08 listopada 2020

Dlaczego nie można iść spać z igliwiem w żołądku i przeczekać zimę. I inne sprawy.

 Czasem mam takie myśli, że dobrze byłoby napchać w żołądek igliwia, nakręcić zegary i pójść spać, jak Muminki, do wiosny. Ale zaraz potem przypominam sobie, że w teście na bycie Muminkiem to wyszła mi tylko połowa, drugą połowa była Mimblą i Włóczykijem, więc no. Tyle jest do zobaczenia jesienią i zimą. Przed nami jeszcze wąchanie opadających lisci, a potem śniegu, zjazd z górki na srebrnej tacy mamusi, lepienie  śniegowej latarni, zapalanie świec, teatry cieni, wielkie porządki, a potem  święta... choinki już wybraliśmy w lesie rok temu. Nici więc ze spania z igliwiem w brzuchu, celebrowanie jesieni i zimy  samo się nie odbędzie. Ogród też nie uporządkuje sie sam. Nakładam fartuch i biorę się za szarlotkę.

(Ale póki co, można przy sobocie pójść na grzyby).




Grzyby przy okazji, Miły potrzebował stempli, podpierających nadproża w elfim domku, więc pojechaliśmy. Las jest nasz, rodzinny, suchych sosen dużo. Stepmple będą, a dodatkowo parę przyczepek trzeba przywieźć do palenia. Nic tak nie głaszcze serca, jak las. Już Gałczyński pisał o tym, żeby kłaść na serce mech jak opatrunek. Mogę stać na cichym, leśnym dukcie, patrzeć i patrzeć. 

Lubię nasze sosny. Lubię, jak opisywał je John Foster w Błękitnym Zamku - "sosny to drzewa mitu i legendy. Korzeniami sięgają głeboko w przepaść dawnych wieków..."

Albo Jakub Deml: 

"...powiedz mi, co to była za pieśń,

którą śpiewały sosny i przy której chciało mi się umrzeć?
O matko i Ty - Bezpowrotna!
Wszyscy chcą od nas tak niewiele..."

 



A wracając do Błękitnego Zamku, to opisy kolejnych miesięcy są tam absolutnie cudowne. Jakby Lucy Montgomery chodziła po Kalinowie i patrzyła moimi oczyma:

"Listopad z ogołoconymi drzewami i wspaniałymi, płonącymi purpurą zachodami. Dni tonące w bladych promieniach słońca, przenikających przez złoto jałowców i między poszarzałymi bukami. Dni, gdy nad krajobrazem zdawała się unosić delikatna mgiełka melancholii. Lecz także dni dzikich, jesiennych sztormów i następujących po nich mokrych, wietrznych nocy, kiedy wśród sosen rozlegał się śmiech czarownic, a z lądu dochodziły żałosne pojękiwania. Kto by się jednak tym przejmował? Stary Tom zbudował mocny dach, a kominek miał dobry ciąg.

  — Ogień na kominku, książki, zapewniona osłona przed burzą, koty na dywanie...Promyczku, czy byłabyś szczęśliwa, mając milion dolarów? — spytał Barney. 

—Nie. Nawet w połowie nie tak szczęśliwa jak jestem!"

 




 

A z rzeczy ogrodowych: na grządki nagarnęłam opadłych liści, ziemia będzie spać pod tą kołderką do wiosny. Część ogrodo - lasu, tę najdzikszą, zostawiłam nieruszoną, niegrabioną, tam zimuje owadzi i gryzoniowy drobiazg, jeże i spółka. Posadziłam tulipany, takie postrzepione, barokowe, złote i rude. Zobaczymy, jak zakwitną wiosną. I tyle, już po październiku, weszliśmy w siwe poranki listopada, czas świateł, oczekiwania i ciszy. Pozdrawiamy z Kalinowa!









27 października 2020

Zobacz, ile jesieni

 


Spacer niedzielny. W takim ciepłym, złotym miodzie słońca, w bursztynie i jesieni. Sikorki już bobrują na sosnach i w brzozach, tyle krzatania się różnego drobiazgu w trawach, liściach, rowach, w kępkach krzewinek. Tak sobie myślę, że  ten mały światek - mały w sensie lokalnym, ale olbrzymi w tym cudzie, w feerii życia - po swojemu dalej, zwyczajnie szykuje się na kolejną zimę. To dziwnie kojące.

Wykopałam selery, wyrwałam częśc porów. Pomidory dalej owocują, w sobotę zebrałam dwa kosze, a dzisiaj patrzę, jeszcze zielonych tyle...



Zasypałam puste grządki kołderką liści.

Zrobiłam chutnej z październikowych pomidorów.

Wrzucam trochę jesieni z Kalinowa, niech pocieszy oczy, jak mnie cieszy się na te widoki serce.



















25 października 2020

Potrzymać za rękę listopad. I w sumie całą jesień.

 



 
W Kalinowie jesień, a jak jesień to Rilke, Panie, już czas, tak długo lato trwało.  Na zegarach słonecznych cień bezlistnej godziny coraz bliżej, teraz październik jak alchemik dokonuje zamiany wszystkiego na złoto, a potem to złoto spadnie pod nogi, zbrązowieje i przepadnie. Nie miałam jeszcze czasu uporządkować zagonków przed zimą, licze na ten tydzień. Pomidory nadal owocują, ostatnio zebrałam dwa kosze, przymrozków nie było, młody koper gotowy do ścięcia i mrożenia, szpinak tak samo. Zebraliśmy gruszki i ziemniaki, buraki w pudłach czekają w garażu, aż znajdę czas przerobić je w słoiki. Na razie czasu nie mam. Ale robiłam babkę ziemniaczaną w sobotę, z dodatkiem dyni i tymianku i była cudowna. Jesteśmy wszyscy zdrowi, zapracowani, kicia też zapracowana, bo namiętnie znosi nam ryjówki i myszy. Jest teraz czas jesiennych owoców, możnaby robić dżem z żywopłotu, musze obmyśleć plan, jak tu zbierać dziką różę i kiedy. Ostatnie dwa dni padało i złoto na zdjęciach oraz błękit to efekt tylko sobotniego przebłysku. Miły wykorzystał czas na murowanie.






 
Głóg, dzika róża, jarzębina, tarnina, pigwy, idealne na dżem żywopłotowy - granatowy, twardy jak marmolada, z duża ilością pektyn



 
A domek Dużego i Elfa ma juz okno do wyglądania i drzwi, którymi można wejść.

 

  I zbudujemy dom...  Bez strychów i bez piwnic, zapłonie lampą klon, zapachem lasów grzybnych....



 Mały na zdalnej nauce w domu, Średni i Duży na zdalnych studiach. Ja od poniedziałku na zdalnej pracy, ale nie z domu, lekcje prowadzimy ze szkoły i póki co, na razie nie wiem, gdzie mam początek, koniec, głowę i mózg, serce też - muszę sobie poukładać. Pożegnałam się z klasą w piątek, a rozmowy były takie: 

- Maju, masz jak odbierać lekcje i pracować? Masz na czym?
- Na telefonie proszę pani, bo mama pracuje na laptopie na zdalnej pracy, a starszy brat na komputerze, bo on jest w technikum, a ja będę na telefonie się uczyć...

No to będziemy sie uczyć na telefonach. I czym się da. Poddać się nie zamierzamy.
Mocno się trzeba przytulić z jesienią, chyba tego potrzebujemy, i ona, i ja. A jeszcze nawet listopada nie ma!
 
Fragment wiersza Średniego - jak zawsze, oszałamiający i w punkt:
 
(...)sztywne palce pod koronką rękawiczek
szukają schronienia gdzieś w płaszczu
wtedy myślę, jak bardzo chciałbym potrzymać
ten nieszczęsny listopad za rękę
wiedząc, że jest ktoś
kto rozumie