12 października 2015

Luna i inne dzieciaki - post przed Dniem Nauczyciela.

Luna ma osiem lat. Chodzi po szkolnym korytarzu tak, jakby chodziła po zaklętym lesie. Czasem coś obraca w palcach, patrząc pod światło. Czasem po prostu nuci sobie, wędrując tam i z powrotem i łagodnie ignorując rozrabiającą resztę. Ostatnio, kiedy dyżurowałam, podeszła do mnie, stanęła obok i nic nie mówiąc, zaczęła mnie głaskać po plecach. Po minucie czy dwóch znowu sobie poszła gdzieś, bardzo zajęta byciem sobą i zadowolona. Namalowała mi piękny rysunek na konkurs Pentela - bardzo kolorową tęczę nad jesiennym lasem. Podpisała się starannie.
Dwie Julie z Samorządu prowadzą szkolną gazetę i chodzą do mnie na teatr w soboty, do domu kultury. Jedna musi przyjeżdżać w sobotę autobusem, ma do swojej wioseczki z cerkwią osiem kilometrów, wracając po zajęciach do domu widziałam, jak czeka na przystanku, w futrzanych nauszniczkach. Już ciemniało, wiatr był tak zimny, jakby Buka chuchała z daleka.  Julia przyjeżdża po to, by grać Drzewo w spektaklu o drzewie, co umiało dawać. Kiedy widzę jej jasny warkocz i zmarznięte policzki, mam więcej siły.
Siostra Andrzejka prawie nie mówi. On przychodzi do niej na przerwie i stoi obok, żeby było jej weselej.
Kubuś autystyczny przyszedł do mnie, gdy rozmawiałam na korytarzu z panią od angielskiego. Nie dosłyszałam go w harmiderze przerwy, więc metodycznie zaczął szarpać mnie za rękę. Kiedy odwróciłam się, zaskoczona, oznajmił z pretensją:
- Dzień dobry pani mówiłem!
Tymek miał przynieść trochę kasztanów do klasy. Przyniósł z pięć kilo.
Martyna ma same jedynki z angielskiego. Wzdycha, gdy rozmawiamy. 
- Przez te oceny to mama mnie nie puściła do cyrku!
Krzyś, mój sześcioletni siostrzeniec z racji nieobecności księdza spędził godzinę na sąsiedzkiej religii prawosławnej. Zapytany, co robił, oznajmił, że rysował.
- Aniołki? 
- Nie, Shreka!
 Dzieci są dowożone do nas z 46 wiosek. To jedyna szkoła w gminie, która została. Pozostałych, małych, wiejskich szkół już nie ma.  Na zdjęciu niżej moja stara szkoła. Zburzona, zostały tylko jesiony.


O godzinie szóstej trzydzieści rano zaczyna się pierwsza świetlica, dla tych dzieci, których rodzice idą do pracy na siódmą. Kiedy robię swoim chłopcom poranne gorące kakao, myślę o tych małych, zaspanych, siedzących w pustej jeszcze szkole, przy letnich kaloryferach. Dnia Nauczyciela nie byłoby bez uczniów. 
A na pewno ja bym nigdy nie chciała go obchodzić, nie pamiętając o moich.


 Krzyś jako Frasobliwy Superman

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Musiałam wam opisać, co czuję i jak mi jest:)

      Usuń
  2. Przerażające, że małe dzieci muszą tak daleko dojeżdżać. U nas jest w gminie 9 wiosek i 3 szkoły podstawowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to już peryferie świata. 5 chrztów w kościele na rok. Wioski z jednym dzieckiem i jedną młodą rodziną. Dyrektor próbuje ratować sytuację, przez dwa dni w tygodniu chociaz kończąc lekcje wczesniej, by dzieci odjechały przed 15, ale wtedy nie mamy możliwości zrobić żadnych zajęć pozalekcyjnych, kół zainteresowań i błędne koło. 11 km do wioski to standard. A szkolny autobus jedzie głównymi drogami - niektóre dzieci idą jeszcze kilometr, dwa do przystanku. Jest jak jest, nie mamy na to wpływu. Szkoły małe polikwidowano, bo nieopłacalne- chodziło do nich kilkanaścioro dzieci, klasy były łączone. Nasz powiat wyludnia się najszybciej w województwie. Wg prognoz Gus z 2013 liczba mieszkańców mojego powiatu w ciągu najbliższych 20 lat ma się zmniejszyć o ponad 1/4. Tak więc oby te autobusy szkolne były sprawne...

      Usuń
  3. Mają szczęście te dzieciaki, że mają takich nauczycieli jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochanie... Większość z tych dzieci wyrośnie na silnych, prawdziwych ludzi. tylko trochę smutno, kiedy pomyślę, że w naszej osadzie we Francji opłacało się założyć szkołę, w której było po 1 do 3 dzieci w klasie... Jeden nauczyciel i dwóch pomagierów na 6 klas, ale dzieciaki wychodziły z niej lepiej przygotowane, niż z dużych szkół. W niedalekiej wiosce była też taka malutka szkółka prowadzona przez pasjonata metodą Montessori. Im się opłacało... A rodzice chcieli i walczyli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój Post tysiąca wart........ dziękuję


    - jestem od dawna, dziś sprawiłaś (tak to TY, kochana TY z dużej, wielkiej litery), że życzeń moc zostawiam, spełnienia tych najbliższych najważniejszych Twojemu sercu. I pozostałych też: tej wrażliwości, tego spojrzenia na zwyczajne dziecko w potrzebie i pomysłów jak im pomóc. Bo jesteś w tym dobra.

    Powodzenia w życzeniach Kalinie zostawiam, w tym miejscu na krańcu, gdzie 5 chrztów na rok macie...

    Ala

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie byłbym nauczycielem za żadne pieniądze. Siebie "rozumu" nie potrafię nauczyć,a co dopiero innych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak pieknie ,uczuciowo piszesz ,takich nauczycieli jak ty juz nie ma ...
    A Kube bardzo polubilam ,zeby moj Samuel tak mowic potrafil (Autysta 11lat)
    pozdrowienia z Münchberg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię wystawiać sobie laurki, wole pisac o uczniach, są żywym, fascynującym światem, Karino, dziękuję ci za ciepłe słowa i wszystkim wam. Też nie chciałam być nauczycielem, chciałam malować obrazy. Ale wyszło jak wyszło i teraz ich świat to jest mój świat:)

      Usuń
  8. Przeczytam to mojemu synowi - on ma ze 2,5 km i narzeka, że jak mu autobus ucieknie, to musi "na pieszo" chodzić, a nie jest autem podwieziony. Pieszką jesteśmy w kwadransik, taki poranny spacerek...a to za daleko. I że na ósmą to masakra do szkoły jeździć, bo trzeba wstać o siódmej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, miałam dodać, że masz bardzo dzielne dzieci w szkole, możesz im to powiedzieć ode mnie - ze dam je za przykład ambicji i determinacji, posłuszeństwa i karności, chęci zdobywania wiedzy i bycia lepszym. Wielki szacunek:)

      Usuń
  9. jakże się cieszę, że zajrzałam do Ciebie, bo jakoś mi smutno po tych wszystkich artykułach, komentarzach radiowych i telewizyjnych na nasz temat. Wiem, powinno się to ignorować, ale czasem trudno.
    U mnie też coraz mniej dzieci, też dojeżdżają z całej gminy. Zamiast trzech pierwszych klas gimnazjalnych mamy dwie, bo ekonomia, a dzieci niemal siedzą sobie na plecach, bo trzeba było ławki dostawić.
    Chciałam być nauczycielem, od zawsze chciałam i chciałam być panią od polskiego. Coraz trudniej w zawodzie naszym, ale wciąż jeszcze chce mi się chcieć...
    Twój wpis jest bardzo budujący, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)