12 grudnia 2013

Zapach śniegu i tęsknoty Filifionki

Śnieg ma swój własny zapach. Taki uroczysty, wilgotny, lekko żelazisty, mieszający się z wonią lasu, mchu, kory, jedlin, czarnej ziemi, wyglądającej spod pasów bieli, zupełnie jak na obrazach Leona Tarasewicza. Nie jestem do końca przekonana o współczesnego malarstwa, ale to tarasewiczowe broni się jakoś tymi płaszczyznami barw, do których mózg dopisuje własne opowieści: to Las. To Pole. To Łąka. Plamy słońca. Śnieg na oziminie. Pnie...


Zbierałam szyszki do dekoracji i ścinałam brzozowe gałązki na wianki, przy okazji wąchając i wąchając. Umysł dopowiadał: patrz, zima pachnie. Gdzieś pod tym mchem przyczaiły się i śpią malutkie stworzenia, czekając na wiosnę, w rozpadlinach kory, w dziuplach, między tymi uroczystymi jak gotyckie kolumny pniami. Zimowy las nie jest miejscem stworzonym dla człowieka, zdecydowanie; czujemy się jak intruz, cudzoziemiec w obcym świecie, pełnym czarnych, jak polakierowanych, zgniłych paproci, kontrastów z bielą, woni żelaza i lodu, oślizgłych gałęzi, porostów, bladawych, zimowych grzybów - niegrzybów. Tylko gałązki jedliny są swojskie, pachnące, kłują jak broda ukochanego, gdy wtulamy twarz w znajomą zieloność, bezpiecznie, domowo. Nic dziwnego, że to choinka staje się tym pomostem między świątecznym sacrum przyrody, świąt, zimy i naszej ludzkiej kruchości, naszych kolorowych, ciepłych domków. Kocham choinki, smak przygryzanych igiełek świerka, dotyk szyszek. Lubię iglaste gałęzie pod drzwiami na święta, wieńce na drzwiach, girlandy...mmm... bardzo lubię.

Od kasiorka dotarły szydełkowe śnieżynki i serduszka, już kuchnia błyska światełkami. Jeszcze tydzień i wolne. Czekam, czekam... marzę o tym, kiedy owinę się fartuchem i jak nawiedzona Filifionka będę dekorować, gotować, pakować, szur szur, w moim kuchennym królestwie, dumna i zadowolona!

"Filifionka wzdrygnęła się.
- Woda już się chyba zagrzała - rzekła. - Tu nie ma kota.
- Nietrudno go mieć - roześmiała się Mimbla. - Wystarczy go sobie wyobrazić - i jest kot!
Zdjęła garnek z ognia i otworzyła drzwi łokciem.
- Dobranoc - rzekła. - Nie zapomnij ułożyć włosów. Paszczak powiedział, że masz przyozdobić kuchnię, bo jesteś najbardziej artystyczna. - I Mim­bla poszła sobie, zgrabnie zamykając drzwi nogą.
Serce Filifionki gwałtownie zabiło. Była artys­tyczna, Paszczak powiedział, że była artystyczna! Co za cudowne słowo! Powtórzyła je sobie szeptem kilka razy.
W otaczającej ją nocnej ciszy wzięła lampę ku­chenną i poszła szukać ozdób na pawlaczu nad szafą Mamy Muminka. Pudło z lampionami i wstążkami stało tam, gdzie zawsze, na samej górze na prawo; były strasznie splątane i pokapane stearyną. Leżały tam także zużyte papiery do pakowania prezentów urodzinowych, we wzorek z róż, z zachowanymi jeszcze napisami: „Dla mojego kochanego Tatusia”, „Dużo szczęścia w dniu urodzin, drogi Paszczaku”, „Całusy, uściski przesyłamy Ci, bo naszą jesteś małą Mi”, „Z najlepszymi życzeniami dla Gapsy”. Gapsę mniej lubili niż tamtych.
Znalazła też papierowe girlandy. Zniosła to wszy­stko do kuchni i rozłożyła na szafce kolo zlewu. Zmoczyła włosy i zakręciła lokówki, cały czas cicho gwiżdżąc - całkiem czysto i znacznie lepiej, niżby się tego sama po sobie mogła spodziewać."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że zostawisz ślad :)