27 listopada 2012

O kretach, pochodniach i teoriach spiskowych na temat pomidorów.

Tak, listopad mija. Jakoś go przetrwaliśmy, owinięci kocami, przy kominku, siorbiąc herbatę z imbirem. To znaczy ja herbatę, a wiekszość rodziny sok z jarmużu i jabłek z trawą wheatgrass. Zielone. Bardzo zielone. U nas zawsze jakieś zdrowotne nowości, teraz w słoiku robi się kefirek z grzybkiem himalajskim, a ja jednak tradycyjnie przy herbacie, podśmiewam się z Małego, który zawsze mnie rozbawi.
- Mamo, a kretom jest ciemno pod ziemią?- wracamy ze szkoły, Mały wnikliwie analizuje widok łąki, pełnej krecich kopczyków. Kretopolis.
- Ciemno- zgadzam się- A jakże. Pod ziemią zawsze jest ciemno.
Mały myśli. Intensywnie.
- A nie mogą sobie zapalić pochodni?- pyta wreszcie.

Wizja kreta z pochodnią w łapce prześladuje mnie do dziś...
Potem w sklepie, na widok pomidorów w skrzynce, czerwonych, jak z plastiku.

- Mamo, a to są sztuczne pomidory, prawda? Niezdrowe? Specjalnie robią takie trujące, żeby ludzie poumierali i było ich mniej w kolejce...




2 komentarze:

  1. Cudne ;-)
    A listopad już się kończy... jeszcze tylko urodziny Córci.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)