Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gide. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gide. Pokaż wszystkie posty

01 lipca 2018

Witaj lipcu

Nadeszło lato i czytam teraz  Andre Gide - śpiewam figę, odrzekła, której piękne amory są ukryte, kwitnienie jej skupione, skrycie świecą się jej zaślubiny.
Moja figa w doniczce jeszcze nie kwitnie, jeszcze ukrywa kwiat. Ale Gide daje jeszcze inne odpowiedzi, a ja uwielbiam go za te kilka zdań;

Orzeł upija się lotem.
 Słowik upija się letnimi nocami.
 Równina drga od upału. 
Niechaj każde wzruszenie potrafi stać ci się upojeniem.
 Jeżeli to, co jesz, nie upaja cię, to znaczy, że nie byłeś dość głodny.

Jeśli Gide pisał prawdę, to jestem ciągle głodną Kaliną. Pochłaniam kolejne dni i noce, wędruję od kwiatu do liścia, od piaszczystej drogi do kruszczycy złotawki na różowej jeżówce i zachwycam się.
Jak nie upaja, kiedy upaja. 

Ogródek warzywny  z balkonu.



Droga do mamy, zwana Wietnamem. Takie widoki, szelest traw, suchych i płowych, koniki, błękit, zapach siana, bociany - naliczyłam pięć - jak dobrze sercu, kiedy wiatr wplątuje się we włosy.




Nadeszła pora wiśni, u cioci narwałam całe wiadro i upajałam się kolorem, starym płotem, liśćmi jak skórzasty jedwab. A potem drylowałyśmy z mężową mamą, sok pryskał po palcach, a potem cukrowa góra zasypała szkarłatne morze, a potem gotowało się to, mieszane drewnianą łyżką, która nasiąkała barwą soku, a potem w słoiki. I tak samo galaretka z porzeczek, cierpka bardziej, co pozwalało lepiej odczuć słodycz wiśni.
I znowu Gide - 

Piłem gęste syropy z grubych szklanek w oberżach
wieczorami, po całym dniu marszu w słońcu
Czasem bardzo zimna woda z cystern
pozwalała lepiej odczuć mrok wieczoru



Jestem głodna na wiśnie, upajają mnie wiśnie. Esencja lata. I na porzeczki, i na kolor soku, i na gorące deski tarasu pod bosą stopą, gdzie wyleguje się kot.









 Mam jeszcze dużo przetworów w piwnicy ale nie umiem nie robić kolejnych. Po prostu przychodzi ta pora, lato, i trzeba tego doświadczyć i przeżyć, wejść w to "doświadczenie graniczne", jakby Eliade napisał. Nie da się inaczej tego przeżyć, nie będąc w trakcie, w tym, trzeba brodzić w chwilach codzienności jak w trawach na  łące. Wygrzebałam biografię Tove Jansson od siostry - wreszcie mam czas na czytanie świątecznych prezentów! - i wiem, że Tove by mnie rozumiała.
Patrzcie, jak pisała w liście do swojej Too - Tiki, co prawda o wiośnie, ale to takie samo "bycie - w " jak z latem:

[...]patrzę na blask księżyca wokół długich wzgórz w Sussex koło Kent. Czarny kot śpi mi na brzuchu, na dworze panuje absolutna cisza. Przy łóżku Ham stoi bukiet wiosennych kwiatów, prymulki i fiołki, zawilce i dziki hiacynt. Podobałoby Ci się skakanie ze mną w zieleni, która dopiero co się pojawiła. Wszystkie drzewa owocowe są białe, jest wiatr i słońce, wszędzie pełno bazi.


To porzeczkowa galaretka, cierpka i słodka



Lubię ręcznie pisać etykietki, sprawia mi przyjemność, gdy od dwudziestej bolą palce



A tu wiśnie. Kwaśno - słodkie. Kiedy je gotujesz, zbiera się piana. Dodaję kilka goździków dla smaku. Ciepłą konfitura smaruję naleśniki.


Dwa pierwsze ogórki - szklarniowy i ogrodowy.
A takie zachody słońca żegnały czerwiec, z upałem i suchym wiatrem. 
Witaj, lipcu