27 stycznia 2020

Rośnie nam szczypiorek, planowanie ogrodu część dalsza i szukam sadzeniaków. I trochę o żonie Williama Blake'a.



Tak wygląda szczypiorek, posadzony w torebkowych pakietach. Jajecznica pięknieje z zieleninką, tym bardziej, że rzodkiewka też listkuje, ścinam na kanapki codziennie.


Rośnie w plastikowym pojemniczku, takim w jakie pakuje się ciastka w cukierni;) Pierwiosnki na stole też świecą jak małe słoneczka i mówię wam, nawet ciemnawy poranek nie taki straszny, gdy zamruczy kot, zaszumi czajnik na herbatę, a swoje, wyhodowane roślinki podzielą się dobrym nastrojem. Kot jakiś taki refleksyjny. Ze spokojem czeka na wiosnę, a my już kończymy przycinanie jabłonek i grusz, gałązki pozrębkują się na ściółkę i nic się nie zmarnuje.


Dalej planuje swoje nowe ogrody i zagony, dumam nad czasem, kiedy co wysiewać, robię notatki i szukam sadzeniaków do kupienia - marzy mi się małe ziemniaczkowe pole, także z fioletowymi i różowymi kartofelkami. Znalazłam dwa miejsca, gdzie moge kupić, ale czy ktoś może mi polecić jakąś odmianę, którą warto kupić? Wypróbowane, smaczne, pasujące do naszego kresowego klimatu?
Wczoraj słuchałam podcastu pani Katarzyny o ogrodach w styczniu, a dzisiaj, kiedy sobie pracowałam, ścinając suche pędy już wyjedzonych przez sikorki słoneczników, myślało mi sie o żonie pana Blake'a. Gdzieś w necie natknęłam się na artykuł o niej - też Katarzynie - córce ogrodnika. A Blake'a bardzo lubię, zwłaszcza za Księgę Thel i ten kawałek o konwalii:

Ja jestem bardzo mała, lubię mieszkać w niskich dolinach,
Tak wiotka, że motyl złocisty ledwie zdoła
przysiąść na mej głowie.
Jednak mam odwiedziny niebiańskie —
Ten, co wszystko wita swym uśmiechem,
Zstępuje w dolinę — co ranka pochyla dłoń nade mną.
Mówi: raduj się, trawo niska, kwiecie konwalii nowo
narodzony,
Łagodna mieszkanko milczących bezdroży, najcichszych
strumieni,
Ty będziesz w światło odziana, karmiona manną świtu,
Aż letni żar roztopi cię pośród strumieni i źródeł,
byś rozkwitła w dolinach wieczystych.


Więc dlaczego przypomina mi się pani Katarzyna Blake, córka ogrodnika, żyjąca tak skromnie, że w dniu śmierci męża musiała pożyczyć pięć funtów od patrona swego małżonka, sir Linnela.  Może dlatego, że też była ważna. Tez rysowała, nawet tygrysa Blake'a. Miała swój ulubiony kolor - "biel pani Blake". Mówiła do męża per pan. Może wszystkie żony wtedy tak mówiły? "Panie Blake, pieniądze się skończyły" - to parę lat chyba przed tą śmiercią. A on do niej, taki niepraktyczny, poeta, wirtuoz, geniusz - "a dajże mi spokój z tymi pieniędzmi!".
Może dlatego myśle o pani Blake. Musiała coś włożyć do garnka swego poety. Musiała kupić sztokfisza i zapłacić rachunki. Lubiła róże? Może zbierała konwalie w przydomowym ogrodzie, między zdziczałymi narcyzami?
Blake narysowal jej portret w chustce na głowie.
Umiała obsługiwać prasę do walcowania - drukowała miedzioryty męża. 
A Seymour Kirkup, znajomy antykwariusz i malarz, zaglądający do domku Blake'ów,  opisał Catherine jako „tak dobrą jak służąca”
Jakoś... lubię Catherine. I uśmiecham się do tego zdania "panie Blake... pieniądze..."
I do tej zwrotki wiersza Blake'a:


Nie próbuj mówić o miłości,
Bo ona w słowach się nie mieści.
Jest jak wiatr: cichy, niewidzialny,
Co tylko czasem zaszeleści.

Pozdrawiam was wszystkich - niedługo będziemy świętować milion odwiedzin na blogu. Dziękuję!!


3 komentarze:

  1. Christiana pisała do Goethego - Tajny Radco. Trudno powiedzieć, czy był dobrym mężem. Poezja na co dzień czasem się nie sprawdza. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miała dużo racji ta Katarzyna, ale cóż, świat dzieli się na poetów i nie- poetów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że Catherine była z nim szczęśliwa, bo smutne jest to „tak dobra jak służąca”

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)