: dobrze, popłaczę, ale czy będe mieć czas by otrzeć łzy?
- Ile trzeba sił, by nie biec, nie gonić?
- Nie ma co obrażać się na deszcz, trzeba po prostu mieć parasol
- Słowianin nie musi mieć za czym tęsknić, aby tęsknić!
- Jestem poetą użytkowym. To jak pies myśliwski niepraktykujący
- Dość twardo stoję na ziemi, choć czasem potrafię się unieść. Bezpieczną wysokością wydaje mi się 1,50. Bo i widać troszkę więcej, a i rodzina patrząc na to myśli: wróci, wróci...

Fotografia Jacek Poremba

Przy okazji studiowania stosów gazet i między stronami o zaletach tarki do pięt, garnkach, poradach pani domu, przepisach na żeberka ( skręt duszy wegetarianina) tak mi Pan Andrzej zaświecił jako ta Złota Jabłoń, o której kiedys pisał:

Odnajdźmy Złotą Jabłoń
Niech przed głupotą nagłą
Ta jabłoń chroni, studzi
Rozgrzane skronie ludzi.

A przy tejże samej okazji odkryłam gdzies tam fotografie kaflowych pieców. I serce mi roztajało dokumentnie ze szczęścia, albowiem piece kaflowe to moje dzieciństwo, radośc, szczęście absolutne. U dziadziusiów były cudne piece, z kolorowych kafli, cytrynowych w saloniku, brązowych w zielonym pokoju, zielonkawych w sypialni, z dekoracyjnymi gzymsami, dostojne, pałacowe. Na moim Podlasiu oprócz pieców "musowo" były leżanki, cudowny wynalazek, gdzie można było: suszyć grzyby, owoce, jabłka, żurawiny, wylegiwać się samemu, albo z kotem, grzać nogi, ręce, cokolwiek; ciasto jak tam rosło drożdżowe, albo na chleb!
Kocham kaflowe piece, choć sama nie mam takowego w domu, ale mam za to kominek, tyz piknie, jak powiedziałby Pyzdra do Kwiczoła. Co ci powiem, to ci powiem, ale ci powiem - ciepło!
W listopadzie ogieniek jest nie do pogardzenia! 
Tęskni mi się za piecami, leżankami, światem dziadków. Za jasnością absolutną. Brakiem poczucia czasu.  Brakiem goryczy i smuteczków czasem. Naturalnością dziecięcego szczęścia...
A przy KOLEJNEJ okazji odkryłam stronę zakwasową, tak! Kobiety wymieniają się zakwasem na chleb i to przez internet :)


Już napisałam w tej sprawie, mam blisko koleżankę z zakwasem żytnim.
A na cieplejsze myśli kilka cudnych pieców kaflowych.


Piecuś ze strony Joanny i Wojtka http://jwfoto.blogspot.com/


Piec ze strony www.archimania.pl

Piec z Majątku Howieny http://www.majatek-howieny.pl/





4 komentarze:

  1. Moja matka chrzestna pracowała na stacji PKP w małej miejscowości - pomieszczenia pracownicze ogrzewał właśnie taki kolor z kakaowych płytek- piec kaflowy!
    Zawsze wracając ze szkoły zaglądałam do niej i jeśli udało mi się wpaść na jej zmianę- przyklejałam się do owego pieca w chłodne dni : ) jak do wielkiego enta - bo wtedy z tym mi się kojarzył..
    Piece kaflowe mają duszę!

    - Dość twardo stoję na ziemi, choć czasem potrafię się unieść. Bezpieczną wysokością wydaje mi się 1,50. Bo i widać troszkę więcej, a i rodzina patrząc na to myśli: wróci, wróci... - zdanie to rozbroiło mnie kompletnie : )

    Znajoma ma szczurki do wydania, jej szczurzyca okazała się być szczurem- może jesteście zainteresowani ; )?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My Kalina nie jesteśmy zainteresowani, ale my- Kalinowe chłopaki pewnie z radością by przyjęły szczurki i koty i wszelakie stworzenia. Albowiem po chwilach fascynacji chłopców to my, Kalina sprzatamy, przypominamy o czyszczeniu, karmieniu i tak dalej^^ Proza życia. Tak więc póki nie jestem przyparta do muru, wzbraniam sie przed zazwierzątkowaniem domu. Choc jeśli chodzi o koty, to one nas raczej wybierały, nie my je, tak więc może jakiś kot nas znów wybierze, kto wie :) Dzięki, Wrószko. A tulenie do pieca jest boskie.

      Usuń
  2. No, kochana. Miód na moje serce lekko zmarzniete listopadowo:-))) Bo piece kaflowe kocham i wielbię. I lada moment zaprezentuję nóweczkę niebieganą, czyli nasz piec chlebowy z funkcją grzewczą ( znaczy się po prostu scianówkę rodem z Podlasia ) Bo własnie mamy odbiory wszelakie nowo wybudowanego pieca chlebowego w swietlicy wiejskiej w Węzinie. A pierwsze warsztaty chlebowe juz w grudniu:-))))
    Uściski
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaaa.... ja bym chciała na warsztaty chlebowe! Czekam na zdjęcia podlaskiej ścianówki, koniecznie. Dzisiaj suszę jabłka, dziewczyny, z cynamonem, wyobraźcie sobie ten zapach w domu...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)