Przyszedł czas na przerywanie marchewki.
Tu dygresja.
Zawsze ją sieję za gęsto i nie używam taśm, a to z prostego powodu; uwielbiam przerywać marchewkę. Te malutkie, smakowite, małe marcheweczki z przerywania to dla mnie kwintesencja lata. Kontrast koloru naci i korzonków jest cudowny. Apetyczne, brudzące palce, szabrowane z ogrodu w rosie, po deszczu, są najsmaczniejsze. Pewnie, wielkością moja marchewka nie zdobędzie laurów, ale nie o to chodzi, chodzi o to łaskotliwe szczęście w żołądku, gdy w różowych gumiakach wędruję rano między rządki, wciskając się w koper i kosmosy. I potem mam naręcze malusieńkich marchewek, pięknych jak pękate wróżki.
Tu dygresja druga, kosmosy to włóczykije. Onętki, kosmosy, jak zwał, tak zwał, ale ten kwiat jest nieusuwalny z ogrodu i żyje własnym życiem. od dawna ich nie sieję, a mam ich mnóstwo. Roznoszą się same i wyrastają w zaskakujących miejscach. Tak samo robią maki, orliki, nagietki i ogórecznik. Co roku mam je gdzie indziej i jestem tym zachwycona, bo nie przeszkadza mi to wcale. Nie mam ogrodu pod linijkę. Przez to, że w zasadzie wszystko rośnie w zrębkach, bez przekopywania, zadomowiają się w ziemi nasiona z zeszłego roku i wyskakują jak ciasteczko z niespodzianką. Zresztą, możecie popatrzeć, jak to bajkowo wygląda :)
Buraki dają radę, kopru mam mnóstwo. A w ogrodzie kwiatowym teraz czas floksów, rudbekii, i dalej, lipcowe róże z drugiego rzędu. Czerwcowe primbaleriny już przekwitły, teraz czas na lipcowe bajki.
Mam w ogrodzie rozmaite stworki, ale ten wyjątkowo piękny!
Kolory lipca
I na koniec kawałek werandy, tu Kalina pije kawę:)


























































