25 grudnia 2020

Nasz ogrodowy rok

 Pod koniec roku zawsze nachodzą człowieka takie podsumowania. A może gdybyśmy kapustę posadzili na jednej grządce i nie obok nasturcji, to nie pożarłyby jej lotne brygady?:)

Jeśli chodzi o nas, to uczymy się ogrodu cały czas. I nie chodzi mi o te wszystkie ogrodowe trendy, że w tym roku modne są metalowe ozdoby w kształcie owadów a teraz wszyscy okadzamy szklarnię wrotyczem i sadzimy miskanty. Od zawsze sadziłam w ogrodzie po prostu to,  co lubię i co mi się podoba. Z różnym skutkiem, jedne roślinki ziemia i klimat przyjmują, inne przechodzą szkołę przetrwania, jeszcze inne niestety ku mojemu żalowi odeszły. Nie mogę na przykład  utrzymać tamaryszku, wymarza. Trzeci rok walczymy z węgierkami i kalinami, pożerają je mszyce.Tak pięknie wyglądające w ogrodzie Dziadziusia lilie św. Józefa u mnie nie przetrwały. Reklamowana lilia drzewiasta sięgnęła imponująco kolan:)

Ale uczymy się czegoś innego, kochania i rozumienia ziemi. Jej potrzeb, nie tylko naszych. Uczymy się ogrodu  naturalnego, nieinwazyjnego, przyjaznego ziemi. To będzie nasz drugi sezon "no- dig", bez przekopywania, i zostanie z nami to podejście na dłużej, bo daje świetne rezultaty. Uczymy się ogrodu bez chemii, z akceptacją, że nie będzie doskonale, że będą pogryzione malowniczo liście tu i tam, na trawniku mlecze ze stokrotkami, a za szopą łany podagrycznika. I bardzo dobrze, w ogrodzie jak w domu. Nie może być pod linijkę, zawsze uczesane i  gotowe do zdjęcia.

Mam tyle planów na nowy rok!

 

 Dostaliśmy od dzieci świąteczny prezent,  Bio ogród dr Brunhilde Bross - Burkhardt. To pani doktor z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, autorka wielu książek, na które mam ochotę. "Bio ogród to dla mnie coś więcej, niż tylko miejsce, w którym rośliny rosną zdrowo i są zdrowym pożywieniem. " - pisze. "Biologiczne ogrodnictwo jest wyrazem mojej postawy życiowej."

Nasz ogród jest też taki wyrazem naszej postawy życiowej. Tego, jak bardzo nam się podoba świat. Tego, co jemy, czym się otaczamy, jaką przestrzeń tworzymy dla naszych dzieci, zwierzaków i dla nas. Jak żyjemy, nie obciążając za bardzo świata, ale w ciągłym zachwycie, że możemy tu być. Kocham każdy podagrycznik na moim podwórku i każde parchate jabłuszko. Nasze róże i każdą taczkę kompostu, którą rozgrabiamy z Miłym na grządki. Nie ma w tym komercji, do ogrodu zawsze dokładamy, większość wiedzy zdobywamy dla siebie, uczymy się na błędach, ale to był dobry, wspaniały rok nauki!

Z życzeniami wspaniałych ogrodów dla wszystkich nasz ogrodowy rok.

Uściski, Kalina.




I jeszcze trochę ogrodu. Od wiosny do zimy!














































































Dobranoc, ogrodzie. Do kolejnego wspólnego roku:)


18 grudnia 2020

Nikt prócz zająca nie kochał jej! I życzenia.

 Kto pamięta?

Stała pod śniegiem... panna zielona!

Nikt prócz zająca nie kochał jej!


Miły z lasu dzisiaj przyniósł. Zapachniało świerczkiem. Bajką. Chociaż śniegu nie ma, roztopił się niestety, a z zielonego mchu i bluszczu pod morwą pachnie raczej przedwiośniem niż zimą.

Nie mogłam doczekać końca lekcji, aż w końcu nadszedł moment, w którym zaczęliśmy z Małym ubieranie drzewka. Mały już wyższy ode mnie, więc wieszał wysoko. I zabieliło się, zaróżowiło, zamigotało. A potem siedliśmy, piliśmy kakao i podziwiali razem z kotem ten cudny, głaszczący serce widok.

Zielony gościu, prosimy, wejdź:)






O co tyle hałasu, jak powiedziałby Bonifacy.

Lenimy się już dzisiaj. Ciemiernik w kuchni zakwitł, rozświetla grudniowe ranki. Nie mogę prasować, kot śpi na desce do prasowania. I bardzo dobrze.


Myślę teraz o rzeczach dobrych i jasnych, potrzebuje tego ogromnie. My wszyscy chyba. Dorzucam do kuszenia jeszcze dzisiejsze makowce. Według przepisu Babci, makowce muszą wyrosnąć trzy razy: ciasto w misce z rozczynem, na blaszce i w piekarniku. Zawsze się udają.



 Nie wiem, czy zbiorę się jeszcze do pisania w grudniu, ale gdyby nie, życzę wszystkim jasnych, dobrych Świąt  Bożego narodzenia. Będzie wigilia, nowy rok, potem wiosna i zakwitną żonkile. Tak będzie.

Gałczyński, dla nas. Tak pasuje dziś.

A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.(...)

Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynnie
kolęda na okarynie:
LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.



 

14 grudnia 2020

O tym, co wystarczy

 Nie znikłam, tylko czas mi chyba trochę zawinął się w kłębek, nakrył ogonem jak puchata wiewiórka i śpi w jakiejś dziupli. Ale spokojnie, to nie dlatego, że jakoś się szykuję specjalnie do Świąt. Nie mam żadnych pierników, namrożonych uszek czy wysprzątanego domu. Prezenty tylko mam, bo nakupowałam online i mogę teraz siedzieć w domu i rozkoszować się tym, co mi wystarczy. Nam wystarczy. Święty spokój.

Dzieci są w domu. Średni zjechał ze stolicy i muszę przyzwyczaić się, że zaludnił znowu swój pokój. i wpada do kuchni z oczyma jak spodki i pomrukiem: ooo, domowe jedzenie!

Wstajemy  o ciemnym świcie, o pietnastej znowu ciemno. Przy rozpalonym kominku opowiadamy sobie niespiesznie, co się komu śniło. Na kominku stoją dziadki do orzechów. Na poduszce drzemie kot. Zdalne lekcje się snują od ciemna o 8 do ciemna o tej 15 i później. Opowiadam o Petroniuszu i czytamy jak Skawiński zbierał małże na skałach i chodził na kreolskie nabożeństwa w niedzielę.Średni robi jakieś macierze, nie pytajcie, nie wiem co to jest. Do tego uczy się chińskiego i wczoraj się nam przedstawił po chińsku. Mały programuje pierwsze swoje szeregi liczb, a Duży dostał grant na badania, co uczciliśmy wybuchem rodzinnej radości. A ja napisałam słowa do kresowej Pastorałki ze światełkami. Śpiewa też moja Siostra! Tutaj jest nagranie z radiowego studia:)



Kupiłam sobie rozrzutnie jeszcze jednego, malutkiego dziadka, co rusza nogami, jak się pociagnie za sznurek! 






 Niedługo, już niedługo przesili się zima i rok, i te mroki rozmaite. A póki co...

Są maślane ciastka. naleśniki i przyjemne poczucie, że wystarczy nam tak, jak jest. Niewiele to nie to samo co mało, prawda? :)

01 grudnia 2020

Dzień dobry zimo

 

 





Śnieg przysypał zieloną aptekę, gdzie pachną zioła ojca Gabriela, wrotycz i lipa. Przysypało mur cerkiewki,  stare chatki, drogowców, pracowicie robiących nowe rondo, drogę i most, wielki, potężny most nad naszymi bagienkami i ługiem. Latem chodziliśmy tam  na spacery, rosły maki i rumianki, a teraz rośnie  tam śnieg, jakby powiedziała Too Tiki. Pora obrócić czapkę na czerwoną stronę. Mam teraz minus osiem na termometrze, a w kuchni ostatni talerz pomidorów. Dzień dobry grudniu, dzień dobry, zimo.

Pora posłuchać Żmiciera. Zaczęłam ze swoją klasą adwentowy kalendarz.



Czasem wyobrażam sobie, że w grudniu rok drepcze jak taki zgarbiony staruszek. Już tak niewiele dni mu zostało, trzeba je otulić czułością, jak ciepłym kocem, podsunąć pod łokieć kubek z gorącą herbatą i anyżowe cukierki.

Nie robię podsumowań, cieszę się czasem odpoczynku dla nas, dla ogrodu, dla ziemi. Słowo na grudzień - trudno. Nie sprzątnęłam resztek pomidorów pod okapem garażu, trudno. Zostały na zagonkach buraczane liście i zmarznięta brukselka, trudno. Nie wszystko się da, nie na wszystko są siły. Ale posadziłam tulipany i żonkile, zakwitną wiosną, a zimą zamówię nowych nasion i będę planować nowe zagonki. Przyjadą na święta dzieci, kupiłam sobie książkę kucharską z przepisami "Rozkoszne. Wegetariańska uczta z polskimi smakami" i będę na nich wypróbowywać. 

Kicia nie lubi śniegu, dekuje się w domu, najlepiej gdzie najcieplej. Albo u pana ukochanego. 

 


Ach. I amarylis zakwitł:) Taki uśmiech wiosny na początek zimy.