15 lipca 2014

John Foster i lasy.



Fragment obrazu W. Hunta
"Lasy są jak ludzie - pisał John Foster - i aby je poznać, należy z nimi przebywać. Z przypadkowych spacerów, gdy trzymamy się dobrze udeptanych ścieżek, nie narodzi się nigdy bliskość. Jeśli chcemy się zaprzyjaźnić z lasem, należy mu składać częste i pełne szacunku wizyty o różnych porach; o poranku, w południe i wieczorem, wiosną, latem, jesienią i zimą. W innym razie nie poznamy go, jak należy, a wszystkie próby udawania nie zrobią na nim wrażenia. Las ma swoje sposoby trzymania obcych na dystans i zamyka serce przed zwykłymi spacerowiczami. Nie ma sensu szukać więzi z lasem z innych pobudek, niż szczera miłość. Las to rozpozna i skryje przed nami wszystkie sekrety. Lecz jeśli okażemy mu uczucie, będzie życzliwy i obdarzy takimi skarbami piękna i radości, jakich nie da się kupić ani sprzedać na żadnym targowisku."

Doszłam do tego fragmentu, po raz kolejny czytając Błękitny Zamek i po prostu musiałam pokazać wam prerafaelicki i wiktoriański las. Podróż do źródeł Zamku jest dla mnie niezwykła, jakbym otwierała stronice nieznanej księgi. I powiem wam, że jednym z powodów, dla których kocham tę książkę, są ukryte w niej okruchy dzieł Fostera.

"Powieści jej czytać nie pozwalano, ale książki Fostera nie były powieściami.To książki o przyrodzie, wyjaśniła bibliotekarka - Wszystko o lasach, ptakach, robakach i tym podobnych rzeczach. (...) Chociaż nie mam pojęcia, co ludzie w nich widzą.
- Uważam, że są wspaniałe - nieśmiało odparła Joanna.
- No cóż - panna Clarkson uśmiechnęła się z wyższością - Nie mogę powiedzieć, żeby specjalnie interesowały mnie robaki..."


Oczywiście, wiem, że John Foster nigdy nie istniał. Że napisała to ręka Lucy Maud Montgomery i jej pióro. Ale jestem ze szkoły fenomenologów, ba, w dodatku takich borgesowych fenomenologów metafizycznych i moje serce mówi mi co innego. Wszystkie książki, nawet te nieistniejące, są w bibliotece Babel, a najmilsze memu kalinowemu sercu są książki Johna, vel Edwarda Snaitha.

"Kiedy przemija krótkotrwałe południe i słońce zaczyna dotykać szczytów pagórków, wydaje się, że las spowijają nie barwy, lecz ich duch".


"Joanna była tego pewna, że gdyby przeczytała książki Johna Fostera wcześniej, to całe jej życie potoczyłoby się inaczej. Był w nich jakiś znak nigdy nie rozwiązanej zagadki, jakaś aluzja do znajdującej się obok tajemnicy, jakieś słabe, trudno uchwytne echa pięknych i zapomnianych rzeczy."


"Stara Matka Natura jest artystą, który pracuje dla samej radości tworzenia, a nie z chęci pokazania się. Dzisiaj lasy świerkowe są symfonią zieleni i szarości tak subtelnej, że trudno powiedzieć, gdzie jeden odcień przechodzi w drugi. A jednocześnie ta stara czarodziejka nie znosi monotonii. Patrz, oto złamana gałązka świerkowa, czysta jak żywa miedź, huśta się między pasmami mchu."


3 komentarze:

  1. Oesu, jaki las. Wyobrażam sobie, że jest tam ciemno, wilgotno i tajemniczo. I że wszędzie jest mech. W takim lesie musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstawię ci zdjęcia z mchem, jak je zgram, powoli mi to idzie, bo narobiłam dziesiątki dziesiątków:)

      Usuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)