22 maja 2015

Zajęte sobą życie



Deszcze, od trzech dni. Potargały sady, zdarły koronki z jabłoni, przetrząsnęły wiśnie, grusze. Śliwy w zielonych halkach pochowały się w buduary ogrodów, jak urażone damy dworu, którym ktoś ukradł peniuary. Chodzę po ogrodzie, zdumiona szybkością tych przemian - już zielone wisienki między liśćmi, już po tulipanach, ametysty dzwonków, orlików i irysów połyskują w zielonym atłasie mokrych, bujnych gąszczy.

Trwa moja prywatna epopeja oczkowa - po zakupie kilku roślinek do stawu i zapoznaniu się, jakie to owe tataraki/grzybieńczyki/moczarki mają cenę, przerzuciłam się na rower, wiadro, łopatkę, reklamówki i gumowce. Odwiedziłam łąkowy strumień, zdobywając cenne łupy, o których co prawda nie wiem, jak się nazywają, ale prezentują się w wodzie całkiem nieźle. Niby niezapominajki, trochę jaskrów, kępka firletek, jakieś szczawie, wielkouche jak zające liście z dużym kłączem. Przy okazji w oczku pojawiły się owady - fascynujące, sunące  jak na nartach wodnych długonogi, małe żuczki, jakieś ważki, zygzakujące nad powierzchnią jętki. Patrzeć na to można godzinami, na to całe bujne, zajęte sobą życie. Szpaki latają z dziobami pełnymi robaków. Wróble tam i z powrotem, taszcząc żywność w pocie czoła do gniazdka pod okapem. Jaskółki. Pszczoły z migdałków przerzuciły się na karagany syberyjskie. Mrówki budują swoje wieże babel z uporem pozytywistów.

Bzy są mokre, ciemnofioletowe, kępiaste, tuwimowskie, targamy je w naręczach. Na różach już małe pączki. Niedługo Mały wybiera się na wycieczkę, Dużemu zbliżają się egzaminy, Średniemu prezentacje. Czuję się jak Eliza z baśni o dzikich łabędziach, jak Alicja, oglądająca pod światło buteleczkę z magicznym eliksirem, jak Joanna z Błękitnego Zamku, odchylająca świerkowe gałęzie, by wyjść na jasną polanę. Wiosna, zwłaszcza ta już w pełni siebie,  ciągle ma dla mnie tę nieuchwytną magię, melancholijną i słodką. Pracy jest bardzo dużo, nieustannie. A przecież zawsze jest czas na to, by stanąć nieruchomo i śledzić wzrokiem srokę, tę Audrey Hepburn podwórza, wdzięczącą się na brzozach czernią i bielą. I uśmiechać się do wschodzącej radośnie gromady słoneczników pod szklarnią.
 

 

6 komentarzy:

  1. Witaj umajona Pani moje myśli, marzenia i przeżycia ubierasz w najpiękniejsze słowa,jakże Ci. za to dziękuję. Luiza

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli nie tylko ja zanurzam się w maju po uszy:) Rozgość się Luizo i częstuj, słowami, obrazami, całą tą ulotnością, którą próbuję choć dotknąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. i ja z podziwu nie mogę wyjść nad tym jak wszystko rozwija się, rośnie, pęcznieje w oczach - dokładnie tydzień temu na porzeczkach były tylko kwiatki a dziś są piękne pękate gronka :)

    pięknie napisane Kalino :)

    miłej i słonecznej niedzieli dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje ukochane bzy :) Wiosna to jest pora roku która dla mnie mogłaby trwać w nieskończoność. Uwielbiam te zapachy, kolory. Już niedługo i u mnie będzie tak pięknie i pachnąco. jestem bardzo "zieloną" działkowiczką i dopiero się uczę wszystkiego :) Same nazwy jak np wertykulatory elektryczne są dla mnie zupełnie obce. Mąż ma ze mnie niezły ubaw jak widzi, że sprawdzam np tu jak wygląda wertykulator albo glebogryzarka

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaległam dzisiaj u Ciebie wyjątkowo długo, na pożółkłej od palących promieni słońca trawie, schowana w krzewie majowego bzu. Poczytałam to, na co nie było czasu i sił przez ostatnie miesiące. I cieszę, że te wszystkie wpisy czekały, że mogłam nadrobić zaległości, że się wzruszyłam i uśmiechnęłam nie jeden raz. Dziękuję, że jesteś gdzieś tam na wschodzie, w ogrodzie z duszą, przy kuchennym zlewie, wśród pól i łąk, i że o tym wszystkim piszesz w piękny sposób. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawisz ślad :)