Co roku moja majówka wygląda tak samo; jestem w ogrodzie. Szkoda mi wolnych dni na cokolwiek innego, a w tym roku marzec i kwiecień były tak zimne, że to ostatni dzwonek, by w końcu zająć się naszymi podwyższonymi grządkami.
Najpierw zrobiłam prace polowo - kompostowe. Odnowiłam warstwę zrębek, dosypałam na grządki kompostowej ziemi, podlałam, zostawiłam na parę dni, by obsiadło. Przesadziłam truskawki tam, gdzie była rok temu fasolka, a tam, gdzie były truskawki będzie teraz mały, ziemniaczany zagonek.
Dzisiaj posiałam w skrzynie marchew, pietruszkę, buraczki, dosadziłam tez z rozsady sałatę, buraki liściowe i mizuny. Zawzięłam się i posadziłam ziemniaki, ale przykryłam agrowłókniną. Sprawdzałam prognozę kilka razy, jak znerwicowany świstak, boję się przymrozków, bo pomidory mam w nieogrzewanej szklarni i jak będzie zimno muszę włączyć olejak. I okryć wszystko na zagonkach. Wydaje się, że do końca tygodnia ma być bez przymrozków, ale jestem podejrzliwym ogrodnikiem:) Ale byłoby szkoda kwitnących drzewek, zwłaszcza nektarynka jest zjawiskowo śliczna.
Buraczkowi dżentelmeni już poszli na grządki:)
A tu nektarynka i towarzyszący ąturaż.
Uwielbiam porę hanami. Mogę stać pod kwitnącym drzewem, słuchać pszczół i przypominać wszystkie piękne wiersze o ogrodach. Na przykład ten pantadeuszowy kawałek:
Nagle a niespodziewanie poszło sobie gdzieś lato. Mamy pięć stopni na plusie, w porywach siedem, ciągle leje i przeprosiliśmy się z kominkiem i piecem. Kartofle niewykopane, dynie zalane deszczem, trawa nieskoszona i pełna opadających z brzóz liści.
Małe koty bobrują na całego. Mają szalony apetyt, odwiedziły weterynarza i nieustannie testują obrażoną cierpliwość Kici. Ale Mały jest zachwycony, nosi je w kieszeniach, robi sobie na brzuchu mruczące okłady i snuje wizje, że wygrubaszą się jeszcze bardziej. I jak to będzie pięknie, mamo, jak taki gruby kot będzie na tobie zimą leżał.
Zimą.
Nie chcę myśleć, na razie jesień mnie trochę boli, chyba nie nacieszyłam się babim latem jeszcze. Robimy śliwkowy dżem i sprawdzam kartkówki z "Pana Tadeusza".
Co wspomina w Inwokacji Poeta?
- Swój śmiertelny wypadek.
Kim był Sędzia?
- Przyjacielem i sługą Sopliców.
Co wspomina w Inwokacji Poeta?
- żeke nil (pisownia oryginalna)
Dlaczego Zosia mieszkała w Soplicowie?
- Zosia nie mieszkała w Soplicowie
Jakie rośliny wspomina Poeta z sentymentem w Inwokacji?
- habry, dab, fiolki, żyto (pisownia oryginalna)
Jakie rośliny wspomina Poeta z sentymentem w Inwokacji?
- trawa angielska, mięta
Jakie rośliny wspomina Poeta z sentymentem w Inwokacji?
- kukurydza, dąb, stokrotki, mak, tulipany
Dlaczego Telimena i Zosia mieszkały w Soplicowie?
- Było im tam lepiej
Wymień postacie, występujące w I księdze
- ksiądz Rydzyk
Bez komentarza. Wzdech.
...idę spróbować powideł śliwkowych. Jak one pachną, jak one cudownie pachną. Jak najlepsze wiersze o jesieni. Mickiewicz sporo opisywał fantastycznych dań, korzystając z kucharskiej książki Czernieckiego, Compendium ferculorum - wyczytałam to w magazynie Kuchnia. Na przykład opis podawanego na uczcie szczupaka. Aż mi się tatusiowe szczupaki przypomniały...
"Weźmij szczukę, jaką wielką chcesz, ogol trochę od głowy, w śrzodku
zostaw łuszczkę. Od ogona też trochę ogol, spraw, natnij na rożen mięsny
ten śrzodek z łuszczką, obwiń chustą, a obwiąż sznurkami, zmaczawszy tę
chustę w occie winnym osolonym. Potrząśnij też solą
głowę i ogon, a przyłóż do wolnego ognia, piecz a obracaj. Miej ocet
winny solony w rynce przy ogniu, któryby wrzał, a polewaj nim często tę
chustę, którąś owinął szczukę. Głowę też wcześniej pozynguj oliwą albo
olejem, albo masłem, a potrząśnij trochę mąką pszenną i drugi raz,
i trzeci raz to czyń, to się smażyć będzie, a ogon na ostatku, gdy się
rumienić pocznie, pozynguj także, czym chcesz, ale mąką nie potrząsaj,
a gdy rozumiesz, że już gorąco, zdejmij z rożna, chustę odwiń, będziesz
miał szczukę sparzoną, warzoną i pieczoną."
Nie mam zdjęć jesieni w ogrodzie jeszcze, ale mam zdjęcia kotów. Pozdrawiamy mrucząco i nieco melancholijnie.