Tym razem zadanie było proste: ułóż jak najwięcej pytań do lektury, sprawdzających znajomość jej treści. Na pierwszy ogień - "Robinson Crusoe" i "W pustyni i w puszczy". Okazało się to niestety ponad siły co niektórych małych lekturoznawców. A ja mam kolejną porcję uśmiechu :)
"W pustyni i w puszczy"
Zagadka ojcostwa
- Jak nazywali się ojcowie Stasia?
Polskie plemię
- Z jakiego plemiona pochodził Staś?
Wybaw nas Panie...
Jakie owady wybawił Staś z baobabu?
Powstańczo
- Kiedy powstało powstanie machdystów?
Coś o tytule....
- Jaki tytuł nosiła powieść " W pustyni i w puszczy"?
Trudny wybór
- W jaki sposób wybrano słonia?
Niedobry generał
- Co złego zrobił ludziom generał Gordon?
Matematycznie
- Ile lwów spotkali w podróży Staś i Nel?
O osobach owadów
- Jakie owady wygonił Staś z baobabu wymień trzy osoby z nich.
Góra górze nierówna
- Co napisał Staś na Górze Lindego?
"Robinson Crusoe"
O urządzaniu
- Gdzie Robinson się urządził?
Santa Maria...
- Z jakiego kraju pochodzili Chiszpanie?
Tajemnica bezludności
- Kto mieszkał n bezludnej wyspie?
Tajemnica sztućców
- Wymień dziesięć rzeczy którymi Robinson jadł?
Konta Robinsona
- Z kont Robinson miał ziarno?
Tutejsze czasy
- Jak nazywa się w tutejszych czasach wyspa Robinsona?
Zagadka...
- Kto był protoptorem Robinsona?
Kuse kozy
- Jak się nazywała zagroda dla kus?
Problemy z nazwiskiem
- Jak Daniel Defoe miał na nazwisko?
Inwencja Robinsona
- Wymień zastosowania krzyża jakie robił Robinson
Fatalistycznie
- Jak się skończył Robinson?
Rasistowsko
- Dlaczego Robinson wogule uratował mużyna?
O przyjaźni
- Ile Robinson miał przyjacieli?
O psie, który...
- Jak zginął pies?
28 października 2013
27 października 2013
Coraz mniej złota. Dni pod wezwaniem Uśpienia.
Brzozom ktoś bezlitośnie skrócił sukienki, złoto zostało im tylko na górze, dołem wstydliwie połyskują tylko białe pnie i gałęzie. Ale nad zielenią sosnowych lasów wznosi się ten splendor złocistych welonów, koronka ostatnich, październikowych liści. Nie mogłam się napatrzeć, gdy jechaliśmy do miasta tysiąckroć znajomą drogą, przez ugory i lasy, przez małe miasteczko Zabłudów, gdzie znajduje się cerkiew pod wezwaniem Uśpienia - zawsze mi się ta nazwa podobała, naprawdę jest tam sennie i tylko rzeźbiony strażak rusza wąsem, a wrony kraczą z gniazd nad rozlewiskiem. W XVII wieku była tu drukarnia ariańska, a samo miasteczko kolejno wpadało w ręce Chodkiewiczów, Paców, Sapiehów, Leszczyńskich i Sanguszków. Był tu zbór kalwiński, szpital i szkoła, a potem synagoga, w której urzędowali chasydzi. Dzisiaj całe miasteczko jest pod wezwaniem Uśpienia. Śpi sennie w ramionach lasów i rzeki, a my jedziemy dalej, wspinając się wstążką asfaltu ku coraz bardziej brunatniejącym polom. Tak, coraz mniej złota na lipach, jesiony całkiem nagie, tylko dęby połyskują rudą ochrą.
Odwiedzamy sklep w celu nabycia bułek z budyniem i dżemem jagodowym. Oczywiście, chłopaki nie chcą siedzieć w samochodzie, pakują się ze mną.
- Wolno wam wybrać tylko jedną rzecz - ostrzegam, znając zapędy napełniania wózka- Każdy po jednej.
- To ja wybieram cały sklep! - odpowiada Mały rezolutnie - A co, tylko jedną, to ja wybieram sklep!
W końcu jednak wybiera dorodne pomelo, dumny taszczy złocista kulę w siateczce.
W domu winogronowe szejki, cisza i spokój; patrzę przez okno na linię widnokręgu, zieloną z przebłyskiem oranżu i sinawych mgiełek. Coraz mniej złota...
Przyjemnie jest mieć okna wychodzące na zachód, patrzeć, jak różowi się niebo. Przyjemnie zrobić kawę w czerwonej filiżance, założyć czytaną książkę dębowym liściem, z niejakim westchnieniem obejrzeć stertę oczekujących na prasowanie koszul.
Szafo-witryna zakupiona, dumnie mości się w sypialni, łaskawie pozwalając się podziwiać. Jak zrobię ładne zdjęcia, może wstawię. Póki co, dopijam kawę, bo mimo przestawienia czasu dni są też jakoś pod wezwaniem Uśpienia i poziewuję trochę. Chyba zmieni się pogoda, widziałam dzisiaj dwie sroki pięknotki. Srokę widzieć - deszcz będzie!
Ze strony http://www.ciekawepodlasie.pl/ zdjęcia uśpionego Zabłudowa:
Odwiedzamy sklep w celu nabycia bułek z budyniem i dżemem jagodowym. Oczywiście, chłopaki nie chcą siedzieć w samochodzie, pakują się ze mną.
- Wolno wam wybrać tylko jedną rzecz - ostrzegam, znając zapędy napełniania wózka- Każdy po jednej.
- To ja wybieram cały sklep! - odpowiada Mały rezolutnie - A co, tylko jedną, to ja wybieram sklep!
W końcu jednak wybiera dorodne pomelo, dumny taszczy złocista kulę w siateczce.
W domu winogronowe szejki, cisza i spokój; patrzę przez okno na linię widnokręgu, zieloną z przebłyskiem oranżu i sinawych mgiełek. Coraz mniej złota...
Przyjemnie jest mieć okna wychodzące na zachód, patrzeć, jak różowi się niebo. Przyjemnie zrobić kawę w czerwonej filiżance, założyć czytaną książkę dębowym liściem, z niejakim westchnieniem obejrzeć stertę oczekujących na prasowanie koszul.
Szafo-witryna zakupiona, dumnie mości się w sypialni, łaskawie pozwalając się podziwiać. Jak zrobię ładne zdjęcia, może wstawię. Póki co, dopijam kawę, bo mimo przestawienia czasu dni są też jakoś pod wezwaniem Uśpienia i poziewuję trochę. Chyba zmieni się pogoda, widziałam dzisiaj dwie sroki pięknotki. Srokę widzieć - deszcz będzie!
Ze strony http://www.ciekawepodlasie.pl/ zdjęcia uśpionego Zabłudowa:
Przedwojenny rynek
Drewniana synagoga, zbudowana bez użycia gwoździ.
26 października 2013
Zielone smoothies, czyli swojskie szejki witaminowe
essential survival
Wegetariańsko- wegańska część rodziny uwielbia, reszta słucha rozumu i też się uczy popijać. Trzeba nauczyć się smakować naturalne smaki, naturalne cukry z owoców, delektować się witaminową bombą.
- Zielone drinki poprawiają wygląd skóry, włosów i paznokci, pobudzają pracę jelit, są też źródłem energii i poprawiają nastrój.
- Można zamiast wody dodawać mleko kokosowe, orkiszowe, owsiane, jogurt, mleko sojowe
- Nie dosładzać :) Chyba, że w desperacji, miodem
- Nie bać się łączyć smaków
- Mają mnóstwo enzymów i nasz organizm wchłania je niemal natychmiast
- Nawadniamy organizm a roślinne włókna działają błogo na układ trawienny. Mniam.
KILKA przyjemnych przepisów, ale generalnie fantazjujemy sami na zielono i wymyślamy, pakując do blendera co się da :)
Zielony szejk z orzechami i śliwkami
2 gruszki
2 jabłka
Namoczone na noc orzechy i śliwki suszone
Miksujemy całość z wodą, w której się moczyły orzeszki i sliwki
Zielone cudo jarmużowe
Liść jarmużu, spory, posiekany
Garść posiekanej natki pietruszki
Jabłko
Banan
Sok z połówki cytryny
Szklanka wody
Miksujemy:)
Szpinakowa zielona smakowitość
Dwie garście posiekanych liści szpinaku
Ogórek, posiekany
2 szklanki winogron najlepiej białych
2 kiwi posiekane
Szklanka wody
Opcjonalnie parę listków melisy
Miksujemy :)
Zielone przepisy z zielonej strony
Smoothie z pietruszką
- garść pietruszki
- 2 liście sałaty
- 1 pomarańcza
- 1 banan
- tyle wody, by uzyskać konsystencję gęstego puszystego nektaru albo mlecznego shake'a
Smoothie ze szpinakiem
- 2 duże garści szpinaku
- 3 słodkie gruszki
Smoothie ze szpinakiem i selerem naciowym
- garść szpinaku
- kilka liści selera naciowego
- 1 awokado
- 2 kiwi
- 1 gruszka
Smoothie z sałatą
- 1/2 główki sałaty
- 2 banany
- 1 małe jabłko
Smoothie z kapustą i jabłkiem
- 2 liście kapusty włoskiej (bez twardego włókna ze środka liści)
- 2 słodkie jabłka
- 1 gruszka
Smoothie z kapustą i brzoskwinią
- 2 liście włoskiej kapusty (bez twardego włókna ze środka liści)
- 4 słodkie śliwki
- 2 brzoskwinie
- łyżeczka miodu
Smoothie z pokrzywą
- garść liści pokrzyw (młodych)
- 2 brzoskwinie
- 1 banan
25 października 2013
Głębiej w jesień
Przed szóstą, gdy wstaję, jest jeszcze ciemno. Cytrynowe oczy lamp przy ulicy, za ogrodem, przymykają się akurat wtedy, gdy zaczyna mruczeć czajnik i zawijam Dużemu kanapki do szkoły. Lubię tę chwilę, gdy dzień wstaje, zaspany jeszcze gorzej niż ja, szyby parują, słychać sikorki za oknem, a z komina sąsiada wznosi się smuga dymu prosto w różowiejące przymrozkiem niebo.
Z każdym dniem zstępujemy głębiej w jesień. Z każdym porankiem i wieczorem.
Jak w wierszu Miłosza;
Kręcą się kołowroty, ryby trzepocą w sieciach
pachną pieczone chleby, toczą się jabłka po stołach
wieczory schodzą po schodach, a schody z żywego ciała
wszystko jest z ziemi poczęte ona jest doskonała
(...)kosze wędrują o zmierzchu i zorza mieszka w jabłoni
wszystko jest ziemi poczęte, wszystko powróci do niej
Przyglądam się dniom mijającym spokojnie, jak szlifierz danym mu do oszlifowania klejnotom. Niedługo 1 listopada, na ryneczku co wtorek feeria sztucznych kwiatów, ludność nabywa oranżowe lilie, fioletowe róże i niebieskie irysy. Coraz mniej złota i czerwieni w lasach. To takie dziwne, że najkolorowsze o tej porze roku są cmentarze. Co do mnie, to lubię zapach chryzantem, apteczny, zielny. Sztucznych kwiatów nie bardzo... Za to wzruszaja mnie pełgające w nocy płomyki, gdy mijamy cmentarz na zakręcie, wracając z miasta. Tak, schodzimy głębiej w jesień. Coraz ciszej, uroczyściej.
Bulwy georginii, mieczyki, lilie zostały położone spać w skrzyneczki, czekają na wiosnę. Naradziłam się z szalami i czapkami i przeprosiliśmy się po lecie. W kuchni rozpieszczamy się słodkościami, robimy gorące kakao, podjadamy bułeczki. Im ciemniej za oknem, tym jaśniej w domku. Jesienny dom jest królestwem świec, kominków, gorących herbat, wełnianych skarpet.
Głębiej w jesień.
Paprocie są brązowe, kruszą się w palcach, gdy ścinałam je dzisiaj sekatorem, tak jak i inne badylki ogrodowe; brunatne liście piwonii, czarne aksamitki, wszystko jak z innego, jesiennego świata. Ogród niedługo zasnie. Po przymrozkach otulimy drzewka jabłonek. Wypompuje się wodę z oczka.
Głębiej.
Muminki przeczytane. Trzeba upiec chleb, wyjąć zimowe buty.
Głębiej.
Wędruję po lesie za domem, takim innym, obcym, nie letnim, przyjaznym, ale bardziej tajemniczym, cichszym, pachnącym wilgotnym mchem i powagą.
Jakie inne są październikowe bukiety; jak ikebany, gałązka sosny, mech, żywoczerwone korale kaliny, brązowy, uschły wrotycz.
Buduję wokół siebie bezpieczne mury z książek, wieczorów, kuchennego królestwa, zapachów domu, ulubionych wierszy, olejków, wakacyjnych wspomnień. I codziennie kolejny krok, głębiej... głębiej...
Już słychać trąbki i rogi świty listopada, jak królewskie polowanie wjeżdżającego między reduty świerków, sosen i ostatnich, złotych brzóz.
A ja zamykam oczy i wędruję w pamięci ku pięknie minionego lata...
18 października 2013
Sójki o poranku, błękit i powolne mijanie jesieni. I Muminki.
Widziałam dzisiaj sójki; siadły sobie na ogrodowej huśtawce, w tych cudnych brązowych fraczkach z błękitami, elegancją czarnobiałych akcentów i zabawnym skrzeczeniem. I mimo, że poranek był pośpieszny, bo do pracy o 7 dziesięć już trzeba było iść, nie mogłam oczu oderwać. Kochane, takie zabawne, napuszone jak dwie stare panny w salopkach, przekrzywiały łebki, zerkając na wyłysiały orzech, a potem poleciały sobie w swoich sójkowych sprawach. Pewnie wybierać się jak sójka za morze.
Zostało poczucie ulotnego, ale silnego szczęścia i zupełnej adekwatności siebie tutaj: tak, nasze miejsce, dom, ogród, sójki, złocista jesień, cisza i białe złocienie w pajęczynkach i rosie. Błękitów i szarości nie brakuje, mimo chmur, pola już zaorane, szosa wije się między nimi w rudościach i złocie, a każdego dnia mniej koronkowych żółcieni na brzozach. Powolne przenikanie się jesieni z czasem wcale nie boli, wszystko wydaje się właściwe, na miejscu.
Można wędrować po zarośniętym ogrodzie - nikomu już się nie chce kosić - i zbierac liście sumaków. Można podjadac przesiąknięte deszczem maliny. Zerwać wesoły jarmuż na sok. Przynieść drzewa do kominka. Można pogadać z królikami. Odwiedzić mostek przy szkole i poszukać wodnika w ciemniejącym prądzie. Albo stac długo u okna i patrzeć, jak ciemność zagarnia szeleszczący od deszczu ogród. Pachnie wilgocią, wykopałam kanny i zapakowałam w skrzynki do piwnicy, tak samo warzywka. Marchewek obfitość, ziemniaczki duże, udane. Szale i wełniane skarpety wywędrowały z czeluści szafy na honorowe miejsca, kominek mruga wesołym okiem, a drożdżowe bułeczki, tu nazywane pluszkami, z gorącym mlekiem rozchmurzają najciemniejszy wieczór.
„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne.”
"Nic z uroczego nieporządku, jaki zwykle w lecie panuje wokół domu, ani grabi, ani wiadra, ani zapomnianego kapelusza, nic z tych wszystkich swojskich rzeczy, które czekają na następny dzień"
"A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą kiedy chcą. Niech tłuką się o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony"
"Las uginał się od deszczu, drzewa tkwiły w zupełnym bezruchu. Nagie krzaki czarnej jagody były żółtozielone, a żurawiny ciemne jak krew. Ale paprocie były czarne."
To oczywiście Muminki w listopadzie. Nadszedł czas, herbata jest gorąca, a tęsknoty w sercu układają się na zimowy sen, czekając na nowe wiosny, lata i kwadryliony marzeń. Sójko, kochana, prowadź nas głębiej w jesień, jesteśmy gotowi.
Zostało poczucie ulotnego, ale silnego szczęścia i zupełnej adekwatności siebie tutaj: tak, nasze miejsce, dom, ogród, sójki, złocista jesień, cisza i białe złocienie w pajęczynkach i rosie. Błękitów i szarości nie brakuje, mimo chmur, pola już zaorane, szosa wije się między nimi w rudościach i złocie, a każdego dnia mniej koronkowych żółcieni na brzozach. Powolne przenikanie się jesieni z czasem wcale nie boli, wszystko wydaje się właściwe, na miejscu.
Można wędrować po zarośniętym ogrodzie - nikomu już się nie chce kosić - i zbierac liście sumaków. Można podjadac przesiąknięte deszczem maliny. Zerwać wesoły jarmuż na sok. Przynieść drzewa do kominka. Można pogadać z królikami. Odwiedzić mostek przy szkole i poszukać wodnika w ciemniejącym prądzie. Albo stac długo u okna i patrzeć, jak ciemność zagarnia szeleszczący od deszczu ogród. Pachnie wilgocią, wykopałam kanny i zapakowałam w skrzynki do piwnicy, tak samo warzywka. Marchewek obfitość, ziemniaczki duże, udane. Szale i wełniane skarpety wywędrowały z czeluści szafy na honorowe miejsca, kominek mruga wesołym okiem, a drożdżowe bułeczki, tu nazywane pluszkami, z gorącym mlekiem rozchmurzają najciemniejszy wieczór.
„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne.”
"Nic z uroczego nieporządku, jaki zwykle w lecie panuje wokół domu, ani grabi, ani wiadra, ani zapomnianego kapelusza, nic z tych wszystkich swojskich rzeczy, które czekają na następny dzień"
"A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą kiedy chcą. Niech tłuką się o ściany szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony"
"Las uginał się od deszczu, drzewa tkwiły w zupełnym bezruchu. Nagie krzaki czarnej jagody były żółtozielone, a żurawiny ciemne jak krew. Ale paprocie były czarne."
To oczywiście Muminki w listopadzie. Nadszedł czas, herbata jest gorąca, a tęsknoty w sercu układają się na zimowy sen, czekając na nowe wiosny, lata i kwadryliony marzeń. Sójko, kochana, prowadź nas głębiej w jesień, jesteśmy gotowi.
17 października 2013
Ciężkie przypadki sztuki starożytnej
Klasa I gimnazjum, sprawdzian z historii sztuki.
Osiągnięcia Mezopotamii - pismo glinowe.
Dolina Królów - mur, na którym znajdują się jakieś malunki.
Czym się różniło malarstwo czarnofigurowe od czerwonofigurowego? - Kolorem.
Co to ziggurat? Wygląda jak muzeum i ma takie słupy.
Jakie prawo obowiązywało w Babilonii? Prawo Achillesa.
Najsłynniejszy krąg kamienny w Anglii - Zeus Gromowładny.
Sztuka prehistoryczna dzieli się na.... - dolną i górną.
Starozytne miasta Babilonii - Nil i Mezopotamia.
Trzy porządki architektury greckiej to... - ziggurat, piramida i Stonehenge.
Największy grecki rzeźbiarz - Michał Anioł.
Co to jest kromlech? Farba do malowania ścian.
Największy grecki rzeźbiarz? Ziggurat.
Osiągnięcia Mezopotamii - pismo egipskie.
Jak się dzielił Egipt? Na Mezopotamię i Gizę.
Co to piramida? Schronienie przed potopem.
Największy grecki rzeźbiarz? Sfinks.
Osiągnięcia Mezopotamii - pismo glinowe.
Dolina Królów - mur, na którym znajdują się jakieś malunki.
Czym się różniło malarstwo czarnofigurowe od czerwonofigurowego? - Kolorem.
Co to ziggurat? Wygląda jak muzeum i ma takie słupy.
Jakie prawo obowiązywało w Babilonii? Prawo Achillesa.
Najsłynniejszy krąg kamienny w Anglii - Zeus Gromowładny.
Sztuka prehistoryczna dzieli się na.... - dolną i górną.
Starozytne miasta Babilonii - Nil i Mezopotamia.
Trzy porządki architektury greckiej to... - ziggurat, piramida i Stonehenge.
Największy grecki rzeźbiarz - Michał Anioł.
Co to jest kromlech? Farba do malowania ścian.
Największy grecki rzeźbiarz? Ziggurat.
Osiągnięcia Mezopotamii - pismo egipskie.
Jak się dzielił Egipt? Na Mezopotamię i Gizę.
Co to piramida? Schronienie przed potopem.
Największy grecki rzeźbiarz? Sfinks.
15 października 2013
Mosty w Stańczykach, stare meble w Pieckach, trochę śmiechu i dużo jesieni. Oraz higiena tortur.
Kolejna wyprawa, tym razem do Stańczyk. Znajduje się tam podwójny most, kiedyś miała biec tędy linia kolejowa Gołdap - Żytkiejmy. Mają ponoć 36 metrów wysokości, każdy niemal rzymski łuk akweduktu to piętnaście metrów, długość w sumie osiąga 200 m. Ale przecież nie liczby stanowią o magii tego miejsca. Mosty są baśniowe; ich skala zapiera dech w piersiach.
Mnie się kojarzyły nieco z rzymskimi akweduktami, choć projektowali je Włosi. Ponoć przypominają akwedutkty z Pont du Gard. Są wysmukłe, mimo potęgi. Trochę jak z art deco. Zdobienia bardzo proste, ale szlachetne w doskonałych proporcjach. W dole płynie sobie bełkotliwa rzeka Błędzianka, muzyka omywanych przez przejrzystobrązowy nurt kamieni przypominała mi Bieszczady.
Złote liście wpadały w wodę, gromadząc się u brzegów, między korzeniami wielkich świerków, wymytych erozją i czasem. Można było staći patrzeć, jakby musnęło nas piękno Hellady, oddech epoki zupełnie innej, w tym bolesniejszym kontraście, że most skomercjalizowano, a prywatny właściciel wstawił tam latarnie narnijskie, kostkę brukową, dodał siatki i bramy, a nawet swojski wagon z kominem i budkę bileterską. A jednak mosty urzekły nas wszystkich. Jakby śpiewały starożytną, smutną pieśń o przemijaniu - i trwaniu. Kolejna jesień, kolejny kruchy splendor złotogłowiu brzóz, piosenki wodników w leśnych strumieniach - i potęga ludzkiego dzieła nad tym wszystkim. Miejsce do zakochania...
Do mostów prowadziła wąziutka szosa, wysadzana ponoć jarząbem szwedzkim ( Megi pewnie się zna).
Cudowne. Obok jezioro, zwane Szmaragdowym. Bajkowe nazwy: Błąkały.
Tobellus Mały i Duży. Wokoło Puszcza Romnicka, aż do Żytkiejm, gdzie się rozczarowałam kościołem, bo wcale nie wyglądał na obiekt XVI wieczny. Goering tu miał polować, ale nie ma po nim śladu i dobrze, za to koło Piecek znaleźliśmy farmę cudownych wiatraków, a w samych Pieckach hangary z używanymi meblami, porcelaną i czymś a la antyki. I koniec, kropka- zakochaliśmy się w rzeźbionej komodo-witryno-szafie, wszyscy, całą rodziną, po czym rzeczoną komodo - witryno- szafę nabyliśmy, wpłacając zadatek. Ma rzeźbione głowy jak szafa z Narnii, lwie pyszczki i łapki, ozdobny fryz, trzy szuflady i wyglądała tak, jakby 100 lat czekała tam tylko na nas. Za tydzień jedziemy po odbiór, a ja już tęsknię za chwilę, gdy cudowna, przedwojenna dama zamieszka w naszym domu.
Przy okazji obserwowałam roziskrzenie w oczach synów, którzy odkryli w sobie nagłą miłość do stylowych mebli. Średni chciał szafę, Duzy łóżko, a Mały intarsjowaną komódkę i serwantkę. Mąż zegar, który był tak piękny, że serce ściska. Zapoznawszy się jednak ze stanem portfeli z bólem opuściliśmy miejsce pokus i ruszyli ku domowi.
- Skąd tu zdobyć pieniądze, skąd tu zdobyć pieniądze...- debatował Duży.
-Produkcja amfetaminy jest chyba opłacalna - Średni wczoraj oglądal odpowiedni program na National Geographic i się dokształcił. Spiorunowałam ich wzrokiem.
- Ja wam dam amfetaminę! Pomyślcie, jakie studia skończyć, by potem zarabiać fortunę i kupić mamusi taki zestaw mebli w kolorze pudrowego różu do salonu, z tymi lwimi łapkami i z aksamitu...
Zaczęli myśleć: analizując posady dyrektora banku, elektrociepłowni, przemyt, zostanie gwiazdą estrady, twórca nowych programów komputerowych czy politykiem.
- Nie, politykiem nie, to bagno - stwierdzili w końcu. Miły wrócił z tankowania, a ja mu przedstawiam desperację spragnionej stylowego zegara i ludwików rodziny:
- A wiesz, że oni rozważaja produkcję amfetaminy, by zarobić na stary zegar? - nadmieniam zszokowana nadal. Mężowi błysnęło w oku:
- Marihuana chyba lepiej i szybciej - stwierdził, uruchamiając auto i z całkowita powagą- Możnaby zrobić instalację oświetleniową w piwnicy...
... a tak przy okazji rodzinnego czarnego poczucia humoru, to kolejna rozmowa chłopaków z tylnych siedzeń samochodu:
- A co to jest Żelazna Dziewica?
- Taka skrzynka do tortur, zamykało się człowieka w środku i tam były kolce...
- Fuj, to potem brudno bylo w środku, a jak oni to myli?
- Nic nie myli, kogo obchodziło mycie, to do tortur było, no!
- Ale to bylo niehigieniczne, mogli się zarazić jak ściągali z tych kolców, skaleczyć i tężec gotowy...
Czasem w osłupieniu myślę, że nikt nie przebije dzieci w inwencji...
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































