01 stycznia 2014
Jaki Nowy Rok...
- Wiesz, Mały, że jaki Nowy Rok, taki cały rok? - zagaduję go, pomagając się ubrać rano jeszcze zaspanemu synkowi.
- A co to znaczy? - dopytuje się ciekawie.
- Że to, co będziesz robił dzisiaj, to będziesz robił przez cały rok. Czyli np. jak dzisiaj będziesz pracowity i miły, to przez cały rok tak samo...
Buzia mu się rozpromienia.
- To ja będę dzisiaj cały dzień grał na komputerze!
Popatrzyłam za nim, jak biegnie w podskokach po schodach. No tak... Miły na takie samo podchwytliwe pytanie, co będzie robił dzisiaj, bo jaki Nowy, taki cały rok, odparł mi radośnie:
- Będę się lenić!
Tak więc z westchnieniem sama zabrałam się do: gotowania, prasowania itp itd. Ale: wczoraj wstawiłam gałązki wiśni do białego dzbanka, może zakwitną w moje urodziny, w lutym? I popijam wodę, w ramach postanowień noworocznych. Chcę pić więcej wody, chcę więcej przestrzeni, ciszy, harmonii, czasu na dobre rzeczy. Więcej bieli i światła, muzyki i kwiatów. To moje postanowienia noworoczne. Będę siać zioła już w tym tygodniu, jutro idę po doniczki i nasionka. I chcę sobie kupić Miłosza, chcę go sobie kupić już od dawna, o takiego:
Udanych noworocznych postanowień wszystkim!
29 grudnia 2013
Emeryt Christmas
- Łi łisz ju emeryt christmas, łi łisz ju emeryt christmas...- podśpiewuje Mały, malując z zapałem po tablicy, którą dostał od Mikołaja w osobach reprezentantów rodziny. Staję obok, przyglądając się kredowym dziełom i kryję uśmiech - bardzo mi się to emeryt - christmas podoba.
W wełnianych skarpetach, popijając z Miłym herbatę, celebrujemy jeszcze wolne po emeryt- christmas chwile. Spokój, Nat King Cole, drożdżowe bubliczki, już ostatnie i prawdziwa czekolada od Lindta. A słuchając piosenki Małego, kucam obok i obejmuję go mocno.
- Nie puszczę cię do końca życia! - oznajmiam mu. Mruga do mnie, uśmiechając się szelmowsko, wcale nie stropiony:
- Wiesz, mamusiu, ja mam tego życia więcej!
Wygadane te dzieciaki...
Aha, i przegrałam w planszowego talizmana, którego Średni dostał na gwiazdkę. A przedtem zostałam zamieniona w ropuchę, a przez klątwę wiedźmy uciekli ode mnie wszyscy przyjaciele. Wygrał Średniak, ale odegramy się jeszcze z Małym.
Choinka zaczyna się sypać nieodwołalnie. Na palcach pod kalinowe brzozy i okna skrada się już wiosenny dziwnie sylwester.
Króliki mają się dobrze ;)
W wełnianych skarpetach, popijając z Miłym herbatę, celebrujemy jeszcze wolne po emeryt- christmas chwile. Spokój, Nat King Cole, drożdżowe bubliczki, już ostatnie i prawdziwa czekolada od Lindta. A słuchając piosenki Małego, kucam obok i obejmuję go mocno.
- Nie puszczę cię do końca życia! - oznajmiam mu. Mruga do mnie, uśmiechając się szelmowsko, wcale nie stropiony:
- Wiesz, mamusiu, ja mam tego życia więcej!
Wygadane te dzieciaki...
Aha, i przegrałam w planszowego talizmana, którego Średni dostał na gwiazdkę. A przedtem zostałam zamieniona w ropuchę, a przez klątwę wiedźmy uciekli ode mnie wszyscy przyjaciele. Wygrał Średniak, ale odegramy się jeszcze z Małym.
Choinka zaczyna się sypać nieodwołalnie. Na palcach pod kalinowe brzozy i okna skrada się już wiosenny dziwnie sylwester.
Króliki mają się dobrze ;)
27 grudnia 2013
Synku niebo się chmurzy
Mam syndrom opuszczonego gniazda - Duży wyjechał do przyjaciół na Sylwestra, a ja zmywam naczynia, sprzątam jego pokój i słucham muzyki, którą skomponował. Jakby we mnie były te wszystkie dni, miesiące, lata od początku, pamięć pulchnych rączek, pierwszych kroków, jego uporu, żywotności, zachwytów nad światem. A ze zdjęć patrzą na mnie tak piękne, brązowe oczy roześmianego, dorosłego już mężczyzny. Siadam, wycierając dłonie w fartuszek z jabłkiem na kieszeni - czuję się mamusią Muminka, która przemierza w swoim sercu za długie i za ciemne korytarze.
Synku, niebo się chmurzy
zasłonię cię od burzy...
Zrobiłam pachnącej kawy i słucham muzyki Dużego. Jak wiele czyjeś dzieła mówią o nim, o tych niezbadanych galaktykach wewnątrz. Kiedy stał się wędrowcem, rycerzem tych niewidzialnych krain, w które uczyłam go wierzyć i w które wierzę sama, nadal, mimo wszystko?
Uch. Chodzę po domu. Patrzę za okno. Na gałązkach brzóz i jaśminów żółte kubraczki sikorek, tak wesołe, tak urokliwie chochlikowe. Sikorki, chochliki zimy.
Dzieci są lepsze od nas, piękniejsze od nas, z taką radością idą ku tym drogom, nad którymi my zastanawiamy się, jeszcze wahając. Duży, Średni, Mały, moi rycerze... I z tak wieloma rzeczami trzeba się nieodwołalnie pogodzić, mój domku, moje sikorkowe fraczki, kuchenne królestwo, muzyko chmurnego dnia, gdy brak jednego śmiechu w domu jest jak wycięcie drzew baśniowego lasu...
Synku, niebo się chmurzy
zasłonię cię od burzy...
Zrobiłam pachnącej kawy i słucham muzyki Dużego. Jak wiele czyjeś dzieła mówią o nim, o tych niezbadanych galaktykach wewnątrz. Kiedy stał się wędrowcem, rycerzem tych niewidzialnych krain, w które uczyłam go wierzyć i w które wierzę sama, nadal, mimo wszystko?Uch. Chodzę po domu. Patrzę za okno. Na gałązkach brzóz i jaśminów żółte kubraczki sikorek, tak wesołe, tak urokliwie chochlikowe. Sikorki, chochliki zimy.
Dzieci są lepsze od nas, piękniejsze od nas, z taką radością idą ku tym drogom, nad którymi my zastanawiamy się, jeszcze wahając. Duży, Średni, Mały, moi rycerze... I z tak wieloma rzeczami trzeba się nieodwołalnie pogodzić, mój domku, moje sikorkowe fraczki, kuchenne królestwo, muzyko chmurnego dnia, gdy brak jednego śmiechu w domu jest jak wycięcie drzew baśniowego lasu...
23 grudnia 2013
Jasnych, ciepłych Świąt
Wszystkim czytaczom jasnych, ciepłych, pogodnych Świat, choćby za oknem zawierucha. Dziękuję, że spotykamy się przez ten most liter i emocji, a teraz niech nadejdzie z dzwoneczkami czas najcudowniejszych wzruszeń. Do napisania!
19 grudnia 2013
Coventry carol. Coraz bliżej świąt.
Dni zakrzątania. Wyciszam się, patrząc w okno, patrzę jak wiatr maluje na jedwabiu nieba zimowe pejzaże z mgłą i chłodem. Zrobiłam wianki z gałązek brzozowych. Pachną.
Pora swetrów, rękawiczek wełnianych, szalików, rumianych policzków dzieci. Śniegu nie ma, znikł w oddechu chwilowej odwilży. Za to gorąca herbata zmywa smutki, i pachnie cynamon, i pieczone jabłka. W najkrótszą noc rozpalimy wielki ogień w kominku, żeby się przełamała ta ciemność wieczorna, te wycia wichru na mokradłach za domem, na zamarzniętym ługu aż do sinej krawędzi poważnej puszczy. Wiecie co, cieszę się, że nie wiem, jaka jest zima w mieście. Wpadam tylko na zakupy z Miłym, ogarnia mnie zgroza, a potem wracamy szybko do naszych lasów, wiatrów, zmarzniętych bagienek nad Narwią... Tak, cieszę się, że nie wiem, jaka jest zima w mieście. Nawet niosąc naręcze drzewa do pieca się cieszę.
Mały śpiewa kolędy. Zajął pierwsze miejsce w czytaniu legend polskich. Ostatni dialog:
- Mamo, już wiem, co chcę od Mikołaja, te okulary do grania, co pokazują jak się zjeżdża kolejką w 3D.
- Ale one kosztują ponad tysiąc złotych...- jęk.
Patrzy na mnie pobłażliwie.
- Ale ja nie chcę od ciebie, tylko od Mikołaja!
18 grudnia 2013
Jesteśmy w coraz lepszym gatunku
Świeżo po lekturze przemądrego wywiadu Ewy Wilk z Elżbietą Narbutt- Eysymontt uśmiecham się ciut wzruszona do monitora.
"Nie jestem taka głupia, żeby ktoś mi podpowiadał, co jest żartem, ironią."
Jak mi tego brakuje, tego dystansu do siebie u wielu osób. Tego wyczucia subtelnego, co jest żartem, co melancholią. Drażni nachalność mediów, reklam, manipulowanie, podsuwanie gotowych reakcji, sympatii politycznych i ekonomicznych, gustów.... Pierwsze wzruszenie, zgadzam się, też tak mam.
"Co jakiś czas piszę swoje refleksje(...) dla potomności. Ale kiedy je drugi raz przeczytam, to mi się wydaje, że potomność nie będzie miała z tego wielkiej pociechy."
Też tak mam! Co napiszę, to wydaje mi się gorsze, nie to miałam na myśli. Zaczynam bajki, powieści, a w połowie wątpię, czy to dobre, czy warto męczyć innych swoimi wypocinami? Drugie wzruszenie.
"Ludzie nie marzą dziś o chodzeniu, chodzą po coś".
Celowość. Brak czasu. Też tak mam. Poganiam małego, gdy wracamy ze szkoły, a on kopie bryłkę śniegu, a potem kolejną, a potem wspina się na brudną zaspę, a potem odrywa mech, a potem wrzuca śnieg do strumyka...
- Czemu ty tak musisz? - wzdycham - Czemu zwyczajnie nie idziesz?
- No wiesz, mamusiu, dzieci bawią się chodząc - wyjaśnia mi spokojnie. A ja oddycham i nagle sobie uświadamiam, że już nigdy nie będzie takiego mchu, takiego śniegu, takiego spaceru. I nagle pośpiech przestaje mieć znaczenie. Wzruszam się po raz kolejny.
"Mrożek napisał, że on na starość jest w coraz lepszym gatunku. Myślę, że ja też jestem w coraz lepszym gatunku."
To mnie urzekło, to właśnie zdanie. Bo jest prawdziwe, dla nas wszystkich.
"Nie jestem taka głupia, żeby ktoś mi podpowiadał, co jest żartem, ironią."
Jak mi tego brakuje, tego dystansu do siebie u wielu osób. Tego wyczucia subtelnego, co jest żartem, co melancholią. Drażni nachalność mediów, reklam, manipulowanie, podsuwanie gotowych reakcji, sympatii politycznych i ekonomicznych, gustów.... Pierwsze wzruszenie, zgadzam się, też tak mam.
"Co jakiś czas piszę swoje refleksje(...) dla potomności. Ale kiedy je drugi raz przeczytam, to mi się wydaje, że potomność nie będzie miała z tego wielkiej pociechy."
Też tak mam! Co napiszę, to wydaje mi się gorsze, nie to miałam na myśli. Zaczynam bajki, powieści, a w połowie wątpię, czy to dobre, czy warto męczyć innych swoimi wypocinami? Drugie wzruszenie.
"Ludzie nie marzą dziś o chodzeniu, chodzą po coś".
Celowość. Brak czasu. Też tak mam. Poganiam małego, gdy wracamy ze szkoły, a on kopie bryłkę śniegu, a potem kolejną, a potem wspina się na brudną zaspę, a potem odrywa mech, a potem wrzuca śnieg do strumyka...
- Czemu ty tak musisz? - wzdycham - Czemu zwyczajnie nie idziesz?
- No wiesz, mamusiu, dzieci bawią się chodząc - wyjaśnia mi spokojnie. A ja oddycham i nagle sobie uświadamiam, że już nigdy nie będzie takiego mchu, takiego śniegu, takiego spaceru. I nagle pośpiech przestaje mieć znaczenie. Wzruszam się po raz kolejny.
"Mrożek napisał, że on na starość jest w coraz lepszym gatunku. Myślę, że ja też jestem w coraz lepszym gatunku."
To mnie urzekło, to właśnie zdanie. Bo jest prawdziwe, dla nas wszystkich.
17 grudnia 2013
Mężczyźni tak już mają
Przez poranne zaspane oczy dostrzegam stos naczyń w zlewie, stół, pełen talerzy, opakowań po chrupkach, kartony mleka ( aż trzy, w tym dwa puste); kolejne zdumienie tuż po tym, jak kapeć przykleił mi się do podłogi po drodze do pokoju Średniego. Okazało się, że sok jabłkowy na parkiecie działa lepiej niż klej kropelka.
- Jak wy to robicie? - pytam Dużego, który wyłania się już ubrany, gotowy do szkoły o brutalnej porze między 6 a 7 rano. Wciąga rękawiczki. - Wieczorem wszystko pozmywam, sprzątnę, a rano znowu pełno...
- Mężczyźni już tak mają - pociesza mnie filozoficznie- Plus 10 do generowania bałaganu. Zobacz, umiem odblokowywać telefon nosem!
Patrzę, jak faktycznie odblokowuje nosem dzwoniący telefon, nie używając dłoni w rękawiczkach. Mój 19 letni syn... Wychodzi do szkoły, a ja patrzę krytycznie na kuchenne pobojowisko. Plus dziesięć... Nic dodać, nic ująć.
PS.
- Mógłbyś od czasu do czasu wyjąć naczynia ze zmywarki, gdy już je umyje?- proponuję Średniakowi.
- No wiesz, mamo - odpowiada poważnie - Ale jak rozpoznam, czy one już są czyste czy nie?
- Jak wy to robicie? - pytam Dużego, który wyłania się już ubrany, gotowy do szkoły o brutalnej porze między 6 a 7 rano. Wciąga rękawiczki. - Wieczorem wszystko pozmywam, sprzątnę, a rano znowu pełno...
- Mężczyźni już tak mają - pociesza mnie filozoficznie- Plus 10 do generowania bałaganu. Zobacz, umiem odblokowywać telefon nosem!
Patrzę, jak faktycznie odblokowuje nosem dzwoniący telefon, nie używając dłoni w rękawiczkach. Mój 19 letni syn... Wychodzi do szkoły, a ja patrzę krytycznie na kuchenne pobojowisko. Plus dziesięć... Nic dodać, nic ująć.
PS.
- Mógłbyś od czasu do czasu wyjąć naczynia ze zmywarki, gdy już je umyje?- proponuję Średniakowi.
- No wiesz, mamo - odpowiada poważnie - Ale jak rozpoznam, czy one już są czyste czy nie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


